Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orawa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 kwietnia 2021

Krowiarki - Babia Góra - Mędralowa, czyli od przełęczy do szałasu

O ile w Beskidzie Żywieckim bywam dość często, o tyle na Babiej Górze niekoniecznie. Paradoksalnie, odwiedzenie w marcu Królowej to zasługa... kolejnego lockdownu. Mieliśmy już zarezerwowane noclegi w innej części pasma, ale oczywiście okazało się, że wszystko zamykają, więc trzeba było poszukać jakiś obiektów, które nie "świadczą usług hotelarskich" 😏.

W piątek wstaję o czwartej. O piątej jestem w autobusie, o szóstej w pociągu. Od tego czy będzie on punktualnie zależy skąd ruszymy na Babią, gdyż w Krakowie na przesiadkę mam całe dziewięć minut. Jeśli się uda to jedziemy do Zawoi Policzne, a jeśli zug się spóźni, to pozostaje kurs na Markową. O dziwo, pociąg wtacza się na krakowski dworzec nawet chwilę przed czasem. Pędzę na MDA, gdzie czeka już Kasia i pakujemy się do pustego busika.

Po ponad dwóch godzinach wysiadamy w Zawoi Policzne. Wiosna atakuje w pełni: słońce praży, na asfalcie zalega paskudna breja, a jedyna zwarta warstwa śniegu rozciąga się pod smutno kołyszącymi się kanapami nieczynnej kolejki na Mosorny Groń. 

Ale dotarcie na Policzne to dopiero mniejsza połowa sukcesu, teraz trzeba jakoś się dostać na Krowiarki. Ruszamy drogą w stronę przełęczy, licząc na złapanie stopa. Ruch jest początkowo niewielki, następnie mija nas kilka aut, kierowcy pokazują dziwne gesty. Po dziesięciu minutach, za zieloną tablicą z nazwą "Zawoja", zatrzymuje się wóz. Starszy kierowca nie odezwał się słowem przez całą podróż, ale podrzucił nas do celu. Zaoszczędziliśmy cztery kilometry i godzinę.

Na Krowiarkach jeden parking jest zajęty, ale drugi pusty, zatem kompletu turystów nie ma. O dziwo, nie działa kasa z biletami wstępu. Babiogórski Park Narodowy odpuścił taki zarobek?

piątek, 15 maja 2015

Choczańska majówka - część druga

Tajemnicza poświata wokół księżyca, oprócz uszkodzonego statywu Ecowarriora, przynosi zmianę pogody. Rano, gdy pierwszy raz wychodzę z namiotu to świeci jeszcze słońce, potem przychodzą już chmury.


Nie jesteśmy też sami - z daleka słychać odgłosy drwali, w dole stoi samochód (zapewne od nich), przejechał polaną traktor z sympatycznie machającym kierowcą, w końcu podchodzi jakiś facet i pyta się, czy jesteśmy z Polski. Jeśli tak, to w porządku. A gdybyśmy nie byli? Ciekawe...