Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Żywiecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Żywiecki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 września 2026

Beskid Żywiecki: Przegibek i Przysłop Potócki

Na początku sierpnia po raz kolejny w te wakacje wybrałem się w Beskid Żywiecki, a po raz pierwszy w historii podróż kolejową zacząłem w Żorach. Od niedawna Żory mają całkiem niezłe połączenie w pasma beskidzkie najbliższe "czarnego" Śląska: w podobnym czasie kursują rano dwa pociągi przyspieszone. Pierwszy to "Malinka" z Wrocławia, którym jechałem miesiąc wcześniej do Wisły Głębce, a drugi to "Salmopol" z Gliwic. O ile w pierwszym przypadku nazwa nawiązuje do trasy, to nie do końca wiem, co wspólnego ma Salmopol z linią do Zwardonia, ale Koleje Śląskie już nie raz dowiodły, że znajomość geografii górskiej mają dość słabą 😏.

W pociągu dominują emeryci udający się na jednodniową wycieczkę, bo dziś niedziela. Na żorskim peronie doszło nawet do krótkiej kłótni pomiędzy kilkoma paniami, które nie ustaliły, gdzie chcą wysiadać. Ja mam plan dokładnie sprecyzowany - wychodzę w Rajczy Centrum razem z kilkoma rowerzystami.


Niestety, o ile sobota była przez większość dnia ciepła i słoneczna, to po wieczornych silnych opadach niedziela okazuje się całkowicie zachmurzona i chłodna. Dodatkowo w Rajczy mam ponad dwie godziny czekania na busa, ale czas ten spędzam przyjemnie na spotkaniu z Turystykonem (Radkiem) 😊. Poszwendaliśmy się trochę po mieście, obgadaliśmy lokalnych polityków, odwiedziliśmy dwie knajpy (w jednej z nich wzięto mnie za obsługę), a w końcu po trzynastej wsiadłem do busika.


Dojeżdżam do Rycerki Kolonii jako jedyny pasażer i chyba po raz pierwszy wysiadam na ostatnim przystanku - zazwyczaj wychodziłem koło sklepu. W Rycerce pogoda bez zmian - niskie chmury i dość chłodno, więc bez marudzenia włażę w dolinę Rycerskiego Potoku, wzdłuż którego biegnie żółty szlak na Wielką Raczę. Menażerię w niektórych gospodarstwach mają tu rozmaitą.


wtorek, 1 września 2026

Lipcowe Beskidy: Herczawa - Skalité - Skalanka

Mokrą i pustą drogą idę wzdłuż granicy polsko-czeskiej. Na szczęście deszcz zmienia się w mżawkę, a po pewnym czasie w ogóle ustaje, więc przynajmniej ten problem mam z głowy. Mijam stojący w zatoczce samochód na polskich blachach - ktoś w nim spał i właśnie się obudził. Z kolei na drodze mija mnie kilka aut na czeskich blachach jadących w stronę wioski, co jest dość dziwne przed siódmą świąteczną niedzielę. Ewidentnie Zaolziacy nie mogą dziś spać!


Zachmurzona Ochodzita i Tyniok, zabudowa Istebnej i Koniakowa.


Przede mną Herczawa (Hrčava, Hertschawa), ewenement na polsko-czeskiej granicy, bo to jedyna miejscowość, gdzie mieszkańcy zgłosili wniosek do przeniesienia się na drugą stronę słupków i mocarstwa zachodnie go zaakceptowali. No, ale to było ponad sto lat temu, dziś słynie z trójstyku, a ja mam nadzieję, że gdzieś się jeszcze rozłożę, trochę przekimam i potem pojadę autobusem do Mostów koło Jabłonkowa, tam za godzinę otwierają dworcową knajpę!
Spodziewałem się wioski pogrążonej w ciszy, jak to w każdą niedzielę u Czechów, a tymczasem ruch samochodowy na ulicach wzrasta, a pod drewnianym kościołem stoi kilkanaście aut! Nie uwierzę, że to mieszkańcy tak masowo ruszyli na mszę, zresztą widzę, że większość osób od razu kieruje się do centrum, a inni stawiają obok świątyni namioty.


