Pokazywanie postów oznaczonych etykietą informacje praktyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą informacje praktyczne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 czerwca 2026

Zámek Jánský Vrch w Javorníku

Na zachodnich krańcach czeskiego Śląska znajduje się miasteczko Javorník (Jauernig). Mimo swej niedużej wielkości i peryferyjnego położenia jest znane wśród turystów, zwłaszcza polskich - zapewne fakt, że miejscowość z trzech stron graniczy z Polską ma swoje znaczenie. Przede wszystkim jednak Javorník jest naprawdę ładny i posiada liczną zachowaną zabytkową zabudowę, widać to szczególnie na rynku.


O samym mieście już kiedyś pisałem, tutaj chciałem zaprezentować jego największą atrakcję, czyli górujący nad starówką zámek Jánský Vrch (Johannesberg).


Z dołu zamek wygląda skromnie, a namalowane na ścianach okna nie dodają mu powagi. Dopiero z bliska nabiera się do niego szacunku.


Do zamku można podejść stromymi schodami albo wspiąć się kilkoma różnymi ścieżkami. Z podejścia są bardzo ładne widoki na miasteczko i na okolicę; za domami zaczynają się Góry Rychlebskie.



Stając na dziedzińcu w końcu widać, że zamek nie jest taki mały i składa się z kilku części, dodatkowo otaczają go zabudowania gospodarcze.



środa, 17 grudnia 2025

Jarmark bożonarodzeniowy w Ústí nad Labem

W roku 2025 postanowiliśmy odwiedzić jarmark bożonarodzeniowy Ústí nad Labem. Nietypowo i nieco ryzykownie. Ústí (zwane po polsku Ujściem nad Łabą, a po niemiecku Aussig an der Elbe) nie jest zbyt popularne wśród turystów, zarówno zagranicznych, jak i nawet czeskich. Ba, można napisać, że w ogóle nie jest popularne, w przewodnikach poświęcone mu jest zazwyczaj maksymalnie kilka zdań. Taka sytuacja rodzi plusy i minusy: z jednej strony nie będziemy się musieć przebijać przez tłumy ludzi, z drugiej impreza może okazać się mała i po prostu słaba (jak kiedyś w Libercu). Ze zdjęć dostępnych w internecie wynikało, że rzeczywiście nie ma co liczyć na jakiejś fajerwerki, ale w sumie do szczęścia nie potrzeba aż tak wiele: wystarczy, aby były grzańce, jakieś jedzenie, przyzwoite ceny i występy, przy których można spędzić miło czas. A to wszystko Ústí mogło zaoferować.



Jarmark odbywa się na jednym z głównym placów miasta: Lidické náměstí można wręcz uznać za rezerwowy rynek (ten główny przecina droga i ma pochyłą nawierzchnię, więc pewnie z tego powodu się nie nadawał). Otoczony jest głównie socrealistyczną zabudową, wyjątkiem jest zachodnia strona, gdzie stoi neobarokowy teatr. Ogólnie całość nie wygląda źle i nawet się ze sobą komponuje.



Lidické náměstí też ma swoje minusy - na przykład klomby przeszkadzające w poruszaniu się pomiędzy jednym rzędem stanowisk.



środa, 18 grudnia 2024

Jarmarki bożonarodzeniowe w Ostrawie!

Kiedy w kalendarzu pojawi się karta z napisem "grudzień", to znak, że nadszedł czas na jarmarki bożonarodzeniowe. Po roku przerwy wracam na nie do Republiki Czeskiej. Tym razem wybrałem Ostrawę - szybki i sprawny dojazd, a z racji swej wielkości oferuje kilka możliwości w tym temacie.
Przebywając w stolicy kraju morawsko-śląskiego porównywałem tutejszy jarmark z katowickim - w stolicy województwa śląskiego byłem dzień wcześniej, żeby dokładnie wszystkiemu się przyjrzeć i mieć najświeższe informacje z pierwszej ręki. Dlaczego porównuję akurat te dwa miasta? Ostrawa i Katowice to od wielu dekad miejscowości partnerskie. Mają niemal taką samą liczbę mieszkańców i są największe na Górnym Śląsku (Ostrawa połowicznie, ponieważ spora jej część - w tym centrum - leży na Morawach). Od pewnego czasu nawet wzajemnie się polecają: w Katowicach zachęcali do odwiedzin jarmarku w Ostrawie, w Ostrawie zachęcali do odwiedzin Katowic. Mamy zatem świetną okazję do obejrzenia, jak miasta podobnej skali podchodzą do takiej samej imprezy. Wnioski z tego porównania zaprezentuję na końcu, natomiast teraz skupmy się na Ostrawie.


