Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Banat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Banat. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lutego 2026

Triplex Confinium - trójstyk w Banacie

Banat. Wielokrotnie pisałem o tej krainie historycznej i wspominałem, że to jedna z moich ulubionych. Wspominałem, że podzielny jest na trzy kraje: większość znajduje się w Rumunii, mniejszość w Serbii, a skrawek pozostał na Węgrzech. Zdarzało mi się odwiedzać jednego dnia Banat w dwóch krajach, ale jeszcze nigdy we wszystkich trzech - udało się to dopiero w lipcu 2025 roku, dzięki wejściu Rumunii do strefy Schengen. Ale po kolei.

Najpierw są ostatnie kilometry na serbskiej ziemi. Nagle na drodze wyrasta bela siana, która spadła z traktora pędzącego przed nami. Poluzowały się również inne, więc rolnicy próbują je jakoś zatrzymać.


Dwie ostatnie serbskie wioski to Majdan (Мајдан, węg. Magyarmajdány) i Rabe (Рабе, Rábé). Obydwie niewielkie, zamieszkałe niemal wyłącznie przez Węgrów i sprawiające ponure wrażenie z powodu opuszczonej i zniszczonej zabudowy. Już kiedyś przez nie jechaliśmy i nic się nie zmienia, chyba, że na minus.



Pojawia się węgierski płot antyimigrancki, to znak, że do przejścia coraz bliżej.


Przed nami trójstyk sebrsko-węgiersko-rumuński, zwany Triplex Confinium, reprezentowany przez biały obelisk z trzema stronami; każda zaopatrzona jest w herb odpowiedniego państwa.


Jeszcze dekadę temu pamiątkowy monument stał wśród pól, a jedyną infrastrukturą była tablica informacyjna i wiata w jednym z rogów, docierali tu jedynie rowerowi fanatycy. Jako pierwsi asfaltową drogę doprowadzili Rumuni, ale okazało się, że łatwiej było otworzyć przejście graniczne pomiędzy dwoma zaprzyjaźnionymi dyktatorami (Węgrami i Serbią) niż między krajami unijnymi. Przejście węgiersko-rumuńskie planowano na rok 2023 i znowu okazało się, że prędzej przyjdzie wstąpienie Rumunii do Schengen niż jego wybudowanie. Co prawda formalnie nie ma tutaj połączenia drogowego między Węgrami a Rumunią, ale... zobaczymy 😏 . Z boku widzę dwóch rumuńskich mundurowych stojących u siebie, za wsadzonymi w ziemię flagami.


piątek, 28 listopada 2025

Wojwodina: Kanjiža i Novi Kneževac

Jeżdżąc po Serbii zawsze staram się spędzić kilka nocy w jakieś miejscowości Wojwodiny. W 2025 roku wybrałem miejscowość Kanjiža (Кањижа, Magyarkanizsa). Jest to liczące około ośmiu tysięcy mieszkańców miasto położone w północnej części prowincji. Do granicy z Węgrami jest kilkanaście kilometrów, ale ma się wrażenie, że tak naprawdę jesteśmy już w kraju Orbána: na ulicach słychać prawie wyłącznie węgierski, z głośników leci węgierskie radio, z telewizorów dobiegają odgłosy węgierskich stacji, na budynkach łopoczą węgierskie flagi nie rzadziej niż serbskie. Według danych ze spisu powszechnego osiemdziesiąt pięć procent mieszkańców to Węgrzy, Serbów jest niecałych dziesięć procent. Węgrzy przeważają również we wszystkich, poza jedną, wioskach gminy, a są i takie osady, gdzie nie znajdziemy ani jednego Serba.


Wizytę rozpoczynamy od kalwarii: dwa rzędy ceglanych kapliczek drogi krzyżowej kończą się na niewielkim kopcu z trzema krzyżami. Ów kopiec to kurhan Scytów lub innego starożytnego ludu.




