Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sudety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sudety. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 września 2026

Wysoki Jesionik: Keprník i Šerák

Po wielu beskidzkich wyjazdach z tatą tym razem postanowiłem zabrać go w Sudety, a konkretnie do Wysokiego Jesionika. Na Pradziadzie już kiedyś byliśmy, więc przyszła pora na tereny położone bardziej na północ, czyli na Keprník i Šerák.

Autobusem dojeżdżamy na Červenohorské sedlo, gdzie na parkingach stoi całkiem sporo aut oraz... całkiem spora grupa policji. Wyglądają, jakby spotkali się towarzysko, bo nie zwracają większej uwagi na przemykające drogą samochody.



Červenohorské sedlo Niemcy nazywali Roter-Berg-Sattel, a jak się powinno nazywać po polsku? Otóż, według Czechów, jest Łęk Czerwonogórski! Taką wersję znajdziemy na tablicach ścieżki edukacyjnej (początkowo zastanawiałem się, o co chodzi) i na niektórych stronach. Bardzo twórcze tłumaczenie 😏.

Tymczasem my uderzamy do Chaty Červenohorské sedlo, aby zjeść zupę i czegoś się napić. Co prawda wjechaliśmy już na wysokość tysiąca metrów, ale przed nami jeszcze sporo wspinania.


Pradziad jako Duch Gór jest na przełęczy obecny w postaci drewnianej rzeźby; tatuś nie mógł nie zrobić sobie z nim zdjęcia 😊.


sobota, 16 maja 2026

Hvězda i Štěpánka na krańcach Karkonoszy

Będąc w Kořenovie postanowiliśmy skoczyć też na górskie szlaki, żal byłoby takiej lokalizacji nie wykorzystać. Większość gminy położona jest w Górach Izerskich, jednak my wybraliśmy ten fragment, który należy do Karkonoszy. A przynajmniej tak się wydaje 😏.

Samochód zostawiamy na parkingu w Příchovicach, o którym już dwukrotnie wspominałem. Miałem pewne obawy, czy w niedzielę nie będzie zapchany autami, ale oprócz nas stały tylko dwa wozy i pewien dziadek walczący z wiatrem. Miłą niespodzianką był fakt, że na parkingu witał toi-toi, czysty i wyposażony w papier. Płacisz i wymagasz!


Pierwsze ładne widoki mamy już z parkingu. Są więc Góry Izerskie z Jizerą i Bukovcem.



Najbardziej imponująca jest sylwetka Ještědu, wznoszącego się nad Libercem. Natomiast na prawo mamy oddalony o pięć kilometrów Tanvaldský Špičák z restauracją i wieżą widokową.



poniedziałek, 11 maja 2026

Kořenov

Kořenov to gmina wiejska położona na pograniczu Gór Izerskich i Karkonoszy. W obecnym kształcie jest dość młoda, bo powstała w 1960 roku z połączenia niezależnych do tamtej pory miejscowości: miasteczek Polubný (Polaun) i Příchovice (Stefansruh) oraz wiosek Rejdice (Reiditz) i Jizerka (Klein Iser). Prawie każda z nich posiadała także przysiółki, zatem połączono w jedno kilkanaście osad. Nazwę nowej jednostki administracyjnej przyjęto od niewielkiego Kořenova (Wurzelsdorf), który do tej pory był częścią Polubnego. Powstała gmina rozległa, ale mocno rozproszona - w górskim terenie zabudowę oddzielają ciągnące się przez kilka kilometrów lasy, łąki i pola. 


W przeszłości na tym terenie działał przemysł szklarski, a także drzewny, wypalano węgiel. W XIX wieku, w związku ze wzrostem zainteresowania górami, uruchomiono nawet niewielkie uzdrowisko, które przetrwało pięć dekad. W kolejnym stuleciu, zwłaszcza po II wojnie światowej, turystyka stała się numerem jeden, zresztą chyba nie było innego wyjścia. Liczba mieszkańców spadła wielokrotnie, wiele domów zostało opuszczonych albo zmieniły się w letniskowe. Dominującą cechą krajobrazu stały się restauracje i pensjonaty. 


