Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jesioniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jesioniki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 lipca 2025

Śnieżnik od czeskiej strony: zobaczyć blender i przenocować w chatce

Staré Město (Mährisch Altstadt) to nieduże morawskie miasteczko pełne zabytków, otoczone trzema sudeckimi pasmami górskimi. Będzie naszym punktem startowym. Parkujemy bezpłatnie* w samym centrum i, jako pierwszy krok, zaglądamy pod renesansowy kościół św. Anny oraz na cmentarz, gdzie zachowało się sporo starych grobów.



Następnie, już z plecakami i w górskim obuwiu, zachodzimy na pobliski rynek i odwiedzamy restaurację Národní Dům; to jedyny przybytek otwierany o dziesiątej, a ta poranna godzina właśnie wybiła. Jesteśmy pierwszymi klientami, ale inni spragnieni zimnego piwa zjawiają się niewiele później. Jak to w czeskiej lokalnej knajpce prawie wszyscy się znają i mają swoje stałe miejsca. Nieświadomi usiedliśmy przy "zajętym" stole, więc po jakimś czasie zjawia się dwóch wielkich jegomości, którzy - nie mówiąc ani słowa - dosiadają się do nas, sapiąc, jęcząc i wzdychając. Dzielnie wytrzymaliśmy ich obecność 😏.


Kilka początkowych kilometrów moglibyśmy przejechać autobusem, ale wybieramy opcję dłuższego posiedzenia w restauracji. Poza tym jest piękna pogoda, a ten odcinek widokowy, więc szkoda byłoby go ominąć. Najpierw schodzimy z rynku w dół w dolinę rzeki Krupá (Graupa), gdzie za dworcem kończą się tory z Hanušovic, stoi kilka modernistycznych willi, a pod jedną ze stodół Bastek zauważa otoczoną połamanymi wiadrami bryczkę.
- Przecież takie coś warte jest grubą kasę, a ktoś go sobie tak postawił! - woła.



wtorek, 7 stycznia 2025

Jesioniki: przedsylwestrowy Zlatý chlum

W przedostatni dzień 2024 roku udało mi się w końcu skoczyć w góry! Wybrałem Jesioniki, aby mieć szybki dojazd po nocce. Jednodniówka, ale dobre i to. Prognozy zapowiadały słoneczną pogodę, zastanawiałem się tylko, czy uda mi się spotkać zimę? Na to widoki były słabsze, bo obraz z kamer sugerował, że panuje tu raczej późna jesień...

Parkuję w Jeseníku (Freiwaldau), odkrywam, że miejskie toalety są nieczynne i pierwsze kroki kieruję... nie, nie na szlak, ale na ostatnie czeskie piwo przed końcem kalendarza 😏. Mam szczęście, bo akurat trafiła się IPA. Mimo wczesnej pory w knajpie już całkiem sporo ludzi, panie siedzą przy kawce, panowie przy kufelku, a jeden przytargał ze sobą laptopa.


Na zewnątrz jest dość ciepło jak na grudzień, ale ja wyobrażam sobie jakie temperatury musiały panować zimą w twierdzy wodnej. 


Jeseník był jedną z najbardziej poszkodowanych miejscowości w czasie wrześniowych powodzi. W centrum za bardzo nie widać śladów, ale są przy rzece. Biała (Bělá, Biele) niosła zniszczenia od gór aż po Głuchołazy. Jadąc w tę stronę widziałem dziesiątki uszkodzonych mostów, zerwanych kładek, osunięte brzegi wraz z asfaltem. Tu też most ma wyraźny ślad po uderzeniu czegoś ciężkiego, a koryto nadal pełne jest różnego syfu.


wtorek, 3 grudnia 2024

Na Biskupią Kopę szlakami z Heřmanovic

Na Biskupią Kopę wchodziłem w tym roku już dwa razy, w październiku wszedłem trzeci raz. Liczyliśmy, że uda się załapać na jesienne kolory, choć ta nadzieja nie była zbyt wielka, bo zazwyczaj mam w tej kwestii pecha. Mogę jednak wyprzedzić opowieść: na brak ładnych widoków nie narzekaliśmy.

