Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Góry słowackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Góry słowackie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 czerwca 2025

Ondavská vrchovina (2): Stebnícka Magura - Bardejovské Kúpele - Kamenná Hora.

Opuszczając Zborov w kierunku zachodnim za pomocą Cesty Hrdinov SNP idziemy najpierw  kilka kilometrów doliną bezimiennego potoku (a przynajmniej na mapach nie ma on nazwy). Jest pusto i cicho, nawet ptaki rzadko się odzywają, czując zbliżający się wieczór. Powoli nabieramy wysokości, lecz prawdziwe wspinanie zostanie na koniec. 


Przy rozwidleniu szlaków Pod Magurou zarządzamy przerwę. Zostały nam do przejścia ledwie dwa kilometry, lecz ponad trzysta metrów przewyższenia, więc dostaniemy w kość. Po chwili Bastek stwierdza, że musi zagotować sobie kawę. Widząc mój wzrok proponuje, abym ruszył do przodu, a on zbierze się później, gdy się napije i oporządzi. To dobry pomysł: każdy pójdzie swoim tempem, nie męcząc się niepotrzebnie. Zarzucam plecak i przecinam las; ścieżka momentami jest dość zarośnięta, a oznaczenia zaczynają się gubić. W pewnym momencie znikają w ogóle, więc cofam się w ich poszukiwaniu. Nagle wieczorną ciszę przerywa głośny ryk przypominający jelenia, a potem szczekanie. To chyba nie pora na rykowisko, więc trochę dziwne.
Odnajduję szlak, okazuje się, że przegapiłem odbicie w górę. Dzwonię do Bastka.
- Już idę - sapie w telefon. - Słyszałeś te odgłosy?!
- Pewnie jeleń.
- Albo wilk gonił jelenia, bo potem była jakaś ucieczka czy szamotanina w krzakach.
Zwierzę lub zwierzęta zaczęły ryczeć tak blisko rozwidlenia, że Bastek zerwał się z petardami przygotowanymi na niedźwiedzie. Na szczęście miś to nie był.
Powoli gramolę się na grzbiet. Słowacy byli tak mili, że szlak wytyczyli zakosami, nie trzeba cisnąć na pałę, ale i tak idzie się wolno. Ze Zborova zaczynają dobiegać dźwięki głośnej, skocznej muzyki i dudnią w powietrzu przez dobry kwadrans. Robi się coraz ciemniej, ale jeszcze widać na tyle, że czołówka zostaje w plecaku. Aparatu nawet nie wyciągam, nie ma co fotografować, zresztą nie ma na to siły.
Piętnaście minut przed godziną dziewiątą osiągam dzisiejszy cel: Stebnícką Magurę. Do niedawna był to szczyt zupełnie niewidokowy: porośnięty całkowicie lasem i z niedostępnym nadajnikiem. Jedyną infrastrukturą była nieosłonięta wiata. Jesienią ubiegłego roku otwarto na nim wieżę widokową, u której podstawy znajduje się coś w rodzaju domku, będącego obudową schodów. W domku tym wypatrzyłem sobie miejsce noclegowe, choć jeszcze miesiąc temu nie było żadnych zdjęć jak on wygląda wewnątrz i czy się do tego nadaje. Pierwsze co robię po zdobyciu szczytu, to zsuwam plecak pod wiatą i zaglądam do wieży. Plac na nocleg będzie, to najważniejsze.
Stwierdzam, że chwilę odsapnę, po czym cofnę się po Bastka, może mu pomogę z plecakiem albo coś. Ku mojemu zdumieniu Bastek właśnie podchodzi do wiaty, pięć minut po mnie! Co prawda trochę błądziłem, ale i tak jestem zaskoczony jego tempem.
- Szedłem wolno, lecz bez przystanków - tłumaczy.
To zupełna odwrotność mojej techniki: ja cisnę póki mam siłę, następnie krótki postój na oddech, znowu cisnę, znowu postój i tak dalej. Jak widać w tym przypadku oba sposoby okazały się skuteczne 😏.

Wychodzimy na górną platformę wieży. Większość nieba ogarnęła już ciemność. Rozświetlony Bardejów wygląda jak prawdziwa metropolia, choć to tylko miasto powiatowe. Za wzgórzami widać mniejsze miejscowości, a na horyzoncie świeci się nadajnik Dubník, oddalony o prawie pięćdziesiąt kilometrów.


