Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Śląski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Śląski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 września 2026

Lipcowe Beskidy: Herczawa - Skalité - Skalanka

Mokrą i pustą drogą idę wzdłuż granicy polsko-czeskiej. Na szczęście deszcz zmienia się w mżawkę, a po pewnym czasie w ogóle ustaje, więc przynajmniej ten problem mam z głowy. Mijam stojący w zatoczce samochód na polskich blachach - ktoś w nim spał i właśnie się obudził. Z kolei na drodze mija mnie kilka aut na czeskich blachach jadących w stronę wioski, co jest dość dziwne przed siódmą świąteczną niedzielę. Ewidentnie Zaolziacy nie mogą dziś spać!


Zachmurzona Ochodzita i Tyniok, zabudowa Istebnej i Koniakowa.


Przede mną Herczawa (Hrčava, Hertschawa), ewenement na polsko-czeskiej granicy, bo to jedyna miejscowość, gdzie mieszkańcy zgłosili wniosek do przeniesienia się na drugą stronę słupków i mocarstwa zachodnie go zaakceptowali. No, ale to było ponad sto lat temu, dziś słynie z trójstyku, a ja mam nadzieję, że gdzieś się jeszcze rozłożę, trochę przekimam i potem pojadę autobusem do Mostów koło Jabłonkowa, tam za godzinę otwierają dworcową knajpę!
Spodziewałem się wioski pogrążonej w ciszy, jak to w każdą niedzielę u Czechów, a tymczasem ruch samochodowy na ulicach wzrasta, a pod drewnianym kościołem stoi kilkanaście aut! Nie uwierzę, że to mieszkańcy tak masowo ruszyli na mszę, zresztą widzę, że większość osób od razu kieruje się do centrum, a inni stawiają obok świątyni namioty.


Dochodzę do głównej ulicy i otwieram gębę ze zdziwienia: dziesiątki straganów rozłożone na długości kilkuset metrów! A w miejscu, gdzie normalnie jest duży parking, rozstawiają się kolejne stoiska, jest scena i wielki namiot z całą masą ławek! Okazało się, że co roku w Herczawie odbywa się festyn z okazji święta Cyryla i Metodego (Pouť sv. Cyrila a Metoděje), którzy są patronami kościoła. A ponieważ dziś jest ich święto, to właśnie trafiłem na przygotowania do otwarcia, które oficjalnie nastąpi o dziewiątej!



wtorek, 25 sierpnia 2026

Lipcowe Beskidy: Stożek Wielki - Jabłonków - Bukowiec

W pierwszy weekend lipca wybrałem się w Beskidy. Nie jest to dla mnie typowa pora takich wyjazdów, bo zazwyczaj w tej części wakacji nie mam na nie czasu, a jeśli już, to wybierałem pasma położone bardziej na wschód. Tym razem wyskoczyłem w Beskid Śląski i Żywiecki. Znane od dziecka, ale warto sobie czasem je odświeżyć.

W góry dojechałem pociągiem przyspieszonym "Malinka" - jest to jeden z nielicznych sensownych projektów ostatnich lat wymyślonych przez upadające Przewozy Regionalne. Pociąg początkowo jeździł z Opola do Wisły, dając w okresie letnim możliwość codziennego, bezpośredniego i sprawnego dostania się ze stolicy Górnego Śląska w Beskidy. Jest to o tyle zaskakujące, że codziennego, bezpośredniego i sprawnego dojazdu w Sudety nadal stamtąd nie ma 😛. Oczywiście PR musiały trochę namieszać i potem połączenie wydłużyły do Wrocławia, co spowodowało, iż pociągi często jeżdżą zatłoczone ponad miarę. Absurdalna jest także godzina odjazdu powrotnego: pociąg w stronę Dolnego Śląska rusza krótko po... piętnastej! Oznacza to, że w Wiśle albo Ustroniu ma się do dyspozycji niewiele ponad cztery godziny! Prawdopodobnie nikt z kolejowych decydentów nie zakładał, że pasażerowie zechcą pójść w góry, raczej nastawiał się na krótkoterminowych spacerowiczów i tak wygląda też większość osób, które podróżuje razem ze mną. Jest grupka emerytek, która dopytuje konduktorkę co można zobaczyć w Wiśle, są młode mamy z dziećmi i babcie z wnuczkami. Jedna z nich siedzi naprzeciwko mnie i bardzo interesuje się wszystkim, co widać za oknem (wnuczka, nie babcia).
- Babciu, krówki! - krzyczy nagle na cały głos.
- To są kozy.
- Kozyyy?
- Takie barany bez wełny.
Aha 😏.