Po drodze przyglądaliśmy się, jak wygląda teren po powodzi, która przewaliła się przez tę część Śląska niemal dokładnie miesiąc wcześniej. Najwięcej zniszczeń było widać na brzegach rzek i potoków.


Jeden z bohaterów wrześniowej tragedii: tama w Jarnołtówku (Arnoldsdorf). Choć w pewnym momencie woda zaczęła przelewać się przez koronę, a niektórzy straszyli, że w każdej chwili może pęknąć, to ponad stuletnia konstrukcja wytrzymała, chroniąc wioskę przed całkowitym zniszczeniem. Pytanie, czy wytrzyma kolejne takie wydarzenie.


Powódź dotknęła też Zlaté Hory (Zuckmantel); w pewnym momencie mieli tam największe opady w całym kraju. Wylał Złoty Potok (Zlatý potok, Goldbach), który na dalszym odcinku płynie przez Jarnołtówek w stronę Prudnika. W centrum chyba nie było większych zniszczeń, za to potok Olešnice mocno przeorał brzegi przy skansenie Zlatorudné mlýny. Podjechaliśmy tam zobaczyć skalę uszkodzeń. Same budynki na pierwszy rzut oka wyglądały na nieruszone, natomiast pozrywało niektóre mostki, woda porwała elementy małej architektury, m.in. rynny, w których przed powodzią odbywały się mistrzostwa świata w płukaniu złota. Skansen został zamknięty, ogłoszono zbiórkę funduszy na remont.



sobota, 16 marca 2024

Pradziad i pożegnanie zimy

Każdy Ślązak powinien choć raz odwiedzić Pradziada! Dlaczego? Ano choćby dlatego, że to najwyższa góra Górnego Śląska. A i inne powody też się znajdą 😏.

Na początku marca zaproponowałem wspólny wyjazd tacie, który jeszcze w Wysokim Jesioniku nie był. Do kompletu dołączyłem Bastka, żeby ktoś narzekał przy podejściu 😛 .
Problem pojawił się przy wytyczaniu trasy. Koniecznie okazało się skorzystanie z komunikacji autobusowej, a to oznaczało, że mamy ograniczony czas na przejście, pięć i pół godziny. Niby dużo, ale jednak nie pozwala na zbyt długie, nieplanowane przerwy.

Startować będziemy z przełęczy nazywanej Videlské sedlo lub Videlský kříž (a dawniej Gabeler Paß, Gabel Kreuz albo Gebirgssattel)


Jest ona o tyle ciekawa, że przebiega przez nią nie tylko granica gmin, powiatów i krajów (ołomunieckiego i śląsko-morawskiego), ale też umowna Dolnego i Górnego Śląska. Tę wewnętrzną śląską granicę zazwyczaj ciężko precyzyjnie ustalić, tu nie ma z tym problemu: gmina Bělá pod Pradědem (Waldenburg) to dawne dolnośląskie księstwo nyskie podległe biskupom wrocławskim, a gmina Vrbno pod Pradědem (Würbenthal) to tereny górnośląskie, które przez trzy stulecia należały do Zakonu Krzyżackiego. Granicę widać także po nawierzchni drogi: asfalt górnośląski jest gorszy od dolnośląskiego. 


Nazwa przełęczy pochodzi od osady Vidly (Gabel) oraz krzyża, który stał w tym miejscu co najmniej od XVIII wieku. Według legendy ustawili go dwaj franciszkańscy mnisi wędrujący do Videl z... Rzymu. Dzisiejszy krzyż jest dość nowy i stał się częścią jakiejś trasy pątniczej przez różne punkty pielgrzymkowe powiatu Jesionik.


wtorek, 27 lutego 2024

Na Biskupią Kopę od morawskiej strony

Na Biskupią Kopę wchodziłem już prawie z każdej strony. Z Pokrzywnej i z Jarnołtówka. Ze Zlatych Hor kilkoma trasami. Z Heřmanovic. Na szybko z Petrovych boud. A pisząc krainami: ze Śląska. Głównie Dolnego, poza Pokrzywną, która leży na Górnym Śląsku, ewentualnie za taki można uznać Jarnołtówek. Pod koniec stycznia postanowiłem zaatakować ją... z Moraw.
Patrząc na mapę niektórzy będą się głowić, gdzie Morawy, a gdzie Góry Opawskie? Ano całkiem blisko, bo przecież na południowy - wschód od Kopy rozciągają się morawskie enklawy na Śląsku

