Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzeum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzeum. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 czerwca 2026

Zámek Jánský Vrch w Javorníku

Na zachodnich krańcach czeskiego Śląska znajduje się miasteczko Javorník (Jauernig). Mimo swej niedużej wielkości i peryferyjnego położenia jest znane wśród turystów, zwłaszcza polskich - zapewne fakt, że miejscowość z trzech stron graniczy z Polską ma swoje znaczenie. Przede wszystkim jednak Javorník jest naprawdę ładny i posiada liczną zachowaną zabytkową zabudowę, widać to szczególnie na rynku.


O samym mieście już kiedyś pisałem, tutaj chciałem zaprezentować jego największą atrakcję, czyli górujący nad starówką zámek Jánský Vrch (Johannesberg).


Z dołu zamek wygląda skromnie, a namalowane na ścianach okna nie dodają mu powagi. Dopiero z bliska nabiera się do niego szacunku.


Do zamku można podejść stromymi schodami albo wspiąć się kilkoma różnymi ścieżkami. Z podejścia są bardzo ładne widoki na miasteczko i na okolicę; za domami zaczynają się Góry Rychlebskie.



Stając na dziedzińcu w końcu widać, że zamek nie jest taki mały i składa się z kilku części, dodatkowo otaczają go zabudowania gospodarcze.



wtorek, 17 lutego 2026

Kistelek i Kiskőrös - ciepłe wody, muzea i pálinka

Węgrzy słyną z pomnikomanii i jest to niewątpliwie cecha, która łączy ich z Polakami. Niektóre egzemplarze pamięta się dłużej niż inne, na przykład pomnik... dyni. Stał sobie na środku ronda niedaleko Segedyna. Jak go zobaczyłem, to musiałem się zatrzymać i zrobić mu zdjęcie 😏.


W tym odcinku będzie o dwóch miejscowościach zaczynających się na K, a nawet na Kis (czyli "mały"). A właściwie o jednym, bo do tego pierwszego (Kistelek) zajrzeliśmy głównie w poszukiwaniu kantoru. Chciałem wymienić większą ilość waluty w centrum handlowym w Segedynie, ale oferowano tam tak skandalicznie niskie kursy i wysoką prowizję, że oznaczałoby to stratę kilkuset złotych.
W Kistelek kantoru nie ma, za to mają dwa kościoły, a na rondzie - zamiast dyni - fontannę. Nowsza świątynia należy do ewangelików.



Są też dwa Pomniki Poległych, po jednym dla każdej wojny światowej. Dla pierwszej ma klasyczną formę w postaci stojącego z karabinem żołnierza, dla drugiej rozrósł się do kaplicy z płaczącym umięśnionym osobnikiem.
A na deser wysublimowana architektonicznie brama wjazdowa na dworzec autobusowy z odpadającym tynkiem.



czwartek, 13 listopada 2025

Raduň - z wizytą u rodziny von Blücher

Raduň (po niemiecku prawie tak samo: Radun) to licząca nieco ponad tysiąc mieszkańców wioska w pobliżu Opawy. Jest to także kolejna siedziba arystokracji na czeskim Śląsku, którą postanowiliśmy odwiedzić. Tutejszy pałac położony jest zaledwie kilka kilometrów od kompleksu w Hradcu nad Moravicí, który zwiedzaliśmy rok temu, więc siłą rzeczy będziemy obie te dwie miejscowości porównywać.


Pierwsze wrażenie jest często najważniejsze i tutaj Raduň prezentuje się okazale: pałac wznosi się na wzgórzu i odbija się w wodach jeziora, a właściwie stawu. Bardzo fotogeniczny widok i nawet siatka z boiska nie przeszkadza. 


Po podejściu bliżej i okrążeniu budynku część czaru jednak pryska: trzy z czterech ścian to dość prosta sylwetka w stylu empire wzbogacona okrągłą wieżą.


piątek, 4 lipca 2025

Industriada 2025: zabytkowa stacja w Rudach

Industriada to coroczna impreza poświęcona zabytkom techniki, odbywająca się od 2010 roku w województwie śląskim, przeważnie w czerwcu. W kilkudziesięciu lokalizacjach, zazwyczaj w obiektach leżących na Szlaku Zabytków Techniki, organizuje się festyny, spotkania, prelekcje, wycieczki i różne inne wydarzenia przyszykowane dla turystów. Czasem jest to okazja do zobaczenia czegoś wyjątkowego, na co dzień niedostępnego, a czasem (niestety, mam wrażenie, że coraz częściej) okazja dla gospodarzy tych miejsc do dodatkowego zarobku (początkowo niemal wszystkie wydarzenia były bezpłatne).