W stronę Beskidów "Malinka" również się nie spieszy, co chwilę jakieś planowane i nieplanowane postoje, zmiana toru jazdy, więc łapie tradycyjnie opóźnienie. Na szczęście ja dzisiaj nią nie wracam, zatem przyjmuję ten fakt ze względnym spokojem. Przed jedenastą z grupą kilkunastu osób (w tym dwóch elektryków) wysiadam w Wiśle Głębcach. Próbowałem sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz dotarłem tu pociągiem i nie udało mi się! Pewnie co najmniej z dziesięć lat temu (prawdopodobnie w 2012 roku).


Moim najbliższym celem jest Stożek, więc wybieram najkrótszy szlak koloru zielonego. Mijam kilka chałup, na których wiszą banery z archiwalnymi sukcesami polskich skoczków-emerytów i podziwiam słynny wiadukt: z góry i z dołu.



środa, 31 grudnia 2025

Filipka w listopadzie, jak w środku zimy!

W listopadzie zima zrobiła falstart: nagle zaczął padać intensywnie śnieg i pokrył wszystko i wszędzie białą warstwą. Po kilku dniach wysokie temperatury całkowicie go stopiły i nie wrócił on prawie do końca roku. Mieliśmy z tatą szczęście i udało nam się wstrzelić na te zimowe warunki: choć zabrakło słońca, to dobrze było poczuć trochę zimowej aury.

Nie kombinowaliśmy za bardzo z miejscem wyjazdu i wybraliśmy Filipkę w czeskim Beskidzie Śląskim, zwłaszcza, że podczas ostatniej wizyty w 2023 roku warunki uniemożliwiły nam zrobienie zakładanej trasy. Teraz nie powinno być takich problemów.
Auto zostawiamy, tak jak ostatnio, w Hrádku (Gródku). Parking przy przystanku kolejowym był całkowicie zapełniony, więc ustawiamy się obok boiska.


Cofamy się w stronę zielonego szlaku, ale odbijamy w górę wcześniej na jedną z ulic prowadzących do gospodarstw. Po wejściu do lasu zima robi się jeszcze bardziej urocza.



Mijamy pomnik Wincentego Witosa oraz budynek mieszkalno-religijny (mieści zbór ewangelicki), z którego wychodzą dzieciaki z sankami.


poniedziałek, 18 września 2023

Czeski Beskid Śląski: Studeničné i Gírová

Jaka waluta obowiązuje w Republice Czeskiej? Korony. Jakie więc było moje i mojego taty zdziwienie, gdy czeski bankomat zaproponował jedynie... euro. Działo się to pod koniec sierpnia na tyłach urzędu gminy w Mostach u Jablunkova (Mosty koło Jabłonkowa, Mosty bei Jablunkau). Przyjechaliśmy na Zaolzie, aby zrobić małą wycieczkę po czeskich szlakach Beskidu Śląskiego i okazało się, że będziemy mieli problem z funduszami. Co prawda posiadamy trochę gotówki, ale nie na tyle dużo, żeby szastać pieniędzmi na lewo i prawo 😏. Jest jeszcze karta, ale akurat ona u Czechów niekoniecznie się przyda. Czyżby spisek?