Dochodzę do głównej ulicy i otwieram gębę ze zdziwienia: dziesiątki straganów rozłożone na długości kilkuset metrów! A w miejscu, gdzie normalnie jest duży parking, rozstawiają się kolejne stoiska, jest scena i wielki namiot z całą masą ławek! Okazało się, że co roku w Herczawie odbywa się festyn z okazji święta Cyryla i Metodego (Pouť sv. Cyrila a Metoděje), którzy są patronami kościoła. A ponieważ dziś jest ich święto, to właśnie trafiłem na przygotowania do otwarcia, które oficjalnie nastąpi o dziewiątej!



piątek, 12 września 2025

Wielka Racza w wersji widokowej

Worek Raczański to mój ulubiony zakątek Beskidu Żywieckiego i w ogóle jeden z ulubionych regionów w całych Beskidach. Jakiś czas temu ze zdziwieniem i przerażeniem uzmysłowiłem sobie, że na jego najwyższej górze - Wielkiej Raczy - bardzo dawno mnie nie było! Odwiedzałem Rycerzową, Przegibek, Bendoszkę, Przysłup Potócki, ale Racza jakoś nie wskoczyła do żadnej z tras. W sierpniu postanowiłem to zmienić i znowu zawitać na jej szczyt.

Ruszam w środku tygodnia, po nocce. Oczywiście w polskiej komunikacji publicznej nie ma szans się wyspać, ale siły i humor dopisują; prognozy pogody są dobre i może to być jedna z moich najbardziej widokowych wycieczek ostatnich lat!

Pociągi kończą bieg w Węgierskiej Górce, dalej w totalnym chaosie informacyjnym przesiadamy się do autobusów. Wychodzę w Rycerce Dolnej i od razu spełniał dobry uczynek, pokazując dwóm młodym dziewczynom w które krzaczki mogą zajrzeć za potrzebą 😉. Dziewczyny to też turystki z plecakami, udają się do Rycerki Kolonii jak ja, lecz one planują przebyć ten odcinek z buta. Dziesięć kilometrów asfaltem w palącym słońcu to raczej kiepska perspektywa, więc liczę, że jak zawsze złapię stopa.


Początkowo idę sobie spokojnie ulicą, przyglądając się mijanym domom. Ostało się jeszcze trochę budynków z drewna, choć większość z nich jest opuszczona. Robię zdjęcie w lustrze wraz z siatką z dyskontu w łapie, jak pewien prezes.


Po chwili zaczynam od niechcenia łapać stopa. Mija mnie parę aut i nagle jedno z nich staje, ze starszą panią za kierownicą. Najpierw pomyślałem, że zatrzymała się, aby przepuścić mnie przez pasy, ale macha do mnie ręką.
- Jedzie pani do Kolonii?! - wołam.
- Jadę, proszę się pakować!
No to wskoczyłem 😊. Reszta kilometrów upłynęła mi w atmosferze miłej rozmowy: jako bajtel regularnie bywałem z rodzicami w Rycerce na wakacjach i w ferie, więc dość dobrze znam okolicę i miejscowe klimaty, mogliśmy więc wymienić opinie co się pozmieniało i dlaczego na gorsze. Mieliśmy kilka minut przestoju, bo przy cmentarzu zebrał się taki tłum żałobników, że całkowicie zablokował autami drogę, co jednak nie zmieniło faktu, że o godzinie trzynastej docieram do Rycerki Górnej Kolonii. Pani, wracająca z targu w Rajczy, jechała dalej i chciała mnie podwieźć od razu na szlak, lecz uznałem, że to przesada i poprosiłem o wyrzucenie pod sklepem. Chciałem zrobić zakupy i napić się czegoś zimnego.


sobota, 13 maja 2023

Wiating w Beskidzie Żywieckim: Muńcuł i Przysłop Potócki

Nadeszła wiosna, więc można rozpocząć turystykę górską z alternatywnymi w stosunku do schronisk i chatek noclegami, a mianowicie z wiatami, szałasami i bacówkami. W kwietniu postanowiłem spędzić w ten sposób moje urodziny. Miejsce? Beskid Żywiecki, czyli jeden z moich ulubionych. Nadal, pomimo coraz większej dewastacji, wycinek i zabudowy wdzierającej się coraz dalej.

