Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uzdrowisko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uzdrowisko. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 września 2025

Beskid Niski: Wapienne - Ferdel - Bartne - Świerzowa Ruska

Kolejną letnią przygodę z Beskidem Niskim zaczynam w Krygu, wiosce na wschód od Gorlic. Dotarcie ze Śląska zajęło mi całą noc i wymagało skorzystania z czterech autobusów i dwóch pociągów, częstego spoglądania na zegarek z powodu opóźnień i próbach odczytania rozkładów jazdy, które chamsko wprowadzały w błąd. Kiedy jednak wysiadam w Krygu na przystanku to, oprócz zmęczenia i niewyspania, czuję się szczęśliwy, że znowu wróciłem w te okolice.

Ponieważ w tym miejscu kończy się możliwość jazdy komunikacją zbiorową, to mam nadzieję, że kilka kilometrów do kolejnej wioski, gdzie chcę zacząć właściwą wędrówkę, pokonam stopem. Niestety, szosa wojewódzka numer 993 od początku mi się nie podoba: jest bardzo ruchliwa w zły sposób, to znaczy pełno na niej tirów i pędzących dziko przed siebie osobówek. Próby złapania okazji kończyły się w najlepszym razie spojrzeniami kierowców pełnymi politowania, częściej było widać wrogość. Co prawda pora jest dość wczesna, bo niedawno minęła ósma rano, ale szkoda mi czasu na bezproduktywne sterczenie i ruszam z plecakiem przed siebie. Nie był to przyjemny spacer, wielokrotnie musiałem uskakiwać przed rozpędzoną ciężarówką, ale po ponad pół godzinie udaje mi się szczęśliwie dotrzeć na opłotki Rozdzieli (Розділє, Розділля). W przeciwieństwie do Krygu była to kiedyś miejscowość rusińska, więc od razu pojawiają się charakterystyczne krzyże.


I w tym momencie stop sam się znalazł: na parkingu pod sklepem facet wyszedł z samochodu i mówi, że jedzie w Bieszczady, ale chętnie mnie gdzieś podrzuci. To bardzo miłe, lecz akurat teraz podwózka nie jest już mi potrzebna, bo rozpoczynam zwiedzanie. Dziękuję mu i życzymy sobie wzajemnie powodzenia.
Z ulgą opuszczam drogę wojewódzką i skręcam w boczną. Tablice wskazują, że przede mną są cmentarze wojenne, a także "uzdrowisko - spa". Większość dzisiejszej wędrówki będzie dla mnie nowością, zmazywanie kolejnych białych plam Beskidu Niskiego.


Odcinek między Krygiem a Rozdzielami był granicą. Geograficzną, bo z tworu o nazwie Obniżenie Gorlickie przeszedłem do Beskidu Niskiego. No i etniczno-kulturową, o czym już wspominałem, bo tu zaczyna się Łemkowszczyzna, Rozdziele były jedną z najbardziej wysuniętych na północ osad tej krainy. A właściwie nadal są, bo Rusini są tu ciągle obecni, choć w spisach powszechnych nie afiszują się ze swoim pochodzeniem. O ich obecności świadczy między innymi greckokatolicka cerkiew Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Murowana, w stylu nietypowym dla Łemkowszczyzny. Powstała pod koniec XVIII wieku, w 1927 znacznie ją rozbudowano. Po akcji Wisła przejęli ją rzymscy katolicy, ale gdy Łemkowie wrócili z wygnania, to udało im się ją odzyskać. Dziś dzielą ją z łacinnikami.


czwartek, 5 czerwca 2025

Ondavská vrchovina (2): Stebnícka Magura - Bardejovské Kúpele - Kamenná Hora

Opuszczając Zborov w kierunku zachodnim za pomocą Cesty Hrdinov SNP idziemy najpierw  kilka kilometrów doliną bezimiennego potoku (a przynajmniej na mapach nie ma on nazwy). Jest pusto i cicho, nawet ptaki rzadko się odzywają, czując zbliżający się wieczór. Powoli nabieramy wysokości, lecz prawdziwe wspinanie zostanie na koniec. 