Główny jarmark odbywa się na rynku Morawskiej Ostrawy - Masarykovym náměstí. Rynek ten z trzech i pół strony otoczony jest przeważnie zabytkową zabudową, jedynie pół zachodniej pierzei to wolna przestrzeń i tam lubi hulać wiatr. Nie jest to architektura w stylu Wrocławia albo Krakowa, ale ogólnie ładnie tu w otoczeniu starego ratusza, kolumny maryjnej i kamieniczek. Tylko jeden z domów handlowych, pochodzący z ostatniej dekady komunizmu, średnio pasuje do reszty.




środa, 6 listopada 2024

Nad Jeziorem Ochrydzkim: Struga i Kaliszta

Młoda funkcjonariuszka macedońskiej straży granicznej pyta się, dokąd jedziemy.
- Nad Jezioro Ochrydzkie - odpowiadam.
- Aach, Ochrydzkie - rozmarzyła się. - Tam jest pięknie, udanego pobytu!
Na pewno będzie udany, choć wjeżdżamy do państwa, które niedawno wprowadziło stan wyjątkowy. Powodem są szalejące od pewnego czasu pożary. Pojawiają się one w Macedonii Północnej co roku, ale te w 2024 były wyjątkowo duże i władze nie radziły sobie z gaszeniem ich przy wykorzystaniu standardowych środków. Paradoksalnie temperatury tego lata były nieco niższe niż poprzedniego, lecz być może na taką skalę zniszczeń złożyło się kilka innych czynników: mieszkańcy opowiadali, że zbyt długo trwała susza, od bardzo dawna nie padało. Macedoński rząd bał się, że stan wyjątkowy wystraszy turystów, mimo, że pożary występowały głównie w środkowej i wschodniej części kraju, gdzie obcokrajowcy prawie nie zaglądają. Wystarczy jednak, że taki turysta z Polski przeczyta komunikat polskiego ministerstwa spraw zagranicznych, które z automatu zaczęło ostrzegać przed podróżami do Macedonii, a zacznie zastanawiać się nad odwołaniem wycieczki lub zmianą kierunku.

Kawałek za przejściem dostrzegam, że tablicę wjazdową wymieniono połowicznie: nazwa kraju jest aktualna, lecz kod samochodowy pozostał sprzed zmiany w 2019. Swoją drogą w trzech przypadkach podniesiono limit prędkości, co się praktycznie teraz już nie zdarza!


Dzisiejszy dzień to przede wszystkim dojazd na nocleg, nie zakładałem żadnego dłuższego zwiedzania, tylko naciskanie pedału gazu. A Macedonia to przecież góry. Trudno się dziwić, że w drugim najbardziej górzystym kraju Europy (a siódmym świata) widać je praktycznie wszędzie.



niedziela, 3 marca 2024

Muzeum Stasi w Berlinie

W czasach komunizmu nazwa "Stasi" była powszechnie znana i budziła równie powszechny lęk. Bezpieka Niemieckiej Republiki Demokratycznej często uważana była za najgorszą wśród państw demokracji ludowej, pod niektórymi względami przewyższającą nawet służby radzieckie. 


Infiltracja społeczeństwa osiągnęła poziom trudny do wyobrażenia. Pod koniec istnienia, w kraju liczącym szesnaście milionów mieszkańców, na etacie Stasi pracowało prawie sto tysięcy cywilnych osób plus kilkanaście tysięcy żołnierzy i oficerów. Jeśli chodzi o tajnych współpracowników, to było ich co najmniej sto pięćdziesiąt tysięcy, ale są liczby mówiące o połowie miliona, a nawet o dwóch milionach obywateli, którzy choć raz złożyli jakiś raport lub donos! Szacuje się, że co najmniej jeden na sześćdziesięciu trzech Niemców ze wschodu współpracował ze Stasi, a gdyby wziąć pod uwagę najbardziej skrajne liczby, to statystycznie w każdym spotkaniu, w którym brało więcej niż siedem osób, znaleźlibyśmy jednego informatora bezpieki. Dla porównania Służba Bezpieczeństwa w ostatnim roku Polski Ludowej posiadała prawie czterokrotnie mniej oficjalnych pracowników i połowę mniej tajnych współpracowników przy ponad trzykrotnie większej liczbie mieszkańców kraju. W takiej sytuacji Stasi byłaby służbą z największym w historii nadzorem nad społeczeństwem, o wiele większym niż chociażby Gestapo w III Rzeszy, a NRD uzyskałoby tytuł najbardziej szpiegowanego wewnętrznie państwa na świecie. 
Rok 1989 pokazał, że nawet takie trzymanie narodu za mordę nie gwarantuje przetrwania reżimu.