Industriadę odwiedzałem już kilkukrotnie, ale ostatni raz dość dawno, bo przed pandemią. O ile wtedy wybierałem opcję zaglądania do większej ilości obiektów, to tym razem postanowiłem skupić się na jednym, a mianowicie na Zabytkowej Stacji Kolejki Wąskotorowej w Rudach (Groß Rauden). Przez Rudy przejeżdżałem wiele razy, widziałem biegnące obok dróg wąskie szyny, lecz jakoś nigdy nie miałem czasu tam zajrzeć na dłużej. Industriadę potraktowałem jako pretekst, aby w końcu je odwiedzić, nawet jeśli ma to oznaczać dużą ilość innych turystów.


Przemysłowa część Górnego Śląska może poszczycić się najstarszą funkcjonującą siecią linii wąskotorowych na świecie. Pierwsze odcinki Górnośląskiej Kolei Wąskotorowych (Oberschlesische Schmalspurbahnen) powstały w latach 50. XIX wieku i w kolejnych dekadach rozrosły się do długości ponad dwustu kilometrów. Z zasady służyły one do transportu towarów, łącząc się z kolejami wewnętrznymi zakładów przemysłowych. W Rudach pociągi pojawiły się pół wieku później: w 1899 położono tory od stacji Gleiwitz Trinneck (Gliwice Trynek), a w ciągu kolejnych kilku lat przedłużono je w stronę Raciborza - końcową stacją była Ratibor Plania, w dzielnicy Płonia. Ta linia została wybudowana przez berlińską spółkę Górnośląskie Tramwaje Parowe (Oberschlesische Dampfstraßenbahn GmbH) i często bywa nie uznawana jako wchodząca w skład GKW. W przeciwieństwie do małych pociągów jeżdżących pomiędzy zakładami, tutaj wożono również pasażerów: robotnicy dojeżdżali nimi do pracy w przemyśle w Gliwicach, Bytomiu i Zabrzu, a w weekendy do Rud odpoczywać w lasach i nad stawami. 
Od 1906 roku był to jeden, połączony ze sobą system kolejowy, aczkolwiek zarządzany przez różne podmioty. Górnośląskie Koleje Wąskotorowe przejęło na początku XX wieku państwo pruskie, a po plebiscycie musiało oddać część polskiej administracji, natomiast Górnośląskie Tramwaje Parowe po niemieckiej stronie aż do 1945 pozostały prywatne. Słowo "tramwaj" w nazwie nie było przypadkowe: spółka uruchomiła wcześniej prawdziwe tramwaje w miastach, a za rozstaw torów w wąskotorówkach przyjęto szerokość 785 milimetrów (30 cali pruskich), czyli dokładnie tak samo jak w tramwajach; podobnie uczyniono na GKW.


Po II wojnie światowej całość górnośląskich wąskotorówek znalazła się w rękach PKP. W Polsce Ludowej ilość przewożonych ładunków szła w miliony, za demokracji zaczął się upadek, podobnie jak wszystkich tego typu kolei w całym kraju. Po latach kradzieży, demolek i oficjalnej likwidacji do dziś czynne pozostają tylko dwa niewielkie fragmenty półtorawiekowej sieci: z Bytomia Wąskotorowego do Miasteczka Śląskiego (przejechałem nim kawałek podczas Industriady w 2019 roku) oraz w okolicach Rud.


piątek, 24 stycznia 2025

Park Pamięci (Memento Park) w Budapeszcie

Problem niechcianych pomników jest tak stary jak cała historia państwowości. Jak tylko dochodzi do zmiany władzy, ustroju lub pojawiają się jakieś inne czynniki pozwalające inaczej spojrzeć na przeszłość, to zawsze pojawia się pytanie, co uczynić z takimi kłopotliwymi pamiątkami. Metody są różne. Najbardziej prymitywne to całkowite burzenie. Najmniej ingerujące: pozostawienie bez zmian lub z odpowiednio skorygowanym opisem. Metoda pośrednia to przenoszenie do mniej eksponowanych miejsc lub do muzeów. Tę ostatnią Węgrzy twórczo rozwinęli i na obrzeżach Budapesztu powstał Memento Park (Szoborpark, Park Pamięci). Jest to muzeum na świeżym powietrzu, coś w rodzaju skansenu, w którym zgromadzono dziesiątki pomników z okresu komunistycznego.