Z racji bliskości Izerów i Karkonoszy, a także lokalizacji tuż przy granicy z Polską i z popularnym Harrachovem, Kořenov jest często odwiedzany przez turystów, ale raczej na krótko. Ja również do niedawna tylko przez niego przejeżdżałem, ale w kwietniu udało nam się tam zanocować. Wybrałem osadę zwaną dawniej Tesařov (Schenkenhan), znajdującą się w centrum gminy i przy głównej drodze.


Kawałek nad domami znajduje się Tesařovská kaple (Bergkirche Schenkenhan) - moim zdaniem jeden z najładniejszych obiektów sakralnych w Sudetach! To ewangelicka kaplica z 1909 roku o prostej, lecz jakże wpadającej w oko bryle!


wtorek, 5 maja 2026

Męski wypad w Góry Opawskie

Z okazji urodzin wymyśliłem sobie męski wypad w góry z noclegiem na dziko. Od razu wybrałem Góry Opawskie, bo najbliżej, więc i najtaniej, cała reszta się zmieniała. Początkowo chciałem ruszyć w środku tygodnia, potem zmieniłem na niedzielę. Miało nas być więcej, ale niektórzy z zaproszonych dali mi kopa w tyłek, a innych kopnęła w tyłek robota. Zaplanowałem widokową trasę z widokami na Kopę Biskupią i Pradziada, lecz prognozy zrobiły się tak paskudne, że porzuciłem ją na rzecz mniej górskiej, a bardziej knajpowej. Ostatecznie pojechaliśmy we trójkę (ja, Bastek i Kaper) i w niedzielne przedpołudnie meldujemy się w Zuckmantlu, czyli w Zlatych Horach. O dziwo, jest nawet trochę słońca na niebie. 


Obok dworca autobusowego siedzi grupa miejscowym i wesoło biwakuje, natomiast my odwiedzamy najpierw azjatycki sklep, a potem uderzamy do znanego mi i Bastkowi lokalu, czyli dawnego Hostinca Koruna. Strzela pierwsza szklanica!


Niestety, hostinec też od pewnego czasu prowadzą Wietnamczycy i większość uroku tego miejsca uleciała. Co prawda siedzi kilku starszych Czechów zatopionych w dyskusji i piwie, ale skośne oczy czujnie obserwujące każdy ruch i podskakujące z propozycją kupna przy każdym kroku odbierają człowiekowi chęć na dłuższe posiedzenie.


Postanawiamy zmienić knajpę na taką w bocznej uliczce. Wstyd się przyznać, ale o niej nie wiedziałem! Tam na razie pusto, lecz sącząca się z głośników klasyczna czechosłowacka muzyka wprawia w dobry nastrój.


sobota, 31 stycznia 2026

W okolicach Gór Łużyckich: Zittau, Oybin i Krompach

Jadąc w grudniu do Czech postanowiłem zajrzeć też na chwilę do Niemiec, a konkretnie do Saksonii, lub, jak kto woli, na Łużyce Górne. Po zjechaniu z autostrady A4 kierujemy się na południe wzdłuż Nysy Łużyckiej, po jej polskiej stronie. Już z daleka widać elektrownię Turów w Turoszowie (Türchau), z bliska zaś robi jeszcze większe, wręcz gigantyczne wrażenie.



Niezgodnie z prognozami na niebie króluje słońce, ale w oddali widać chmury przyczajone na terenach podgórskich. W pewnym momencie biała mgła podeszła aż do drogi i zatrzymała się na wale przeciwpowodziowym. Wyglądało to bardzo ciekawie, dwa światy walczyły ze sobą.


Główne przejście graniczne w Sieniawce (Kleinschönau) obstawione jest przez kilka wozów polskich pograniczników, ich niemieckich odpowiedników ledwo widać.
Granicę przekraczamy kawałek dalej, mniejszym mostem. Po niemieckiej stronie nikogo, po polskiej radiowóz i czający się mundurowi. Wbrew powszechnej opinii Niemcy nie zawiesili zasad Schengen - wprowadzili wyrywkowe kontrole, lecz cała granica pozostała otwarta. Zmieniła to dopiero Polska: na wniosek premiera zawieszono swobodny przepływ osób i wyznaczono listę miejsc, w których można zmieniać kraj. Znowu zdrowy rozsądek przegrał z polityką, bo realnych pożytków nie ma z tego żadnych.