Przy rozwidleniu szlaków Pod Magurou zarządzamy przerwę. Zostały nam do przejścia ledwie dwa kilometry, lecz ponad trzysta metrów przewyższenia, więc dostaniemy w kość. Po chwili Bastek stwierdza, że musi zagotować sobie kawę. Widząc mój wzrok proponuje, abym ruszył do przodu, a on zbierze się później, gdy się napije i oporządzi. To dobry pomysł: każdy pójdzie swoim tempem, nie męcząc się niepotrzebnie. Zarzucam plecak i przecinam las; ścieżka momentami jest dość zarośnięta, a oznaczenia zaczynają się gubić. W pewnym momencie znikają w ogóle, więc cofam się w ich poszukiwaniu. Nagle wieczorną ciszę przerywa głośny ryk przypominający jelenia, a potem szczekanie. To chyba nie pora na rykowisko, więc trochę dziwne.
Odnajduję szlak, okazuje się, że przegapiłem odbicie w górę. Dzwonię do Bastka.
- Już idę - sapie w telefon. - Słyszałeś te odgłosy?!
- Pewnie jeleń.
- Albo wilk gonił jelenia, bo potem była jakaś ucieczka czy szamotanina w krzakach.
Zwierzę lub zwierzęta zaczęły ryczeć tak blisko rozwidlenia, że Bastek zerwał się z petardami przygotowanymi na niedźwiedzie. Na szczęście miś to nie był.
Powoli gramolę się na grzbiet. Słowacy byli tak mili, że szlak wytyczyli zakosami, nie trzeba cisnąć na pałę, ale i tak idzie się wolno. Ze Zborova zaczynają dobiegać dźwięki głośnej, skocznej muzyki i dudnią w powietrzu przez dobry kwadrans. Robi się coraz ciemniej, ale jeszcze widać na tyle, że czołówka zostaje w plecaku. Aparatu nawet nie wyciągam, nie ma co fotografować, zresztą nie mam na to siły.
Piętnaście minut przed godziną dziewiątą osiągam dzisiejszy cel: Stebnícką Magurę. Do niedawna był to szczyt zupełnie niewidokowy: porośnięty całkowicie lasem i z niedostępnym nadajnikiem. Jedyną infrastrukturą była nieosłonięta wiata. Jesienią ubiegłego roku otwarto na nim wieżę widokową, u której podstawy znajduje się coś w rodzaju domku, będącego obudową schodów. W domku tym wypatrzyłem sobie miejsce noclegowe, choć jeszcze miesiąc temu nie było żadnych zdjęć jak on wygląda wewnątrz i czy się do tego nadaje. Pierwsze co robię po zdobyciu szczytu, to zsuwam plecak pod wiatą i zaglądam do wieży. Plac na nocleg będzie, to najważniejsze.
Stwierdzam, że chwilę odsapnę, po czym cofnę się po Bastka, może mu pomogę z plecakiem albo coś. Ku mojemu zdumieniu Bastek właśnie podchodzi do wiaty, pięć minut po mnie! Co prawda trochę błądziłem, ale i tak jestem zaskoczony jego tempem.
- Szedłem wolno, lecz bez przystanków - tłumaczy.
To zupełna odwrotność mojej techniki: ja cisnę póki mam siłę, następnie krótki postój na oddech, znowu cisnę, znowu postój i tak dalej. Jak widać w tym przypadku oba sposoby okazały się skuteczne 😏.

Wychodzimy na górną platformę wieży. Większość nieba ogarnęła już ciemność. Rozświetlony Bardejów wygląda jak prawdziwa metropolia, choć to tylko miasto powiatowe. Za wzgórzami widać mniejsze miejscowości, a na horyzoncie świeci się nadajnik Dubník, oddalony o prawie pięćdziesiąt kilometrów.