Na zachodzie jest jeszcze jasno. Zastanawialiśmy się co to za źródło światła na jednej z górek, nawet po zapadnięciu całkowitych ciemności przebijało się przez drzewa. Tymczasem to okolice Krynicy-Zdrój: Góra Parkowa lub Ścieżka w Koronach Drzew.


czwartek, 29 maja 2025

Ondavská vrchovina (1): Bardejov - Zborovský hrad - Zborov.

Bardejów (po polsku także Bardiów, lecz nie podoba mi się ta wersja, słow. Bardejov, węg. Bártfa, niem. Bartfeld) to znana miejscowość na słowackiej mapie. Zwłaszcza często docierają tu turyści z Polski, bo od granicy dzieli ją ledwie dwadzieścia kilometrów. Co prawda naszym głównym celem są okoliczne góry, ale wypadałoby zajrzeć chociaż na chwilę do centrum, zwłaszcza, że Bastek tu jeszcze nie był. Objuczeni plecakami walimy zatem w stronę starówki.


Miasto wpisano na listę dziedzictwa UNESCO z powodu średniowiecznego jądra otoczonego murami miejskimi. To m.in. pokłosie upadku miasta, który dotknął Bardejów, jak i cały Szarysz w XVIII i XIX wieku: ominęła go intensywna industrializacja, która zazwyczaj oznaczała burzenie niepotrzebnych zabytków. Bardejów ominęły też zniszczenia obu wojen światowych, chociaż podczas tej pierwszej na krótko zajęli go Rosjanie, a potem odbiły wojska austro-węgierskie. 
Mury obronne uznawane są za najlepiej zachowane w całej Słowacji. Ich budowę rozpoczęto w XIV wieku z polecenia króla Ludwika (Węgierskiego), zakończono w XVI. Pierwotnie posiadały dwadzieścia trzy baszty, przetrwało do naszych czasów dwanaście, a dodatkowo zrekonstruowano kolejnych dziewięć. Na pierwszym zdjęciu Baszta Piwowarów (Bašta pivovarníkov) - nazwa wskazuje, iż utrzymywał ją cech browarników. Na kolejnym Wielka i Mała Baszta (Hrubá a Malá bašta), ta druga częściowo zrekonstruowana. 



Rynek jak zwykle z nieco senną atmosferą. Rzeźba kata jest uwielbiana przez turystów, prawie wszyscy robią sobie z nią fotki. Prawie, bo my nie 😏. Główne obiekty głównego placu to gotycko-renesansowy ratusz i bazylika św. Idziego (dom sv. Egídia).




sobota, 17 maja 2025

Słowacka majówka: pociągi, knajpy i Predný Čebrať.

Ani się człowiek obejrzał, a znowu minął rok i nadszedł czas majówki! Tradycyjnie oznacza to u mnie Słowację i góry, choć nie tylko. Również tradycyjnie moja majówka nie zawiera się w ramach czasowych tej z kalendarza, zaczynam ją wcześniej albo później. Początkowo mieliśmy ruszyć z Bastkiem we wtorek 29 kwietnia, ale oznaczało to pobudkę w środku nocy, aby zdążyć na pociąg o szóstej rano. Ostatecznie okazało się, że możemy jechać już dzień wcześniej - co prawdę będę lekko niewyspany po nocce, ale zyskujemy połowę poniedziałku!

Od momentu wyjazdu z domu do momentu wejścia na właściwy szlak minęła... ponad doba 😛. Nie dlatego, że tak daleko musieliśmy jechać, choć sama podróż takie trwała wiele godzin - po prostu nigdzie nam się nie spieszyło. Czasem ludzie pytają, czy nie szkoda mi czasu i pieniędzy, aby tak dużo czasu spędzać w podróży na "pierdołach", zamiast od razu walić w góry. Mogę wówczas odpowiedzieć pytaniem na pytanie, czy im nie szkoda czasu i pieniędzy, aby skupiać się jedynie na górach, ignorując wszystko inne. Dla mnie szlaki i szczyty nigdy nie były jedynym celem samym w sobie, zawsze ważna była też cała otoczka. Tak też było i w 2025 roku: przez tę dobę odwiedziliśmy kilka dworców, kilka knajp, mieliśmy kilka ciekawych spotkań, jechaliśmy kilkoma pociągam z pięknymi widokami, a był też całkiem fajny akcent górski. Czyli dla każdego coś miłego.