Ruszamy w czwartkowy poranek. W Katowicach widzimy fajne malowanie pociągu - "Niebo nad Beskidami". Idealnie w temacie 😏.


Wysiadamy w Rajczy. Nie w Rajczy Centrum, gdyż tutaj jest bliżej do przystanku autobusowego.
- Ale do busa mamy jeszcze pół godziny - marudzi Bastek. - Co będziemy przez ten czas robić?
Odpowiedź przyszła szybciej niż się spodziewaliśmy: obok cesarsko - królewskiego dworca działa niewielki sklep. Nie spodziewałem się go tutaj. Wpadamy i kupujemy piwo. Ledwo z nim stanęliśmy na zewnątrz, a zjawił się jegomość na rowerze i konspiracyjnie poinformował:
- Panowie, uważajcie, bo tu często jeżdżą pały i mandaty wypisują.
No tak, Polska, zapomniałem. Przenosimy się zatem w mniej eksponowane miejsce i wdajemy się w pogawędkę z kierowcą autobusu tam stojącego.
- Czekacie na to połączenie po trzynastej? - pyta.
- Nieee, o dwunastej pięćdziesiąt dwa.
- Nie ma takiego - dziwi się.
- Jest w rozkładzie.
- Niemożliwe. Jedyny kurs to ten, na który i ja czekam, bo zbieram z niego ludzi i jadę na Rycerkę!
Rzeczywiście! Okazało się, że połączenie na które się nastawialiśmy... nie istnieje, choć widnieje w internetowej rozpisce. Za to tego późniejszego autobusu w internecie nie ma. Logiczne, prawda? Więc po co w ogóle rozkład w sieci, skoro nijak ma się do rzeczywistości?
Czas oczekiwana nam się wydłuża, umilamy go sobie czytaniem tablicy pełnej różnych ogłoszeń. Głównie zaproszenia na mecze, pikniki i festyny - a kiedy czas na pracę?


czwartek, 9 marca 2023

Chatkowe rozpoczęcie sezonu: Lasek i Skalanka. Do tego Jałowiec, trójstyk, WOŚP i Ochodzita

Początek 2023 roku to kryzys, drożyzna, szalejące bezrobocie, miliony Ukraińców odbierających pracę Polakom, ciemnoskórzy panowie zaczepiający nadobne niewiasty i wiele innych znaków sugerujących, że oto zbliża się zło. W takiej sytuacji nie ma co szastać pieniędzmi, więc na dwa pierwsze wypady górskie wybraliśmy chatki studenckie, a raczej chatki "studenckie", bo większość z nich ze studentami ma tyle wspólnego, że czasem oni tam piją.
 
W połowie stycznia pojechaliśmy do Chatki na Lasku, zwanej oficjalnie Studenckim Schroniskiem Turystycznym "Lasek", a dawniej Chatką Elektryków, gdyż należała do Wydziału Elektrycznego Politechniki Śląskiej. Według klasycznej regionalizacji Kondrackiego położona jest ona w Beskidzie Makowskim, ale większość przewodników i map z uporem maniaka wciska ją do Beskidu Żywieckiego. Chatkę znam od dobrych kilkunastu lat, więc nie jest mi obca, a w naszej ekipie są także osoby, które powracają tu po dłuższej przerwie (Gosia), krótszej przerwie (Owen) i zawitają po raz pierwszy (Bastek, Lilka i Aldi). 
 