Potem udajemy się na miejsce noclegowe, które zwie się Hostel Bata. Z hostelem nie ma on jednak nic wspólnego: to dom, który w całości przerobiono na pokoje dla turystów. Właściciel, pan Bata, mieszka kilkadziesiąt metrów dalej. Ponieważ jesteśmy jedynymi gośćmi, więc możemy sobie wybrać, gdzie chcemy spać. Decydujemy się na pomieszczenia, które śmiało można nazwać apartamentem: pokój z pełni wyposażoną kuchnią, toaletą i łazienką z wanną, a także małym tarasem. Na stanie jest też klimatyzacja i telewizor. Co prawda meble to czasy późnej Jugosławii, ale wszystko bardzo nam się podoba, trzeba tylko patrzeć pod nogi, bo na ziemi położono różne kable i rurki, po czym obłożono je drewnianymi ściankami 😛.
Telewizja serbska ma słaby sygnał, ciągle śnieży, za to węgierska doskonały. Przełączam na różne kanały, a na każdym Orbán i Orbán na wiecach, strach otworzyć lodówkę.


czwartek, 20 listopada 2025

Wojwodina: Pančevo oraz spomeniki w drodze

Przekroczenie granicy rumuńsko-serbskiej zajmuje nam krócej niż pięć minut. Cieszę się, bo po cofnięciu zegarków mamy jeszcze całkiem młodą godzinę, ledwie szesnastą trzydzieści, więc jest szansa, że na nocleg dotrzemy dość wcześnie. Szybko okaże się jednak, że pogoda ma w tej kwestii inne zdanie.


W Rumunii przez ostatnie dwa dni męczyły upały z temperaturą powyżej czterdziestu stopni, na dziś w serbskiej Wojwodinie zapowiadano burze. I rzeczywiście godzinę temu niebo się zaciągnęło, ale nadal jest upalnie. Przemykamy przez pierwszą wioskę - Kaluđerovo (Калуђерово, Szőlőshegy, Rebenberg). Rok temu kręciłem się po niej na rowerze. Wtedy też zbierało się na burzę, ale w końcu przeszła bokiem.


Dziś raczej nie przejdzie. Niebo na horyzoncie jest ciemne jak serca polityków. Po wyjeździe na otwartą przestrzeń uderza w nas silny boczny wiatr.


Od południa, od strony rumuńskich gór, widzimy wielką szarą chmurę, która porusza się przy gruncie i połyka nadgraniczną wioskę. Szybko przesuwa się w naszą stronę. "Co to ma być"? - zastanawiamy się i dodaję gazu. Okazuje się, że to wiatr zabiera ze sobą wszystko, co leży na ziemi i niesie dalej, w tym wszystkie resztki, jakie zostały na polach. Nie wygląda to dobrze, jak nas rąbnie jakimś świństwem, to będzie nieciekawie!


poniedziałek, 20 października 2025

Żelazna Brama - przełom Dunaju od rumuńskiej strony

Żelazne Wrota albo Żelazna Brama to nazwa przełomu Dunaju na granicy pomiędzy Rumunią (Porțile de Fier) a Serbią (Đerdapska klisura). Dawniej był to odcinek bardzo niebezpieczny dla żeglugi: zwężenia, skały i progi rzeczne powodowały, że tonęły tu jednostki prowadzone nawet przez doświadczonych żeglarzy. Na przełomie XIX i XX wieku w wyniku szeroko zakrojonych prac stał się on szerszy i głębszy, ale dopiero komuniści sprawili, że całkowicie odmienił się jego charakter. W wyniku budowy dwóch ogromnych tam Dunaj nabrał cech zbiornika retencyjnego, zniknęła jego dzikość i tajemniczość. Nadal jest to jednak piękny zakątek tej części Europy; dwukrotnie jechałem wzdłuż Żelaznych Wrót po serbskiej stronie (w 2016 i w 2023 roku), tym razem chciałem spróbować strony rumuńskiej.