Park ten powstał dość szybko po likwidacji Węgierskiej Republiki Ludowej. Wstępny pomysł narodził jeszcze pod koniec starej epoki, w czerwcu 1989 roku - miał to być park z samymi węgierskimi Leninami. W obecnej formie zaprojektowano go w 1991 roku, a otwarto w czerwcu dwa lata później, w drugą rocznicę wyjazdu ostatnich radzieckich żołnierzy. Zgromadzono tutaj pomniki i tablice jedynie z terenu węgierskiej stolicy, a nie z prowincji. Rada miejska Budapesztu oddała radom dzielnicowym decyzję, czy pokomunistyczne monumenty mają zostać przeniesione czy pozostać na miejscu: dzielnice zagłosowały za relokacją na teren muzeum. Odbyła się ona tak, jak cały upadek madziarskiego komunizmu: spokojnie i bez specjalnych emocji. W przeciwieństwie do podobnego parku na Litwie ten nigdy nie budził większych kontrowersji i nie zarzucano mu promowania komunizmu. Kompleks jest chwalony jako "realistyczne, a zarazem odległe podejście do nieprzyjemnej przeszłości" oraz ujęcie w interesującą formę przykładów socrealistycznej rzeźby, z których wiele jest intrygujących jako dzieła sztuki. Jak to opisał projektant muzeum: Ten park jest o dyktaturze. A jednocześnie, ponieważ można o nim mówić, opisywać go, budować, ten park jest o demokracji. W końcu tylko demokracja daje możliwość swobodnego myślenia o dyktaturze.


czwartek, 28 listopada 2024

Hradec nad Moravicí: z wizytą u książąt Lichnowskich

Hradec nad Moravicí (Grätz) jest kilkutysięcznym miastem na czeskim Śląsku, położonym niedaleko Opawy (Troppau). Miastem starym, bo pierwsze prawa miejskie otrzymało w XV wieku, natomiast pierwsza wzmianka pochodzi z roku 1060, ale ośrodek ten istniał na pewno już kilkaset lat wcześniej. Ukształtowanie terenu sprawiło, że od samego początku była to osada strategiczna: w tym miejscu pagóry Niskiego Jesionika okalają wąską dolinę wymienionej w nazwie Moravicy (niem. Mohra). Biegł tędy szlak handlowy w stronę Polski, a więc był to ważny punkt na wczesnośredniowiecznej granicy polsko-czeskiej, często się wówczas zmieniającej. Początkowo na jednym ze wzgórz znajdował się gród plemienia Golęszyców, następnie zastąpił go królewski zamek, używany przez kolejne czeskie i śląskie rody, wreszcie jego rola zmieniła się w typowo pałacową. Dzisiaj to właśnie rozległy kompleks zamkowo-pałacowo-parkowy przyciąga do Hradca turystów. Przyciągnął i nas, ale zanim pójdziemy w książęce progi, to pokręcimy się trochę po samym mieście, które przycupnęło nad samą rzeką, na północ od pałaców.


Centrum dzisiejszego miasta jest dawna samodzielna osada Podolí (Podoly). Z Hradkiem, który wyrósł z zamkowego przedmieścia, oficjalnie połączona została dopiero w XX wieku. Co ciekawe, główna ulica zwie się Podolską - nieco dziwnie, bo to tak jakby, dajmy na to, główna ulica katowickiego Załęża była Załęską 😏. 
W mediach często pojawia się określenie miasteczka jako "Perły Śląska". O ile można tak nazwać wzgórze zamkowo-pałacowe, to Hradec jako miejscowość zupełnie takim nie jest. Zobaczymy tutaj co prawda kilka kapliczek, w tym barokowego Nepomucena przy moście, jest stuletni budynek szkoły i parę starych kamieniczek, lecz całości w żaden sposób nie można określić jako "perły".


Największe wrażenie robi potężna wyrwa. Nasza wizyta odbyła się we wrześniu, nie minął jeszcze nawet tydzień, gdy rzeki czyniły spustoszenie w Czechach i w Polsce. Hradek zalewało dwukrotnie: w sobotę wieczorem i w niedzielę rano (14 i 15 września). Za każdym razem winnym była jednak nie Moravica, a jej dopływ Hradečná. Co prawda zniszczenia nie były tutaj wielkie (zwłaszcza w porównaniu z mijanym wcześniej Krnovem), ale domy w centrum i tak zostały podtopione. Muzeum zamkowe poinformowało, że zawiesza działalność, bo górka, na której się znajduje, została chwilowo odcięta od świata. W kilku miejscach nad brzegami oberwały się skarpy, w dół runął asfalt i bruk. Obok dziury wznosiła się kupa zniszczonego sprzętu domowego.


niedziela, 3 marca 2024

Muzeum Stasi w Berlinie

W czasach komunizmu nazwa "Stasi" była powszechnie znana i budziła równie powszechny lęk. Bezpieka Niemieckiej Republiki Demokratycznej często uważana była za najgorszą wśród państw demokracji ludowej, pod niektórymi względami przewyższającą nawet służby radzieckie. 


