wtorek, 5 maja 2026

Męski wypad w Góry Opawskie

Z okazji urodzin wymyśliłem sobie męski wypad w góry z noclegiem na dziko. Od razu wybrałem Góry Opawskie, bo najbliżej, więc i najtaniej, cała reszta się zmieniała. Początkowo chciałem ruszyć w środku tygodnia, potem zmieniłem na niedzielę. Miało nas być więcej, ale niektórzy z zaproszonych dali mi kopa w tyłek, a innych kopnęła w tyłek robota. Zaplanowałem widokową trasę z widokami na Kopę Biskupią i Pradziada, lecz prognozy zrobiły się tak paskudne, że porzuciłem ją na rzecz mniej górskiej, a bardziej knajpowej. Ostatecznie pojechaliśmy we trójkę (ja, Bastek i Kaper) i w niedzielne przedpołudnie meldujemy się w Zuckmantlu, czyli w Zlatych Horach. O dziwo, jest nawet trochę słońca na niebie. 


Obok dworca autobusowego siedzi grupa miejscowym i wesoło biwakuje, natomiast my odwiedzamy najpierw azjatycki sklep, a potem uderzamy do znanego mi i Bastkowi lokalu, czyli dawnego Hostinca Koruna. Strzela pierwsza szklanica!


Niestety, hostinec też od pewnego czasu prowadzą Wietnamczycy i większość uroku tego miejsca uleciała. Co prawda siedzi kilku starszych Czechów zatopionych w dyskusji i piwie, ale skośne oczy czujnie obserwujące każdy ruch i podskakujące z propozycją kupna przy każdym kroku odbierają człowiekowi chęć na dłuższe posiedzenie.


Postanawiamy zmienić knajpę na taką w bocznej uliczce. Wstyd się przyznać, ale o niej nie wiedziałem! Tam na razie pusto, lecz sącząca się z głośników klasyczna czechosłowacka muzyka wprawia w dobry nastrój.