Do Rzeszy wjeżdżamy z duszą na ramieniu; w końcu patriotyczne media non stop alarmują, że Niemiec tak naprawdę już nie ma, a migranci zrobili z tego kraju piekło. Na szczęście na początku nic złego się nie dzieje, napisałbym wręcz, że przedmieścia Zittau (Żytawa, łuż. Žitawa) sprawiają bardzo senne wrażenie.


środa, 21 stycznia 2026

W wigilię sylwestra na Biskupią Kopę

Nie sądziłem, że w starym 2025 roku pojadę jeszcze w góry, ale w wigilię sylwestra nie wytrzymałem i ruszyłem w stronę Kopy Biskupiej. Pierwsze dokładniejsze spojrzenie padło jak zwykle z pól przed Prudnikiem. Widać, że jest szansa na odrobinę śniegu.


Kolejne z bocznej drogi między Charbielinem a Jarnołtówkiem. Z tego ujęcia Kopa wygląda nawet ciut groźnie.


Wzgórze Czapka (Hutberg), stały element panoramy z Kopy, teraz oglądane z niskiego poziomu.


Zanim wskoczę na szlak, to jeszcze wizyta w Zlatych Horach (Zuckmantel). O ile na otwartej przestrzeni śniegu nie ma za dużo, o tyle w miejscowości atmosfera zrobiła się zimowa.



czwartek, 15 stycznia 2026

Góry Bystrzyckie: Neratov - Jagodna - Chatka Sylwestrowa - Orlické Záhoří

Pewnego grudniowego razu w Górach Bystrzyckich panowała piękna pogoda. A przynajmniej tak zapowiadały niektóre prognozy, podczas gdy inne sugerowały coś zupełnie innego. Jadąc w ich kierunku rzeczywiście mieliśmy nad sobą czyste niebo, ale im bliżej gór, tym więcej gromadziło się chmur. Czyżby znowu miała nas dorwać klątwa pogodowa? Może jednak nie. Gramoląc się autem w stronę przełęczy Spalonej zatrzymujemy się, aby podziwiać widoki w stronę Kotliny Kłodzkiej i gór na jej wschodnim obrzeżu: jest Masyw Śnieżnika, jest Jawornik Wielki i Borówkowa. A w dole mgły.



Na przełęczy Spalonej stoją dwa wozy bojowe i jeden opancerzony ambulans. Wojsko z nami? Czy może czeka na atak z Czech?

Zjeżdżając w stronę granicy na skraju lasu obserwujemy piękny spektakl w wykonaniu chmur, które ocierają się o zbocza Gór Orlickich.




W dole zabudowania Mostowic (Langenbrück) oraz Orlickégo Záhoří. Szkoda, że nowy biały dom psuje tę panoramę. 


środa, 29 października 2025

Pogranicze Sudetów Środkowych i Wschodnich: szlaki i wieże widokowe wokół Králík(ów)

Králíky (Grulich) to miasto, które otaczają trzy pasma: Góry Hanuszowickie (Hanušovická vrchovina, Hannsdorfer Bergland), Góry Orlickie (Orlické hory, Adlergebirge) oraz Masyw Śnieznika (Králický Sněžník, Glatzer Schneegebirge). W tym ostatnim już w tym roku byliśmy, więc w połowie września postanowiliśmy odwiedzić dwa pierwsze.

Jest czwartkowe wczesne przedpołudnie (albo późny poranek), gdy parkujemy samochód niedaleko rynku. Pogoda na razie nie rozpieszcza, z nieba leci drobna, ale nieprzyjemna mżawka. Szybko przebieramy się z Bastkiem w odpowiednie ciuchy i zarzucamy plecaki.


