Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Góry Opawskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Góry Opawskie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2026

Męski wypad w Góry Opawskie

Z okazji urodzin wymyśliłem sobie męski wypad w góry z noclegiem na dziko. Od razu wybrałem Góry Opawskie, bo najbliżej, więc i najtaniej, cała reszta się zmieniała. Początkowo chciałem ruszyć w środku tygodnia, potem zmieniłem na niedzielę. Miało nas być więcej, ale niektórzy z zaproszonych dali mi kopa w tyłek, a innych kopnęła w tyłek robota. Zaplanowałem widokową trasę z widokami na Kopę Biskupią i Pradziada, lecz prognozy zrobiły się tak paskudne, że porzuciłem ją na rzecz mniej górskiej, a bardziej knajpowej. Ostatecznie pojechaliśmy we trójkę (ja, Bastek i Kaper) i w niedzielne przedpołudnie meldujemy się w Zuckmantlu, czyli w Zlatych Horach. O dziwo, jest nawet trochę słońca na niebie. 


Obok dworca autobusowego siedzi grupa miejscowym i wesoło biwakuje, natomiast my odwiedzamy najpierw azjatycki sklep, a potem uderzamy do znanego mi i Bastkowi lokalu, czyli dawnego Hostinca Koruna. Strzela pierwsza szklanica!


Niestety, hostinec też od pewnego czasu prowadzą Wietnamczycy i większość uroku tego miejsca uleciała. Co prawda siedzi kilku starszych Czechów zatopionych w dyskusji i piwie, ale skośne oczy czujnie obserwujące każdy ruch i podskakujące z propozycją kupna przy każdym kroku odbierają człowiekowi chęć na dłuższe posiedzenie.


Postanawiamy zmienić knajpę na taką w bocznej uliczce. Wstyd się przyznać, ale o niej nie wiedziałem! Tam na razie pusto, lecz sącząca się z głośników klasyczna czechosłowacka muzyka wprawia w dobry nastrój.


środa, 21 stycznia 2026

W wigilię sylwestra na Biskupią Kopę

Nie sądziłem, że w starym 2025 roku pojadę jeszcze w góry, ale w wigilię sylwestra nie wytrzymałem i ruszyłem w stronę Kopy Biskupiej. Pierwsze dokładniejsze spojrzenie padło jak zwykle z pól przed Prudnikiem. Widać, że jest szansa na odrobinę śniegu.


Kolejne z bocznej drogi między Charbielinem a Jarnołtówkiem. Z tego ujęcia Kopa wygląda nawet ciut groźnie.


Wzgórze Czapka (Hutberg), stały element panoramy z Kopy, teraz oglądane z niskiego poziomu.


Zanim wskoczę na szlak, to jeszcze wizyta w Zlatych Horach (Zuckmantel). O ile na otwartej przestrzeni śniegu nie ma za dużo, o tyle w miejscowości atmosfera zrobiła się zimowa.



wtorek, 7 stycznia 2025

Jesioniki: przedsylwestrowy Zlatý chlum

W przedostatni dzień 2024 roku udało mi się w końcu skoczyć w góry! Wybrałem Jesioniki, aby mieć szybki dojazd po nocce. Jednodniówka, ale dobre i to. Prognozy zapowiadały słoneczną pogodę, zastanawiałem się tylko, czy uda mi się spotkać zimę? Na to widoki były słabsze, bo obraz z kamer sugerował, że panuje tu raczej późna jesień...

Parkuję w Jeseníku (Freiwaldau), odkrywam, że miejskie toalety są nieczynne i pierwsze kroki kieruję... nie, nie na szlak, ale na ostatnie czeskie piwo przed końcem kalendarza 😏. Mam szczęście, bo akurat trafiła się IPA. Mimo wczesnej pory w knajpie już całkiem sporo ludzi, panie siedzą przy kawce, panowie przy kufelku, a jeden przytargał ze sobą laptopa.