Najszybsze dojście do chatki to niebieski szlak chatkowy w kształcie domku z kominem. Zaczynał się w Koszarawie obok sklepu, gdzie można nabyć ważne do przetrwania produkty, ale z racji prowadzonej tam obecnie budowy należy raczej przejść przez rzekę w okolicach kościoła i potem dostać się do szlaku. Jest on w miarę dobrze oznaczony (oczywiście poza kluczowymi momentami) i liczy niecałe dwa kilometry, zatem do celu dotrzemy szybko, chyba, że akurat niesiemy torbę pełną żarcia, a towarzystwo się buntuje 😏.
 

poniedziałek, 17 października 2022

Żywiecka klasyka: Przegibek - Przysłop Potócki - Festiwal Danielka

Spóźniony skład Kolei Śląskich wtacza się w czwartkowe południe na niemiłosiernie rozgrzany peron przystanku Rycerka. Oprócz mnie na rozgrzane powietrze wyskakuje tylko jeden chłopak, który po chwili wraca i... czeka na kurs powrotny.


Zarzuciwszy plecak maszeruję raźno w kierunku płynącej niedaleko Soły. Tęsknym wzrokiem spoglądam na rzekę, przydałaby się chłodna kąpiel...


Ogranicza mnie logistyka. Do interesującego mnie szlaku mam około dziesięciu kilometrów asfaltem i zdecydowanie nie chciałbym przebyć tej odległości pieszo. Teoretycznie powinienem bez problemów złapać stopa, ale jak się nie uda? Lepiej teraz nie tracić niepotrzebnie czasu, a - w razie sukcesu - później zrobić sobie więcej przerw...


poniedziałek, 29 listopada 2021

"Wiesz, że nie powinieneś tego robić?" czyli jak pogoda może się zmienić (Rysianka - Hala Górowa - Pilsko).

Ta relacja w ogóle miała nie powstać. Prognozy pogody były tak dołujące, że zastanawiałem się nawet, czy jest sens brać aparat, skoro na cały weekend wieszczono pełne zachmurzenie, fatalną widoczność i w najlepszym razie lekką mżawkę. W sobotę rzeczywiście tak było, za to w niedzielę... No, ale nie uprzedzajmy faktów.

W sobotni poranek, już dość zaawansowany godzinowo, dojeżdżamy w trójkę do Sopotni Wielkiej. Ciśniemy autem najdalej jak się da, aż do lasu pod znak zakazu ruchu. Mamy nadzieję, że w nocy nikt nie odkręci nam kół albo, co bardziej prawdopodobnie, nie spuści benzyny z baku...


Drogą mija nas kilkunastoosobowa grupa rodziców z dziećmi. Fajnie, że chciało im się wyjść z domu w takiej pogodzie. Zakładamy plecaki i ruszamy niebieskim szlakiem wzdłuż potoku Sopotnia.


niedziela, 4 kwietnia 2021

Krowiarki - Babia Góra - Mędralowa, czyli od przełęczy do szałasu.

O ile w Beskidzie Żywieckim bywam dość często, o tyle na Babiej Górze niekoniecznie. Paradoksalnie, odwiedzenie w marcu Królowej to zasługa... kolejnego lockdownu. Mieliśmy już zarezerwowane noclegi w innej części pasma, ale oczywiście okazało się, że wszystko zamykają, więc trzeba było poszukać jakiś obiektów, które nie "świadczą usług hotelarskich" 😏.

W piątek wstaję o czwartej. O piątej jestem w autobusie, o szóstej w pociągu. Od tego czy będzie on punktualnie zależy skąd ruszymy na Babią, gdyż w Krakowie na przesiadkę mam całe dziewięć minut. Jeśli się uda to jedziemy do Zawoi Policzne, a jeśli zug się spóźni, to pozostaje kurs na Markową. O dziwo, pociąg wtacza się na krakowski dworzec nawet chwilę przed czasem. Pędzę na MDA, gdzie czeka już Kasia i pakujemy się do pustego busika.