sobota, 16 grudnia 2023

Jarmarki bożonarodzeniowe w Berlinie

Dla miłośników jarmarków bożonarodzeniowych Berlin będzie prawdziwym rajem: organizuje się ich tam kilkadziesiąt! Dokładna liczba nie jest mi znana, oficjalna strona miasta mówi o ponad sześćdziesięciu, ale trafiałem na informacje, że ilość mogła przekroczyć setkę! W każdym razie nawet niższa z tych liczb jest imponująca, biorąc pod uwagę, że zazwyczaj miejscowości organizują taki jarmark jeden, ewentualnie kilka. Taka mnogość nie może jednak dziwić, bo w końcu kraje niemieckie to ojczyzna Weihnachtsmarktów: pierwsze pojawiły się już w XIII wieku, natomiast najstarszy berliński odnotowany został w 1529 lub w 1530 roku. Jarmarki organizowano nieprzerwanie w kolejnych wiekach, również w czasie podziału miasta odbywały się zarówno w zachodniej, jak i we wschodniej części. Dziś przyciągają miliony turystów z całego świata. Naprawdę miliony.


Jarmarki w Berlinie są bardzo różne: małe, duże oraz ogromne. Niektóre mają po kilkaset stanowisk. Najwcześniejsze zaczynają się pod koniec listopada, najdłuższe trwają do początku stycznia. Małe, dzielnicowe jarmarki potrafią trwać tylko przez jeden weekend albo kilka dni. Są jarmarki standardowe, jak w każdym innym kraju, są i tematyczne: historyczne, rzemieślnicze, żydowskie, japońskie, fińskie, karaibskie, afrykańskie, bajkowe, magiczne, LGBTQIA, parafialne, dla psów (jak sądzę dla ich właścicieli również), perwersyjne i tak dalej. Większość jarmarków jest bezpłatna, niektóre pobierają wstęp w cenie kilku euro, jest co najmniej jedna impreza all inclusive, gdzie płaci się na wejściu i cała reszta jest już darmowa. Oferta jest naprawdę imponująca! Zastanawiam się, ile potrzebowałbym czasu aby odwiedzić wszystkie jarmarki? Miesiąc? Krócej? Dłużej? Mi musiały wystarczyć tylko trzy dni, więc zajrzałem jedynie na kilka wybranych. Każdy z nich wciąga na dłużej i choć w jakiś sposób wszystkie są trochę do siebie podobne, to za każdym razem z taką samą fascynacją przechadzałem się pomiędzy straganami.


wtorek, 24 października 2023

Albańskie deżawi: kemping nad Jeziorem Szkoderskim i droga SH6

Kiedy pierwszy raz przyjechałem do Albanii kraj ten odwiedzało rocznie nieco ponad trzy miliony turystów. Było to w 2012 roku. W 2023 szacowano, że państwo z dwugłowym orłem w herbie może spodziewać się dziesięciu milionów turystów! Nawet jeśli największą grupą przekraczających granicę są mieszkańcy Kosowa, to i tak robi to ogromne wrażenie, zwłaszcza, że liczba ta trzykrotnie przebija populację Albańczyków mieszkających w ojczyźnie! Dla porównania: według GUS Polskę odwiedziło w ubiegłym roku szesnaście milionów turystów z zagranicy.
To dość zaskakujące biorąc pod uwagę, że jeszcze nie tak całkiem dawno Albania była białą plamą na turystycznej mapie. Jeśli już pojawiała się w przestrzeni publicznej, to zazwyczaj jako kraj dziki, zacofany i niebezpieczny. We wspomnieniach polskich przewodników* przytaczane są opowieści, jak to po propozycji wyjazdu do Albanii wśród klientów zapadała cisza lub konsternacja. Niektórzy nawet mylili ją z Algierią 😏.