Po wybudowaniu zapory poziom wody rzeki podniósł się o trzydzieści pięć metrów. Jedną z ofiar tej międzynarodowej inwestycji była wyspa Ada-Kaleh. Nie będę się rozpisywał o jej ciekawej historii, napiszę tylko, że stanowiła enklawę tureckich i romskich muzułmanów mieszkających wśród zabytkowej architektury i niedokończonej twierdzy. Po zalaniu większość z nich wyjechała do Turcji. O jej istnieniu przypomina nazwa potoku wpływającego do Dunaju tam, gdzie kiedyś znajdowała się wyspa.


Kolejne ofiary to miejscowości położone na brzegu. Wyższy Dunaj pochłonął co najmniej pięć wiosek oraz niemal całe zabytkowe miasto Orșova (Orsova, Orschowa), które trzeba było wybudować od nowa. W sumie nowe domy musiało znaleźć prawie dwadzieścia tysięcy ludzi.


Sto lat temu Orșova była etniczną mieszkanką niemiecko-węgiersko-rumuńską, dziś żyją tu m.in. Czesi i Serbowie, ale w oczy rzuca się dzielnica cygańska. Niektóre bloki nawet nie mają śladów po pożarach, lecz wybrane mieszkania wyglądają, jakby coś w nich wybuchło i wszystkie śmieci zgromadziły się we framugach!



piątek, 10 października 2025

Z Siedmiogrodu nad Dunaj: Strei, Densuș i Drobeta-Turnu Severin

Siedmiogród słynie ze swoich kościołów obronnych, ale na jego terenie są też inne unikalne świątynie, które warto odwiedzić. Do dwóch z nich zajrzeliśmy podczas podróży z centrum Transylwanii w stronę Dunaju. Obie leżą przy małych wioskach na terenie okręgu Hunedoara i obie należą do najstarszych w całej Rumunii.  

Pierwszy z nich znajduje się w miejscowości Strei (Zeykfalva, Zeikdorf). Tambylcy niezbyt się nim chwalą, wypłowiałe tabliczki tak nas kierują, że stajemy przed bramą jakiegoś gospodarstwa. Krzątająca się tam kobieta na nasz widok pospiesznie zamknęła bramę. Zawracam i parkuję przy skrzyżowaniu, bo innych miejsc dla samochodów brak. Po chwili kombinowania odkrywamy, że należy przejść przez niepozorną furtkę i ścieżką pomiędzy dwoma ogródkami podejść na cmentarz, przy którym stoi kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (Biserica Adormirea Maicii Domnului).


Już na pierwszy rzut oka widać, iż to niemłoda konstrukcja. Datowany jest na XIV wiek, choć są opinie, że może być o półtora stulecia starszy. Kościół powstał prawdopodobnie jako kaplica dworska, bo w pobliżu odkryto resztki posiadłości książęcej. Reprezentuje styl romański i wczesnogotycki, silne są tu zwłaszcza wpływy bizantyjskie. Jako budulca użyto kamieni oraz elementów pochodzących z rzymskich konstrukcji (w okolicy znajdowała się antyczna willa).


Do dzwonnicy dobudowano w późnym średniowieczu narteks, który później rozebrano. Z kolei po północnej stronie do nawy dołożono małą kaplicę służącą ewangelikom, lecz też została z biegiem lat rozebrana. 


wtorek, 12 sierpnia 2025

Nădlac i Timișoara na początek Rumunii

Po czterech latach stęskniliśmy się za Rumunią i postanowiliśmy znowu do niej zajrzeć. Jeśli dobrze liczę, będzie to szósta wizyta w tym państwie, a piętnasta wakacyjna wyprawa samochodowa w ogóle. Czyli jubileusz!

