Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korona Gór Słowacji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korona Gór Słowacji. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 sierpnia 2026

Jaworniki: Veľký Javorník i Stratenec

Tę wycieczkę planowaliśmy z tatą od co najmniej dwóch lat - celem miały być Jaworniki (Javorníky) na pograniczu czesko-słowackim wraz z ich najwyższym szczytem. Kluczowa miała być ładna, ciepła, wiosenna pogoda, bo to pasmo idealnie nadaje się na ten okres. Z pogodą trafiliśmy, natomiast z wiosną zdążyliśmy na ostatni moment, bowiem dzień przed rozpoczęciem lata 😏.

Samochód zostawiamy po czeskiej stronie - w przysiółku Světlá, należącym do Velkých Karlovic (Karlowitz). Przy ostatnim przystanku autobusowym znajduje się zatoka parkingowa, gdzie jesteśmy jedynym autem. Teoretycznie moglibyśmy pojechać jeszcze dalej, aż do Słowaków na wysokość 900 metrów, ale to bez sensu, bo potem musielibyśmy się daleko wracać po wóz.



Okolica jest sielska: drewniane domy, ławeczka z biblioteczką nad stawem oraz kaplica charakterystyczna dla architektury Valašska (Wołoszczyzny Morawskiej).




Przez chwilę niebieski szlak prowadzi przez las, ale potem wraca na drogę. Może łapać stopa? Tatuś twierdzi, że nie ma potrzeby, zresztą ruch i tak jest minimalny. Nasz cel już widać na horyzoncie, a pod nami kolejne przysiółki Karlovic.



wtorek, 9 czerwca 2026

Góry Inowieckie: Panská Javorina i Inovec

Wędrówkę na główny grzbiet Gór Inowieckich zaczynamy dość późno, bo około szesnastej. Mamy ponad dziesięć kilometrów do miejsca noclegowego, czyli powinniśmy zdążyć jeszcze przed zachodem słońca. 


Po wyjściu z wioski Kálnica (Kalános) zaczyna się strome podejście, które trochę daje nam w kość. Na szczęście później ma być już łagodniej.


I rzeczywiście, jak to mawiał minister zdrowia - "wypłaszcza się". Przed nami górne stacje kompleksu narciarsko-rowerowego. Spotykamy przy nich kilka osób, które przyjechały tu terenówką, aby... porzucać sobie piłkę. Można i tak.



piątek, 12 września 2025

Wielka Racza w wersji widokowej

Worek Raczański to mój ulubiony zakątek Beskidu Żywieckiego i w ogóle jeden z ulubionych regionów w całych Beskidach. Jakiś czas temu ze zdziwieniem i przerażeniem uzmysłowiłem sobie, że na jego najwyższej górze - Wielkiej Raczy - bardzo dawno mnie nie było! Odwiedzałem Rycerzową, Przegibek, Bendoszkę, Przysłup Potócki, ale Racza jakoś nie wskoczyła do żadnej z tras. W sierpniu postanowiłem to zmienić i znowu zawitać na jej szczyt.

Ruszam w środku tygodnia, po nocce. Oczywiście w polskiej komunikacji publicznej nie ma szans się wyspać, ale siły i humor dopisują; prognozy pogody są dobre i może to być jedna z moich najbardziej widokowych wycieczek ostatnich lat!

Pociągi kończą bieg w Węgierskiej Górce, dalej w totalnym chaosie informacyjnym przesiadamy się do autobusów. Wychodzę w Rycerce Dolnej i od razu spełniał dobry uczynek, pokazując dwóm młodym dziewczynom w które krzaczki mogą zajrzeć za potrzebą 😉. Dziewczyny to też turystki z plecakami, udają się do Rycerki Kolonii jak ja, lecz one planują przebyć ten odcinek z buta. Dziesięć kilometrów asfaltem w palącym słońcu to raczej kiepska perspektywa, więc liczę, że jak zawsze złapię stopa.


Początkowo idę sobie spokojnie ulicą, przyglądając się mijanym domom. Ostało się jeszcze trochę budynków z drewna, choć większość z nich jest opuszczona. Robię zdjęcie w lustrze wraz z siatką z dyskontu w łapie, jak pewien prezes.