Na zewnątrz jest dość ciepło jak na grudzień, ale ja wyobrażam sobie jakie temperatury musiały panować zimą w twierdzy wodnej. 


Jeseník był jedną z najbardziej poszkodowanych miejscowości w czasie wrześniowych powodzi. W centrum za bardzo nie widać śladów, ale są przy rzece. Biała (Bělá, Biele) niosła zniszczenia od gór aż po Głuchołazy. Jadąc w tę stronę widziałem dziesiątki uszkodzonych mostów, zerwanych kładek, osunięte brzegi wraz z asfaltem. Tu też most ma wyraźny ślad po uderzeniu czegoś ciężkiego, a koryto nadal pełne jest różnego syfu.


wtorek, 3 grudnia 2024

Na Biskupią Kopę szlakami z Heřmanovic

Na Biskupią Kopę wchodziłem w tym roku już dwa razy, w październiku wszedłem trzeci raz. Liczyliśmy, że uda się załapać na jesienne kolory, choć ta nadzieja nie była zbyt wielka, bo zazwyczaj mam w tej kwestii pecha. Mogę jednak wyprzedzić opowieść: na brak ładnych widoków nie narzekaliśmy.

Po drodze przyglądaliśmy się, jak wygląda teren po powodzi, która przewaliła się przez tę część Śląska niemal dokładnie miesiąc wcześniej. Najwięcej zniszczeń było widać na brzegach rzek i potoków.


Jeden z bohaterów wrześniowej tragedii: tama w Jarnołtówku (Arnoldsdorf). Choć w pewnym momencie woda zaczęła przelewać się przez koronę, a niektórzy straszyli, że w każdej chwili może pęknąć, to ponad stuletnia konstrukcja wytrzymała, chroniąc wioskę przed całkowitym zniszczeniem. Pytanie, czy wytrzyma kolejne takie wydarzenie.


Powódź dotknęła też Zlaté Hory (Zuckmantel); w pewnym momencie mieli tam największe opady w całym kraju. Wylał Złoty Potok (Zlatý potok, Goldbach), który na dalszym odcinku płynie przez Jarnołtówek w stronę Prudnika. W centrum chyba nie było większych zniszczeń, za to potok Olešnice mocno przeorał brzegi przy skansenie Zlatorudné mlýny. Podjechaliśmy tam zobaczyć skalę uszkodzeń. Same budynki na pierwszy rzut oka wyglądały na nieruszone, natomiast pozrywało niektóre mostki, woda porwała elementy małej architektury, m.in. rynny, w których przed powodzią odbywały się mistrzostwa świata w płukaniu złota. Skansen został zamknięty, ogłoszono zbiórkę funduszy na remont.



wtorek, 27 lutego 2024

Na Biskupią Kopę od morawskiej strony

Na Biskupią Kopę wchodziłem już prawie z każdej strony. Z Pokrzywnej i z Jarnołtówka. Ze Zlatych Hor kilkoma trasami. Z Heřmanovic. Na szybko z Petrovych boud. A pisząc krainami: ze Śląska. Głównie Dolnego, poza Pokrzywną, która leży na Górnym Śląsku, ewentualnie za taki można uznać Jarnołtówek. Pod koniec stycznia postanowiłem zaatakować ją... z Moraw.
Patrząc na mapę niektórzy będą się głowić, gdzie Morawy, a gdzie Góry Opawskie? Ano całkiem blisko, bo przecież na południowy - wschód od Kopy rozciągają się morawskie enklawy na Śląsku

Niestety, spóźniłem się na zimę. Jeszcze tydzień temu góry przykryte były przyjemną warstwą białego puchu, który nagle zaczął błyskawicznie znikać. Wysoka temperatura, opady deszczu i silny wiatr skutecznie go wyeliminowały 😕. Zwłaszcza chyba ten ostatni... Staję przed Prudnikiem, żeby zrobić Kopie zdjęcie z oddalenia i podmuchy miotają mną po polu jak pijanego rolnika na rondzie. Fotkę jakoś udało mi się wykonać, ale spróbujcie się wysikać w takich warunkach 😛.