Przemykamy przez mokre ulice. Z plakatów straszy Tomio Okamura, który wskazuje w przechodnia wielkim palcem. My też pokazujemy mu palce, aczkolwiek inne, a dwa tygodnie później zrobili to czescy wyborcy.

Wpadamy do knajpki niedaleko dworca autobusowego. Restaurace u Lipy to przyjemny lokal ze ścianami obitymi drewnem i dużą ilością zdjęć oraz obrazów. Jest 10.30, a oni już serwują dania obiadowe, wnętrza są pełne, zajmujemy ostatni wolny stolik! Obiadowicze w większości wyglądają na pracowników fizycznych, niektórzy na emerytów, ale to pewnie cudzoziemcy. Niedawno na pewnej czeskiej grupie przekonywano mnie, że Czesi zdecydowanie nie stołują się na mieście, a jedynie w domu, zatem niemożliwe, aby tu jedli Pepicy, chociaż świetnie mówią po czesku.
Mamy do dyspozycji tylko niecałe pół godziny, więc zamiast dwudaniowego posiłku ograniczamy się do szybkiego napoju w płynie.


Według prognoz najgorsza pogoda miała być rano, a potem stopniowo się poprawiać. Prawie im się sprawdziła, bo po wyjściu na zewnątrz okazało się, że mżawka zmieniła się w normalny deszcz. Smagani wodą maszerujemy na dworzec kolejowy, gdzie kupuję bilety i wypijamy kilka łyków mikstury z wielkiej plastikowej butelki, którą Bastek chowa w plecaku.
Jesteśmy lekko zdziwieni, gdy przyjeżdża skład pod szyldem Leo Express, który kojarzy się głównie z pociągami pospiesznymi. Okazuje się jednak, że tę linię firma obsługuje już sześć lat. Ma to swoje minusy - z biletem tu kupionym nie mogę się przesiąść do innych spółek.


piątek, 11 lipca 2025

Śnieżnik od czeskiej strony: zobaczyć blender i przenocować w chatce

Staré Město (Mährisch Altstadt) to nieduże morawskie miasteczko pełne zabytków, otoczone trzema sudeckimi pasmami górskimi. Będzie naszym punktem startowym. Parkujemy bezpłatnie* w samym centrum i, jako pierwszy krok, zaglądamy pod renesansowy kościół św. Anny oraz na cmentarz, gdzie zachowało się sporo starych grobów.



Następnie, już z plecakami i w górskim obuwiu, zachodzimy na pobliski rynek i odwiedzamy restaurację Národní Dům; to jedyny przybytek otwierany o dziesiątej, a ta poranna godzina właśnie wybiła. Jesteśmy pierwszymi klientami, ale inni spragnieni zimnego piwa zjawiają się niewiele później. Jak to w czeskiej lokalnej knajpce prawie wszyscy się znają i mają swoje stałe miejsca. Nieświadomi usiedliśmy przy "zajętym" stole, więc po jakimś czasie zjawia się dwóch wielkich jegomości, którzy - nie mówiąc ani słowa - dosiadają się do nas, sapiąc, jęcząc i wzdychając. Dzielnie wytrzymaliśmy ich obecność 😏.


Kilka początkowych kilometrów moglibyśmy przejechać autobusem, ale wybieramy opcję dłuższego posiedzenia w restauracji. Poza tym jest piękna pogoda, a ten odcinek widokowy, więc szkoda byłoby go ominąć. Najpierw schodzimy z rynku w dół w dolinę rzeki Krupá (Graupa), gdzie za dworcem kończą się tory z Hanušovic, stoi kilka modernistycznych willi, a pod jedną ze stodół Bastek zauważa otoczoną połamanymi wiadrami bryczkę.
- Przecież takie coś warte jest grubą kasę, a ktoś go sobie tak postawił! - woła.



piątek, 14 marca 2025

Rychleby: Złoty Stok - Jawornik Wielki - Bílá Voda

Często człowiek zaczyna się mocno głowić, gdzie skoczyć na szybko w góry, aby nie powtarzać utartych tras i jeszcze zobaczyć coś nowego. I jeszcze żeby było względnie blisko! No to wymyśliłem: Rychleby/Góry Złote. Co prawda byłem w nich w styczniu, lecz wtedy kręciliśmy się nad Jeseníkiem, a teraz wybrałem dokładnie przeciwne: północno-zachodnią część pasma i to głównie po polskiej stronie.