Po ponad dwóch godzinach wysiadamy w Zawoi Policzne. Wiosna atakuje w pełni: słońce praży, na asfalcie zalega paskudna breja, a jedyna zwarta warstwa śniegu rozciąga się pod smutno kołyszącymi się kanapami nieczynnej kolejki na Mosorny Groń. 

Ale dotarcie na Policzne to dopiero mniejsza połowa sukcesu, teraz trzeba jakoś się dostać na Krowiarki. Ruszamy drogą w stronę przełęczy, licząc na złapanie stopa. Ruch jest początkowo niewielki, następnie mija nas kilka aut, kierowcy pokazują dziwne gesty. Po dziesięciu minutach, za zieloną tablicą z nazwą "Zawoja", zatrzymuje się wóz. Starszy kierowca nie odezwał się słowem przez całą podróż, ale podrzucił nas do celu. Zaoszczędziliśmy cztery kilometry i godzinę.

Na Krowiarkach jeden parking jest zajęty, ale drugi pusty, zatem kompletu turystów nie ma. O dziwo, nie działa kasa z biletami wstępu. Babiogórski Park Narodowy odpuścił taki zarobek?

sobota, 23 maja 2020

Beskid Żywiecki klasycznie: Żabnica - Rysianka - Lipowska - Boracza - Żabnica

Nigdy bym nie przypuszczał, że pierwszy beskidzki wyjazd w tym roku nastąpi dopiero w połowie maja! Ale co się odwlecze to nie uciecze... Ponieważ granice nadal są zamknięte, to jako tegoroczny debiut w Beskidach oraz z tatą wybrałem znany i lubiany Beskid Żywiecki. A jak Żywiecki, to musi być coś klasycznego (żeby nie napisać oklepanego 😏), czyli trzy hale: Boracza, Lipowska i Rysianka. Co prawda początkowo planowałem jakąś dłuższą trasę, lecz niedawno kupiłem sobie nowe buty i uznałem, że na przetarcie wystarczy kilkanaście kilometrów.

Wyruszamy tym razem z Czarnego Śląska, we czwórkę. Niezbyt wcześnie, więc mam pewne obawy odnośnie wolnych miejsc parkingowych, gdyż od miesiąca w góry wybiera się tyle osób, że wszystko wszędzie jest zablokowane. Tym bardziej, że dziś sobota. W Żabnicy Skałce moje podejrzenia się potwierdzają - stoi auto obok auta. Podjeżdżamy kawałek dalej i tam znajdujemy pusty fragment drogi. Przy okazji zmieniamy kolejność wędrówki - najpierw pójdziemy na Rysiankę, zamiast na Boraczą. Okazało się, iż był to doskonały pomysł!

Z czwórki zostaje trójka, gdyż mój brat będzie biegał, dokładając jeszcze odcinek przez Słowiankę i Romankę. Pozostała część grupy rusza radośnie asfaltem w górę. Za nami podąża również trochę osób, lecz zdecydowanie mniej niż właziło czarnym szlakiem do schroniska na Hali Boraczej.


Mimo utwardzonej nawierzchni idzie się przyjemnie z widokami na małą "architekturę".



środa, 22 stycznia 2020

Beskid Śląski i Żywiecki jak za dawnych lat

Marzył mi się wypad w góry w klimacie starych dobrych czasów z kumplami: trasa ani zdobywanie wysokich szczytów nie było najważniejsze, liczyło się towarzystwo, fajna zabawa i piwo wypite na szlaku 😀. Sądziłem, że w listopadzie uda nam się ruszyć we trójkę, w doborowym składzie; niestety, niektórzy zaczęli starzeć się szybciej niż spadają kartki z kalendarza, zatem wybrałem się tylko z Turystykonem (Radkiem).

Spotkaliśmy się w piątek w centrum Bielska-Białej, skąd autobusem podjechaliśmy do dzielnicy Wapienica (Lobnitz). Wysiadamy przystanek wcześniej niż planowaliśmy, gdyż z okien dostrzegłem odkryte stare napisy na jednej z kamienic. Język niemiecki nie jest tu przypadkiem, jeszcze w pierwszych latach okresu międzywojennego posługiwało się nim ponad 80% mieszkańców. Napisy wydobyto spod tynku niedawno podczas remontu budynku.