Przejazd tranzytowy przez Węgry często bywa męczący, ale tym razem męczył wyjątkowo. Na M1 tradycyjnie ogromny ruch, przy czym madziarscy kierowcy to mniejszość. Urojone roboty drogowe ze zwężeniami, potem urojony wypadek na obwodnicy Budapesztu i korek. Zazwyczaj za stolicą autostrady stawały się puste, lecz nie w tę lipcową niedzielę: M5 zatłoczone jak Krupówki podczas turniejów skoków narciarskich. Zapomniałem, że tędy suną do swojej drugiej (albo pierwszej) ojczyzny Europejczycy z krajów zachodnich. Każdy parking zawalony samochodami, krzyczący, biegający lub modlący się ludzie, walające się śmieci, a w damskich kiblach wręcz pływało. Dopiero przed Segedynem zaczęło robić się luźniej i spokojniej.

Przy niezbyt szybkim tempie jazdy pocieszałem się, że nie stracimy już czasu na granicach, bowiem niedawno Rumunia weszła do strefy Schengen. Potwierdzają to tablice z zaklejonymi symbolami cła.


Na ostatnim węźle przed granicą zjeżdżam do wioski Nagylak. Historycznie są to zachodnie przedmieścia miasta o takiej nazwie, które obecnie zwie się Nădlac i leży w Rumunii. W wyniku traktatu w Trianon w 1920 roku granica przecięła kilkadziesiąt dotychczas madziarskich miejscowości, ta była jedną z nich. Po spojrzeniu na mapę można odnieść wrażenie, że wytyczono ją tutaj prosto od linijki, w rzeczywistości powodem takiego przebiegu była linia kolejowa. To dość częsta sytuacja, że kwestie etniczne nie miały żadnego znaczenia, natomiast tory owszem. W tym przypadku pozostały one na Węgrzech, podobnie jak stacja kolejowa.
Problemem stała się inna kwestia: w Nagylaku od 1905 roku znajdowała się wielka fabryka konopi przemysłowych, eksportująca swe towary na całą Europę, a nawet do Ameryki Północnej. Zakład również pozostał pod kontrolą Budapesztu, ale tereny uprawy lnu znalazły się w Rumunii. Efekt był taki, że pracownicy poruszając się wewnątrz zakładu codziennie musieli przekraczać granicę, korzystając ze specjalnych przepustek. Ten ewidentny idiotyzm skorygowano w 1922 roku, przyłączając ziemie będącą własnością fabryki do Węgier, w zamian za co Rumunia otrzymała grunty w innym miejscu. 
Obiekt nadal istnieje i działa, jego komin widać z daleka. 


czwartek, 19 września 2024

Bela Crkva - w plenerze i na rowerze. Po okolicy i do rumuńskiej granicy!

Bela Crkva (miasto w Wojwodinie z oficjalnymi nazwami w czterech językach - Бела Црква, Fehértemplom, Biserica Albă, Bílý kostel, do tego historyczne Weißkirchen) to najczęściej odwiedzana przeze mnie miejscowość podczas wyjazdów do południowo-wschodniej Europy. To już piąty raz. Przyciąga nas kemping położony nad jednym z kilku tutejszych jezior, dawnych wyrobisk żwiru. Kemping jest swojski, z umiarkowanymi cenami i oferuje ładne widoki na wodę, gdy rano człowiek nie potrafi spać.