Ale to w sumie nic nowego, bo praktycznie przez całą historię ludzkości tereny te spowijała mgła niewiedzy albo obojętności. Położone na uboczu, prawie same góry, wojownicze klany i plemiona ciągle walczące albo z Turkami albo ze sobą. Kiedy nieco ponad sto lat temu Albania pojawiła się jako państwo, to głównie dzięki zachodnim mocarstwom, którzy nie chcieli wzmocnienia jej sąsiadów. W okresie międzywojennym również mało kto się Albanią zajmował, może poza faszystowskimi Włochami. Dalej była na uboczu, dalej państwo klanowe i nieprzewidywalne. Stanowczo odradzano jej odwiedziny w celach turystycznych. Gdy w latach dwudziestych chciał tam pojechać pewien Amerykanin usłyszał od zorientowanego Persa (!), że "nie ma tam nic do oglądania. Jedynie czarne kamienie. I nie ma domów, tylko małe twierdze ze szkła (?) z otworami, z których wystają karabiny. Gorzej niż na Dzikim Zachodzie! Kentucky, Tennessee to są wobec Albanii sieroty. Tam jest Timbuktu, drogi panie. Niech pan tam nie jedzie! Bóg stworzył Albańczyków... po kłótni z teściową**. Enver Hodża stworzył po wojnie komunistyczną satrapię: ucywilizował społeczeństwo, ale całkowicie odizolował je od świata. Żaden kraj, może poza Koreą Północną, nie był chyba aż tak chorobliwie niechętny kontaktom zewnętrznym. Po obaleniu komunizmu wcale nie było lepiej: katastrofa gospodarcza, prawie wojna domowa w wyniku upadku piramid finansowych, konflikt w sąsiednim Kosowie. Czy ktoś normalny by tam pojechał?
A jednak jeździli. A w ostatniej dekadzie coraz częściej. Myślę, że tych nowych turystów przyciągały tu przede wszystkim trzy rzeczy:
* chęć przeżycia przygody w dzikim kraju (oczywiście "dzikim częściowo ucywilizowanym", bez przesady),
* niskie ceny,
* fakt, że znajomi już tam byli wcześniej i wrócili żywi z pięknymi zdjęciami.
I potem często pojawia się rozczarowanie. Bo pojechali ludzie do kurortów, a tam hotele, asfalt i plaże z rzędami leżaków. Gdzie ta dzikość?
Bo wcale nie jest tak tanio, zwłaszcza na wybrzeżu morskim. Rzecz jasna taniej niż w Chorwacji, ale nic za pół darmo.
No i żeby zrobić piękne zdjęcie to trzeba się namęczyć, bo wokół leżą śmieci, padlina albo stary Mercedes. 
Ciężki jest los turysty.


poniedziałek, 8 maja 2023

Telcz (Telč). Warto zajrzeć na rynek

Telcz (Telč, Teltsch) to miasto leżące w południowo-zachodniej części Moraw. Miasto niewielkie, liczące nieco ponad pięć tysięcy mieszkańców, ale pod względem urody przebijające wiele metropolii. Przed ponad trzydziestu laty zostało wpisane na listę UNESCO w pierwszej trójce ówczesnej Czechosłowacji (obok Pragi i Czeskiego Krumlowa). "Bajkowe miasto, najpiękniejsze miasto Moraw, perełka" - takie opisy wyskakują po wpisaniu do przeglądarki odpowiedniego hasła. Nie podejmę się oceny, czy to rzeczywiście numer jeden na Morawach, lecz niewątpliwie ścisła ich czołówka.

Jądro Telcza (lub Telczi, bo w języku czeskim jest ona rodzaju żeńskiego) stanowi Vnitřní město (Innenstadt), centralna dzielnica otoczona z trzech stron wodą. A w jej środku znajduje się rynek - náměstí Zachariáše z Hradce - jeden z najciekawszych w kraju: długi na kilkaset metrów, szeroki na kilkadziesiąt, otoczony w całości zabytkową zabudową. Dziesiątki kamienic zdobionych fasadami renesansowymi i barokowymi, rzadziej klasycznymi i empire. To właśnie on stał się podstawą wpisu dla UNESCO.


Pierwotnie domy na rynku były drewniane, dopiero po pewnym czasie zaczęły pojawiać się kamienne kamienice, ale miasto padało ofiarą pożarów, więc dzisiejszy wygląd starówki to efekt kolejnych odbudów po niszczycielskiej sile ognia. Najwięcej wniósł w 16. stuleciu Zachariáš z Hradce (Zacharias von Neuhaus), którego imię nosi rynek. Był najważniejszym cesarskim urzędnikiem na Morawach, ale przede wszystkim właścicielem Telcza i dobrym gospodarzem.