Na zachodzie jest jeszcze jasno. Zastanawialiśmy się co to za źródło światła na jednej z górek, nawet po zapadnięciu całkowitych ciemności przebijało się przez drzewa. Tymczasem to okolice Krynicy-Zdrój: Góra Parkowa lub Ścieżka w Koronach Drzew.


piątek, 17 stycznia 2025

Leniwe Węgry: piwnice winne, ciepłe wody i emerytowani nudyści w Kiskőrös

Wracając z Bałkanów zawsze traktuję Węgry jako etap odpoczynku i rozleniwienia. Zwiedzanie schodzi na dalszy plan, teraz trzeba w końcu wymoczyć tyłki w ciepłych wodach. Co nie znaczy, że tego zwiedzania w ogóle nie ma, ale nie jest ono na pierwszym miejscu.
Tak było i tym razem. Nieśpiesznie przejeżdżamy przez kolejne madziarskie miejscowości nieustannie dziwiąc się albo zachwycając nazwami po ugrofińsku. Bácsalmás ma też oficjalną nazwę chorwacką i niemiecką, natomiast Borota kojarzy się z pewnym diabłem... Przy okazji sprawdzania starych zdjęć odkryłem, że dziwna biała plama na pierwszej zielonej tablicy jest na niej już co najmniej dwa lata.



Zatrzymuję się w miasteczku Hajós (Hajosch), a właściwie w jego dzielnicy Pincefalu (Kellerdorf). Dzielnica ta w całości składa się z małych domków - piwnic winiarskich.  Przed II wojną światową było ich 1800, każda rodzina produkowała domowe wino. Dziś ich liczba spadła do 1200, ale ponoć to i tak największe ich nagromadzenie w Europie. Nawet przystanki wybudowano w stylu winiarskim.




poniedziałek, 20 listopada 2023

Serbia: Sokobanja, Dunaj, Golubac i Ram

Autostradowe przejście graniczne Tabanovce - Preševo jest jednym z najbardziej zatłoczonych na Bałkanach. Trudno się dziwić, skoro przechodzi przez niego jakieś 99% ruchu drogowego między Macedonią i Serbią. Pozostałą resztkę obsługuje malutkie przejście Pelince - Prohor Pčinjski w górskiej dolinie, o którym większość turystów nawet nie wie. Co to oznacza? Ano korki. Można trafić dobrze albo źle. Czy niedzielne popołudnie jest dobre do przekroczenia granicy? Zależy. Od strony południowej powinno być względnie luźno, bo raczej mało kto będzie jechał z Grecji w ten czas, chyba, że miejscowi odwiedzają sąsiadów zza miedzy. Od strony północnej gorzej, wiele osób które wyjechały z domów w sobotę właśnie wtedy dociera do serbsko - macedońskich słupków granicznych.

Polecam szczerze to przejście wszystkim tęskniącym do okresu sprzed Schengen, mogą sobie przypomnieć stare, dobre czasy. Można sobie planować dokądś dojechać, można zarezerwować nocleg albo zwiedzanie, ale i tak wszystko może szlag trafić, gdy pogranicznicy urządzają wieczny strajk włoski. Nie oszukujmy się, zdecydowana większość przekraczających granicę to turyści tranzytowi, tu chyba nie ma czego przemycać albo ukrywać, więc kontrola powinna iść sprawnie i szybko, a tymczasem od strony serbskiej sznur aut ciągnął się... na kilka kilometrów! Co prawda niektóre państwa bałkańskie podpisały jakiś pakt o nazwie "Open Balkan Transit", lecz dotyczy on chyba tylko transportu towarów, a osobówki niech stoją i płaczą.


Na szczęście wjechać do Serbii udało się dość szybko, w niecałe pół godziny i to tylko dlatego, że Macedończycy zrezygnowali z kontroli wyjazdowej, więc jest jedno okienko. Parkuję zaraz za budkami kontrolnymi, aby wymienić walutę i ze zdziwieniem dostrzegam, iż niebo dziwnie się zaciągnęło.