Po chwili zaczynam od niechcenia łapać stopa. Mija mnie parę aut i nagle jedno z nich staje, ze starszą panią za kierownicą. Najpierw pomyślałem, że zatrzymała się, aby przepuścić mnie przez pasy, ale macha do mnie ręką.
- Jedzie pani do Kolonii?! - wołam.
- Jadę, proszę się pakować!
No to wskoczyłem 😊. Reszta kilometrów upłynęła mi w atmosferze miłej rozmowy: jako bajtel regularnie bywałem z rodzicami w Rycerce na wakacjach i w ferie, więc dość dobrze znam okolicę i miejscowe klimaty, mogliśmy więc wymienić opinie co się pozmieniało i dlaczego na gorsze. Mieliśmy kilka minut przestoju, bo przy cmentarzu zebrał się taki tłum żałobników, że całkowicie zablokował autami drogę, co jednak nie zmieniło faktu, że o godzinie trzynastej docieram do Rycerki Górnej Kolonii. Pani, wracająca z targu w Rajczy, jechała dalej i chciała mnie podwieźć od razu na szlak, lecz uznałem, że to przesada i poprosiłem o wyrzucenie pod sklepem. Chciałem zrobić zakupy i napić się czegoś zimnego.


czwartek, 5 czerwca 2025

Ondavská vrchovina (2): Stebnícka Magura - Bardejovské Kúpele - Kamenná Hora

Opuszczając Zborov w kierunku zachodnim za pomocą Cesty Hrdinov SNP idziemy najpierw  kilka kilometrów doliną bezimiennego potoku (a przynajmniej na mapach nie ma on nazwy). Jest pusto i cicho, nawet ptaki rzadko się odzywają, czując zbliżający się wieczór. Powoli nabieramy wysokości, lecz prawdziwe wspinanie zostanie na koniec. 


Przy rozwidleniu szlaków Pod Magurou zarządzamy przerwę. Zostały nam do przejścia ledwie dwa kilometry, lecz ponad trzysta metrów przewyższenia, więc dostaniemy w kość. Po chwili Bastek stwierdza, że musi zagotować sobie kawę. Widząc mój wzrok proponuje, abym ruszył do przodu, a on zbierze się później, gdy się napije i oporządzi. To dobry pomysł: każdy pójdzie swoim tempem, nie męcząc się niepotrzebnie. Zarzucam plecak i przecinam las; ścieżka momentami jest dość zarośnięta, a oznaczenia zaczynają się gubić. W pewnym momencie znikają w ogóle, więc cofam się w ich poszukiwaniu. Nagle wieczorną ciszę przerywa głośny ryk przypominający jelenia, a potem szczekanie. To chyba nie pora na rykowisko, więc trochę dziwne.
Odnajduję szlak, okazuje się, że przegapiłem odbicie w górę. Dzwonię do Bastka.
- Już idę - sapie w telefon. - Słyszałeś te odgłosy?!
- Pewnie jeleń.
- Albo wilk gonił jelenia, bo potem była jakaś ucieczka czy szamotanina w krzakach.
Zwierzę lub zwierzęta zaczęły ryczeć tak blisko rozwidlenia, że Bastek zerwał się z petardami przygotowanymi na niedźwiedzie. Na szczęście miś to nie był.
Powoli gramolę się na grzbiet. Słowacy byli tak mili, że szlak wytyczyli zakosami, nie trzeba cisnąć na pałę, ale i tak idzie się wolno. Ze Zborova zaczynają dobiegać dźwięki głośnej, skocznej muzyki i dudnią w powietrzu przez dobry kwadrans. Robi się coraz ciemniej, ale jeszcze widać na tyle, że czołówka zostaje w plecaku. Aparatu nawet nie wyciągam, nie ma co fotografować, zresztą nie mam na to siły.
Piętnaście minut przed godziną dziewiątą osiągam dzisiejszy cel: Stebnícką Magurę. Do niedawna był to szczyt zupełnie niewidokowy: porośnięty całkowicie lasem i z niedostępnym nadajnikiem. Jedyną infrastrukturą była nieosłonięta wiata. Jesienią ubiegłego roku otwarto na nim wieżę widokową, u której podstawy znajduje się coś w rodzaju domku, będącego obudową schodów. W domku tym wypatrzyłem sobie miejsce noclegowe, choć jeszcze miesiąc temu nie było żadnych zdjęć jak on wygląda wewnątrz i czy się do tego nadaje. Pierwsze co robię po zdobyciu szczytu, to zsuwam plecak pod wiatą i zaglądam do wieży. Plac na nocleg będzie, to najważniejsze.
Stwierdzam, że chwilę odsapnę, po czym cofnę się po Bastka, może mu pomogę z plecakiem albo coś. Ku mojemu zdumieniu Bastek właśnie podchodzi do wiaty, pięć minut po mnie! Co prawda trochę błądziłem, ale i tak jestem zaskoczony jego tempem.
- Szedłem wolno, lecz bez przystanków - tłumaczy.
To zupełna odwrotność mojej techniki: ja cisnę póki mam siłę, następnie krótki postój na oddech, znowu cisnę, znowu postój i tak dalej. Jak widać w tym przypadku oba sposoby okazały się skuteczne 😏.