Zanim ruszymy w górę podchodzimy pod zaporę wodną, noszącą imię ostatniego prezydenta sanacyjnej Polski. Niedaleko zbiornika stoi drewniany domek, służący dziś jako restauracja. Na wewnętrznych belkach odkrywamy wyryte numery, a to oznacza, że mógł zostać tu przeniesiony z innego miejsca.



sobota, 28 września 2019

Beskid Żywiecki na zakończenie wakacji: Przysłop Potócki i Festiwal Danielka

Spóźniony pociąg Kolei Śląskich dowozi mnie na przystanek Sól. Wita mnie stary dworzec austro-węgierski. Na ścianie budynku zauważam ślad po tablicy, na której kiedyś wypisano wysokość nad poziomem morza (Adriatyckiego).


Podobnie jak rok i dwa lata temu zakończenie wakacji postanowiłem uczcić wizytą w Beskidzie Żywieckim. Najpierw sobie pochodzić, a potem udać się na imprezę - festiwal Danielka przy Chałupie Chemików. Ruszyłem w góry zatem już w czwartek, aby przejść się trasą, którą pokonywałem, bagatela, 13 lat temu w zimie. Wtedy doczołgaliśmy się na Przegibek, dzisiejszy cel jest bliżej.


niedziela, 3 marca 2019

Beskid Żywiecki klasycznie: Przegibek i Rycerzowa

"Stara miłość nie rdzewieje" - tak mogę określić swój stosunek do Beskidu Żywieckiego, a zwłaszcza jego części nazywanej Workiem Raczańskim. Po Beskidzie Śląskim było to pierwsze pasmo, w którym stawiałem początkowe kroki na górskich szlakach. Od razu się w nim zakochałem i choć minęły lata, to takie uczucie nadal we mnie tkwi. Co jakiś czas, gdy mam okazję, staram się zaglądać w znane mi okolice.

Tak też było w ostatni weekend lutego. Akurat na sobotę zapowiadano ładną pogodę, więc zarezerwowałem sobie wcześniej nocleg i wydrukowałem mapę. Wykorzystałem także sytuację, że moi rodzice wybierali się na narty, więc podwieźli mnie bezpośrednio do Rycerki Kolonii. Ten przysiółek Rycerki Górnej został założony w 1873 roku przez (jak sama nazwa wskazuje) kolonistów z głębi Cesarstwa: żywieccy Habsburgowie sprowadzili tutaj górali ze Styrii. Do dzisiaj niektórzy mieszkańcy noszą niemiecko brzmiące nazwiska, choć samą mową przodków zapewne już się nie posługują.

Ponieważ dotarliśmy tam wcześniej niż zakładałem, więc poprosiłem rodziców, aby wysadzili mnie wcześniej, w centrum Kolonii, przy dawnym ośrodku wypoczynkowym Huty Łaziska. Wielokrotnie bywałem w nim na wakacjach, zarówno latem jak i zimą. Kiedyś to miejsce tętniło życiem, ale w pierwszej dekadzie obecnego wieku obiekt trafił w prywatne ręce (nie wiadomo, czy do końca legalnie, były tam jakieś korowody sądowe). Szybko zaczął niszczeć, a dziś to obraz nędzy i rozpaczy:


Od mojej ostatniej wizyty (w 2017 roku) zawalił się łącznik między nową a starą częścią ("bacówką", zapewne oryginalnie czyimś domem). Dawno temu stał w nim stół do ping-ponga albo suszyły się narty... 😨.

sobota, 15 września 2018

Beskid Żywiecki klasycznie: Żabnica - Hala Rysianka - Ujsoły. Do tego Festiwal Danielka.