Przebywałem w Telczu kilka dni, więc widziałem rynek w różnych porach dnia i nocy oraz przy zmiennej pogodzie. Za każdym razem robił takie samo duże wrażenie. Północna pierzeja jest często opisywana jako najdłuższy rząd kamieniczek w Republice Czeskiej, lecz nie mam pewności, czy rzeczywiście tak jest.



środa, 15 marca 2023

Vysočina - Muzeum v přírodě i żydowski Dřevíkov

U Czechów słowo "Vysočina" może mieć rozmaite znaczenie. W najprostszej wersji to po prostu "wyżyna". Może to być także "Česká vysočina", która obejmuje większość państwa, ale także najwyższe czeskie pasma górskie. Mamy również "Kraj Vysočina" na granicy Czech i Moraw, który posiada tak adekwatną do swojego położenia nazwę jak, na przykład, województwo małopolskie w stosunku do Małopolski. Dalej - "Vysočina" to rodzaj czeskich jabłek, jak i czeskiego salami, ponoć podobnego do węgierskiego. Wreszcie "Vysočina" to gmina w środkowej części Republiki, niedaleko Chrudima. Jest ona o tyle nietypowa, że składa się z kilku wiosek, ale żadna nie nazywa się... Vysočina 😛. Nazwę nadano odgórnie tworząc gminę w latach 60. ubiegłego wieku i to ona - nie salami i nie jabłka - mnie interesuje, ponieważ na jej terenie działa większość obiektów Muzeum v přírodě Vysočina.


W niewielkiej osadzie Veselý Kopec znajduje się skansen, jeden z tych mniej znanych, przynajmniej dla mnie do niedawna. Prezentuje on ludową zabudowę pasma górskiego Železné hory, a także wsi wokół miast Hlinsko, Polička i Litomyšl; jest to więc głównie dzisiejszy kraj pardubicki. Przyznam się szczerze, że architekturą wiejską tej części Czech do tej pory się nie interesowałem, pora była więc nadrobić braki.

Na dzień wizyty w skansenie wybraliśmy jesienne południe, w dzień powszedni. Jak słusznie podejrzewałem - jesteśmy tu kompletnie sami, nie licząc obsługi i znikających wśród nabierających kolorów drzew ptaków.
 

wtorek, 13 grudnia 2022

Pardubice - jarmark bożonarodzeniowy

Tradycyjnie grudniową porą podążam na zagraniczne jarmarki bożonarodzeniowe i zazwyczaj udaję się do Republiki Czeskiej. Tym razem wybrałem Pardubice (Pardubické Vánoční Trhy). Byłem już tu na jarmarku w 2013 roku i wówczas bardzo mi się podobał, z nadzieją więc jechałem i tym razem. Preferuję niezbyt oczywiste miejscówki na takie imprezy, gdyż wtedy jest szansa, że nie zadepczą nas tłumy. Niestety, powtórna wizyta w Pardubicach przyniosła pewne rozczarowania, ale po kolei.

Pardubicki jarmark odbywa się na rynku (Pernštýnské náměstí) - jest to bardzo ładny plac otoczony urokliwymi kamienicami oraz pięknym, neorenesansowym ratuszem. W środku stoi Kolumna Maryjna oraz oświetlone, wystrojone drzewko.


Jarmark rozpoczął swoją działalność w ostatnią niedzielę listopada, czyli w pierwszą niedzielę adwentu. Potrwa, jak co roku, do 23 grudnia. Stanęło tu nieco ponad dwadzieścia budek oraz scena, na której odbywają się różnego rodzaju koncerty, a także wyświetla się filmy. Brzmi nieźle.


wtorek, 29 listopada 2022

Góry Galičica - wejście na Magaro

Galičica (Galiczica, Галичица) to pasmo górskie w Macedonii, położone pomiędzy Jeziorem Ochrydzkim i jeziorem Prespa. Z racji łatwej dostępności oraz braku większych trudności na szlakach są to chyba najpopularniejsze góry w kraju wśród turystów zagranicznych, a na pewno najwięcej z nich relacji w internecie.