Pogodę zapowiadano bardzo zmienną. Już w czasie dojazdu mam na przemian ścianę deszczu i przeskakujące po zboczach słońce.


Parkuję pod urzędem gminy w Janovie (Johannesthal). Jest to jedno z najmniejszych miast Republiki Czeskiej - z niecałymi trzema setkami mieszkańców zajmuje czwarte miejsce od tyłu. Tradycje jednak posiada bogate: został założony przez biskupów ołomunieckich w średniowieczu, później stał się miasteczkiem górniczym, bo jak wszędzie w okolicy wydobywano srebro. Jeszcze w latach 30. ubiegłego wieku żyło w nim ponad tysiąc osób.


wtorek, 28 listopada 2023

Odkrywanie Gór Opawskich: Město Albrechtice - Kraví hora - Svinný potok

W październiku znowu ruszyłem odkrywać nieznane mi tereny czeskiej części Gór Opawskich. Tym razem padło na ich południowo - wschodnie fragmenty, mikroregion o nazwie Hynčická hornatina.

Pierwszy widok na najwyższy szczyt mikroregionu, czyli Kopę Biskupią, fotografuję jeszcze z polskiej strony. Kopa, na którą wchodzić oczywiście nie będę, bo interesują mnie inne rejony, oddalona jest o jakieś dwanaście kilometrów.


Początkowo chciałem skorzystać z czeskiego pociągu i wsiąść do niego w Głuchołazach. Niestety, akurat trwały prace remontowe na linii i zamiast pociągu kursowały autobusy, co w ogóle mnie nie zadowalało, więc po prostu wziąłem samochód. W drodze zaglądam na chwilę na dworzec w Třemešnej (Röwersdorf), gdzie kolej normalnotorowa łączy się z wąskotorówką do Osoblahy. Szkoda, że akurat żaden wąski pociąg nie jechał...


Punktem startowym będzie Město Albrechtice (Olbersdorf). Nie wiem ile razy przez nie przejeżdżałem, ale praktycznie nigdy się po nim nie kręciłem, więc teraz będzie okazja to nadrobić.
Miejscowość zawsze mnie intrygowała nazwą, ponieważ rzadko się zdarza, żeby był w niej rzeczownik "miasto" (w Republice Czeskiej są jedynie trzy takie przypadki). W dodatku Město Albrechtice przez kilkadziesiąt lat... nie było wcale miastem, status ten przywrócono dopiero na początku tego stulecia. Co więcej, w niemieckiej wersji jest wyraźnie mowa o wsi 😛. Okazało się, że to wynik rozdzielenia osady na wioskę i miasto, które nastąpiło w 1854 roku. Wówczas Albrechtice stały się Městem Albrechtice, a Olbersdorf przekształcił się w Olbersdorf Stadt, czyli "Wioskę Albrechta Miasto" 😛. Potem po II wojnie światowej wioska przestała istnieć, a miasto straciło swój status, które odzyskało - jak już wspominałem - dość niedawno, więc... chyba już wszystko jasne 😏.

sobota, 28 października 2023

Pożegnanie lata w Górach Opawskich: Mikulovice, Muna i Javorná

W pewną wrześniową środę wybraliśmy się z Bastkiem w Góry Opawskie. Była to dopiero druga moja wizyta w Sudetach w tym roku, a w Jesionikach pierwsza. Lepiej jednak późno niż wcale. Był to również ostatni wypad w czasie kalendarzowego lata, więc potraktowaliśmy go jak pożegnanie z tą porą roku. I rzeczywiście pierwszego dnia mieliśmy przez długi czas prawdziwie letnią pogodę.

Parkujemy samochód w Głuchołazach - Zdrój (Bad Ziegenhals); dzielnica uzdrowiskowa jak zwykle wydaje się o przedpołudniowej porze wyludniona. Może wszyscy śpią po szaleństwach ostatniej nocy? 