Infiltracja społeczeństwa osiągnęła poziom trudny do wyobrażenia. Pod koniec istnienia, w kraju liczącym szesnaście milionów mieszkańców, na etacie Stasi pracowało prawie sto tysięcy cywilnych osób plus kilkanaście tysięcy żołnierzy i oficerów. Jeśli chodzi o tajnych współpracowników, to było ich co najmniej sto pięćdziesiąt tysięcy, ale są liczby mówiące o połowie miliona, a nawet o dwóch milionach obywateli, którzy choć raz złożyli jakiś raport lub donos! Szacuje się, że co najmniej jeden na sześćdziesięciu trzech Niemców ze wschodu współpracował ze Stasi, a gdyby wziąć pod uwagę najbardziej skrajne liczby, to statystycznie w każdym spotkaniu, w którym brało więcej niż siedem osób, znaleźlibyśmy jednego informatora bezpieki. Dla porównania Służba Bezpieczeństwa w ostatnim roku Polski Ludowej posiadała prawie czterokrotnie mniej oficjalnych pracowników i połowę mniej tajnych współpracowników przy ponad trzykrotnie większej liczbie mieszkańców kraju. W takiej sytuacji Stasi byłaby służbą z największym w historii nadzorem nad społeczeństwem, o wiele większym niż chociażby Gestapo w III Rzeszy, a NRD uzyskałoby tytuł najbardziej szpiegowanego wewnętrznie państwa na świecie. 
Rok 1989 pokazał, że nawet takie trzymanie narodu za mordę nie gwarantuje przetrwania reżimu.


środa, 15 marca 2023

Vysočina - Muzeum v přírodě i żydowski Dřevíkov

U Czechów słowo "Vysočina" może mieć rozmaite znaczenie. W najprostszej wersji to po prostu "wyżyna". Może to być także "Česká vysočina", która obejmuje większość państwa, ale także najwyższe czeskie pasma górskie. Mamy również "Kraj Vysočina" na granicy Czech i Moraw, który posiada tak adekwatną do swojego położenia nazwę jak, na przykład, województwo małopolskie w stosunku do Małopolski. Dalej - "Vysočina" to rodzaj czeskich jabłek, jak i czeskiego salami, ponoć podobnego do węgierskiego. Wreszcie "Vysočina" to gmina w środkowej części Republiki, niedaleko Chrudima. Jest ona o tyle nietypowa, że składa się z kilku wiosek, ale żadna nie nazywa się... Vysočina 😛. Nazwę nadano odgórnie tworząc gminę w latach 60. ubiegłego wieku i to ona - nie salami i nie jabłka - mnie interesuje, ponieważ na jej terenie działa większość obiektów Muzeum v přírodě Vysočina.


W niewielkiej osadzie Veselý Kopec znajduje się skansen, jeden z tych mniej znanych, przynajmniej dla mnie do niedawna. Prezentuje on ludową zabudowę pasma górskiego Železné hory, a także wsi wokół miast Hlinsko, Polička i Litomyšl; jest to więc głównie dzisiejszy kraj pardubicki. Przyznam się szczerze, że architekturą wiejską tej części Czech do tej pory się nie interesowałem, pora była więc nadrobić braki.

Na dzień wizyty w skansenie wybraliśmy jesienne południe, w dzień powszedni. Jak słusznie podejrzewałem - jesteśmy tu kompletnie sami, nie licząc obsługi i znikających wśród nabierających kolorów drzew ptaków.
 

wtorek, 28 czerwca 2022

Operacja "Mazury" (4): nad jeziorem Niegocin - Rydzewo i Giżycko

Autostopem dojeżdżamy do Rydzewa (Rydzewen, Rotwalde). Wioska liczy kilkuset mieszkańców, ale jest bardzo popularna wśród turystów, zwłaszcza żeglarzy, bowiem leży na południowym skraju jeziora Niegocin (Löwentinsee). A pisząc jeszcze konkretniej - to położona jest nad dwoma jeziorami - "właściwym" Niegocinem oraz Bocznym (Saitensee), będącym odnogą Niegocina 😏. W każdym razie w sezonie pełno tu łódek i działa kilka przystani.