Pod koniec sierpnia ruszyłem w Beskid Żywiecki. W Ujsołach odbywał się Festiwal Danielka (przy chatce o tej samej nazwie) i zaczynał się w piątek. Ja jednak postanowiłem wybrać się dzień wcześniej, zwłaszcza, że na czwartek zapowiadano piękną pogodę, a w weekend miało wszystko rąbnąć...

Żywiecki to jeden z moich ulubionych Beskidów. Po Śląskim to właśnie w nim stawiałem swoje pierwsze górskie kroki, jeszcze z rodzicami. I choć dużo się w nim zmieniło od tego czasu (zazwyczaj na minus) to zawsze chętnie tam wracam.

Po roboczej nocce ledwo przytomny telepię się pociągami do Żywca. Robię zakupy i przesiadam się na busik do Żabnicy. Miejscowość ta do końca życia będzie mi się kojarzyć z wycieczką szkolną z liceum, kiedy to grasowaliśmy po wiosce, a nauczycielka w panice biegła do najbliższego sklepu z prośbą, aby nie sprzedawano nam alkoholu 😏. Zastanawiam się, ilu z moich ówczesnych kolegów i koleżanek chodzi jeszcze dzisiaj po górach, ale podejrzewam, że prawie nikt...

Wychodzę na ostatnim przystanku w Skałce. W pobliżu znajduje się hybryda agroturystyki z restauracją (choć w internecie mocno się zastrzegają, że restauracją nie są) i tam kieruję pierwsze kroki, bo upalne południe najlepiej przetrwać w cieniu. Brackie dostaję w odpowiednim kufelku 😊.


poniedziałek, 15 stycznia 2018

Urwanie głowy na Pilsku!

Na początku grudnia zimy na nizinach i wyżynach nikt nie widział, natomiast obecna była już w górach. W dodatku była to zima złośliwa i mało przewidywalna, bowiem warunki turystyczne zmieniały się z dnia na dzień, zazwyczaj na niekorzyść. To wszystko spowodowało, że pierwotny plan weekendu w Beskidzie Żywieckim nie doszedł do skutku. Ponieważ jednak i tak miałem zarezerwowany nocleg na Hali Miziowej, to zmolestowałem kumpla i razem ruszyliśmy w sobotę rano w kierunku Beskidów.

Jeszcze w Żywcu nie było ani grama białego... Śnieg pojawił się dopiero w okolicach Korbielowa, a na przełęczy Glinne było już bardzo zimowo.


Po wyjściu z samochodu czuć nieprzyjemny chłód, wdzierający się pod ubranie. Brrr! Niebo, zgodnie z prognozą, całkowicie zaciągnięte. Na zegarku nie ma jeszcze nawet południa, więc po założeniu plecaków przechodzimy przez dawne przejście graniczne. W letnim okresie działa tam sklepo-bar, w którym się już kilkukrotnie stołowałem.

wtorek, 11 lipca 2017

Beskid Żywiecki klasycznie: Głuchaczki - Pilsko

Poranek na Głuchaczkach jest upalny. To nie koniec rozbijania bazy, jeszcze trzeba postawić jeden namiot, poprawić inne. Prace kosmetyczne. Roboty na pewno nie zabraknie, choć część osób zaczyna powoli się zbierać.


Przy okazji wieczornego ogniska dowiedziałem się o planach wybudowania drogi przez przełęcz Głuchaczki na słowacką stronę. Oznaczałoby to koniec bazy, PTTK otwarłoby w zamian schronisko! Na szczęście Słowacy nie są zainteresowani nowym połączeniem, bo jest im ono do niczego niepotrzebne.

Na wejściu chłopaki przybijają do słupków flagę polską i unijną. Doczekaliśmy czasów, że ta niebieska z gwiazdkami bywa obecnie wyraźną deklaracją polityczną.

Ja wolę swoją fanę 😊.