Przez góry i istniejący tu park narodowy biegnie asfaltowa droga, łącząca brzegi obu jezior. To właśnie ona znakomicie ułatwia dostęp do szlaków. Od strony Jeziora Ochrydzkiego zaczyna się ona przy skrzyżowaniu z trasą Ochryda - Sveti Naum. Następnie mamy ponad 14 kilometrów zakrętów, auto wdrapuje się na wysokość 1600 metrów, czyli na przełęcz Baba, a potem trochę zjeżdża w dół do punktu startowego przy węźle szlakowym. Oznacza to, że musimy pokonać ponad 700 metrów, a licząc od Ochrydy około 1150 metrów przewyższenia, aby wspiąć się na poziom wyższy niż Pilsko w Beskidzie Żywieckim. Z tego też powodu cały poranek zamartwiałem się, czy mój Opel da radę, skoro dwa dni wcześniej padł przy znacznie mniejszych podjazdach. Na szczęście dał, ponieważ jechałem spokojnie, nie nadużywałem gazu, a szosa jest dobrze wyprofilowana, aby wysokości nabierać powoli. Jedyną dolegliwością było stado krów, które ją w pewnym momencie zatarasowało 😏. Pokonawszy tę drogę już czułem się jak zdobywca, choć jeszcze nie zdążyłem wyjść na szlak.


Pod przełęczą Baba na prowizorycznym parkingu (kawałek przestrzeni wzdłuż asfaltu) stoi kilka samochodów, ale ludzi brak, musieli pójść w górę. Temperatura, w porównaniu z poprzednimi dniami, jest przyjemna i wynosi jedynie 24 stopnie. W powietrzu latają jakieś dziwne robale, ni to pszczoły, ni to muchy...


sobota, 1 października 2022

Albania północna: odrobina luksusu i szczypta interioru. A także wycieczka rowerowa do mostu w Mat.

Zazwyczaj pierwszym albańskim miastem na mej drodze jest Szkodra (Shkodër  lub Shkodra). Lubię ją. W centrum niektóre ulice z wyremontowanymi domami przypominają południowe Włochy, ale wystarczy czasem przejść dalej kilkaset metrów i zaczyna się typowy albański misz masz.



Wymieniamy walutę, kupujemy trochę pamiątek dla rodziny i znajomych, po czym jedziemy kilkanaście kilometrów na północ, gdzie nad Jeziorem Szkoderskim znajduje się kemping Lake Shkodra Resort. Już sama nazwa sugeruje, z czym możemy mieć do czynienia.


Enklawa zachodniej Europy na Bałkanach. Choć to właściwie lekkie uproszczenie, bo Albania rozwija swój sektor turystyczny w niesamowitym tempie i widok obrazków niczym nie odbiegających od wybrzeża znacznie bogatszych krajów nie jest dziś wcale taki rzadki. Nie da się jednak ukryć, że tutejsze okolice są dość biedne i wśród nich ten kemping jawi się jak z innej planety. Jest czysto, równo, porządnie. Napisałbym, że "po europejsku", lecz na każdym znanym mi albańskim kempingu było podobnie z bardzo prostego powodu: korzystają z nich niemal zawsze cudzoziemcy. Albańczyków zobaczymy jedynie jako obsługę. Tak było i tym razem: co prawda na parkingu stało kilka samochodów z albańskimi rejestracjami, w tym jedno na numerach dyplomatycznych, lecz wśród nocujących języka albańskiego nie uświadczyliśmy.

niedziela, 10 lipca 2022

Hodonín i Břeclav

Region Słowacko (Slovácko) nie posiada stolicy ani jednego centralnego ośrodka dominującego nad innymi. Znajdziemy tu kilka miast, z których największe mają nieco ponad dwadzieścia tysięcy mieszkańców. W tym wpisie zajrzymy do dwóch z nich, położonych w południowej części Słowacka.

Hodonín (Göding) leży przy rzece Morawie, tworzącą tutaj granicę z Republiką Słowacji. Jeśli chodzi o historię, to najpierw wybudowano w XI wieku warownię, przy której dwa stulecia później powstało miasto. Lokalizacja sprawiła, że wydarzenia w sąsiednich Górnych Węgrzech miały wpływ na miejscowość; na przykład w 1605 roku powstańcy węgierscy Hodonín zdobyli i puścili z dymem. W kolejnych wiekach miasto się rozwijało, zaczęła się industrializacja, co oznaczało założenie dużej fabryki tytoniu, następnie cegielni, a w końcu cukrowni, w pewnym okresie najnowocześniej w Europie.
U progu Wielkiej Wojny miasto było dwujęzyczne: Niemcy, osiedlający się tu od średniowiecza, stanowili niemal połowę mieszkańców; do nich należy doliczyć co najmniej kilkuset Żydów. Po utworzeniu Czechosłowacji ludność niemieckojęzyczna w większości wyemigrowała, a po II wojnie światowej, Holocauście i dekretach Beneša, Hodonín stał  się w końcu niemal całkowicie czeski, choć... nie do końca, lecz o tym jeszcze wspomnę 😏.
 