Niestety, spóźniłem się na zimę. Jeszcze tydzień temu góry przykryte były przyjemną warstwą białego puchu, który nagle zaczął błyskawicznie znikać. Wysoka temperatura, opady deszczu i silny wiatr skutecznie go wyeliminowały 😕. Zwłaszcza chyba ten ostatni... Staję przed Prudnikiem, żeby zrobić Kopie zdjęcie z oddalenia i podmuchy miotają mną po polu jak pijanego rolnika na rondzie. Fotkę jakoś udało mi się wykonać, ale spróbujcie się wysikać w takich warunkach 😛.


Pogodę zapowiadano bardzo zmienną. Już w czasie dojazdu mam na przemian ścianę deszczu i przeskakujące po zboczach słońce.


Parkuję pod urzędem gminy w Janovie (Johannesthal). Jest to jedno z najmniejszych miast Republiki Czeskiej - z niecałymi trzema setkami mieszkańców zajmuje czwarte miejsce od tyłu. Tradycje jednak posiada bogate: został założony przez biskupów ołomunieckich w średniowieczu, później stał się miasteczkiem górniczym, bo jak wszędzie w okolicy wydobywano srebro. Jeszcze w latach 30. ubiegłego wieku żyło w nim ponad tysiąc osób.


wtorek, 10 stycznia 2023

Górskie pożegnanie 2022 roku: Biskupská kupa i Borůvková hora

Najbliżej położone mojego miejsca zamieszkania pasmo górskie to Góry Opawskie. Mimo to aż do końca grudnia wydawało się, że będzie to "rok bez Kopy Biskupiej"! Po prostu nie miałem czasu jej odwiedzić, a nie jest ona aż tak atrakcyjna, żeby z niej powodu rezygnować z innych wyjazdów. W końcu jednak trzy dni przed sylwestrem udaje się ją zdobyć!
 

Tym razem ruszamy w trójkę. Oprócz mnie Bastek, który zna Kopę jak swoją dziurawą kieszeń, oraz Gosia, która również ma doskonale spenetrowaną okolicę, lecz nigdy nie wchodziła na szczyt od czeskiej strony.
W Zlatych Horach jesteśmy na tyle wcześnie, że obie knajpy przy głównej drodze są zamknięte! Idziemy zatem na zakupy do sklepu, a potem z reklamówką udajemy się na cmentarz, podziwiając architekturę.
 


wtorek, 8 listopada 2022

Wysoki Jesionik: połoniny, elektrownia i morza chmur

Wysoki Jesionik to jedno z najczęściej odwiedzanych przeze mnie pasm górskich (formalnie: mezoregion). Zawsze znajdzie się powód do kolejnej wizyty, a tym razem mieliśmy od dawna sprecyzowany cel wyjazdu, a mianowicie nocleg na głównym grzbiecie. Nocleg darmowy, dodajmy od razu. Czy uda się go zrealizować? Zobaczymy...

Na samym początku prawie strzelamy sobie w kolano, bowiem na autobus w Jeseníku zdążamy dosłownie tuż przed zamknięciem drzwi przez kierowcę! Niby mieliśmy spory zapas czasowy, ale podróż przed opolskie powiaty strasznie się wydłużała (dzień przed Wszystkich Świętych to już totalne przycmentarne szaleństwo), potem jeszcze zakupy i wreszcie bieg... Na szczęście się udało i wygodnie dojeżdżamy na Červenohorské sedlo (Roter-Berg-Sattel), przełęcz na granicy Śląska i Moraw. Stąd nie raz już rozpoczynałem wędrówkę, niebagatelny jest fakt, że już znaleźliśmy się na wysokości ponad tysiąca metrów.


Zastanawiałem się, czy nie przyjechać samochodem aż tutaj, ale w internecie są informacje, że parking jest płatny, co okazało się nieprawdą: rzeczywiście stały tam lśniące nowością barierki, lecz były nieczynne, nikt też nie latał z poborem opłat.