Oprócz odpoczywania i kąpania się od trzech lat wykorzystuję pobyt także na zwiedzanie rowerem okolicy. W 2022 roku wybrałem się nad kanał Dunaj-Cisa-Dunaj i nad granicę rumuńską (Bela Crkva to gmina graniczna, Rumunia otacza ją z trzech stron). W ubiegłym odwiedziłem serbskich Czechów w maleńkiej wiosce, jedynej w Serbii zamieszkałej niemal w całości przez Pepików. Tym razem chciałem połączyć jedno z drugim: zajrzeć do innej wioski z czeskim osadnictwem, a jednocześnie przejechać się przy granicy serbsko-rumuńskiej. Rowery można wypożyczyć na kempingu, ale wyglądają one coraz gorzej: wydaje się, że po zakończeniu sezonu sprzęt jest jesienią pakowany do komórki, a wiosną wyciągany bez żadnej konserwacji i remontów. Już ostatnim razem blokował się hamulec, tym razem jedyny egzemplarz zdolny do dalszej jazdy wygląda jeszcze paskudniej. Szybko okazuje się, że:
* tylny hamulec nie działa w ogóle,
* przedni na słowo honoru, pewniejsze okazują się stopy,
* nie wskakuje część przerzutek, a ostatnie dwie godziny bałem się w ogóle cokolwiek zmieniać, bo ciągle spadał łańcuch,
* plastikowa osłona przy łańcuchach najpierw zaczyna się ruszać, a potem odpada, trzymając się tylko na pedale.
Dodatkowo siodełko niemiłosiernie wbija się w tyłek, a rączki są skrajnie niewygodne. Cóż, nikt nie obiecywał, że będzie lekko.

Po pierwszych dwóch kilometrach przypominam sobie, że w moim plecaku leży piwo, które miałem wsadzić do lodówki na kempingu. Nie chce mi się zawracać, więc chowam je... w krzakach. Może żaden żul nie znajdzie i nie wypije 😏.


środa, 4 września 2024

Wojwodina po skosie: Kula, Vrbas, Bavanište, Kovin

Jadąc przez Wojwodinę zawsze żałuję, że mam za mało czasu, aby zatrzymywać się we wszystkich interesujących mnie miejscach. Tym razem będę przecinał tę krainę po skosie z północnego zachodu na południowy wschód, nie pędzę nigdzie dalej ani nie ograniczają mnie godziny otwarcia przejść granicznych, więc liczę, że zobaczę wszystko to, co sobie zaplanowałem.

Pierwszą miejscowością po opuszczeniu Somboru jest Kljajićevo (Кљајићево, węg. Kerény, niem. Kernei). Przy wjeździe wita nas mural z podobizną Ratko Mladića. Dla niewtajemniczonych: Mladić był dowódcą wojsk bośniackich Serbów i odsiaduje w Hadze wyrok dożywocia za zbrodnie wojenne. W latach aktywności wojennej zawsze był pucułowaty, ale tutaj wygląda jakby miał pęknąć od środka.


Mural wymalowano na płocie przy nieczynnej linii kolejowej z Somboru do Vrbasu, biegnącej mniej więcej wzdłuż mojej drogi. Prawdopodobnie wykonali go kibice Crveny Zvezdy Belgrad.


Historia Kljajićeva jest w dużym stopniu odbiciem historii całej Wojwodiny i w ogóle południowych terenów dawnego Królestwa Węgier. Mieszkający tu w średniowieczu Madziarzy uciekli przez Turkami, zastąpili ich Serbowie. Po przegonieniu Osmanów Habsburgowie zaczęli osadzać kolonistów niemieckich (Szwabów Naddunajskich), którzy stali się większością wśród ludności. W czasie II wojny światowej wielu Niemców służyło w jednostkach SS i antypartyzanckich. W 1944 roku połowa mieszkańców uciekła przed nacierającymi komunistami, wielu z tych co zostało osadzono w utworzonym tu obozie. Kilkuset przykazano do Związku Radzieckiego, pozostali albo zmarli w niewoli, albo z niej uciekli, albo zostali wypędzeni do Niemiec. Wioska została zasiedlona Serbami z Chorwacji i zmieniła swą serbską nazwę z Krnjaja/Крњаја na obecną, która pochodzi od nazwiska Miloša Kljajića, komunistycznego partyzanta. Obecnie jest to miejscowość niemal całkowicie serbska etnicznie - ponad dziewięćdziesiąt procent.