Zaglądamy nad Białą (Białą GłuchołaskąBiele, Ziegenhalser Biele). W tle widać komin fabryki oklein meblowych, zdaje się, że kiedyś była to część zakładów papierniczych. A nad rzekę jeszcze wrócimy dziś nie raz.


Wchodzimy w masyw Parkowej Góry (Holzberg). Nieśpiesznie idziemy najpierw niebieskim szlakiem wzdłuż odnowionej Drogi Krzyżowej, a następnie żółtym wspinamy się na Przednią Kopę (Vorder-Koppe), czyli na najniższy z trzech szczytów masywu.
Od 1898 roku stoi na nim kamienna wieża Hohenzollernwarte, do której w latach 20. ubiegłego wieku dobudowano schronisko Holzbergbaude. Przed wojną było ono bardzo popularne wśród mieszkańców, posiadało wielką salę balową i spory bufet. A po wojnie... cóż. Najpierw obiekt zdewastowano, potem przebudowano w nie do końca przemyślany sposób, następnie w III RP przekazano osobie prywatnej. Schronisko spłonęło, kilka razy zmieniało właścicieli, aktualnym jest pewien Polonus z USA. Widać, że rzeczywiście rozpoczęto remont, ale budynek jest nadal niedostępny, choć pierwotny termin otwarcia minął już dwa lata temu.



wtorek, 10 stycznia 2023

Górskie pożegnanie 2022 roku: Biskupská kupa i Borůvková hora

Najbliżej położone mojego miejsca zamieszkania pasmo górskie to Góry Opawskie. Mimo to aż do końca grudnia wydawało się, że będzie to "rok bez Kopy Biskupiej"! Po prostu nie miałem czasu jej odwiedzić, a nie jest ona aż tak atrakcyjna, żeby z niej powodu rezygnować z innych wyjazdów. W końcu jednak trzy dni przed sylwestrem udaje się ją zdobyć!
 

Tym razem ruszamy w trójkę. Oprócz mnie Bastek, który zna Kopę jak swoją dziurawą kieszeń, oraz Gosia, która również ma doskonale spenetrowaną okolicę, lecz nigdy nie wchodziła na szczyt od czeskiej strony.
W Zlatych Horach jesteśmy na tyle wcześnie, że obie knajpy przy głównej drodze są zamknięte! Idziemy zatem na zakupy do sklepu, a potem z reklamówką udajemy się na cmentarz, podziwiając architekturę.
 


piątek, 19 listopada 2021

Czeska, kolorowa jesień: z plecakiem przez Jesioniki i Rychleby

Zlaté Hory, czyli początek kolejnej górskiej przygody. Tym razem wymyśliłem, że ruszymy w czeskie Sudety z plecakiem i będziemy nocować wykorzystując małą infrastrukturę turystyczną.
 

Ale najpierw Cukmantl, w którym trzeba odpowiednio rozpocząć wyprawę. Na głównej ulicy tuż obok siebie działają dwie spelunki: Koruna oraz Pivní bar Lyra. Zawsze mam wątpliwości, który lokal wybrać - eh, żeby człowiek miał tylko takie problemy 😏. Wchodzimy do Koruny - podcienia, zapach lekko skisłego piwa, grupa dziadków rżnących w karty, ktoś czyta gazetę i komentuje doniesienia ze świata. Ot, piątkowy poranek w Republice Czeskiej. Zamawiamy tanie i lekkie smíchovské piwo. Przy okazji zdążyłem podpaść barmance, bo władowałem się do damskiego kibla, ale czy to moja wina, że męski nie był oznaczony? 😛


Zarzucamy plecaki, zamykamy samochód i ruszamy między ulice. Niektóre drzewa prezentują już dojrzałą formę kolorystyczną.



wtorek, 13 lipca 2021

Krnov i okolice rowerowo

Nadszedł czerwiec, więc można było znowu pomyśleć o odwiedzinach na rowerze jakiegoś czeskiego podgórskiego regionu. Tym razem wybraliśmy Krnov i okolice, czyli przeważnie Niski Jesionik.
 