Teraz nie ma to jednak znaczenia: jest piękna pogoda, słońce przygrzewa, temperatura zupełnie nie przypomina ostatniego dnia października! Ta kilkudniowa "bańka cieplna" wraz z niezłymi prognozami spowodowały, że ruszyliśmy w Jesioniki właśnie dzisiaj.


piątek, 19 listopada 2021

Czeska, kolorowa jesień: z plecakiem przez Jesioniki i Rychleby

Zlaté Hory, czyli początek kolejnej górskiej przygody. Tym razem wymyśliłem, że ruszymy w czeskie Sudety z plecakiem i będziemy nocować wykorzystując małą infrastrukturę turystyczną.
 

Ale najpierw Cukmantl, w którym trzeba odpowiednio rozpocząć wyprawę. Na głównej ulicy tuż obok siebie działają dwie spelunki: Koruna oraz Pivní bar Lyra. Zawsze mam wątpliwości, który lokal wybrać - eh, żeby człowiek miał tylko takie problemy 😏. Wchodzimy do Koruny - podcienia, zapach lekko skisłego piwa, grupa dziadków rżnących w karty, ktoś czyta gazetę i komentuje doniesienia ze świata. Ot, piątkowy poranek w Republice Czeskiej. Zamawiamy tanie i lekkie smíchovské piwo. Przy okazji zdążyłem podpaść barmance, bo władowałem się do damskiego kibla, ale czy to moja wina, że męski nie był oznaczony? 😛


Zarzucamy plecaki, zamykamy samochód i ruszamy między ulice. Niektóre drzewa prezentują już dojrzałą formę kolorystyczną.



wtorek, 13 lipca 2021

Krnov i okolice rowerowo

Nadszedł czerwiec, więc można było znowu pomyśleć o odwiedzinach na rowerze jakiegoś czeskiego podgórskiego regionu. Tym razem wybraliśmy Krnov i okolice, czyli przeważnie Niski Jesionik.
 
Auto postanowiliśmy zostawić po polskiej stronie, w Opawicy (Tropplowitz). To jedna z kilku wiosek, która po wojnach śląskich w XVIII wieku została podzielona granicą wytyczoną na rzeczce Opawicy. Po drugiej stronie rozciągają się Opavice.

Żar leje się z nieba, gdy wyciągamy rowery z bagażnika. Jesteśmy czujnie obserwowani z najbliższego bloku - z parapetów i zza firanek. Zastanawiamy się, czy to dobrze czy źle? Przypilnują w nocy samochodu czy raczej odkręcą koła?


Na drodze panuje zaskakująco spory ruch - wszyscy kierują się w stronę pobliskiego niewielkiego przejścia granicznego zlokalizowanego w lesie. Kierunek wskazuje tablica; co prawda miejscowość docelowa nazywa się Město Albrechtice, ale nie bądźmy tacy drobiazgowi, może po prostu zabrakło blachy?
 
 
Przejechaliśmy trzysta metrów i stanęliśmy na chwilę w cieniu, a tu nagle słyszymy huk! Z niedowierzaniem patrzymy jak z mojej przedniej opony w ciągu kilku sekund zszedł cały luft! Okazało się, że pękła dętka, nie dość że na dużej powierzchni, to jeszcze od środka. Na to nie byliśmy przygotowani, choć Bastek przed wyjazdem zastanawiał się, czy wziąć zapasową... Próbuje ją skleić łatkami, ale dziura jest zbyt duża. W tym momencie uznałem, że już po całej wyprawie, ale chcemy jeszcze poszukać w Głubczycach sklepu rowerowego. W ostateczności przejdziemy się do Krnova piechotą!
Sklep znajdujemy, dętkę wymieniamy i wracamy do Opawicy, lecz straciliśmy ponad półtorej godziny, na zegarku minęła dwunasta. Nie tak to miało wyglądać! Trudno, będziemy nadrabiać stracony czas w trasie...

niedziela, 7 marca 2021

Na Biskupią Kopę od polskiej strony.