W poniedziałkowe wczesne popołudnie meldujemy się w Boguminie, gdzie zostawiamy auto na znanym nam parkingu osiedlowym, licząc, że okoliczni Cyganie i tym razem się na nie nie połaszą. Niestety, przybyliśmy do miasta nad Olzą zbyt późno, więc prysła nadzieja na spokojne wypicie pierwszego piwa w spelunce, a nawet na większe zakupy, bo kasa była całkowicie zablokowana przez mniejszość romską. Kilka rzeczy udało mi się nabyć w biegu dopiero w dworcowym sklepiku. Mimo tego pośpiechu humory dopisują, bo zaczyna się kolejna wiosenna przygoda!


niedziela, 20 października 2024

Beskid Niski: Svidník - Zyndranowa.

Svidník (Свідник). Jakoś się tak złożyło, że podczas kilku ostatnich odwiedzin Beskidu Niskiego zawsze odwiedzam to miasto. To jednak nie przypadek, ja je naprawdę lubię, choć spora część to typowe socjalistyczne bloki. Mimo wszystko czuję tu specyficzny klimat będący mieszanką gór i wielokulturowego pogranicza, podlany sosem głębokiej, słowackiej prowincji. 


Jako miasto Svidník nie posiada długiej historii: prawa miejskie otrzymał dopiero w 1964 roku. Dwadzieścia lat wcześniej powstał z połączenia dwóch znacznie starszych, sięgających średniowiecza osad. Były to Vyšný Svidník (Вышній Свідник, Felsővízköz, Obersvidnik) oraz Nižný Svidník (Нижнїй Свідник, Alsóvízköz, Niedersvidnik). Ten pierwszy był bardziej wiekowy oraz większy, leżał na prawym brzegu rzeczki Ladomirki, tam, gdzie dzisiaj biegnie główna droga i znajduje się większość kościołów, sklepów oraz muzeum wojenne. Ten drugi, położony na lewym brzegu Ladomirki, to teren, gdzie obecnie działa m.in. dworzec autobusowy. Ostatni spis z czasów Habsburgów wykazał, że mieszkała w nich głównie ludność rusińska, a także spore grupy Niemców i Węgrów, natomiast nie informuje on o żadnych Słowakach.
Obie wioski w XX wieku dwukrotnie spotkała katastrofa. Najpierw w grudniu 1914 roku żołnierze austrowęgierscy podpalili zabudowę oraz jedyny most, woląc ją zniszczyć, niż żeby dostała się w ręce nacierających Rosjan (Węgrzy twierdzą, że podpalili ją Rosjanie, trudno się przyznać do niszczenia swoich terenów). Następnie w 1944 kolejne ogromne zniszczenia przyniosły walki w czasie operacji dukielsko-preszowskiej. Efekt jest taki, że współczesny Svidník to przede wszystkim architektura z okresu socjalistycznej Czechosłowacji. Narodowa w treści, socrealistyczna w duchu, albo odwrotnie. 


Dom Kultury pochodzi z początku lat 60. ubiegłego wieku. Wygląda jak mniejsza wersja DK w Łaziskach Górnych.


niedziela, 13 października 2024

Beskid Niski: Radocyna - Nižná Polianka - Vyšný Mirošov.

Poranek w bazie namiotowej w Radocynie (Радоцина) jest chłodny i mocno pochmurny. Wydaje się, że może nawet spaść deszcz. Szary początek tygodnia.
Zbieram się godzinę później niż zakładałem, krótko po dziesiątej. I tak powinienem mieć wystarczająco dużo czasu na wszystko. Oprócz mnie z plecakiem rusza także facet śpiący we własnym namiociku, jego celem jest Huta Polańska (byłem w niej rok temu).


Wspominałem, iż baza - mimo nazwy - administracyjnie leży na terenie Czarnego (Чорне), a precyzyjniej nieistniejącego już Długiego (Долге). Podobne jest położenie najbliższej bazie kapliczki Świętej Rodziny (1903 rok) i krzyża upamiętniającego zniesienie pańszczyzny (rozmaita datacja).