W centrum wioski stoi całkiem zgrabny Kulturní dům reprezentujący połączenie stylu góralskiego i japońskiego (przynajmniej takie odniosłem wrażenie patrząc na ścianę po prawej stronie 😏). Powstał w okresie międzywojennym dla PZKO (Polski Związek Kulturalno-Oświatowy), ale obecny wygląd to efekt niedawnego remontu.


Pomnik ofiar II wojny światowej. Co ciekawe, najwięcej z nich pochodziło z... Sosnowca. Podejrzewam, że jacyś robotnicy przymusowi.


Ruszamy na wschód (gdybyśmy poszli na zachód, to w Beskid Śląsko - Morawski). Początkowo czerwony szlak prowadzi przez wyludnione ulice Mostów.


piątek, 31 marca 2023

Zimowa Filipka i wycof!

Na początku lutego zima, dotychczas raczej leniwa i ospała, zaczęła pokazywać swoje pazurki: z gór zaczęły dochodzić dramatyczne wieści o niezliczonych zagubieniach, zaginięciach, ciężkich akcjach ratowniczych, a kilka parków narodowych zdążyło nawet zamknąć wszystkie szlaki (co akurat nie zawsze szło w parze ze zdrowym rozsądkiem, za to z wygodnictwem szefostwa na pewno). Trzeba było zatem znaleźć jakąś trasę na kilkugodzinną wędrówkę, która powinna być zdalna do przebycia bez pomocy helikoptera i ratowników. Wybrałem znaną mi już dobrze Filipkę, czyli szczyt w czeskiej części Beskidu Śląskiego. Nie jest może on bardzo ambitnym celem, lecz to popularne miejsce wizytowe weekendowych spacerowiczów, więc założyłem, że szlaki do niego powinny być w miarę przetarte, a zresztą biegną one w sporych odcinkach asfaltem.

Prognozy pogody nie były zbytnio łaskawe: zapowiadano pełne zachmurzenie i silny wiatr, mogący dawać odczucie zimna nawet do minus kilkunastu stopni. Zajeżdżamy do Hrádka (Gródek, niem. Grudek), gdzie faktycznie mocno wieje. Na zaśnieżonym parkingu obok przystanku kolejowego pełno aut, a towarzystwo z samochodu na polskich blachach wyciąga sanki na kulig.  


Początkowo szlak ciągnie się drogą ostro w górę. Droga jest fest wyślizgana przez samochody i już wtedy chodzi mi po głowie pomysł, aby założyć raczki, lecz ostatecznie stwierdzam, iż nie będę się wygłupiał. A im wyżej, tym bardziej zimowo.



czwartek, 9 marca 2023

Chatkowe rozpoczęcie sezonu: Lasek i Skalanka. Do tego Jałowiec, trójstyk, WOŚP i Ochodzita

Początek 2023 roku to kryzys, drożyzna, szalejące bezrobocie, miliony Ukraińców odbierających pracę Polakom, ciemnoskórzy panowie zaczepiający nadobne niewiasty i wiele innych znaków sugerujących, że oto zbliża się zło. W takiej sytuacji nie ma co szastać pieniędzmi, więc na dwa pierwsze wypady górskie wybraliśmy chatki studenckie, a raczej chatki "studenckie", bo większość z nich ze studentami ma tyle wspólnego, że czasem oni tam piją.
 
W połowie stycznia pojechaliśmy do Chatki na Lasku, zwanej oficjalnie Studenckim Schroniskiem Turystycznym "Lasek", a dawniej Chatką Elektryków, gdyż należała do Wydziału Elektrycznego Politechniki Śląskiej. Według klasycznej regionalizacji Kondrackiego położona jest ona w Beskidzie Makowskim, ale większość przewodników i map z uporem maniaka wciska ją do Beskidu Żywieckiego. Chatkę znam od dobrych kilkunastu lat, więc nie jest mi obca, a w naszej ekipie są także osoby, które powracają tu po dłuższej przerwie (Gosia), krótszej przerwie (Owen) i zawitają po raz pierwszy (Bastek, Lilka i Aldi). 
 