W centrum stoi ładny kościół, wybudowany przez ewangelików, a dziś noszący imię Andrzeja Boboli. Niestety, bramę zamknięto, więc mogę jedynie zrobić zdjęcie zza wysokiego muru.


Wśród zabudowy znajdzie się kilka domów szachulcowych - na przykład ten piękny dawny Gasthaus.


piątek, 4 marca 2022

Pompeje - zwiedzanie z Wezuwiuszem w tle

O Pompejach słyszał chyba każdy - starożytne miasto rzymskie zniszczone przez wulkan. Jedna z największych atrakcji turystycznych Włoch, rocznie odwiedzało je dwa i pół miliona turystów. Taka masa ludzi chyba nie może się mylić, więc nawiedzimy je i my 😏.
 

Krótki rys geograficzny: Pompeii położone były kilkanaście kilometrów na południe od Neapolu, przy ujściu rzeki wpadającej do morza, dziś oddalonego o 700 metrów.

Nieco dłuższy rzut historyczny: założyli je w VII wieku p.n.e. Oskowie, jeden z pierwotnych ludów italskich. Potem zastąpili ich Grecy, następnie Etruskowie. Te zmiany nastąpiły w sposób stopniowy i raczej pokojowy. W V wieku p.n.e. osadę zdobyli Samnici, inne plemię italskie, którzy stali się sojusznikami Rzymu. W kolejnych stuleciach Pompeje się rozwijały, pod pewnymi względami przewyższały nawet Romę, ale ta, jak większość imperiów, krok po kroku wchłaniała sprzymierzeńców, więc w 89 roku p.n.e. wybuchła krwawa wojna pomiędzy nimi a miastem nad Tybrem. Pompeje stanęły przeciwko Rzymowi i po klęsce stały się zwykłą kolonią, pozbawioną większości praw. Asymilacja jednak postępowała i w pierwszym wieku naszej ery możemy pisać o modelowym mieście rzymskim średniej wielkości, zamieszkanym przez dwadzieścia - trzydzieści pięć tysięcy osób. Ludność bogaciła się przede wszystkim na handlu morskim, a w okolicy osiedliło się sporo rodzin arystokratycznych, ze względu na żyzne ziemie i łagodny klimat.
W 62 roku doszło do pierwszej katastrofy - silnego trzęsienia ziemi. W Kampanii były one dość częste, ale to spowodowało znaczne szkody, spotęgowane przez pożary powstałe od poprzewracanych lamp oliwnych. Przez kolejne kilkanaście lat Pompeje mozolnie się odbudowywały, aż nadszedł rok 79... Jesienią, prawdopodobnie w październiku (do niedawna sądzono, że już w sierpniu) nastąpiła erupcja Wezuwiusza. Poprzedzały ją drobne wstrząsy, na które nikt nie zwracał uwagi, a zresztą Rzymianie nawet nie mieli pojęcia, że stożek obok to... wulkan! Wcześniejsze wybuchy Wezuwiusza miały miejsce jeszcze przed zasiedleniem tych terenów przez ludzi, więc dla nich była to normalna, zwykła góra. To tłumaczy, dlaczego wielu mieszkańców zlekceważyło zagrożenie - przecież jakby nagle zaczęło się dymić z Pilska, to także cały Korbielów nie zerwałby się do ucieczki...
 

poniedziałek, 31 stycznia 2022

Neapol - Muzeum Archeologiczne, Rione Sanità i Materdei

W poprzednim wpisie opisywałem miejsca w Neapolu, po których najczęściej kręcą się turyści - starówkę oraz Castel Nouvo i Pałac Królewski. Teraz pora będzie trochę się oddalić, choć na początku niezbyt daleko.

Symboliczną północną granicą Centro Storico stanowi Via Foria - ruchliwa ulica, częściowo z przedzielonymi pasami ruchu, ozdobiona palmami i fontannami.
 

 
Na jej zachodnim krańcu (przy Piazza Museo Nazionale) znajduje się Museo archeologico nazionale di Napoli - Narodowe Muzeum Archeologiczne. Z neapolitańskich obiektów do zwiedzania to na nie najbardziej ostrzyłem sobie zęby.
Sam budynek oczywiście też jest zabytkiem - wybudowali go pod koniec XVI wieku Hiszpanie jako koszary kawalerii. Później przebudowano go i umieszczono w nim uniwersytet, a pod koniec 18. stulecia zaczął po raz pierwszy pełnić role muzealne. W 1816 roku król Ferdynand I oficjalnie inaugurował "Królewskie Muzeum Burbonów", które po podbiciu południowych Włoch przejęło Państwo Włoskie.