Kopa Biskupia to mój stały punkt górski niezależnie od pory roku. Kiedy nadszedł czas tygodnia ładnej pogody, postanowiłem udać się właśnie tam, bo najbliżej i najszybciej. Nie mogłem skorzystać z weekendu, zatem ruszyliśmy w środę. Drugi powód wizyty był bardziej przyziemny (dosłownie): od kilku dni mocno szwankowała mi prawa noga, a ponieważ wkrótce chciałem jechać w Beskidy, więc musiałem ją sprawdzić i ewentualnie rozchodzić. Gdyby mi całkowicie odmówiła posłuszeństwa, to lepiej cofnąć się tutaj do samochodu, niż gdzieś w Małopolsce zostać w czarnym zadzie. 

Zazwyczaj wchodzę na Kopę od czeskiej strony - teraz z oczywistych przyczyn stało się to niemożliwe (a ściślej: utrudnione i zagrożone karą administracyjną), zatem po raz pierwszy od bardzo dawna będę zdobywać najwyższy szczyt województwa opolskiego od polskiej strony! Nie pamiętam, kiedy robiłem tak ostatni raz...

Zostawiamy wóz w Jarnołtówku (Arnoldsorf) i podziwiamy miejscowe klimaty: ciężarówkę parkującą na środku skrzyżowania oraz biało-czerwoną tkaninę (flagę?) wiszącą na... bramie.

Złoty Potok (Zlatý potok, Goldbach). Wybija się na powierzchnię w okolicy Příčnego vrchu, wpływa do Prudnika (rzeki), ten na chwilę zagląda do Czechów i łączy się z Osobłogą, a ona wreszcie zasila Odrę.

czwartek, 3 grudnia 2020

Góry Opawskie - Příčný vrch i Maria Hilf.

Příčný vrch, najwyższy szczyt Gór Opawskich, nie może się równać z Biskupią Kopą jeśli chodzi o zainteresowanie turystów. Nie posiada wieży widokowej, wierzchołek jest płaski i całkowicie porośnięty lasem, nie ma tu szans na żadne widoki, nie kupimy na nim piwa, a w pobliżu nie zjemy obiadu. Mimo wszystko czasem warto jednak na niego wejść i zaliczyć przy okazji jakąś ciekawą trasę.

Jesienią tego roku każdy wypad w góry traktowałem jako potencjalnie ostatni. Bo człowiek nie miał żadnej pewności, czy nagle z dnia na dzień nie zamkną wszystkiego albo chociażby lasów czy granic. Na szczęście okazywało się, że po odbytym wyjeździe będą następne, choć akurat ta wycieczka pod pewnym względem była prawdopodobnie ostatnia w 2020...

Znowu ruszamy na szlak we dwójkę z Bastkiem. Tym razem za bardzo nam się nie spieszy. Obok dawnego przejścia granicznego tradycyjnie fotografuję Biskupią Kopę. Prognozy pogody zapowiadały sporo słońca, a jest jak widać...


Samochodem dojeżdżamy do Dolního Údolí (kiedyś Dolní Grunt, niem. Ober-Grund) i parkujemy obok "Hotýlku u Pekina". Restauracje zostały zamknięte, ale działają okienka. Tu kuszą piwem na wynos, ale dopiero za jakieś pół godziny, więc nie będziemy tyle czekać. Warto dodać, że za niemieckich czasów przy hotelu działał niewielki browar.

czwartek, 22 października 2020

Góry Opawskie - Biskupia Kopa oraz Srebrna Kopa. Klasycznie, debiutancko i widokowo.

Mój tata postanowił ruszyć ze mną w Sudety! O ile Beskid Śląsko-Morawski, Śląski i Żywiecki mamy solidnie przechodzone, o tyle w najdłuższym śląskim pasmie górskim chyba jeszcze razem nie byliśmy! Skoro miała być jednodniówka, to wybór padł na najbliższe nam Góry Opawskie. Na pewno był to jego debiut w tej jednostce geograficznej. Przy okazji zabraliśmy jeszcze Bastka, więc wyprawa odbywana była w trójkę.

Skoro Opawskie, to wypadałoby zaliczyć klasykę, czyli Kopę Biskupią. Skoro ja wybieram trasę, to tradycyjnie wejście od czeskiej strony. Samochód zostawiamy oczywiście w Zlatych Horach (Zuckmantel)...