środa, 5 lipca 2017

Beskid Żywiecki (i Makowski) klasycznie: Diablak - Głuchaczki

W dniu zakończenia roku szkolnego postanowiłem w duecie z kumpelą skoczyć w końcu gdzieś w polskie Beskidy. Po krótszym i dłuższym namyślaniu zaproponowałem Żywiecki w wersji klasycznej z najwyższymi szczytami tego rejonu. Nie oponowała.

A za klasyką mocno już się stęskniłem i chciałem przypomnieć sobie wędrówki sprzed lat, kiedy to pasmo żywieckie często mnie widywało, gdy przemierzałem tamtejsze szlaki.

Początek wyprawy stanął pod znakiem potężnej ulewy w Krakowie, po której miasto stanęło w jednym gigantycznym korku. Nasz busik wyjeżdżał ze stolicy królów z dobre półtorej godziny, następnie doszło jeszcze kilka remontów i w efekcie na parking w Zawoi-Markowej dotarliśmy dopiero przed 17-tą. Plus był z tego taki, iż kasa była już zamknięta i nie trzeba było płacić haraczu Babiogórskiemu PN 😉.


Przywitał nas dziadek na wózku. Mieszkał w najbliższym domu i pewno z nudów udawał się na początek szlaku, aby zaczepiać turystów 😛. Na szczęście nie był namolny, a nawet dość sympatyczny, często powtarzając "tak to bywa panowie" 😏.

W tych okolicach ostatni raz byłem jeszcze w poprzedniej dekadzie, pod koniec lata 2008 roku, więc już kompletnie pozapominałem jak wyglądają szlaki. A ten od Markowej przez pierwszy kilometr przypomina szeroką i płaską drogę leśną, częściowo z resztkami asfaltu.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Gdzie na narty? Snow Paradise Veľká Rača Oščadnica kontra Beskid Sport Arena

Od wielu lat nie jeżdżę w Polsce na nartach - zraziłem się kiedyś w Korbielowie, a że niemal wszystkie stoki wyglądały wówczas ponownie, to postanowiłem na stałe przenieść się za granicę. Głównie do Czechów i Słowaków.

Od pewnego czasu coś się jednak w RP zaczęło zmieniać... Słyszę od rodziny i znajomych, że warto przyjechać w Beskid Śląski, gdzie powstało kilka nowych ośrodków, a stare unowocześniono. Że fajnie, bliżej i taniej. 

Postanowiłem zaryzykować, sprawdzić i porównać. Jako, że najczęściej jeździłem ostatnio w słowackim Beskidzie Żywieckim - popularnym Snow Paradise Veľká Rača Oščadnica - to po wizycie u nich pojechałem do Szczyrku, do nowego Beskid Ski Arena. To tak naprawdę kompletnie różne kategorie, ale właśnie Szczyrk polecano mi najbardziej jako alternatywę dla Słowacji. 

Zanim zacznę porównania warto zaznaczyć, iż w Oszczadnicy byłem w sobotę, ostatni weekend ferii zimowych dla województwa śląskiego, czyli w terminie obleganym. Szczyrk wypadł w poniedziałek, pierwszy po zakończeniu tych ferii, więc już przy znacznym spadku frekwencji. Przynajmniej teoretycznie.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Noworocznie w Beskidzie Żywieckim

Sylwestra spędziłem w Górach... Tarnowskich Górach. Za to w Nowy Rok pojechałem z ekipą znajomych w góry takie z małej litery, a mianowicie w Beskid Żywiecki. To chyba moje ulubione pasmo w Beskidach Zachodnich, zawsze chętnie tam wracam, choć drzew coraz mniej, a kretynów na crossach i quadach coraz więcej...

1 stycznia nocowaliśmy w Chacie na Zagroniu. Mająca ponad wiek chata góralska zarządzana jest obecnie przez SKPB Katowice.


Położona jest niedaleko żółtego szlaku z Rajczy na Halę Rysiankę. Dojście z dworca kolejowego w Rajczy zajmuje ok. 1 godziny i 20 minut. Szybciej można przydreptać z Ujsoł czarnym szlakiem - niecałą godzinę.