Auto postanowiliśmy zostawić po polskiej stronie, w Opawicy (Tropplowitz). To jedna z kilku wiosek, która po wojnach śląskich w XVIII wieku została podzielona granicą wytyczoną na rzeczce Opawicy. Po drugiej stronie rozciągają się Opavice.

Żar leje się z nieba, gdy wyciągamy rowery z bagażnika. Jesteśmy czujnie obserwowani z najbliższego bloku - z parapetów i zza firanek. Zastanawiamy się, czy to dobrze czy źle? Przypilnują w nocy samochodu czy raczej odkręcą koła?


Na drodze panuje zaskakująco spory ruch - wszyscy kierują się w stronę pobliskiego niewielkiego przejścia granicznego zlokalizowanego w lesie. Kierunek wskazuje tablica; co prawda miejscowość docelowa nazywa się Město Albrechtice, ale nie bądźmy tacy drobiazgowi, może po prostu zabrakło blachy?
 
 
Przejechaliśmy trzysta metrów i stanęliśmy na chwilę w cieniu, a tu nagle słyszymy huk! Z niedowierzaniem patrzymy jak z mojej przedniej opony w ciągu kilku sekund zszedł cały luft! Okazało się, że pękła dętka, nie dość że na dużej powierzchni, to jeszcze od środka. Na to nie byliśmy przygotowani, choć Bastek przed wyjazdem zastanawiał się, czy wziąć zapasową... Próbuje ją skleić łatkami, ale dziura jest zbyt duża. W tym momencie uznałem, że już po całej wyprawie, ale chcemy jeszcze poszukać w Głubczycach sklepu rowerowego. W ostateczności przejdziemy się do Krnova piechotą!
Sklep znajdujemy, dętkę wymieniamy i wracamy do Opawicy, lecz straciliśmy ponad półtorej godziny, na zegarku minęła dwunasta. Nie tak to miało wyglądać! Trudno, będziemy nadrabiać stracony czas w trasie...

niedziela, 7 marca 2021

Na Biskupią Kopę od polskiej strony.

Kopa Biskupia to mój stały punkt górski niezależnie od pory roku. Kiedy nadszedł czas tygodnia ładnej pogody, postanowiłem udać się właśnie tam, bo najbliżej i najszybciej. Nie mogłem skorzystać z weekendu, zatem ruszyliśmy w środę. Drugi powód wizyty był bardziej przyziemny (dosłownie): od kilku dni mocno szwankowała mi prawa noga, a ponieważ wkrótce chciałem jechać w Beskidy, więc musiałem ją sprawdzić i ewentualnie rozchodzić. Gdyby mi całkowicie odmówiła posłuszeństwa, to lepiej cofnąć się tutaj do samochodu, niż gdzieś w Małopolsce zostać w czarnym zadzie. 

Zazwyczaj wchodzę na Kopę od czeskiej strony - teraz z oczywistych przyczyn stało się to niemożliwe (a ściślej: utrudnione i zagrożone karą administracyjną), zatem po raz pierwszy od bardzo dawna będę zdobywać najwyższy szczyt województwa opolskiego od polskiej strony! Nie pamiętam, kiedy robiłem tak ostatni raz...

Zostawiamy wóz w Jarnołtówku (Arnoldsorf) i podziwiamy miejscowe klimaty: ciężarówkę parkującą na środku skrzyżowania oraz biało-czerwoną tkaninę (flagę?) wiszącą na... bramie.

Złoty Potok (Zlatý potok, Goldbach). Wybija się na powierzchnię w okolicy Příčnego vrchu, wpływa do Prudnika (rzeki), ten na chwilę zagląda do Czechów i łączy się z Osobłogą, a ona wreszcie zasila Odrę.

czwartek, 3 grudnia 2020

Góry Opawskie - Příčný vrch i Maria Hilf.