...a pierwsze kroki kierujemy do knajpy 😏. Tata w górach zawsze wypija symboliczny kieliszek Becherówki, a ponieważ później nie będzie okazji do jego nabycia, więc od niego i dwóch piw zaczniemy.

W Republice Czeskiej od czterech dni trwał stan wyjątkowy. Na razie nie powodował większych komplikacji w codziennym życiu, ale nowy czeski minister zdrowia, zdeklarowany zwolennik zamykania wszystkiego i wszystkich, zaczął się zachowywać jak piroman w składzie drewna. Nie minął nawet tydzień, a zaostrzył ograniczenia, twierdząc, że poprzednie nie działają, po czym po kolejnych trzech dniach znowu powiedział to samo i zarządził semi-lockdown, unieruchamiając lokale, muzea, cały sport, kulturę i rozrywkę, a także... wyłączył wi-fi w galeriach handlowych. Nie jestem ekspertem, ale jak po tak krótkim czasie można oceniać wpływ dotychczasowych rozwiązań?? Mimo mocnych restrykcji liczba zakażeń rosła jak na drożdżach. Czeski rząd zapowiedział, że poczeka dwa tygodnie i wtedy podejmie decyzję o lockdownie... a następnie poczekał trzy dni i go wprowadził. Nie ma to jak wiarygodni politycy! Trzeba jednak przyznać, że nawet minister-piroman nie wpadł na razie na idiotyczny powszechnego noszenia maseczek w otwartych przestrzeniach... (Historia dopisała własne zakończenie: pod koniec października minister został wyrzucony ze stanowiska, po tym jak załapano go na łamaniu obostrzeń, które sam wprowadził 😛).

wtorek, 22 września 2020

Osoblažsko na rowerze, Strážnice piechotą.

Osoblažsko to niewielki przygraniczny rejon położony w kraju morawsko-śląskim. Przebieg granicy sprawia, że tworzy on "worek" lub "cypel" wbijający się w polskie terytorium: od północy i od wschodu, a częściowo i od południa czeską ziemię otacza Polska, stąd popularna nazwa Osoblažský výběžek (cypel/worek osobłocki). Większość tego terenu to wschodnie krańce Gór Opawskich ze szczytami rzadko przekraczającymi 500 metrów wysokości. Okolica ciekawa, urozmaicona krajobrazowo oraz architektonicznie, więc wybraliśmy ją na kombinowaną wycieczkę rowerowo-pieszą, podobną do tej, jaką odbyliśmy z Bastkiem pod koniec czerwca.

W piątkowy poranek zajeżdżamy do Liptaňa (niem. Liebenthal), leżącego mniej więcej w środku ziemi osobłockiej. O tej porze w wiosce jeszcze niewiele się dzieje; parkujemy samochód naprzeciwko knajpy, do której zajrzymy wieczorem. Za plecami mamy Potraviny Romana, lecz przy kasie stoi jakaś baba, a nie żaden Roman.



niedziela, 29 grudnia 2019

Keprník i Šerák w prezencie od Mikołaja.

Wiedziałem, że w grudniu będę miał problem z wolnym czasem aby wyskoczyć w góry. Śledziłem więc prognozy pogody i okazało się, że akurat 6 grudnia w Sudetach Wschodnich może być ładnie. Co prawda nie wszyscy meteorolodzy się z tą informacją zgadzali, ale postanowiłem zaryzykować i, kiedy jeszcze było ciemno, zwlokłem się z ciepłego łóżka...

Nie do końca obudzony ruszyłem przed siebie, aby po chwili zobaczyć wstający dzień.


Jako cel wybrałem Keprník Šerák w Wysokim Jesioniku. Szczyty popularne, przez niektórych nawet określane jako nudne. Mam jednak do nich w miarę szybki dojazd i wcale też nie odwiedzam ich tak często: na tym drugim byłem ostatni raz dwa lata temu, a na tym pierwszym w 2015 roku...