Najszybsze dojście do chatki to niebieski szlak chatkowy w kształcie domku z kominem. Zaczynał się w Koszarawie obok sklepu, gdzie można nabyć ważne do przetrwania produkty, ale z racji prowadzonej tam obecnie budowy należy raczej przejść przez rzekę w okolicach kościoła i potem dostać się do szlaku. Jest on w miarę dobrze oznaczony (oczywiście poza kluczowymi momentami) i liczy niecałe dwa kilometry, zatem do celu dotrzemy szybko, chyba, że akurat niesiemy torbę pełną żarcia, a towarzystwo się buntuje 😏.
 

czwartek, 3 listopada 2022

Jesień w Beskidzie Śląskim: Pietraszonka - Barania Góra - Stecówka

Gdy prawie dwadzieścia lat temu po raz pierwszy ruszyłem w samotną, wielodniową wyprawę po polskich górach, to na pierwszy nocleg wybrałem Istebnę, gdzie w przysiółku Pietraszonka działa chatka AKT. Był to jednocześnie mój pierwszy nocleg w górach w ogóle, więc przeżycie spore.
Wracałem potem do chatki kilka razy, ale ostatni raz dawno temu. Jednym z powodów są zasady obowiązujące w obiekcie, które - delikatnie pisząc - niezbyt mi odpowiadają. W październiku pojawiła się okazja wybrać się tam z ekipą, która chatkę dobrze zna i kiedyś często w niej bywała, więc postanowiłem dołączyć. Może spojrzenie na to miejsce świeżym okiem przyniesie jakieś pozytywne wnioski?



Na pewno trzeba przyznać, że położona jest ona bardzo ładnie: na skraju wielkiej łąki, z widokiem na Ochodzitą.



wtorek, 22 lutego 2022

Beskid Śląski z dwóch stron granicy: Bystrzyca - Cieślarówka - Stożki - Głębce. Plus zlot

Trzeci raz pojechałem w tym roku w góry i trzeci raz do Czechów. Przypadek? Nie sądzę.

Głównym celem weekendu był zlot forum górskiego - tak, one jeszcze istnieją, fejsy, insta i tik-toki nie pożarły ich zupełnie, choć mocno się starają. Zlot odbywał się w Beskidzie Śląskim, pod Małym Stożkiem. Uznałem, że wejście bezpośrednie byłoby zbyt mało ambitne i dość nudne, więc postanowiłem zaatakować od strony Pepików. Co prawda już kiedyś szedłem na Stożek od zachodu, ale inną, krótszą trasą.

W sobotni poranek, w okolicach godziny dziewiątej, lądujemy w trójkę w Czeskim Cieszynie - ja, Bastek i Radek (Turystykon). Gdzie można skierować pierwsze kroki o tej porze? Wiadomo, do knajpy. W centrum działa tylko jedna wcześnie otwierana - ponoć już o szóstej, aby nocna zmiana też się mogła napić przed powrotem do domu. O tej porze siedzi tam już kilku dżentelmenów i wlewa w siebie nie tylko produkty z browaru. My konsumujemy po piwku, słuchamy wieści z igrzysk olimpijskich i maszerujemy na dworzec.
 
Na peron wtacza się Škoda CityElefant, czyli pojedziemy piętrusem! 😛


Pociąg jest pełny, dominują turyści, sporo rodzin z dziećmi. Co rusz przeciska się ktoś w górskim stroju, z plecakiem, sankami, jeden dziadek targa ze sobą przedpotopowe narty. To miło, że ludzie wolą się ruszać na powietrzu, niż gnić w domu.

Po dwudziestu minutach wysiadamy w Bystrzycy (Bystřice, Bistritz). Ostrzegałem chłopaków, że będziemy wchodzić do każdej napotkanej knajpy, obaj się zgodzili i od samego początku zaczęli marudzić, bo spelunka obok dworca z dziwnych powodów im się nie spodobała! No dobra, przejdziemy się kilkaset metrów do centrum wsi, może tam będzie coś innego.


czwartek, 25 listopada 2021

Na Wielką Czantorię od czeskiej strony

Wielka Czantoria to jeden z najbardziej znanych (czytaj: oklepanych) szczytów Beskidu Śląskiego - z powodu wyciągu prowadzącego na Stokłosicę pod względem popularności może być nawet numerem jeden, jeśli chodzi o frekwencję. Czy warto znowu tam włazić? Tak, jeśli możemy przy okazji zobaczyć coś nowego, a tak się składa, że mój tata nie wchodził jeszcze na nią od czeskiej strony. No to jedziemy!

