Kolejną letnią przygodę z Beskidem Niskim zaczynam w Krygu,
wiosce na wschód od Gorlic. Dotarcie ze Śląska zajęło mi całą noc i
wymagało skorzystania z czterech autobusów i dwóch pociągów, częstego
spoglądania na zegarek z powodu opóźnień i próbach odczytania rozkładów jazdy,
które chamsko wprowadzały w błąd. Kiedy jednak wysiadam w Krygu na przystanku
to, oprócz zmęczenia i niewyspania, czuję się szczęśliwy, że znowu wróciłem w
te okolice.
Ponieważ w tym miejscu kończy się możliwość jazdy komunikacją zbiorową, to mam
nadzieję, że kilka kilometrów do kolejnej wioski, gdzie chcę zacząć właściwą
wędrówkę, pokonam stopem. Niestety, szosa wojewódzka numer 993 od początku mi
się nie podoba: jest bardzo ruchliwa w zły sposób, to znaczy pełno na niej
tirów i pędzących dziko przed siebie osobówek. Próby złapania okazji kończyły
się w najlepszym razie spojrzeniami kierowców pełnymi politowania, częściej
było widać wrogość. Co prawda pora jest dość wczesna, bo niedawno minęła ósma
rano, ale szkoda mi czasu na bezproduktywne sterczenie i ruszam z plecakiem
przed siebie. Nie był to przyjemny spacer, wielokrotnie musiałem uskakiwać
przed rozpędzoną ciężarówką, ale po ponad pół godzinie udaje mi się
szczęśliwie dotrzeć na opłotki Rozdzieli (Розділє, Розділля). W przeciwieństwie do Krygu była to kiedyś miejscowość rusińska, więc od
razu pojawiają się charakterystyczne krzyże.
I w tym momencie stop sam się znalazł: na parkingu pod sklepem facet
wyszedł z samochodu i mówi, że jedzie w Bieszczady, ale chętnie mnie gdzieś
podrzuci. To bardzo miłe, lecz akurat teraz podwózka nie jest już mi
potrzebna, bo rozpoczynam zwiedzanie. Dziękuję mu i życzymy sobie wzajemnie
powodzenia.
Z ulgą opuszczam drogę wojewódzką i skręcam w boczną. Tablice wskazują, że
przede mną są cmentarze wojenne, a także "uzdrowisko - spa". Większość
dzisiejszej wędrówki będzie dla mnie nowością, zmazywanie kolejnych białych
plam Beskidu Niskiego.
Odcinek między Krygiem a Rozdzielami był granicą. Geograficzną, bo z tworu
o nazwie Obniżenie Gorlickie przeszedłem do Beskidu Niskiego. No i
etniczno-kulturową, o czym już wspominałem, bo tu zaczyna się
Łemkowszczyzna, Rozdziele były jedną z najbardziej wysuniętych na północ
osad tej krainy. A właściwie nadal są, bo Rusini są tu ciągle obecni, choć w
spisach powszechnych nie afiszują się ze swoim pochodzeniem. O ich obecności
świadczy między innymi greckokatolicka cerkiew Narodzenia Najświętszej Maryi
Panny. Murowana, w stylu nietypowym dla Łemkowszczyzny. Powstała pod koniec
XVIII wieku, w 1927 znacznie ją rozbudowano. Po akcji Wisła przejęli ją
rzymscy katolicy, ale gdy Łemkowie wrócili z wygnania, to udało im się ją
odzyskać. Dziś dzielą ją z łacinnikami.

