środa, 27 października 2021

Salina Turda robi wrażenie.

Turda (węg. Torda, niem. Thorenburg) to miasto położone w pobliżu Klużu. Posiada ruiny rzymskiego miasta, starówkę z ewangelickim kościołem warownym, kilka innych zabytkowych świątyń, nieczynny stary browar i kopię Wilczycy Kapitolińskiej, ale - bądźmy szczerzy - turyści odwiedzają ją tylko z jednego powodu, który zwie się Salina Turda (węg. Tordai sóbánya, niem. Salzbergwerk Thorenburg). Kopalnia soli jest uznawana za jedną z największych atrakcji Siedmiogrodu, a nawet i całej Rumunii.

 
Sól wydobywano w Turdzie już w starożytności, a w tej lokalizacji prawdopodobnie od średniowiecza, choć kopalń w mieście było wiele. Największy okres rozwoju obiektu przypadł na czasy panowania Habsburgów - od końca XVII do połowy XIX wieku - po którym nastąpił spadek znaczenia: w skutek przestarzałej infrastruktury kopalnia przegrywała rywalizację z innymi ośrodkami, aż w końcu w 1932 roku została zamknięta.
Następnie pełniła różne role, m.in. schronu i magazynu serów, po upadku komunizmu przeszła na funkcję uzdrowiskowo-leczniczą i zaczęła przyciągać masy turystów.

poniedziałek, 9 sierpnia 2021

Toruń - atrakcje poza starówką (rejs po Wiśle, twierdza i Ojciec Dyrektor)

Największe atrakcje Torunia skrywają się na starówce, ale i poza nią można znaleźć wiele ciekawych miejsc. Nie zawsze muszą to być obiekty wpisane na listę zabytków.

Zacznę od terenu położonego tuż obok Zespołu Staromiejskiego, a mianowicie wybrzeża nad Wisłą, ciągnącego się wzdłuż murów miejskich. Same mury należałoby uznać za część starówki, ale ponieważ najlepiej je podziwiać spoza niej, więc znalazły się w tym wpisie.

Toruńskie nabrzeże na wysokości centrum nosi nazwę Bulwaru Filadelfijskiego. Wcześniej, od lokacji miasta aż do lat 60. ubiegłego wieku, funkcjonował tu port, który postanowiono przekształcić w tereny spacerowe. 




To właśnie stąd miejskie obwarowania wyglądają najdostojniej i nadal robią wrażenie. Przyjmuje się, iż Toruń był pierwszy ośrodkiem na terenie obecnej Polski, który zaczął wznosić mury obronne w takiej właśnie formie - ich budowę rozpoczęto w 1246 roku, wcześniej niż we Wrocławiu, Poznaniu lub Krakowie. Stare Miasto otoczone było częściowo dwoma pasami murów, Nowe Miasto podobnie, dodatkowo istniały umocnienia oddzielające Stare Miasto od Nowego. Do dziś zachował się mniej więcej kilometr, głównie pojedyncza linia od strony Wisły. Pozostałe odcinki zostały rozebrane w XIX wieku.
Z ośmiu dawnych bram Starego Miasta istnieją trzy, a także dziewięć baszt, natomiast nie pozostało nic z takiej architektury chroniącej Nowe Miasto. 
 

czwartek, 8 lipca 2021

Zamość. Perełka na koniec

Zamość. Perła renesansu wpisana na listę UNESCO. Najładniejsze miasto dawnej ziemi chełmskiej, a dziś zapewne całego województwa lubelskiego, a może i południowo-wschodniej Polski. Tak mówią. Faktycznie, kolorowa starówka może się podobać, zwłaszcza Rynek Wielki.


Po tygodniowym włóczeniu się wzdłuż granicy na sam koniec czeka nas wizyta w tak turystycznym miejscu. Nietypowe w naszym przypadku. Początkowo jednak nie mamy okazji podziwiać pięknych zabytków dawnej architektury, bowiem dworzec autobusowy w Zamościu to dość obskurny plac (przypominający parking) otoczony blokami. Daleko z niego zarówno do centrum, jak i do dworca kolejowego. Odnoszę wrażenie, że takie lokalizacje (podobnie jak np. w Lublinie) podyktowane były chęcią przypodobania się lobby taksówkowemu, bo to one najbardziej na nim skorzysta.

niedziela, 21 lutego 2021

Zimowe Opole: centrum i Muzeum Wsi Opolskiej.