środa, 28 czerwca 2023

Roztocze cerkwiami malowane (4): Werchrata - Horyniec - Radruż

Mówi się, że w Polsce granice rozbiorów są nadal widoczne. W dużym stopniu to prawda, natomiast czasem okazuje się, że i granice województw doskonale widać w terenie, nawet jeśli nie ma żadnego znaku. Przykładem może być droga wojewódzka nr 867. Prowadzi ona z Hrebennego w województwie lubelskim aż do Sieniawy w podkarpackim, ale jeszcze kilka lat temu asfalt kończył się w ostatniej miejscowości lubelskiego (Siedliska), a zaczynał w pierwszej podkarpackiego (Prusie) 😛. Przez las, ponad trzy kilometry, trzeba było mknąć piaszczystą gruntówką. Ten odcinek, wyglądający dobrze na mapach, ale nie do przebycia przez ciężarówki, a przy deszczowej aurze również przez auta osobowe, uzupełniono w 2014 roku, lecz nadal na wielu tablicach i w informatorach widać starą lukę, co wywołuje spore zdziwienie.

Kierowca, którego złapałem na stopa, wysadza nas na obrzeżach Prusia (Прусе). Idziemy zobaczyć cerkiew Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, od czasów wywózek kościół św. Józefa, choć podobno odbywają się w niej również nabożeństwa unickie. Świątynia jest dość prosta konstrukcyjnie, obok stoi dzwonnica, na którą można wejść i podziwiać okoliczne pola rzepaku. Przedtem z poziomu ziemi zwiedzał je Piotrek i to tak intensywnie, że ugryzła go pszczoła.




Brama nie zawsze daje się łatwo sforsować 😏. Może dlatego, że chroni pomnik papieski z małą figurą JP2 jako Buddy.



piątek, 16 lipca 2021

Czerwcówka na Kujawach, ziemi dobrzyńskiej i chełmińskiej

Kolejny rok czerwcówkę spędzam w Polsce. Tym razem tydzień po Bożym Ciele wybrałem się na Kujawy, ziemię dobrzyńską i chełmińską.
 
Zaczynamy od Włocławka, który jest uznawany za nieoficjalną stolicę Kujaw. Na bezpłatnym parkingu pod mostem wita nas mural z patronem województwa kujawsko-pomorskiego. To i nawet województwa mają swoich patronów?
 
 
Włocławek to jedno z najstarszych miast w Polsce; gród obronny istniał tu już w XI wieku, natomiast lokacja nastąpiła w wieku XIII. Prawdopodobnie początkowo funkcjonowały dwa Włocławki: jeden to miasto biskupie, a drugi "miasto niemieckie", założone przez kolonistów z Rzeszy. Na pewno aż do czasów rozbiorów najważniejszym człowiekiem w mieście był biskup i to on decydował o wszystkim. Pamiątką po tej przeszłości jest okazała bazylika Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.


piątek, 11 grudnia 2020

Góry Złote: Lądek-Zdrój, Trojak, Karpiak, Karpno i lesní bar

Nie ma takiego miasta - Lądyn. Jest Lądek, Lądek-Zdrój.
 
Tę oczywistą oczywistość znamy już od czterdziestu lat. Przyznaję jednak ze wstydem, że do tej pory nie udało mi się zatrzymać w Lądku na dłużej, zawsze tylko przez niego przejeżdżałem. W pierwszą listopadową sobotę postanowiłem to zmienić, wybrałem się w Góry Złote (Rychleby) i na ziemię kłodzką razem z tatą. On jest bardziej zaznajomiony z okolicą, bowiem latem startował w niej w górskich zawodach biegowych.