Najszybsze dojście prowadzi z Nydka (czes. Nýdek, niem. Niedek). Zatrzymujemy się na parkingu niedaleko urzędu gminy, gdzie stoi już sporo aut, w tym kilka na polskich blachach. W ten sposób tracimy 50 koron, bowiem w weekendy parking jest płatny; ledwo stanęliśmy, a obok zjawiła się uśmiechnięta kobiecina z chodzikiem.
- Przynajmniej rozmienimy pieniądze - stwierdził tata.
 

Obok parkingu działają dwie knajpy, a jedna z nich - Nýdecká Bouda - ma już otwarte drzwi. Niedzielne przedpołudnie, w środku siedzi już całkiem liczne grono osób. I zaraz na wstępie zdziwienie:
- Macie test? - pyta barmanka.
Kilka dni wcześniej w Republice Czeskiej wprowadzono przepisy, że w lokalach będą wymagane paszporty covidove. Formalnie obowiązywały one już od dawna, ale do tej pory sprawdzać mogła je jedynie policja z ichniejszym sanepidem, natomiast w listopadzie przerzucono ten obowiązek na prowadzących obiekty publiczne. Nie sądziłem, iż na takim zadupiu będą się tym przejmować, ale albo perspektywa wysokich kar zadziałała motywująco albo wyglądaliśmy podejrzanie 😏. Oficjalnie zajrzeliśmy tu w celu odwiedzenia toalety, lecz przy okazji wypiłem szybkie małe piwo, a tatuś Becherovkę (miejscowi preferowali Jägermeistra). Przysłuchujemy się rozmowom autochtonów - śląska godka z licznymi czeskimi wstawkami, charakterystyczna dla tej części Zaolzia.

czwartek, 11 lutego 2021

Wielki Stożek i Kubalonka czyli beskidzka klasyka

Na pierwszy wyjazd w 2021 roku - w przeciwieństwie do dwóch poprzednich lat - wybrałem Beskidy, a konkretnie to Beskid Śląski. Postanowiłem z tatą zaliczyć klasyczną pętelkę przez Wielki Stożek i Kubalonkę.

Nie tylko my mieliśmy podobne plany, gdyż w niedzielny poranek pod dworcem Wisła Głębce ciężko było już wcisnąć samochód. Za to w końcu mamy prawdziwą zimę - co prawda mrozu nie ma (temperatura oscyluje wokół zera), ale jest śnieg i to całkiem sporo jak na ostatnie warunki klimatyczne 😊.



Zielonym szlakiem przecinamy lasek ze stromym zboczem i wychodzimy na ulicy Turystycznej obok wiaduktu. Z dołu sprawia on zawsze duże wrażenie (wysokość 25, długość 122 metry).

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Wielka Czantoria i Soszów czyli beskidzka klasyka w pochmurnym wydaniu.

Wielka Czantoria. Jeden z "klasyków" Beskidu Śląskiego. Nie byłem na niej chyba z pięć lat. Planując grudniową wizytę w Beskidach myślałem o czymś znanym i przyjemnym, więc przyszedł mi do głowy pomysł, aby odwiedzić "stare śmieci".

Ruszamy we trójkę w niedzielny poranek, prowadzi mój tata. Dzień jest dojmująco szary i wilgotny. Normalnie zrezygnowałbym w taką pogodę z wędrówki, ale w tym popieprzonym roku staram się wykorzystywać ku nim każdą okazję. A przy okazji mam pewną nadzieję gastronomiczną 😏.

