Pierwsze kroki na mazurskiej ziemi stawiam na peronie w
Łankiejmach (Langheim). Zaledwie stacje dalej są Korsze (Korschen),
gdzie dwa lata temu skończyliśmy wędrówkę po Mazurach, więc zaczynam prawie w
tym samym miejscu. Razem ze mną z pociągu wychodzi chłopak z rowerem - patrzy
się na mnie dziwnie i znika. Plecakowców raczej rzadko tu widują. Jestem
wykończony dziewiętnastogodzinną podróżą ze Śląska, ale szczęśliwy, iż znowu
udało się tu przybyć!
Po drugiej stronie torów stoi pruski dworzec z cegły, od dawna zamknięty.
Kawałek dalej ceglany dom przy brukowanej drodze - jest klimat!
Droga prowadzi początkowo wzdłuż torów, a potem odbija w stronę wioski.
Zaglądam na skraj pobliskiej łąki, zobaczyć, czy rzepak już dojrzał. Dojrzał!
Po chwili dochodzę do drogi wojewódzkiej przy której wznosi się obiekt, z
którego słyną te okolice, czyli gotycka świątynia. Kościół św. Jana
Chrzciciela wybudowano w XIV wieku, w kolejnym dołożono wieżę, którą po kilku
stuleciach zniszczyła wichura i trzeba było ją zrekonstruować.
Szkoda, że drzwi są zamknięte.