W granice Radocyny wchodzimy kawałek dalej idąc na południe. Przynajmniej współcześnie, bo nie wiem jaki był dokładnie podział gruntów przed wypędzeniem Łemków, na pewno jednak nie było tu zabudowy. W górę, w stronę granicy, prowadzi szutrowo-ziemna droga, na szczęście jeszcze jej nie wyasfaltowano. Co nie znaczy, że nikt nią jeździ: nawet o tej porze przemknął tam i z powrotem dostawczak. Z innych środków transportu: z góry zjeżdżał rowerzysta i machał ręką na powitanie.


niedziela, 14 lipca 2024

Vsetínské vrchy - debiut z najwyższym szczytem w pakiecie.

Góry Wsetyńskie (Vsetínské vrchy) to pasmo górskie położone na Morawach. Pasmo niezbyt rozległe i u nas raczej mało znane, choć położone w sąsiedztwie popularnego Beskidu Śląsko-Morawskiego, który graniczy z nim od północy. Na południu mamy Jaworniki, na wschodzie granicę ze Słowacją, a na zachodzie Góry Hostyńskie. Czesi zaliczają je do Beskidów Zachodnich, według polskiej regionalizacji to Karpaty Słowacko-Morawskie. 
Nie ma tu spektakularnych panoram ani wybitnych szczytów, na których można zrobić instagramowe zdjęcia. Wybrałem je podczas studiowania mapy i zastanawiania się, co by jeszcze nowego zobaczyć z tatą w górach. No i wymyśliłem Wsetyńskie: widziałem je ze szlaku podczas wcześniejszego wędrowania na przełęcz Pustevny, a dodatkowo będzie to nasz prawdziwy debiut w tym paśmie. Dlaczego prawdziwy? O tym napiszę później 😏.

W drodze do celu co rusz wyłania nam się masywna sylwetka Łysej Góry. Mamy sobotę z piękną pogodą, pewnie będą tam tłumy ludzi. 


Dojazd trochę zajmuje, zwłaszcza, że musimy też przeciąć na chwilę Słowację. Dopiero po dziesiątej zajeżdżamy na puściutki parking w osadzie Leskové, będącej częścią wioski Velké Karlovice (Groß Karlowitz). Płynąca w pobliżu Vsetínská Bečva (w języku polskim występująca najczęściej jako Górna Beczwa) jest granicą pasm: gdybyśmy z auta poszli w lewo, to bylibyśmy w Jawornikach, a że idziemy w prawo, to zaczynamy zdobywanie Gór Wsetyńskich. Ale w Jawornikach jeszcze i tak dziś będziemy 😏.


wtorek, 4 czerwca 2024

Małe Karpaty (3): Naháč - Katarínka - Buková.

Trnawa (Trnava, Nagyszombat, Tyrnau) to sporej wielkości (jak na Słowację) miasto, stolica ichniejszego kraju. Posiada pełną zabytków starówkę, a z racji ilości świątyń nazywana jest "Małym Rzymem" lub "Słowackim Rzymem" (te przymiotniki dzieli z Nitrą). Nas przywiodły do niego jednak kwestie praktyczne: z jednej małokarpackiej miejscowości do drugiej najłatwiej było się dostać właśnie przez Trnawę.


Po przyjeździe mamy do wykonania kilka czynności w tej właśnie kolejności:
* znaleźć toaletę,
* kupić bilet kolejowy na jutro,
* znaleźć przystanek autobusowy na dzisiaj,
* znaleźć knajpę,
* zrobić zakupy. 
Pierwsze dwa punkty zrealizowaliśmy szybko. Przystanek okazał się leżeć niemal naprzeciwko knajpy niedaleko dworca. I to jakiej knajpy! Speluna w starym stylu. Niemal sami faceci z podejrzanymi gębami, zapach lekko skisłego piwa, wystrój z dawnych lat i cena wreszcie przypominające poprzednią majówkę (1,50 euro za kufel). W telewizji leci mecz hokeja Słowaków z Czechami, ale młodzieżówek, więc nie interesuje zbyt wiele osób. Słowacy ostatecznie wygrali.


Nieco obskurna toaleta znajduje się w zewnętrznym korytarzu. Drzwi do wersji damskiej są zamknięte, więc wracam się po klucz.
- Na wielką czy małą potrzebę? - dopytuje się właściciel przybytku.
- Na wielką - robię odpowiednią minę.
Dostaję klucze i wyciągam dwadzieścia centów, bo tyle niby kosztuje skorzystanie z "dwójki". Chłop macha rękami.
- Dla turystów darmowe.
Pięknie.