Muszę pilnować czasu, gdyż około 9-tej chcę w wiosce Bělá pod Pradědem (Waldenburg) wejść do autobusu. Na szczęście jestem tam odpowiednio wcześniej, więc na spokojnie parkuję samochód niedaleko urzędu gminy. Mój niepokój budzi ten oto obrazek:


Nade mną czyste niebo, lecz szczyty i przełęcz pokrywa gruba kołdra chmur. To nie wróży zbyt dobrze na późniejszą wędrówkę. W ogóle aura jest jakaś nerwowa, bo strasznie wieje, potęgując zimno. No i oczywiście autobus się spóźnia, więc zanim wszedłem do jego wnętrza zdążyłem zmarznąć...

niedziela, 24 lutego 2019

Na Kopie Biskupiej zimy już prawie nie ma...

Od kilku miesięcy mam w górach pecha jeśli chodzi o pogodę - słońce dowiaduje się, iż planuję się zjawić i bezczelnie chowa przed moimi wizytami. Trzeci weekend lutego miał być bezchmurny, więc wiedziałem, że trzeba będzie wykorzystać okazję i skoczyć gdzieś chociażby na jeden dzień. Podobnie jak w grudniu padło na Góry Opawskie.

Jeszcze półtora tygodnia wcześniej panowała w nich piękna zima...


...która pod wpływem wysokich temperatur praktycznie zniknęła. Zlaté Hory i okolica przypominały bardziej kalendarzowy kwiecień niż luty!


środa, 20 lutego 2019

Červenohorské sedlo okiem narciarza.

Poniżej znajduje się wpis archiwalny opisujący sytuację z początku 2019 roku. Aktualny stan ośrodka narciarskiego, zmiany i moja najnowsza opinia została umieszczona na samym końcu tekstu.

Červenohorské sedlo (niem. Roter-Berg-Sattel, Rotenbergsattel) to prawdopodobnie najpopularniejsza przełęcz w Jesionikach. Prowadzi przez nią uczęszczana droga krajowa nr 44, wychodzą stąd szlaki piesze w kierunku Pradziada i na Šerák. Dokładnie w tym miejscu przebiega granica między Morawami a Śląskiem.

Zatrzymywałem się na niej kilka razy w cieplejszych miesiącach, aby wykorzystać ją turystycznie. Na początku lutego postanowiłem przetestować jako narciarz 😏.

O ile sama przełęcz znajduje się na wysokości 1013 metrów n.p.m., to tutejszy ośrodek narciarski rozciąga się między 862 a 1164 metrem n.pm.. Na gości czeka 8 wyciągów oraz 7,5 kilometra tras. Ta druga liczba może nie powala, ale ogólnie brzmi nieźle. 


W rzeczywistości nie jest aż tak różowo. Problemy zaczynają się już na samym początku, kiedy trzeba zaparkować - co prawda nominalnie ośrodek posiada aż trzy parkingi, ale dwa są niewielkie, a trzeci dość szybko się zapycha. Zajrzałem na Červenohorské sedlo we wtorek i około godziny 10 rano udało mi się zająć jedno z ostatnich wolnych miejsc. To okres ferii zarówno w Republice Czeskiej i w niektórych województwach polskich, ale mimo to ilość ludzi w tygodniu mnie nieprzyjemnie zaskoczyła. Podejrzewam, że w weekend dzieje się tu istny armagedon! Spora część narciarzy (może nawet połowa lub większość) porozumiewa się po polsku ze wszystkimi tego konsekwencjami.


Na szczęście parkingi są bezpłatne (w 2020 roku może zostać pobrana opłata 200 koron od osób nie korzystających z ośrodka). Po zapełnieniu powstaje problem, bowiem nie ma innej możliwości zostawienia samochodu niż na przełęczy - na drodze z obu stron stoją zakazy zatrzymywania się. 

niedziela, 16 grudnia 2018

Przez czeski Śląsk i Morawy śladami Pomników Poległych

Większość grudnia to kalendarzowo nie jest jeszcze zima, ale w przeszłości normą było, iż klimat stawał się zimowy. Jakiś czas temu zaczęło się to zmieniać - coraz trudniej w ostatni miesiąc roku spotkać zimę. Jeżdżąc od ponad dekady na jarmarki bożonarodzeniowe zawsze miałem jednak jej namiastkę, chociażby w górach. Tym razem nie było nawet tego - okolice Jesioników żywcem przypominały wiosnę! Na mnie działa to przygnębiająco...