Nie jest łatwo w ostatnich latach zobaczyć Opole w zimowej szacie. Przykładowo rok temu w ogóle nie było tu zimy, jeśli nawet jakiś śnieg spadł, to topniał w ciągu kilku godzin. W 2021 aura trochę się zrehabilitowała i przyniosła co najmniej kilkanaście dni z białym puchem. Oczywiście wiele osób narzekało, że ślisko, zimno, zaskoczeni drogowcy i kierowcy, ale ja byłem zachwycony, zwłaszcza jeśli udało się połączyć śnieg ze słońcem 😏. Zapraszam zatem na dwa spacery po historycznej stolicy Górnego Śląska.

Podczas pierwszego z nich śniegu było jeszcze niedużo. Zaczynam fotografowanie od placu Daszyńskiego, kiedyś nazywającego się Friedrichsplatz.


Na początku XX wieku założono tu park, a na środku wybudowano chyba najładniejszą fontannę w mieście, zwaną Opolską Ceres. Przez wiele lat grupę rzeźb zwieńczył miedziany baldachim, ale zniknął mniej więcej w czasie wyzwalania Oppeln.


niedziela, 7 lutego 2021

Terezín (Theresienstadt). Twierdza, getto i więzienie.

Terezín (Theresienstadt) to niewielkie miasto położone nad Ohrzą (Ohře), kilka kilometrów na południe od Litomierzyc. Zostało założone pod koniec XVIII wieku jako twierdza wzniesiona na rozkaz Józefa II. W powszechnej świadomości istnieje jednak nie jako obiekt militarny, ale obóz koncentracyjny z czasów II wojny światowej. Niemal wszyscy odwiedzający miejscowość przyjeżdżają tu z powodu wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat, niewiele więcej ich interesuje. Nie da się ukryć, że z historią obozu miasto będzie kojarzone na zawsze, podobnie jak np. Oświęcim, choć włodarze próbują trochę zmienić ten stan rzeczy i reklamować swoje mniej drastyczne atrakcje; im spróbuję się przyjrzeć w pierwszej części wpisu.

Twierdza, której budowę ukończono w 1790 roku, powstała na wzorach francuskich, była najnowocześniejsza w państwie Habsburgów i jedna z najnowocześniejszych na świecie, a nazwę nosiła oczywiście po matce cesarza, Marii Teresie. Jej zadaniem była obrona północnych Czech narażonych od strony Prus. Szybki rozwój sztuki fortecznej sprawił, że rychło się zestarzała i nigdy nie wzięła udziału w walkach, choć dwukrotnie (w 1813 i 1866) było do nich blisko. Pod koniec 19. stulecia z uwagi na sojusz austriacko-niemiecki straciła w ogóle jakiekolwiek znacznie strategiczne, a stała się wielkimi koszarami (w swej głównej części), natomiast w wysuniętym za rzekę przyczółku (Mała Twierdza, Malá pevnost) urządzono więzienie polityczne.

Na zdjęciu poniżej kamień węgielny z tablicą wmurowaną 10 października 1780 roku.

Terezín to twierdza bastionowa w kształcie wieloramiennej gwiazdy, zgodna z ówczesną modą i wiedzą. Składają się na nią ponad 3 kilometry murów grubych na 30 metrów, 55 obiektów fortecznych naziemnych i prawie 30 kilometrów korytarzy łączących 136 obiektów podziemnych. Garnizon w czasie wojny miał liczyć 11 tysięcy żołnierzy. Dzięki temu, że uniknęła zniszczeń wojennych, przetrwała niemal w całości, a ponieważ od czasu budowy nie przechodziła poważniejszych przebudowań, to jest pod względem swej oryginalności unikatem.



wtorek, 17 listopada 2020

Vukovar i okolice.

W Bośni i Hercegowinie symbolem ludobójstwa z lat 90. ubiegłego wieku stała się Srebrenica, w Chorwacji rolę taką rolę odgrywa Vukovar.

Do czasu wybuchu konfliktu Vukovar był spokojnym, zamożnym miastem, pełnym zabytkowej barokowej architektury. Na Dunaju działała jedna z największych stoczni w kraju. Najliczniejszą grupę mieszkańców stanowili Chorwaci, Serbów było nieco mniej, ale przeważali w okolicznych wioskach. To oraz fakt, że miejscowość leży na samej granicy, spowodował, że w momencie rozpadu Jugosławii rozpętało się tu piekło.
 