środa, 29 maja 2024

Małe Karpaty (2): Modra - Zochova chata - Veľká homoľa.

Modra (Modor, Modern) jest kolejnym zabytkowym miasteczkiem położonym u stóp Małych Karpat. A właściwie miastem, bo mając prawie dziesięć tysięcy mieszkańców (raz tyle, co Svätý Jur, z którego przyjechaliśmy) zalicza się do słowackich miejscowości średniej wielkości.



Nawet jednak i tu nie ma co liczyć na zrobienie zakupów w Święto Pracy. Sklepy pozamykane. Otwarte są za to... kwiaciarnie. Czyżby ludziom czynu wręczano kwiatki? Przy głównej ulicy działa kilka lodziarni, cukiernie, winiarnia i jeden pub wyglądający na drogi, więc odbijamy w boczną alejkę. Reklama na ścianie narożnego budynku sugeruje, że ma tam być knajpa z piwami rzemieślniczymi. Knajpa faktycznie jest, ale pojęcie "rzemieślniczy" najwyraźniej ma na Słowacji inne znacznie, bo niemal wszystkie piwa z menu to masowe standardy! Nie ma jednak co marudzić, skoro zjawia się kelner z pytającym wyrazem twarzy i po chwili stawia przed nami dwa przyjemne kufelki.


Korzystając z chwili wolnego czasu zostawiam Bastka nad szkłem i idę powłóczyć się trochę po najbliższej okolicy. Jedna z wąskich uliczek obok nas zwie się Moyzesova. Początkowo sądziłem, że to od Mojżesza, a więc może dawna dzielnica żydowska? Jednak nie, okazało się, że patronem jest Štefan Moyzes. Z Mojżeszem ma tyle wspólnego, że służył temu samego Bogu, gdyż był katolickim biskupem 😏. A także pierwszym przewodniczącym Maticy Slovenskiej (Macierzy Słowackiej), najstarszej słowackiej organizacji kulturalnej.



czwartek, 16 maja 2024

Małe Karpaty (1): Bratysława - Kamzík - Svätý Jur.

Podczas tegorocznej majówki postanowiłem zaatakować jedno z peryferyjnych pasm karpackich, a mianowicie Małe Karpaty (Malé Karpaty, Kis-Kárpátok, Kleine Karpaten). Są one położone w południowo-wschodniej Słowacji i ciągną się wąskim pasem przez ponad sto kilometrów: od Dunaju w Bratysławie aż do okolic ponad uzdrowiskiem Piešťany. Słowacy do pasma zaliczają także Wzgórza Heinburskie (Heinburger Berge) leżące na austriackim brzegu Dunaju, co jednak nie zmienia faktu, że jest to kraniec Centralnych Karpat Zachodnich. 
Pisząc "zaatakować" należałoby raczej ubrać to słowo w cudzysłów, gdyż Małe Karpaty są niewysokie: najwyższy szczyt Záruby ma ledwo 768 metrów. Dominują góry o wysokości trzystu - czterystu metrów. Dzięki temu można łatwo zaplanować wędrówkę bez dużych przewyższeń, co w przypadku kilkudniowego wyjazdu z ciężkim plecakiem ma ogromne znaczenie. Inną cechą pasma jest duże zalesienie: tutaj nadal rosną lasy, masakr oraz wycinek znanych z Beskidów i Sudetów oraz rozjeżdżonych ciężkim sprzętem szlaków raczej nie spotkamy. Może dlatego, że większość drzew jest liściasta, a może tutejsze władze trochę inaczej podchodzą do "nowoczesnej gospodarki leśnej"? Są także minusy tej sytuacji: z powodu niskości oraz lesistości trafimy na mniej punktów widokowych, ciężej odwiedzić polany z rozległymi panoramami. Oczywiście takie miejsca też się tu znajdą, ale zazwyczaj najlepiej będzie widać nie ze szczytów, lecz z wież widokowych, skał lub ruin licznych zamków. Kilka dni przed wyjazdem Bastek zadał podstępne pytanie:
- To w ogóle będą tam jakieś widoki, czy tylko sam las?
- Eeee... coś chyba będzie.
Ale gwarancji nie dałem 😏. Zresztą nie po to się jeździ w góry, aby podziwiać widoki, prawda 😏.  


piątek, 6 października 2023

Beskid Niski: z Zyndranowej do Doliny Śmierci i Svidníka.

