środa, 28 czerwca 2023

Roztocze cerkwiami malowane (4): Werchrata - Horyniec - Radruż.

Mówi się, że w Polsce granice rozbiorów są nadal widoczne. W dużym stopniu to prawda, natomiast czasem okazuje się, że i granice województw doskonale widać w terenie, nawet jeśli nie ma żadnego znaku. Przykładem może być droga wojewódzka nr 867. Prowadzi ona z Hrebennego w województwie lubelskim aż do Sieniawy w podkarpackim, ale jeszcze kilka lat temu asfalt kończył się w ostatniej miejscowości lubelskiego (Siedliska), a zaczynał w pierwszej podkarpackiego (Prusie) 😛. Przez las, ponad trzy kilometry, trzeba było mknąć piaszczystą gruntówką. Ten odcinek, wyglądający dobrze na mapach, ale nie do przebycia przez ciężarówki, a przy deszczowej aurze również przez auta osobowe, uzupełniono w 2014 roku, lecz nadal na wielu tablicach i w informatorach widać starą lukę, co wywołuje spore zdziwienie.

Kierowca, którego złapałem na stopa, wysadza nas na obrzeżach Prusia (Прусе). Idziemy zobaczyć cerkiew Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, od czasów wywózek kościół św. Józefa, choć podobno odbywają się w niej również nabożeństwa unickie. Świątynia jest dość prosta konstrukcyjnie, obok stoi dzwonnica, na którą można wejść i podziwiać okoliczne pola rzepaku. Przedtem z poziomu ziemi zwiedzał je Piotrek i to tak intensywnie, że ugryzła go pszczoła.




Brama nie zawsze daje się łatwo sforsować 😏. Może dlatego, że chroni pomnik papieski z małą figurą JP2 jako Buddy.



wtorek, 20 czerwca 2023

Roztocze cerkwiami malowane (3): Teniatyska - Hrebenne - Siedliska.

Podobnie jak dzień wcześniej miejscowość (wtedy Bełżec, teraz Lubyczę) opuszczamy przez las i szlakiem. Podobnie ów szlak nie występuje na wszystkich mapach - tym razem czerwony Szlak Wolnościowy jest w wersji papierowej, ale nie ma go, na przykład, na stronie mapy.cz, a to przecież Biblia współczesnego podróżnika.


Wśród drzew znajduje się stary cmentarz, na którym chowano mieszkańców wioski Teniatyska (Тенетиська). Gdzieś w pobliżu stała drewniana cerkiew św. Dymitra, która rozpadła się ze starości już za polskiej demokracji. To stąd przeniesiono dzwonnicę do Lubyczy. Podobno na miejscu cerkwi postawiono współczesną kaplicę, ale ani jej ani cerkwiska nie udaje nam się znaleźć, więc chodzimy tylko wśród grobów wystających z zielonego podłoża.



Jakiś facet na rowerze ostrzega nas, że kawałek dalej trwa wycinka i nie przejdziemy, że najlepiej podejść do torów i iść wśród nich. Po szybkiej burzy mózgów decydujemy się zaryzykować i maszerujemy dotychczasową drogą. Drwale musieli zrobić sobie przerwę obiadową albo coś ich porwało, bo panuje cisza jak makiem zasiał.

Teniatyska były kiedyś dużą, półtoratysięczną wsią ukraińską, których uzupełniali pojedynczy Polacy i Żydzi. Dziś liczba mieszkańców nie dochodzi do setki. Według polskiej Wikipedii są to głównie grekokatolicy, ale żadne inne źródła tej informacji nie potwierdzają.


niedziela, 11 czerwca 2023

Roztocze cerkwiami malowane (2): Zatyle - Lubycza - Kniazie.

Opuszczamy Bełżec i kierujemy się na południe idąc za znakami niebieskiego szlaku. Dziwny to szlak, bo występuje tylko na niektórych mapach, nie ma go natomiast na tablicach gminnych, choć nosi on nazwę Centralnego Szlaku Roztocza.
Przez długi czas ścieżka prowadzi przez las. Spotykamy znaki informujące, że to otulina obozu zagłady, więc w ziemi mogą znajdować się szczątki ofiar.


W pewnym momencie wychodzimy przy niedużym jeziorku z wiatą i pomostem, co oznacza, że źle skręciliśmy. Korzystamy z okazji i robimy sobie przerwę w pięknych okolicznościach przyrody. Gdyby była późniejsza godzina, to zastanowilibyśmy się nawet nad noclegiem tutaj, ale jest dopiero piętnasta.


Wracamy się do leśnego przejścia kolejowego i przez krótki odcinek idziemy wzdłuż torów. Szyny są pordzewiałe, pociągi pasażerskie kursują rzadko (w wybrane weekendy), większa jest szansa spotkać składy towarowe na Ukrainę.


wtorek, 6 czerwca 2023

Roztocze cerkwiami malowane (1): Lublin - Tomaszów - Bełżec.

Tradycyjnie maj jest okresem naszej grupowej wędrówki wzdłuż granic Polski. Rok temu maszerowaliśmy po Mazurach, więc zgodnie z zasadą naprzemienności w tym roku wypada kierunek południowy blisko granicy z Ukrainą. Administracyjnie będzie to pogranicze województwa lubelskiego i podkarpackiego, historycznie ziemia bełska na Rusi Czerwonej, a geograficznie w większości Roztocze. Brzmi nieźle.

Co ciekawe, prognozy wieściły nam bardzo dobrą pogodę. To zaskakujące, bo zazwyczaj pogodynka sugeruje różne katastrofy w aurze i rok temu częściowo się to sprawdziło, bo dolewało nas prawie codziennie. Tym razem deszcz ma być wyjątkiem. No cóż, zobaczymy.

Jako pierwsza podróż zaczyna Buba. Po niecałej godzinie dosiadam się i we dwójkę mkniemy na wschód. Za oknem migają kolejne stacyjki, pierwszy dłuższy postój wypada w Koniecpolu. Nigdy go nie odwiedzałem, więc wyskakuję rozprostować kości. Robię spacer wokół dworca i zaglądam przez płot na pobliskie ruiny poprzemysłowe.


Kolejna przerwa w podróży (doczepiania składu i zmiana kierunku jazdy) to Kielce. Te wizytowałem z pociągu już dwa lata temu, zatem liczę, że zrobię jakieś szybkie zakupy. Niestety - cały dworzec jest w rozsypce, znaczy w remoncie, a dosłownie wszystkie lokale w pobliżu, również gruzińskie, akurat w tę sobotę postanowiły zrobić sobie wolne.


Ślązacy też lubią kebaby, ale tu ich nie zjemy.

W południe docieramy do Lublina. Doświadczeni rokiem 2021, kiedy to okazało się, że spod dworca kolejowego praktycznie nic nie jeździ, rozpisałem sobie rozkład komunikacji miejskiej i dość sprawnie dotarliśmy na dworzec autobusowy. A tam można się poczuć jak na Ukrainie: więcej kursów jest do tego kraju niż w Polskę, częściej słychać ukraiński i rosyjski niż polski. Praktycznie każdy facet zaopatrzony jest w pederastkę - torebkę, która jeszcze kilka lat temu była szczytem obciachu i kojarzyła się z gastarbeiterami zza Buga, a dziś wydaje się być ikoną męskiej mody 😏. Burdel organizacyjny także panuje nieziemski, gdyż okazuje się, że część busów odjeżdża z innej części dworca i nie ma ich na głównym rozkładzie. Szukaj człowieku, a może znajdziesz.