Dodatkowym impulsem do wyjazdu była zapowiedź pięknej pogody. Początkowo wyglądało to na ponury żart, gdyż po przekroczeniu granicy czeskiej widok mieliśmy taki:


Na szczęście za Javorníkiem zaczyna się przejaśniać i po kilku kilometrach chmury zostają za nami. Zatrzymujemy się na chwilę w lesie przy wapienniku z 1833 roku.

Szybko robi się pięknie! Tu spoglądamy w dolinę Javornického potoku (Jauernigbach).

środa, 2 maja 2018

Jesenicko czyli śląsko-czeska prowincja.

Pod koniec zimy z racji uprawiania narciarstwa kręciłem się trochę po powiecie Jeseník. Nie byłbym sobą, gdyby nie wykorzystał okazji do zajrzenia w kilka nowych miejsc lub wybrania jakiejś drogi, którą przedtem jeszcze nie jechałem 😊.

Rejon ten, położony między górami Opawskimi a Rychlebskimi, to szereg niewielkich miejscowości: zaniedbanych, wyludnionych, tkwiących trochę w cieniu przeszłości, kiedy tereny te były znacznie gęściej zamieszkałe.

W szarówce krótkiego, lutowego dnia zatrzymuję się przy cmentarzu oddalonym od najbliższej wioski, u stóp górki Kostelní vrch.


Kościoła na nim nie ma, jest niewielka kaplica. I sporo starych grobów, najczęściej mocno nadgryzionych zębem czasu.




wtorek, 5 września 2017

Z Wojwodiny do Zlatiboru czyli Serbia nieoczywista

Podróż przez Wojwodinę przypomina kartkowanie atlasu geograficznego - w każdej mijanej miejscowości żyją ludzie, których przodkowie przybyli z innej części Europy.

W wiosce Svilojevo (Свилојево) większość zamieszkałych stanowią Węgrzy (węg. Szilágyi).


W Odžaci (Оџаци) zdecydowanie dominują Serbowie, ale są też Madziarzy (Hódság), Słowacy, Chorwaci, Jugosłowianie, Czarnogórcy.


W centrum fajna mozaika.


piątek, 30 czerwca 2017

Luhačovice, uzdrowisko Dušana Jurkoviča

Mówiąc o czeskich uzdrowiskach mamy zazwyczaj na myśli znane miejscowości położone na zachodzie kraju, przy granicy z Niemcami. Ale na Morawach? Też są! Największe z nich (a czwarte w całej Republice) to Luhačovice (Bad Luhatschowitz), leżące w kraju zlińskim, na pograniczu Slovácka i Valašska.


Nocujemy na kempingu nad pobliskim zalewem Luhačovická přehrada. Czwartkowy wieczór przywitał nas ładną pogodą, ale nie zdążyłem się wykąpać.


piątek, 17 marca 2017

Góry Bystrzyckie. Cz. I: dziesięć lat później

Kumpel Eco wymyślił spotkanie forum sudeckiego. Zamiast bawić się w jakieś głosowania nad terminem, pasmem i miejscem to ustalił wszystko samodzielnie: połowa marca, Góry Bystrzyckie, schronisko Jagodna. Komu pasuje to się zjawi. Komu nie pasuje to... trudno. 

Tak się składa, że właśnie minęło dziesięć lat od kiedy pierwszy raz odwiedziłem z nim ten obiekt noclegowy i tę część pasma. No, prawie dziesięć lat, bo miało to miejsce w kwietniu, a nie marcu 2007 roku 😉. Kurde, jak ten czas leci...

W piątek wczesnym porankiem wyruszamy z Górnego Śląska. Zgodnie z zapowiedziami - leje. Umykają kolejne kilometry, a pogoda się nie zmienia. Dobrze, że chociaż trafiły nam się stare składy kolejowe z przedziałami bydlęcymi, więc można było usadowić się jak człowiek.

Gorzanów (Grafenort). Wychodzimy w deszczu, choć ciut mniejszym. Wszystko jednak i tak jest mokre oraz lekko przygnębiające.


Brukowana droga prowadzi nas między najbliższe zabudowania.