Kilka razy już pisałem, że jedną z licznych zalet chatki SKPB Rzeszów w Zyndranowej jest jej przygraniczne położenie, co umożliwia łatwe wypady na Słowację. Wystarczy skorzystać z żółtego szlaku, który biegnie prawie pod drzwiami chatki, wspiąć się łąkami oraz lasem i po niecałym kilometrze pokażą się słupki graniczne.


Następnie jak zwykle skręcam w kierunku przełęczy Dukielskiej. Las jest mokry, a że temperatura szybko idzie w górę, więc miejscami unosi się para.


Słowacy wreszcie zakończyli remont muzeum i wieży, ale dziś nie mam czasu, aby ją odwiedzić.


wtorek, 30 maja 2023

Słowacka majówka wśród wież widokowych (2): Budatin - Dubeň - Strečno.

Wysiadamy z autobusu w Budatinie, północnej dzielnicy Żyliny oddzielonej od reszty miasta Wagiem. Wita nas przedziwny pomnik, którego dziesiątki razy widziałem z okien samochodu: jeździec konny na stylizowanego słowackiego herbu. To Jozef Miloslav Hurban, jeden z inicjatorów słowackiego odrodzenia narodowego w XIX wieku.


Zaglądamy do przyjemnego parku, aby sfotografować pałaco-zamek Budatin. Rezydencja należąca kiedyś do rodu Csáky z zewnątrz wygląda ciekawie, ale zdarzało mi się już zwiedzić i w środku nie ma nic specjalnie interesującego.


Wieczór zbliża się szybkimi krokami, więc wracamy znów do głównej drogi, z której dobrze widać nowoczesny kościół wśród jednorodzinnej zabudowy.


czwartek, 18 maja 2023

Słowacka majówka wśród wież widokowych (1): Czadca - Zákopčie - Tábor.

Czadca wita nas deszczem i chłodem. Wiwat maj, trzeci maj... Nie, w tym momencie nie ma powodów do wiwatowania. Opuszczamy modernistyczny dworzec kolejowy w kształcie piramidy, aby poszukać jakiegoś miejsca schronienia.


Nie przeszliśmy daleko: kilkaset metrów dalej działa od bladego świtu spelunka. Opinie w internecie ma tak fatalne, że grzechem byłoby ją ominąć 😏. "Śmierdzi fajkami, piwem i moczem", co potwierdził Bastek, ale w rzeczywistości nie było aż tak źle. Mimo, że na zegarku nie pojawiło się jeszcze południe, to ludzie kręcili się tam jak w ulu, a my mogliśmy patrzeć z zainteresowaniem na telewizor. Pokazywano program udający rozprawę sądową, a konkretnie rozwodową łysego męża i młodszej żony lafiryndy. Sędzina orzekła rozwód, łysy musiał płacić 150 euro alimentów na potomka, choć to ją uznano za winną rozpadu małżeństwa, a w dodatku jej nowy chłop okazał się damskim bokserem posiadającym ukrytą dwójkę dzieci 😏. Słowem - proza życia.


Po opuszczeniu lokalu robimy zakupy i ruszamy na zwiedzanie. I tu pojawia się problem. Jeśli gdzieś czytam, że w danej miejscowości nie ma nic ciekawego, to zazwyczaj podchodzę do tego sceptycznie, gdyż mnie prawie wszędzie udaje się coś interesującego znaleźć. Ale w Czadcy (Čadca, węg. Csáca) naprawdę nie ma nic, co przykułoby oczy na dłużej niż kilka sekund!


Miasto było pierwszą słowacką mieściną jaką w życiu odwiedziłem: był to 1993 albo 1994 rok, przyjechałem z rodzicami pociągiem ze Zwardonia, korzystając z niedawno otwartego przejścia kolejowego. I wtedy Czadca zrobiła na mnie wrażenie, to był powiew nowości, wręcz egzotyki! Pamiętam, że dużo czasu spędziłem w księgarni wertując słowackie mapy górskie (wówczas u nas niedostępne), kręciliśmy się też po ulicach i z zachwytem czytałem obce napisy. To jednak zamierzchła przeszłość i poszukujący ciekawostek w Czadcy musi się sporo namęczyć, a i tak najprawdopodobniej poniesie porażkę. Na zdjęciu ponura, mokra Kisuca (Kysuca), dopływ Wagu.


wtorek, 27 grudnia 2022

Słowacki Beskid Niski: od przełęczy Dukielskiej do Svidníka.