piątek, 5 stycznia 2024

Kiskőrös: baseny, traktory i Sándor Petőfi

Węgierski strażnik graniczny jak zawsze każde otworzyć bagażnik.
- Papierosów nie mam, z alkoholu trochę piw, wina i jedna rakija - opowiadam znudzonym głosem.
Madziar kiwa ręką, aby jechać. Nie wszyscy mają tyle szczęścia: na sąsiednim stanowisku blond suka w mundurze trzepie auta tak ostro, jakby od tego zależał los Europy. Kobiety pograniczniczki są zawsze takie gorliwe.
Przekroczenie granicy zajęło dwadzieścia pięć minut. Mało, patrząc na całą granicę i jakie korki się na niej tworzą i dużo, biorąc pod uwagę jak boczne to przejście.


Przed nami krótki odcinek węgierskiej części Banatu. Pierwsza wioska to Tiszasziget, nie ma w niej nic ciekawego.


Druga to Újszentiván. Mieszka w niej kilka procent Serbów, stąd posiada też serbską nazwę Нови Сентиван.


sobota, 30 grudnia 2023

Dłubanie w Wojwodinie: Bela Crkva, Arača i inni

Wielokrotnie wspominałem już, że Wojwodina to mój ulubiony region Serbii. Wielokulturowa społeczność, ciekawa historia i habsburska architektura jest tym, co mnie w niej szczególnie przyciąga. Jeszcze nie Bałkany, ale już nie tak do końca Europa 😏.

Podobnie jak kilka lat wcześniej tym razem wpłynęliśmy do niej promem z miejscowości Ram (Рам), o czym zresztą pisałem. Dunaj w najwęższym miejscu jest tu szeroki na osiemset metrów, ale przeprawa to ponad dwa kilometry otoczone wielką wodą. Po rzece wolno sunie niemiecki wycieczkowiec spotkany wcześniej w Żelaznych Wrotach, a my wpływamy do kanału Dunaj - Cisa - Dunaj (Kanal Dunav - Tisa - Dunav), gdzie prom przycumuje w Starej Palance (Стара Паланка). Rok temu podczas wycieczki rowerowej piłem tu w knajpce piwo i molestowałem kota, którego kelner oferował mi na wynos 😏.




Bazą noclegową tradycyjnie będzie Bela Crkva (Бела Црква), gdzie znajduje się jeden z moich ulubionych kempingów: tani, swojski, tuż nad dawnym żwirowiskiem, który teraz służy jako miejsce kąpielowe z plażą.



piątek, 22 grudnia 2023

Češko Selo, czyli z wizytą u Czechów w Wojwodinie. Plus okolice

W Wojwodinie, najbardziej multietnicznej prowincji Serbii, spisy powszechne odnotowują prawie dwadzieścia narodowości liczących co najmniej tysiąc osób. Silnie reprezentowane są narody słowiańskie i nie mam tu na myśli Serbów. Najbardziej ludnym narodem, po gospodarzach i Węgrach, są Słowacy, który mieszka tam prawie czterdzieści tysięcy. Oprócz nich Chorwaci, Czarnogórcy, Buniewcy (często traktowani jak część narodu chorwackiego), Rusini, "Jugosłowianie", Ukraińcy i gdzieś tam na końcu Czesi. Spis z 2011 roku wykazał prawie dwa tysiące osób deklarujących się jako Pepiki, nie wiadomo ilu to powtórzyło dziesięć lat później, ale na pewno mniej, gdyż jest to społeczność kurcząca się.