Napięcie pomiędzy dwiema głównymi narodowościami zaczęło gwałtownie rosnąć już w 1990 roku, kiedy to w pierwszych wolnych wyborach zarówno w Serbii jak i w Chorwacji zwyciężyły partie nacjonalistyczne. Chorwaci rozpoczęli drogę do niepodległości, chorwaccy Serbowie bali się zmarginalizowania oraz powtórki z II wojny światowej, kiedy to ustasze urządzili im rzeź. Jednym z najbardziej zapalnych punktów był zachodni Srem (Syrmia) - czyli właśnie ta część Chorwacji, którego główne miasto to Vukovar. Miejscowi Serbowie przy wsparciu Belgradu organizowali własne oddziały (oficjalnie - samoobrony) i przejmowali władzę na prowincji, de facto zaczął się okres dwuwładzy: sam Vukovar pozostał w rękach Chorwatów (którzy zaczęli prześladować Serbów), a serbska okolica odpowiedziała m.in. blokadami dróg i wypowiedzeniem posłuszeństwa. Taki obrót spraw nie może zakończyć się dobrze... Drobne starcia pomiędzy chorwacką policją a serbskimi paramilitarystami przybierały na sile, padali pierwsi zabici. Do akcji wkroczyła Jugosłowiańska Armia Ludowa (JNA), w której w tym czasie służyli głównie Serbowie i Czarnogórcy. Teoretycznie miała rozdzielać zwaśnione strony, faktycznie często wspomagała rodaków.

czwartek, 16 lipca 2020

Wielkopolskie muzea: w Biskupinie, Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie i Pierwszych Piastów na Ostrowie Lednickim.

W tym wpisie chciałbym zaprosić do wirtualnego zwiedzenia trzech ważnych muzeów: jednego tradycyjnego w Gnieźnie i dwóch plenerowych w jego okolicy. Opiszę je zgodnie z chronologią moich wizyt.

Najpierw zajrzymy do Biskupina i jego słynnego Muzeum Archeologicznego. Administracyjnie to województwo kujawsko-pomorskie, ale historycznie jesteśmy na Pałukach, krainie wchodzącej w skład Wielkopolski. 

W Biskupinie odkrycie śladów przeszłości nastąpiło tak, jak zdarza się często, bo przez przypadek: w wyniku prac melioracyjnych poziom jeziora się obniżył i odsłonił starożytne pozostałości. Zaczęli je zbierać tutejsi chłopi, nie zdając sobie sprawy z tego jak są cenne, a w końcu dzieci pokazały je nauczycielowi, który nagłośnił sprawę. To jedna wersja historii, druga mówi, że nauczyciel sam w czasie spaceru zauważył, że z wody coś się wyłania. Ponieważ władze nie wykazały zainteresowania odkryciem, dotarł on do profesora archeologii z Uniwersytetu Poznańskiego, Józefa Kostrzewskiego i ten zainicjował prace badawcze. Na kalendarzu kartki wskazywały rok 1934.

Wykopaliska prowadzono w latach 30., następnie kontynuowali je Niemcy w czasie wojny (oczywiście im przyświecał cel dokładnie odwrotny niż Polakom), a potem już w PRL-u. Od 1950 roku działa muzeum/skansen, który zawsze chciałem odwiedzić. Teraz nadarzyła się okazja, choć znajomi ostrzegali: "Zawiedziesz się". Zapewne. Jak człowiek koniecznie chce coś zobaczyć, to bardzo często okazuje się, iż rzeczywistość nie nadąża za wyobrażeniami.


Na dzień dobry niemiły ceremoniał: płacimy za bilety wstępu, a dodatkowo za parking. Bez sensu. Okolica zorganizowała się turystycznie wokół skansenu: widać tablice kierujące do mniej lub bardziej interesujących miejsc, utworzono jakieś dziwne muzea, pokraczne place zabaw, punkty gastronomiczne i tym podobne. Staramy się nie zwracać na to uwagi i już mieliśmy przekroczyć bramę wejściową, gdy nadjechał pociąg! Nie byle jaki, tylko wąskotorowy. To fragment Żnińskiej Kolei Powiatowej, kursującej ze Żnina do Gąsawy. Nawet przez chwilę się zastanawiamy, czy również się nie przejechać tam i z powrotem, lecz w końcu udajemy się na zwiedzanie.