Jednym z plusów chatki w Zyndranowej jest jej położenie blisko granicy. Najkrótsza odległość w linii prostej od przyzby do słupków wynosi mniej niż kilometr. Ponieważ od pewnego czasu przy okazji każdej wizyty w Beskidzie Niskim staram się skoczyć na słowacką stronę, więc - ponownie jak w sierpniu - skorzystam z żółtego szlaku wyznaczonego przez SKPB Rzeszów. Podczas mozolnego zdobywania pierwszych metrów wychodzi słońce.
 
 
O dziwo na szlaku granicznym prawie nie ma błota! A przecież zawsze tam ono występuje (może z wyjątkiem ostatniego sierpnia, kiedy było bardzo sucho).



czwartek, 22 września 2022

Beskid Niski na lajcie: trochę Słowacji, trochę historii wojennej i Zyndranowa.

Budzę się w środowy poranek w chatce w Zyndranowej. Słońce świeci, ptaszki śpiewają, więc mogę rozpocząć drugą część sierpniowego pobytu w Beskidzie Niskim. Dziś dzień słowacko - militarny! Żegnam się na kilka godzin z chatkową ekipą oraz ruszam żółtym szlakiem, który biegnie tuż obok obiektu i przekracza potok Panna mostkiem z osobliwym napisem.


Fakt, coś tam wieczorem piłem, ale dlaczego z tego powodu miałbym nie iść?

Wdrapuję się w górę wśród pól z widokami na okolicę.



Otacza mnie las i po pół godzinie dochodzę do granicy. Rzeczywiście mamy suszę, skoro zniknęło błoto, występujące na szlaku granicznym ZAWSZE! Idę w kierunku zachodnim wzdłuż słupków pamiętających delimitację Państwa Słowackiego i III Rzeszy, ale o tym już wielokrotnie kiedyś pisałem.



czwartek, 19 maja 2022

Súľovské vrchy (3): Vrchteplá - Kostolecká tiesňava - chata Severák.

Na południe z Súľova prowadzą dwa szlaki turystyczne - czerwony i zielony. Ten drugi zdaje się być krótszy i biegnie obok kempingu, więc wybieramy jego. Przypomina mi trochę Beskid Niski.


Na mapie szlak wydawał się niemal płaski, ale jednak w lesie czekało nas podejście na przełęcz. Zasapani i spoceni spotykamy na niej dwójkę rowerzystów (takich prawdziwych, a nie na elektrycznym dopingu).
- Dobrze, że macie piwo - uśmiecha się facet widząc, że targam w ręku półtoralitrowy plastik Corgoňa. Oj, dobrze.
 
Przełęcz jest granicą pomiędzy krajem żylińskim i trenczyńskim, a także pomiędzy powiatami Bytča i Powaska Bystrzyca.


W dół schodzi się przyjemnie. Przed nami Vrchteplá (Felsőhéve), wioska licząca nieco ponad dwustu mieszkańców, przeważnie ewangelików. Pod herbem znajduje się informacja, że odpady należy wrzucać do kosza. Dziwne mają pomysły...


czwartek, 12 maja 2022

Súľovské vrchy (2): Súľovské skaly i Súľov.

Najciekawszym fragmentem Sulowskich Wierchów (Súľovské vrchy)Sulowskie Skały (Súľovské skaly). Jak sama nazwa wskazuje jest to teren licznych skał występujących w najróżniejszych formach: turniach, maczugach, ambonach, masztach, bramach i tym podobnych. Jeśli dodamy do tego częste punkty widokowe, to można być pewnym, że jako turyści spędzimy tu czas miło i pożytecznie.

W przeciwieństwie do większości odwiedzających przybyliśmy w Sulowskie Skały od wschodu, niebieskim szlakiem z Podhoria. Po nieco wyczerpującym wspinaniu się wąwozem wzdłuż drewnianej Drogi Krzyżowej robimy odpoczynek pod wiatą na przełęczy Roháčske sedlo. Domek jest słusznych rozmiarów i nawet się zastanawiałem, czy czasem nie spędzić pod nim jednej z nocy.


Spodziewałem się, że na tym odcinku w końcu spotkamy jakiś innych wędrowców i rzeczywiście: ledwo się rozsiedliśmy, a pojawiła się pierwsza dwójka. Oczywiście z Polski.