Wychodzimy na górną platformę wieży. Większość nieba ogarnęła już ciemność. Rozświetlony Bardejów wygląda jak prawdziwa metropolia, choć to tylko miasto powiatowe. Za wzgórzami widać mniejsze miejscowości, a na horyzoncie świeci się nadajnik Dubník, oddalony o prawie pięćdziesiąt kilometrów.


Na zachodzie jest jeszcze jasno. Zastanawialiśmy się co to za źródło światła na jednej z górek, nawet po zapadnięciu całkowitych ciemności przebijało się przez drzewa. Tymczasem to okolice Krynicy-Zdrój: Góra Parkowa lub Ścieżka w Koronach Drzew.


niedziela, 4 kwietnia 2021

Krowiarki - Babia Góra - Mędralowa, czyli od przełęczy do szałasu.

O ile w Beskidzie Żywieckim bywam dość często, o tyle na Babiej Górze niekoniecznie. Paradoksalnie, odwiedzenie w marcu Królowej to zasługa... kolejnego lockdownu. Mieliśmy już zarezerwowane noclegi w innej części pasma, ale oczywiście okazało się, że wszystko zamykają, więc trzeba było poszukać jakiś obiektów, które nie "świadczą usług hotelarskich" 😏.

W piątek wstaję o czwartej. O piątej jestem w autobusie, o szóstej w pociągu. Od tego czy będzie on punktualnie zależy skąd ruszymy na Babią, gdyż w Krakowie na przesiadkę mam całe dziewięć minut. Jeśli się uda to jedziemy do Zawoi Policzne, a jeśli zug się spóźni, to pozostaje kurs na Markową. O dziwo, pociąg wtacza się na krakowski dworzec nawet chwilę przed czasem. Pędzę na MDA, gdzie czeka już Kasia i pakujemy się do pustego busika.

Po ponad dwóch godzinach wysiadamy w Zawoi Policzne. Wiosna atakuje w pełni: słońce praży, na asfalcie zalega paskudna breja, a jedyna zwarta warstwa śniegu rozciąga się pod smutno kołyszącymi się kanapami nieczynnej kolejki na Mosorny Groń. 

Ale dotarcie na Policzne to dopiero mniejsza połowa sukcesu, teraz trzeba jakoś się dostać na Krowiarki. Ruszamy drogą w stronę przełęczy, licząc na złapanie stopa. Ruch jest początkowo niewielki, następnie mija nas kilka aut, kierowcy pokazują dziwne gesty. Po dziesięciu minutach, za zieloną tablicą z nazwą "Zawoja", zatrzymuje się wóz. Starszy kierowca nie odezwał się słowem przez całą podróż, ale podrzucił nas do celu. Zaoszczędziliśmy cztery kilometry i godzinę.

Na Krowiarkach jeden parking jest zajęty, ale drugi pusty, zatem kompletu turystów nie ma. O dziwo, nie działa kasa z biletami wstępu. Babiogórski Park Narodowy odpuścił taki zarobek?

piątek, 31 maja 2019

Bachureň i Branisko - przez szczyt Smrekovicy.