Příčný vrch, najwyższy szczyt Gór Opawskich, nie może się równać z Biskupią Kopą jeśli chodzi o zainteresowanie turystów. Nie posiada wieży widokowej, wierzchołek jest płaski i całkowicie porośnięty lasem, nie ma tu szans na żadne widoki, nie kupimy na nim piwa, a w pobliżu nie zjemy obiadu. Mimo wszystko czasem warto jednak na niego wejść i zaliczyć przy okazji jakąś ciekawą trasę.

Jesienią tego roku każdy wypad w góry traktowałem jako potencjalnie ostatni. Bo człowiek nie miał żadnej pewności, czy nagle z dnia na dzień nie zamkną wszystkiego albo chociażby lasów czy granic. Na szczęście okazywało się, że po odbytym wyjeździe będą następne, choć akurat ta wycieczka pod pewnym względem była prawdopodobnie ostatnia w 2020...

Znowu ruszamy na szlak we dwójkę z Bastkiem. Tym razem za bardzo nam się nie spieszy. Obok dawnego przejścia granicznego tradycyjnie fotografuję Biskupią Kopę. Prognozy pogody zapowiadały sporo słońca, a jest jak widać...


Samochodem dojeżdżamy do Dolního Údolí (kiedyś Dolní Grunt, niem. Ober-Grund) i parkujemy obok "Hotýlku u Pekina". Restauracje zostały zamknięte, ale działają okienka. Tu kuszą piwem na wynos, ale dopiero za jakieś pół godziny, więc nie będziemy tyle czekać. Warto dodać, że za niemieckich czasów przy hotelu działał niewielki browar.

czwartek, 22 października 2020

Góry Opawskie - Biskupia Kopa oraz Srebrna Kopa. Klasycznie, debiutancko i widokowo.

Mój tata postanowił ruszyć ze mną w Sudety! O ile Beskid Śląsko-Morawski, Śląski i Żywiecki mamy solidnie przechodzone, o tyle w najdłuższym śląskim pasmie górskim chyba jeszcze razem nie byliśmy! Skoro miała być jednodniówka, to wybór padł na najbliższe nam Góry Opawskie. Na pewno był to jego debiut w tej jednostce geograficznej. Przy okazji zabraliśmy jeszcze Bastka, więc wyprawa odbywana była w trójkę.

Skoro Opawskie, to wypadałoby zaliczyć klasykę, czyli Kopę Biskupią. Skoro ja wybieram trasę, to tradycyjnie wejście od czeskiej strony. Samochód zostawiamy oczywiście w Zlatych Horach (Zuckmantel)...


...a pierwsze kroki kierujemy do knajpy 😏. Tata w górach zawsze wypija symboliczny kieliszek Becherówki, a ponieważ później nie będzie okazji do jego nabycia, więc od niego i dwóch piw zaczniemy.

W Republice Czeskiej od czterech dni trwał stan wyjątkowy. Na razie nie powodował większych komplikacji w codziennym życiu, ale nowy czeski minister zdrowia, zdeklarowany zwolennik zamykania wszystkiego i wszystkich, zaczął się zachowywać jak piroman w składzie drewna. Nie minął nawet tydzień, a zaostrzył ograniczenia, twierdząc, że poprzednie nie działają, po czym po kolejnych trzech dniach znowu powiedział to samo i zarządził semi-lockdown, unieruchamiając lokale, muzea, cały sport, kulturę i rozrywkę, a także... wyłączył wi-fi w galeriach handlowych. Nie jestem ekspertem, ale jak po tak krótkim czasie można oceniać wpływ dotychczasowych rozwiązań?? Mimo mocnych restrykcji liczba zakażeń rosła jak na drożdżach. Czeski rząd zapowiedział, że poczeka dwa tygodnie i wtedy podejmie decyzję o lockdownie... a następnie poczekał trzy dni i go wprowadził. Nie ma to jak wiarygodni politycy! Trzeba jednak przyznać, że nawet minister-piroman nie wpadł na razie na idiotyczny powszechnego noszenia maseczek w otwartych przestrzeniach... (Historia dopisała własne zakończenie: pod koniec października minister został wyrzucony ze stanowiska, po tym jak załapano go na łamaniu obostrzeń, które sam wprowadził 😛).

wtorek, 22 września 2020

Osoblažsko na rowerze, Strážnice piechotą.

