Często człowiek zaczyna się mocno głowić, gdzie skoczyć na szybko w góry, aby
nie powtarzać utartych tras i jeszcze zobaczyć coś nowego. I jeszcze żeby było
względnie blisko! No to wymyśliłem: Rychleby/Góry Złote. Co prawda
byłem w nich w styczniu, lecz wtedy kręciliśmy się nad Jeseníkiem, a
teraz wybrałem dokładnie przeciwne: północno-zachodnią część pasma i to
głównie po polskiej stronie.
Po godzinie dziesiątej dojeżdżam do Złotego Stoku (Reichenstein).
Liczyłem, że zaparkuję gdzieś w pobliżu wapienników, ale wszędzie prywatny
teren, więc jestem zmuszony podjechać w górę aż na plac Mickiewicza. Tam,
wśród historycznej zabudowy, jest kawałek powierzchni na zostawienie auta. Po
sąsiedzku działał kiedyś lokal "Alaska" i podejrzewam, że mimo nazwy bywało
tam gorąco.
Ale wróćmy do poważnych spraw: moim głównym celem będzie
Jawornik Wielki, bo tak się złożyło, że jeszcze na nim nie byłem. Co
prawda opinie o tym, czy warto na niego leźć, są rozbieżne, lecz uznałem, że
będzie to dobra okazja, aby je zweryfikować. No i właściwie cały dzień
to będzie wędrówka po szlakach, które mnie jeszcze nie widziały, co w Sudetach
wcale nie jest takie łatwe.
Na Jawornik pójdę jednak trochę okrężnie. Najpierw jednak muszę zejść w dół
wzdłuż drogi krajowej, a to oznacza, że przy powrocie będę musiał się tędy
wdrapać...

