Poranek w paśmie Bachureň jest pochmurny, ale z każdą chwilą pojawia się coraz więcej słońca. Moje towarzystwo jeszcze śpi, kiedy wychodzę obejrzeć dokładnie nasze miejsce noclegowe.


Útulňa Chotárna pod Mindžovou została wybudowana w 2011 roku przez Klub Słowackich Turystów z pobliskich Hermanovic. Jest to jedna z fajniejszych chatek w jakich spałem. Po lewej widoczna wiata z kominkiem, choć z racji słabej drożności można ją określić jako wędzarnię 😏.

Zdjęcia ze środka: parter i piętro.



środa, 7 listopada 2018

Turzovská vrchovina czyli jak odwiedzić cztery pasma górskie w ciągu kilku godzin.

Słyszeliście o górach noszących nazwę Turzovská vrchovina? Ja jeszcze do niedawna nie. I trudno się dziwić.

Pasmo to znajduje się w zachodniej części Kysuc, między doliną rzeki Kysucy a granicą słowacko-czeską. Jest ono niewielkie - powierzchnia wynosi nieco ponad 200 kilometrów kwadratowych. 

Problem w tym, że uznają je jedynie Słowacy. Dla Czechów to południowe, słowackie stoki Beskidu Śląsko-Morawskiego. Podobnie stanowi polski podział. Słowacy jednak lubią dzielić własne góry po swojemu z uwzględnieniem granic państwowych, podobnie jak w przypadku Kysuckich i Orawskich Beskidów. Trudno o bardziej sztuczne rozdzielenie - przecież słupki graniczne niczego nie zmieniają, geologicznie i krajobrazowo to ciągle to samo pasmo. Skoro jednak postanowiłem pojechać w słowackie góry, to wypadałoby przyjąć ich regionalizację, nawet jeśli wydaje się nielogiczna. Albo chodzić po kilku pasmach jednocześnie, o czym jeszcze napiszę 😛.


W tym roku długo nie udawało mi się wybrać na wędrowanie po szlakach z tatą. Okazja wreszcie nadarzyła się dzień po Wszystkich Świętych.
- Tradycyjnie Czechy? - pytam.
- Może tym razem Słowacja? - zaproponował tata.
No dobra. Usiadłem nad mapą aby znaleźć jakiś ciekawy region, do którego nie trzeba byłoby zbyt długo jechać. Przypomniałem sobie pewne schronisko, gdzie osiem lat temu byłem na zlocie popularnego wówczas Forum Beskidzkiego. Zdawało mi się, że obiekt ten leżał w Jawornikach (Javorníky), ale byłem w błędzie - to właśnie teren "nieznanej" Turzovskiej vrchoviny. Międzynarodowe rozbieżności w sprawie istnienia lub nieistnienia tego pasma były kolejną zachętą - chodzenie po górach, których nie ma, to zawsze dodatkowa atrakcja.

niedziela, 14 października 2018

Do trzech razy sztuka - zdobyć Ostredok! A nawet dwa! (2)

Przed nami najbardziej widokowy odcinek tej części Wielkiej Fatry, a może i całego pasma.

Ruiny górnej stacji wyciągu, przy których odpoczywaliśmy, oznaczone są na mapach jako punkt zwany Pod Líškou. Logiczne zatem jest, że trochę wyżej będzie szczyt o nazwie Líška (1445 metrów n.p.m.).


Z tego miejsca coraz lepiej widoczne są kolejne górki. Na niebie pojawiają się paralotniarze.



sobota, 12 maja 2018

Strážovské vrchy (2): chatka z horroru, najwyższa góra i dupki kurczaka.

Najkrótsze podejście na Strážov prowadzi ze Zliechova i jako takie wybiera chyba większość turystów. Również i my z niego skorzystamy, zwłaszcza, że właśnie w tej wiosce jesteśmy 😏.