Osoblažsko to niewielki przygraniczny rejon położony w kraju morawsko-śląskim. Przebieg granicy sprawia, że tworzy on "worek" lub "cypel" wbijający się w polskie terytorium: od północy i od wschodu, a częściowo i od południa czeską ziemię otacza Polska, stąd popularna nazwa Osoblažský výběžek (cypel/worek osobłocki). Większość tego terenu to wschodnie krańce Gór Opawskich ze szczytami rzadko przekraczającymi 500 metrów wysokości. Okolica ciekawa, urozmaicona krajobrazowo oraz architektonicznie, więc wybraliśmy ją na kombinowaną wycieczkę rowerowo-pieszą, podobną do tej, jaką odbyliśmy z Bastkiem pod koniec czerwca.

W piątkowy poranek zajeżdżamy do Liptaňa (niem. Liebenthal), leżącego mniej więcej w środku ziemi osobłockiej. O tej porze w wiosce jeszcze niewiele się dzieje; parkujemy samochód naprzeciwko knajpy, do której zajrzymy wieczorem. Za plecami mamy Potraviny Romana, lecz przy kasie stoi jakaś baba, a nie żaden Roman.



piątek, 26 czerwca 2020

Rowerem po wschodnich obrzeżach Gór Opawskich

Pewnej czerwcowej soboty ruszyliśmy w Góry Opawskie. Samochodem, ale na tylnych siedzeniach i w bagażniku leżały rowery. Wschodnia część pasma jest na tyle niska, iż dobrze będzie się nadawać do tej formy transportu. Wysokości nad poziomem morza są tak małe, że w nowym podziale geograficznym rejon ten został zdegradowany do Przedgórza Paczkowskiego. Trzymamy się jednak klasycznego podziału Jerzego Kondrackiego i przyjmujemy, że jedziemy w najprawdziwsze góry.

Wybraliśmy się dość wcześnie, przynajmniej z naszego punktu widzenia. Powody ku temu były trzy: zapowiadane upały, zapowiadane popołudniowe burze oraz mój plan dotarcia wieczorem do koleżanki na grilla. Po godzinie 8-mej zjawiamy się w Prudniku (Neustadt) i parkujemy auto obok Parku Miejskiego. Bastek wyciąga sprzęt, a ja idę sfotografować pobliski pomnik z napisem "Bóg i Ojczyzna".



Oporządzeni i spakowani kierujemy się na siodełkach w kierunku południowym. Jeśli mnie pamięć nie myli, to moja ostatnia wyprawa na kołach w góry była chyba jeszcze w szkole średniej. Tylko poziomice nieco wyższe, bo dotarliśmy na Skrzyczne 😏.

niedziela, 24 lutego 2019

Na Kopie Biskupiej zimy już prawie nie ma...

Od kilku miesięcy mam w górach pecha jeśli chodzi o pogodę - słońce dowiaduje się, iż planuję się zjawić i bezczelnie chowa przed moimi wizytami. Trzeci weekend lutego miał być bezchmurny, więc wiedziałem, że trzeba będzie wykorzystać okazję i skoczyć gdzieś chociażby na jeden dzień. Podobnie jak w grudniu padło na Góry Opawskie.

Jeszcze półtora tygodnia wcześniej panowała w nich piękna zima...


...która pod wpływem wysokich temperatur praktycznie zniknęła. Zlaté Hory i okolica przypominały bardziej kalendarzowy kwiecień niż luty!


poniedziałek, 31 grudnia 2018

W Góry Opawskie aby zrealizować plan i spotkać zimę!