Zgodnie z malunkiem sfotografowanym w przejściu podziemnym Hodonín to także "miasto nafciarzy", ale akurat o miejscowej historii tego przemysłu praktycznie nie znalazłem informacji. W każdym razie niedaleko dworca kolejowego funkcjonuje "Muzeum wydobycia naftowego i geologii".

 
Hodonín nie posiada zabytków zapierających dech w piersiach, ale zobaczymy tu kilka ciekawych (przynajmniej dla mnie) miejsc. Ogólnie to zwyczajne, ale dość przyjemne miasto i w dodatku prawie pozbawione innych zagranicznych turystów. 

Główny plac nazywa się - co za zaskoczenie - Masarykovo náměstí. Stoi przy nim ładny ratusz z początku ubiegłego stulecia.



wtorek, 22 marca 2022

Vinohrady, Žižkov i Vršovice, czyli Praga nieoczywista

Współczesna stolica Republiki Czeskiej pod względem terytorialnym stanowi zlepek bardzo wielu dzielnic, które w przeszłości były osobnymi miejscowościami. To nic nowego, niemal każde duże i mniejsze miasto rozwijało się w ten sposób - do starego "jądra" dołączały sąsiednie wioski, a nawet całe miasta. W przypadku Pragi gwałtowny jej rozrost nastąpił w 1922 roku, kiedy to powstała Velká Praha; wcześniejsze próby wchłaniania sąsiadów utykały podczas prac legislacyjnych na skutek sporów pomiędzy Czechami i Niemcami, a także z powodu niechętnej postawy Wiednia, dla którego silna Praga byłaby konkurencją.

W spłodzonym tekście chciałbym się zająć trzema dzielnicami Pragi położonymi na wschód od starówki, ale jednocześnie całkiem blisko. Mowa o Vinohradach, Žižkovie oraz, w mniejszym stopniu, o Vršovicach. Wszystkie stały się one częścią stolicy we wspomnianym 1922 roku.

Wizyta w tych miejscach to dobry pomysł dla osób, które mają przesyt centrum Pragi, niemal zawsze niemiłosiernie zatłoczonego, drogiego i przytłaczającego. Nie są to oczywiście tereny zupełnie dla turystów nieznane, ale na pewno można je określić jako "Praga nieoczywista".

Zacznę od Vinohradów, ponieważ tam nocowałem. Powstały one z wioski Viničné Hory (Weinberge), która w 1867 roku została przemianowana na Královské Vinohrady (Königliche Weinberge), a potem wydzielono z niej jeszcze część północną i nazwano Žižkovem. Na przełomie XIX i XX wieku Královské Vinohrady rozwijały się niesamowicie szybko i z 90 tysiącami mieszkańców stały się trzecim miastem pod względem wielkości na czeskich ziemiach (po Pradze i Brnie). Powstała wówczas dominująca do dziś zabudowa w postaci eleganckich kamienic oraz willi, przyciągają średnią i wyższą klasę. Ponoć obecnie Vinohrady nadal uchodzą za okolicę luksusową, a to z powodu bardzo wysokich czynszów.




piątek, 4 marca 2022

Pompeje - zwiedzanie z Wezuwiuszem w tle

O Pompejach słyszał chyba każdy - starożytne miasto rzymskie zniszczone przez wulkan. Jedna z największych atrakcji turystycznych Włoch, rocznie odwiedzało je dwa i pół miliona turystów. Taka masa ludzi chyba nie może się mylić, więc nawiedzimy je i my 😏.
 

Krótki rys geograficzny: Pompeii położone były kilkanaście kilometrów na południe od Neapolu, przy ujściu rzeki wpadającej do morza, dziś oddalonego o 700 metrów.