Największym skupiskiem Czechów jest gmina Bela Ckva (Бела Црква), położona w południowo-wschodniej części Wojwodiny, na styku Dunaju i granicy rumuńskiej. To historyczny Banat, co ma znaczenie w przypadku historii czeskiego osadnictwa. W gminie tej Czesi stanowią kilka procent populacji, język czeski ma status urzędowego, czeskie nazwy pojawiają się na niektórych tablicach miejscowości. Najwięcej Czechów mieszka w mieście - siedzibie gminy, ale jest także jedna niewielka wioska, gdzie potomkowie przybyszów znad Wełtawy są absolutną większością. Ponieważ w Beli Crkvi często zatrzymuję się na kempingu, więc w tym roku (podobnie jak w poprzednim) wypożyczyłem rower i postanowiłem odwiedzić tę małą czeską ojczyznę.


Mój cel jest gdzieś na prawo, za tymi wzgórzami na horyzoncie.


Pierwsza wioska po drodze to Vračev Gaj (Врачев Гај, węg. Varázsliget). Napis węgierski już rok temu był zamazany przez jakiś genetycznych patriotów, ale widać nie było czasu tablicy wyczyścić. To zupełnie jak pod Opolem z napisami niemieckimi.


sobota, 18 lutego 2023

Segedyn, Kiskőrös. Dunaújváros. U Orbana bez zmian

Przejście graniczne Kübekháza - Rabe jest najmłodszym na granicy węgiersko-serbskiej; otwarto je jesienią 2019 roku. Jest jednocześnie położonym najbardziej na wschód. Bardziej na wschód już się nie da, bowiem tuż obok budek granicznych znajduje się trójstyk Węgier, Serbii i Rumunii - tak zwany Triplex Confinium.
 

Biały obelisk z trzema ścianami leży niemal dokładnie w miejscu przecięcia granic. Na pierwszym zdjęciu jest strona węgierska, na drugim serbska. Zabrakło mi strony rumuńskiej, bo pogranicznicy już machali, aby do nich podjechać.


Pod herbami znajduje się data "4 VI 1920" - moment podpisania traktatu w Trianon, największej traumy w dziejach węgierskiej historii ostatnich stuleci. Ale to nie oznacza, że trójstyk powstał w tym miejscu właśnie wtedy; dokładna delimitacja zajęła trochę czasu. Dodatkowo granica jugosłowiańsko - rumuńska została ostatecznie wyznaczona dopiero w 1924 roku, przez te kilka lat dwie najbliższe miejscowości, leżące dziś w Rumunii, należały do Jugosławii, a więc wówczas trójstyk był jeszcze bardziej na wschód.

czwartek, 2 lutego 2023

"Wojwodina jest płaska jak młoda dziewczyna" - przez serbską prowincję od Dunaju do Rabe

Wojwodina, mój ulubiony region Serbii. Żyzne gleby i zaawansowane rolnictwo sprawiły, że był spichlerzem Jugosławii, a dziś współczesnego okrojonego państwa. To jednocześnie najbogatsza i najbardziej europejska prowincja, choć nie to mnie przyciąga, lecz słynna wielokulturowość: szacuje się, że mieszkają tu przedstawiciele dwudziestu sześciu grup etnicznych, sześć języków uznawanych jest za urzędowe na całym terenie plus doliczyć trzeba te używane lokalnie. 
Wojwodina wyróżnia się również pod względem rzeźby terenu - w przeciwieństwie do reszty kraju jest to obszar nizinny, z wyjątkiem dwóch niewielkich pasm górskich po bokach. "Wojwodina jest płaska jak młoda dziewczyna" - takie sobie ukułem hasło w głowie. Chociaż teraz dziewczyny szybciej dojrzewają, więc może to już nieaktualne...

Wojwodińskie miejscowości to nie tylko mieszanka kulturowa, ale architektoniczno-historyczna: zabudowa habsburska płynnie miesza się z socjalistyczną. Misz-masz dotyczy również drogowskazów: niebieskie pochodzą jeszcze z nieboszczki Jugosławii. Co charakterystyczne, na tych starych znakach praktycznie nie używało się cyrylicy, a dla odmiany tabliczka z nazwą ulicy nie ma wersji łacińskiej.