Na początku 2018 roku założyłem sobie plan do wykonania: w każdym miesiącu przynajmniej jedna wizyta w górach! Potem dodałem kolejny warunek: z co najmniej jednym noclegiem. Teoretycznie jest to bardzo prosta sprawa, biorąc pod uwagę ile jest możliwości wyjazdu, ale zwykle tak się składa, iż te wolne dni jakoś znikają albo wykorzystywane są w inny sposób.

Przez pierwsze 11 miesięcy plan był pracowicie realizowany, został tylko grudzień. Miałem problem, aby wyskoczyć w góry przez weekend, więc pojechałem w tygodniu: w poniedziałek, tydzień przed wigilią 😏. Wybrałem pasmo, do którego najłatwiej było mi się dostać komunikacją publiczną, a więc popularne Góry Opawskie.

Ponieważ byłem po nocce w robocie, zatem część drogi w skrzypiącym autobusie przedrzemałem. Wychodząc w Głuchołazach (Ziegenhals) wszelkie objawy senności i zmęczenia zniknęły, bo o to w końcu pojawił śnieg! Niby grudzień, ale zimy jeszcze na oczy nie widziałem, a bardzo do niej tęskniłem 😏.

Przy stacji Głuchołazy-Miasto trwa jakiś remont.


Rynek w zimowej scenerii.


piątek, 9 lutego 2018

Góry Opawskie na spontanie: Velké mechové jezírko i Biskupská kupa

Wyjazd w Góry Opawskie był z gatunku tych zupełnie nieplanowanych. Miałem jechać w Beskidy, ale przed 7-mą rano dostaję smsa: "Nie dam rady, choroba"! W pierwszej chwili chciałem obrócić się na drugi bok i dalej spać, ale gwałtowne myśli nie dawały mi spokoju. Wczesna godzina, cały piątek stracony? Szybko piszę do Bastka: "Może Biskupia Kopa?". Może... 😊

Zbieraliśmy się wolno, jeszcze po drodze szukanie kantoru, kontrola czeskich celników na granicy, ale w końcu pojawia się znajomy kształt.


Najpierw jedziemy jednak za Rejvíz i zostawiamy samochód na leśnym parkingu. Tu przynajmniej jest śnieg.


wtorek, 4 kwietnia 2017

Góry Opawskie w prima aprilis

Pogodę na pierwszy weekend kwietnia zapowiadano taką, że grzechem byłoby siedzieć w domu. Dodatkowo postanowiłem skorzystać z połączenia kolejowego do samych Głuchołaz (aż cztery składy w ciągu całego weekendu).

Wczesnym sobotnim porankiem idziemy na dworzec. Zabieram ze sobą Bastka, który Góry Opawskie (Zlatohorská vrchovina, Oppagebirge) zna, ale raczej połowicznie.

Mijają minuty, a cugu nie ma. Czyżby kolejarze zabawili się w prima aprilis? Wreszcie przyjeżdża spóźniony, ładujemy się do środka. Myślałem, że o tej porze będzie kompletnie pusto, ale trochę osób jednak jedzie. Podróż mija nam w towarzystwie dyskretnego, ale ciągłego smrodku z super-hiper-toalety-z-zamkniętym-obiegiem. No cóż, nowoczesność wymaga poświęceń...

Przed godziną 9-tą dowlekamy się na stację Głuchołazy Miasto (Ziegenhals Stadt). Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś ujrzę tu pociąg.


Jesteśmy trochę spóźnieni, więc omijamy zachęcający stragan ze świeżymi jajami, nie wchodzimy do dyskontu ani na rynek, ale od razu kierujemy się na ulicę, które swoją nazwę zmieniała już co najmniej trzykrotnie: kiedyś była to Seminarienstrasse, potem Adolf-Hitler-Strasse, następnie Józefa Stalina, dziś Bohaterów Warszawy. W sumie pod tych ostatnich można podciągnąć sporo osób, niemal każdy znajdzie coś dla siebie.