Wyjeżdżając w kierunku Zlina postanowiłem zwiedzanie ograniczyć do maksimum trzech postojów - jak dla mnie to wyjątkowy minimalizm. Jako motyw przewodni wybrałem jeden z moich koników, czyli Pomniki Poległych z I wojny światowej. W Republice Czeskiej to temat rzeka...

czwartek, 16 sierpnia 2018

Upalne Morawy (2): pałac Plumlov, cmentarz centralny w Ołomuńcu i zamek Sovinec

Zakończenie upalnego weekendu na Morawach przyniosło zachmurzenie, ale powietrze nadal jest mocno rozgrzane.

W drodze powrotnej na Śląsk zaplanowałem kilka przystanków. Pierwszy z nich ma miejsce niedaleko zbiornika Plumlovská přehrada, od którego zresztą wziął nazwę - w Plumlovie (Plumenau). Jego największa atrakcja to zamek-pałac. Najlepiej prezentuje się ze strony Podhradskeho rybníka.


Kiedyś w jego miejscu stał średniowieczny zamek, kecz spłonął w XVI wieku, a ostatecznie rozebrano go na początku 19. stulecia.. W XVII wieku książęta z rodu Liechtensteinów postawili jedno nowe skrzydło z planowanych czterech (a i to nie zostało dokończone).


Liechtensteinowie byli właścicielami rezydencji aż do okresu międzywojennego, po czym przejęło je (czytaj: ukradło) państwo czechosłowackie w ramach "reformy rolnej". Następnie mieściło się w nim muzeum, a potem należał m.in. do leśników. Obecnie należy do gminy i znowu można go zwiedzać, ale widać, że jest mocno zaniedbany.

niedziela, 18 marca 2018

Gdzie (nie) na narty? Ramzová i Zlaté Hory.

Sezon narciarski zbliża się ku końcowi i nie zmieni tego nawet mroźny powrót zimy w ten weekend. W ramach podsumowania pozwolę sobie przedstawić dwa ośrodki narciarskie, z których korzystałem w tym roku.

Ramzová to popularne miejsce wśród mieszkańców województwa opolskiego i bywa, że samochodów na polskich blachach jest więcej niż czeskich. W niektóre dni można spodziewać się tłoku, dlatego najlepiej przyjechać tutaj jak najwcześniej.

Na miłośników dwóch lub jednej deski czekają w ośrodku Ramzová - Bonera dwie kolejki: czteroosobowa dowożąca nas na wysokość 1050 metrów oraz jej dwuosobowa kontynuacja w kierunku szczytu Šerák. Przynajmniej tak to wygląda teoretycznie, ponieważ w rzeczywistości druga kolejka w zimie jest dostępna jedynie do swej połowy! Oprócz nich działają (lub nie) trzy krótkie wyciągi orczykowe.


Słowo "niestety" w przypadku tego miejsca będzie pojawiało się częściej: niestety, nie zdarzyło mi się jeszcze tutaj trafić na dobrze przygotowane trasy. Ostatnio w lutym straszyły całe połacie lodu a teraz dla odmiany ogromne przetarcia. Ja wiem, że pogoda rządzi się swoimi prawami, ale odnoszę wrażenie, że zarządcy kompleksu już dawno spoczęli na laurach i się nie starają.

piątek, 9 lutego 2018

Góry Opawskie na spontanie: Velké mechové jezírko i Biskupská kupa

Wyjazd w Góry Opawskie był z gatunku tych zupełnie nieplanowanych. Miałem jechać w Beskidy, ale przed 7-mą rano dostaję smsa: "Nie dam rady, choroba"! W pierwszej chwili chciałem obrócić się na drugi bok i dalej spać, ale gwałtowne myśli nie dawały mi spokoju. Wczesna godzina, cały piątek stracony? Szybko piszę do Bastka: "Może Biskupia Kopa?". Może... 😊

Zbieraliśmy się wolno, jeszcze po drodze szukanie kantoru, kontrola czeskich celników na granicy, ale w końcu pojawia się znajomy kształt.


Najpierw jedziemy jednak za Rejvíz i zostawiamy samochód na leśnym parkingu. Tu przynajmniej jest śnieg.