Po przekroczeniu Dunaju w Smederevie pierwsze miasto na wojwodińskim brzegu (a jednocześnie w Banacie) to Kovin (Ковин, węg. Kevevára, rum. Cuvin). Na witaczach, podobnie jak w setkach miejscowości Wojwodiny, pojawia się kilka języków - w tym przypadku oprócz serbskiej cyrylicy także węgierski i rumuński. Te dwie niesłowiańskie nacje liczą po kilka procent mieszkańców, natomiast kiedyś drugą pod względem wielkości narodowością byli Niemcy (Kubin, Temeschkubin).


piątek, 31 grudnia 2021

Rumunia: relaks w Siedmiogrodzie i atrakcje pogodowe.

Nie udało mi się przejechać Transalpiną, ale przecież jakoś przebrnąć przez góry trzeba, nie będę objeżdżał całych Karpat Południowych, gdyż nie starczyłoby na to dnia. Muszę się cofnąć w okolice dużego miasta Târgu Jiu i stamtąd prowadzi w kierunku północnym droga numer 66. Wytyczono ją wąwozami i dolinami, więc wspina się maksymalnie na jakieś 800 metrów n.p.m. - to główny korytarz transportowy dla chcących się przedostać z zachodniej Wołoszczyzny (Oltenii) do Siedmiogrodu lub odwrotnie. Według informacji z rumuńskiej Wikipedii drogę zaczęli budować pod koniec XIX wieku włoscy inżynierowie, ale ostatecznie utwardzono ją dopiero w latach 50. ubiegłego stulecia.
 
Południowa część tego odcinka stanowi Park Narodowy "Defileul Jiului", chroniący wąwóz rzeki Jiu. Jedzie się tędy bardzo przyjemnie, zwłaszcza, że ruch jest zaskakująco nieduży. Rzeka rozdziela dwa karpackie pasma - Vâlcan (Góry Wylkańskie) oraz Parâng.



środa, 27 listopada 2019

Timișoara, Arad i pogranicze rumuńsko-węgierskie.

Na rumuńskich drogach witają nas ogromne krzyże! O Boże, takiego powitania to nawet w Polsce nie zaznałem!



Według pierwotnych planów wakacyjnego wyjazdu to właśnie Rumunia miała być jednym z głównych celów. Potem dużo się pozmieniało, padło na kierunek bałkańsko-adriatycki. Jednak było mi żal, bowiem w tym roku wypada dziesięciolecie od pierwszych odwiedzin kraju Draculi. No i jakże tak, w żaden sposób tego nie uczcić? Postanowiłem więc zahaczyć o nią chociażby na trochę, na jeden nocleg. No i zobaczyć przy okazji coś nowego, gdyż w tej części jeszcze nie byliśmy...

A rumuński Banat to równie pomieszana mozaika narodowościowa, co u Serbów. W pierwszej większej miejscowości (Denta) co prawda nieco ponad połowę mieszkańców stanowią Rumuni, ale drudzy w kolejności są... Bułgarzy Banaccy! Nawet nie wiedziałem, że takowi istnieją! Skąd się tu wzięli? Podobnie jak np. Chorwaci w Burgenlandzie - opuścili swoje ziemie uciekając przed Turkami po nieudanym powstaniu. Teraz mieszka ich tutaj stosunkowo niedużo, ale jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku stanowili ponad 90% ludności wioski. Oprócz nich w Dencie żyje sobie kilkuset Węgrów, Serbów i garstka Niemców. Z tego też powodu w pobliżu jednego skrzyżowania stoją aż trzy kościoły: serbska cerkiew prawosławna, rumuńska cerkiew prawosławna (pierwsze zdjęcie) i świątynia bułgarska (drugie zdjęcie). Ta ostatnia prawdopodobnie jest obrządku katolickiego, bowiem tutejsi Bułgarzy, w przeciwieństwie do rodaków znad Morza Czarnego, są owieczkami w zagrodzie papieża.