Po drodze proszę o krótki postój na przystanku kolejowym Wisła-Obłaziec. Przy peronie stoi mały, drewniany budynek dworcowy w stylu góralskim, pochodzący z okresu międzywojennego. Wkrótce może on zniknąć w związku z "rewitalizacją" linii, bo w Polsce pod tą nazwą zazwyczaj kryje się jakaś rozbiórka. Czynione są społeczne starania o jego uratowanie, lecz na razie nic pewnego nie wiadomo...

W Wiśle parkujemy obok dawnego dworca autobusowego. Śniegu tyle, co kot napłakał, ale chodniki są mocno śliskie - grudzień znowu zaskoczył służby miejskie.

środa, 22 stycznia 2020

Beskid Śląski i Żywiecki jak za dawnych lat

Marzył mi się wypad w góry w klimacie starych dobrych czasów z kumplami: trasa ani zdobywanie wysokich szczytów nie było najważniejsze, liczyło się towarzystwo, fajna zabawa i piwo wypite na szlaku 😀. Sądziłem, że w listopadzie uda nam się ruszyć we trójkę, w doborowym składzie; niestety, niektórzy zaczęli starzeć się szybciej niż spadają kartki z kalendarza, zatem wybrałem się tylko z Turystykonem (Radkiem).

Spotkaliśmy się w piątek w centrum Bielska-Białej, skąd autobusem podjechaliśmy do dzielnicy Wapienica (Lobnitz). Wysiadamy przystanek wcześniej niż planowaliśmy, gdyż z okien dostrzegłem odkryte stare napisy na jednej z kamienic. Język niemiecki nie jest tu przypadkiem, jeszcze w pierwszych latach okresu międzywojennego posługiwało się nim ponad 80% mieszkańców. Napisy wydobyto spod tynku niedawno podczas remontu budynku.



Zanim ruszymy w górę podchodzimy pod zaporę wodną, noszącą imię ostatniego prezydenta sanacyjnej Polski. Niedaleko zbiornika stoi drewniany domek, służący dziś jako restauracja. Na wewnętrznych belkach odkrywamy wyryte numery, a to oznacza, że mógł zostać tu przeniesiony z innego miejsca.



poniedziałek, 20 lutego 2017

Gdzie na narty? Snow Paradise Veľká Rača Oščadnica kontra Beskid Sport Arena

Od wielu lat nie jeżdżę w Polsce na nartach - zraziłem się kiedyś w Korbielowie, a że niemal wszystkie stoki wyglądały wówczas ponownie, to postanowiłem na stałe przenieść się za granicę. Głównie do Czechów i Słowaków.

Od pewnego czasu coś się jednak w RP zaczęło zmieniać... Słyszę od rodziny i znajomych, że warto przyjechać w Beskid Śląski, gdzie powstało kilka nowych ośrodków, a stare unowocześniono. Że fajnie, bliżej i taniej. 

Postanowiłem zaryzykować, sprawdzić i porównać. Jako, że najczęściej jeździłem ostatnio w słowackim Beskidzie Żywieckim - popularnym Snow Paradise Veľká Rača Oščadnica - to po wizycie u nich pojechałem do Szczyrku, do nowego Beskid Ski Arena. To tak naprawdę kompletnie różne kategorie, ale właśnie Szczyrk polecano mi najbardziej jako alternatywę dla Słowacji. 

Zanim zacznę porównania warto zaznaczyć, iż w Oszczadnicy byłem w sobotę, ostatni weekend ferii zimowych dla województwa śląskiego, czyli w terminie obleganym. Szczyrk wypadł w poniedziałek, pierwszy po zakończeniu tych ferii, więc już przy znacznym spadku frekwencji. Przynajmniej teoretycznie.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Filipka i Wielki Stożek czyli Beskid Śląski od drugiej strony

Druga tegoroczna wycieczka z tatą nastąpiła w listopadzie. Tym razem dla odmiany wybraliśmy czeski Beskid Śląski.