Po godzinie dziesiątej dojeżdżam do Złotego Stoku (Reichenstein). Liczyłem, że zaparkuję gdzieś w pobliżu wapienników, ale wszędzie prywatny teren, więc jestem zmuszony podjechać w górę aż na plac Mickiewicza. Tam, wśród historycznej zabudowy, jest kawałek powierzchni na zostawienie auta. Po sąsiedzku działał kiedyś lokal "Alaska" i podejrzewam, że mimo nazwy bywało tam gorąco.



Ale wróćmy do poważnych spraw: moim głównym celem będzie Jawornik Wielki, bo tak się złożyło, że jeszcze na nim nie byłem. Co prawda opinie o tym, czy warto na niego leźć, są rozbieżne, lecz uznałem, że będzie to dobra okazja, aby je zweryfikować. No i właściwie cały dzień to będzie wędrówka po szlakach, które mnie jeszcze nie widziały, co w Sudetach wcale nie jest takie łatwe.
Na Jawornik pójdę jednak trochę okrężnie. Najpierw jednak muszę zejść w dół wzdłuż drogi krajowej, a to oznacza, że przy powrocie będę musiał się tędy wdrapać...


niedziela, 16 lutego 2025

Poszukiwanie zimy w Rychlebach: Lázně Jeseník - Lipová-lázně

Pierwszy wyjazd górski w 2025 roku zaczął się optymistycznie: przed Prudnikiem mamy słoneczko, mgiełki i zimową aurę. Aż chce się wyjść z auta i robić zdjęcia!



Niestety, wkrótce potem wszystko zakrywają chmury. W Jeseníku słońca całkowicie brak, ale za to śniegu więcej, więc coś za coś. Przed wyprawą uderzam do knajpki na powitalną IPĘ, czyli dokładnie tak samo jak w ostatni wypad 2024 roku, tylko tym razem nie sam, a z Bastkiem.


Zakładamy plecaki. Przechodzimy przez rynek i przez linię kolejową w kierunku Głuchołaz (funkcjonowała komunikacja zastępcza). To było miesiąc temu; kilka dni po naszej wizycie śnieg stopniał i wrócił na jesenickie ulice dopiero teraz.



wtorek, 7 stycznia 2025

Jesioniki: przedsylwestrowy Zlatý chlum

W przedostatni dzień 2024 roku udało mi się w końcu skoczyć w góry! Wybrałem Jesioniki, aby mieć szybki dojazd po nocce. Jednodniówka, ale dobre i to. Prognozy zapowiadały słoneczną pogodę, zastanawiałem się tylko, czy uda mi się spotkać zimę? Na to widoki były słabsze, bo obraz z kamer sugerował, że panuje tu raczej późna jesień...

Parkuję w Jeseníku (Freiwaldau), odkrywam, że miejskie toalety są nieczynne i pierwsze kroki kieruję... nie, nie na szlak, ale na ostatnie czeskie piwo przed końcem kalendarza 😏. Mam szczęście, bo akurat trafiła się IPA. Mimo wczesnej pory w knajpie już całkiem sporo ludzi, panie siedzą przy kawce, panowie przy kufelku, a jeden przytargał ze sobą laptopa.


Na zewnątrz jest dość ciepło jak na grudzień, ale ja wyobrażam sobie jakie temperatury musiały panować zimą w twierdzy wodnej. 


Jeseník był jedną z najbardziej poszkodowanych miejscowości w czasie wrześniowych powodzi. W centrum za bardzo nie widać śladów, ale są przy rzece. Biała (Bělá, Biele) niosła zniszczenia od gór aż po Głuchołazy. Jadąc w tę stronę widziałem dziesiątki uszkodzonych mostów, zerwanych kładek, osunięte brzegi wraz z asfaltem. Tu też most ma wyraźny ślad po uderzeniu czegoś ciężkiego, a koryto nadal pełne jest różnego syfu.