Nieco dłuższy rzut historyczny: założyli je w VII wieku p.n.e. Oskowie, jeden z pierwotnych ludów italskich. Potem zastąpili ich Grecy, następnie Etruskowie. Te zmiany nastąpiły w sposób stopniowy i raczej pokojowy. W V wieku p.n.e. osadę zdobyli Samnici, inne plemię italskie, którzy stali się sojusznikami Rzymu. W kolejnych stuleciach Pompeje się rozwijały, pod pewnymi względami przewyższały nawet Romę, ale ta, jak większość imperiów, krok po kroku wchłaniała sprzymierzeńców, więc w 89 roku p.n.e. wybuchła krwawa wojna pomiędzy nimi a miastem nad Tybrem. Pompeje stanęły przeciwko Rzymowi i po klęsce stały się zwykłą kolonią, pozbawioną większości praw. Asymilacja jednak postępowała i w pierwszym wieku naszej ery możemy pisać o modelowym mieście rzymskim średniej wielkości, zamieszkanym przez dwadzieścia - trzydzieści pięć tysięcy osób. Ludność bogaciła się przede wszystkim na handlu morskim, a w okolicy osiedliło się sporo rodzin arystokratycznych, ze względu na żyzne ziemie i łagodny klimat.
W 62 roku doszło do pierwszej katastrofy - silnego trzęsienia ziemi. W Kampanii były one dość częste, ale to spowodowało znaczne szkody, spotęgowane przez pożary powstałe od poprzewracanych lamp oliwnych. Przez kolejne kilkanaście lat Pompeje mozolnie się odbudowywały, aż nadszedł rok 79... Jesienią, prawdopodobnie w październiku (do niedawna sądzono, że już w sierpniu) nastąpiła erupcja Wezuwiusza. Poprzedzały ją drobne wstrząsy, na które nikt nie zwracał uwagi, a zresztą Rzymianie nawet nie mieli pojęcia, że stożek obok to... wulkan! Wcześniejsze wybuchy Wezuwiusza miały miejsce jeszcze przed zasiedleniem tych terenów przez ludzi, więc dla nich była to normalna, zwykła góra. To tłumaczy, dlaczego wielu mieszkańców zlekceważyło zagrożenie - przecież jakby nagle zaczęło się dymić z Pilska, to także cały Korbielów nie zerwałby się do ucieczki...
 

poniedziałek, 24 stycznia 2022

Neapol - zabytki i zaułki

Neapol (Napoli), podobnie jak wiele innych miejscowości południowych Włoch, założyli Grecy. W VIII wieku przed n.e. powstała kolonia o nazwie Parthenope, którą w kolejnym stuleciu odtworzono jako Neapolis. Po Grekach pozostały skromne pamiątki, m.in. fragmenty murów.



W czasach rzymskich miasto przyciągało poetów oraz bogaczy wznoszących luksusowe wille, odpoczywających w ciepłym klimacie. Było także centrum kultury hellenistycznej, organizowano tutaj własne igrzyska, będące konkurencją dla greckich. Na okolicznych ziemiach powstawały ogromne latyfundia, których właściciele często mieszkali w innych rejonach Italii, co niekorzystnie wpływało na rozwój gospodarki rolnej i taki stan utrzymywał się właściwie aż do XX wieku. Symboliczny koniec Cesarstwa stał się udziałem także Neapolu, ponieważ to właśnie tutaj zesłano ostatniego zachodniego cesarza - Romulusa Augustulusa - i tu zmarł.
Następne stulecia to częste zmiany panujących - Ostrogoci, Bizantyjczycy, niezależne Księstwo Neapolu, Normanowie, Hohenstaufowie, Andegawenowie, Aragończycy, Hiszpanie, wreszcie Burbonowie, za czasów których miasto stało się stolicą Królestwa Obojga Sycylii. W 1861 roku, po krótkiej wojnie (słynna "wyprawa tysiąca" Garibaldiego) i plebiscycie, południe stało się częścią zjednoczonych Włoch. Od tego momentu Neapol, zupełnie jak w czasach starożytnych, był marginalizowany przez bogatszą i bardziej uprzemysłowioną północ, a politycy traktowali go niemal jak kolonię i generalnie taka sytuacja ciągnie się aż do dzisiaj. Błędem byłoby jednak patrzenie na miasto tylko jak na ubogiego krewnego północy - historię ma imponującą, pracowało w nim wielu znanych artystów, to tu ruszył pierwszy pociąg na Półwyspie Apenińskim, a miejscowy uniwersytet uznawany jest za jeden z najstarszych we Włoszech, podobnie jak akademia wojskowa. Przez stulecia Neapol był jedną z włoskich stolic filozofii, kultury i nauki, w niektórych okresach był największym miastem na kontynencie, a aż do XIX wieku miał więcej mieszkańców niż Rzym, Turyn czy Mediolan. Słowem - Neapolitańczycy nie mają się czego wstydzić.
Stare Miasto wpisano na listę UNESCO jako największy tego typu teren w Europie. Liczba zabytków rzeczywiście jest ogromna i nie zmieniły tego nawet intensywne alianckie bombardowania w czasie ostatniej wojny, w których zginęło ponad dwadzieścia tysięcy osób (swoje bomby spuszczali także Niemcy).