Parkujemy pod sklepem w Hrádku (Gródek, Grudek), niedaleko przystanku kolejowego. Zaczyna się tu zielony szlak, początkowo biegnący pod górę asfaltową drogą.


Już stąd doskonale widać rozciągające się za nami góry Beskidu Śląsko-Morawskiego z wyróżniającym się szczytem Ostrý. W górnych partiach jest trochę białego.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Baśniowa zimowa Barania Góra po ciężkiej nocy

Sobotnia próba zdobycia Baraniej Góry nie udała się z powodu warunków, czyli ataku zimy. Na szczęście na niedzielę zapowiadano okno pogodowe. Jego przebłyski widać już w sobotnie popołudnie, kiedy na horyzoncie trochę się przejaśnia.


A w schronisku na Przysłopie dziś znacznie tłoczniej. Przede wszystkim zjawiają się harcerze! Nie standardowe ZHP, nie ZHR, tylko Zawiszacy - Skauci Europy. Jeszcze bardziej religijni niż ci z ZHR (co wydawało mi się kiedyś niemożliwe). Grupa piętnastu facetów w wieku zazwyczaj 40+.  Ot, panowie już nie najmłodsi, którzy latają po lesie w mundurkach i krótkich galotkach z jakimś proporcem.

Panowie nie spożywają alkoholu, więc kursują po wrzątek z częstotliwością wizyt w toalecie podczas grypy żołądkowej. To chyba rekord schroniska jeśli chodzi o ilość wydanego wrzątku na grupę ;) Może do tych herbatek coś dodają ekstra? :D

Większa część panów harcerzy posiada też ogony. Tylko tak mogę wyjaśnić dlaczego niemal nikt z nich nie zamykał za sobą drzwi! Siedzieli sobie z tyłu sali, a na nas ciągle dmuchał zimny wiatr. Zdesperowani wywiesiliśmy odpowiednie kartki na drzwiach, do których tekst przygotowała Inez.


Trochę pomogło, ale nie na wszystkich. Najwyraźniej umiejętność modlitwy jest ważniejsza u Zawiszaków niż zdolności czytania ze zrozumieniem, bo kilku nadal z uporem maniaka łaziło jakby zamykanie drzwi było czymś niestosownym...

środa, 7 grudnia 2016

Barania Góra na nas już czeka... Zima też.

Nie jestem fanem polskiego Beskidu Śląskiego. Uważam go za zbyt zabudowany, tłoczny i stosunkowo nudny. Ostatnie w nim wizyty następowały zazwyczaj od czeskiej strony. Tym razem jednak wybór miejsca okazał się trafny - schronisko Przysłop pod Baranią Górą. Jedne ze najszpetniejszych w Beskidach, blokowaty klocek bez klimatu z kiepską obsługą - tak było do niedawna. Od końca 2015 roku to się zmienia - z zewnątrz niewiele można zrobić, ale nowi dzierżawcy intensywnie remontują je w środku, zrobiło się bardziej klimatycznie i przytulnie. No i od maja pracuje tam nasza koleżanka ;)

Z racji iż pogoda znów zaskoczyła i kierowców i drogowców w piątek do Wisły docieramy z różnych stron. Mi przypadł zatłoczony, śmierdzący, zimny busik z Katowic. Poleciłbym go mojemu znajomemu, zadeklarowanemu korwiniście, który wielokrotnie sugerował, że wszelki transport powszechny dotowany z budżetu należałoby zlikwidować, a pozostawić tylko prywatną inicjatywę. Życzę mu samych takich sympatycznych podróży ;)

Neska dociera na dworzec wiślański z Krakowa chwilę po mnie. Zastanawiamy czy jechać do Czarnego czy na Kubalonkę, ale w końcu wybieramy przełęcz. A tam pełnia zimy! :D


Obawiałem się trochę warunków - kumpela ze schroniska już mi pisała, że śniegu jest pół metra i ciągle pada. Do tego ostro wiało. Zaplanowałem więc możliwe najbezpieczniejszą trasę z największymi szansami na przetarte szlaki.