Opuszczając centrum mijamy pomnik Słowackiego Powstania Narodowego upiększony armatą, a także kilka drewnianych domów, które uchowały się na obrzeżach. Pod jednym z gospodarstw zaparkował niezdzieralny maluch.




poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Bieszczady - pogranicze polsko-słowacko-ukraińskie

Górskim celem wyjazdu w Bieszczady było pasmo graniczne w okolicach trójstyku polsko-słowacko-ukraińskiego. Tamtejsze szlaki są znacznie rzadziej uczęszczane niż połonińskie, a dodatkową atrakcją miał być nocleg we wiacie po słowackiej stronie granicy. W przeciwieństwie do polskiej - całkowicie legalny!

Z Wetliny zamierzamy ruszyć zielonym szlakiem, a tu już na samym początku wisi kartka, że skorzystać należy z żółtego! Chyba ich po...ało! Z naprzeciwka schodzi jakiś facet, pytam się go o trasę...
- U góry pełno śniegu - informuje. - A na dole wycinka, ale nie na samej ścieżce.
No to ruszamy!
Lasy są jeszcze gołe, wyglądają bardziej jesiennie niż wiosennie.


Męczymy się mocno podchodząc pod Jawornik (zwany też Sękową). Postanawiamy zrobić sobie tutaj dłuższy postój, podczas którego zapadamy w drzemkę. Wybudza nas z niej spora grupa zorganizowanych turystów z jakiegoś koła. Na wieść o tym, iż zamierzamy dotrzeć do granicy, prawie zaczynają się żegnać.
- Przecież tam śniegu od groma!
Co prawda widzieliśmy z doliny plamy białego na szczytach, ale chyba trochę przesadzają! Zresztą nie mamy wyboru.

środa, 5 lipca 2017

Beskid Żywiecki (i Makowski) klasycznie: Diablak - Głuchaczki

W dniu zakończenia roku szkolnego postanowiłem w duecie z kumpelą skoczyć w końcu gdzieś w polskie Beskidy. Po krótszym i dłuższym namyślaniu zaproponowałem Żywiecki w wersji klasycznej z najwyższymi szczytami tego rejonu. Nie oponowała.

A za klasyką mocno już się stęskniłem i chciałem przypomnieć sobie wędrówki sprzed lat, kiedy to pasmo żywieckie często mnie widywało, gdy przemierzałem tamtejsze szlaki.

Początek wyprawy stanął pod znakiem potężnej ulewy w Krakowie, po której miasto stanęło w jednym gigantycznym korku. Nasz busik wyjeżdżał ze stolicy królów z dobre półtorej godziny, następnie doszło jeszcze kilka remontów i w efekcie na parking w Zawoi-Markowej dotarliśmy dopiero przed 17-tą. Plus był z tego taki, iż kasa była już zamknięta i nie trzeba było płacić haraczu Babiogórskiemu PN 😉.


Przywitał nas dziadek na wózku. Mieszkał w najbliższym domu i pewno z nudów udawał się na początek szlaku, aby zaczepiać turystów 😛. Na szczęście nie był namolny, a nawet dość sympatyczny, często powtarzając "tak to bywa panowie" 😏.

W tych okolicach ostatni raz byłem jeszcze w poprzedniej dekadzie, pod koniec lata 2008 roku, więc już kompletnie pozapominałem jak wyglądają szlaki. A ten od Markowej przez pierwszy kilometr przypomina szeroką i płaską drogę leśną, częściowo z resztkami asfaltu.

czwartek, 5 stycznia 2017

Sylwestrowy Beskid Sądecki, cz. II: Chata Magóry-Kosarzyska-Eliaszówka-Piwniczna

Poranek na Chatce Magóry jest równie słoneczny jak ten dzień wcześniej na Przehybie. Różnica taka, że chata leży na polanie w lesie, więc nie ma tu z niej specjalnych widoków.

Stodoła przewidziana jest na sylwestrowe tańce, więc Jędrek już od rana sprząta ją i stroi 😉.


Zjadamy zestawy śniadaniowe i znów około 11 ruszamy na szlak. Dzisiaj bardziej na luzie i spacerowo: z wielu opcji wybraliśmy pętelkę, której głównym celem ma być zachód słońca na Eliaszówce.

Skrótem kierujemy się w kierunku szlaku chatkowego. Po drodze schody do... nieba?