Jest szaro, buro, mży, na ratuszu wisi antyaborcyjny sztandar, a mimo to gęba
i serce mi się cieszy. Dlaczego? Bo udało mi się dotrzeć w
Beskid Niski, jak co roku! O ile kiedyś była to dla mnie wakacyjna
norma, o tyle tym razem długo byłem przekonany, że mi się nie uda. Minął
lipiec, minął sierpień i wreszcie w ostatnim tygodniu września, gdy zaczęła
się kalendarzowa jesień, spakowałem plecak i ruszyłem w dobrze znane i jakże
lubiane okolice.
Pierwszy dzień - piątek - miał być tylko dojazdowy, więc najpierw wczesnym popołudniem
dotarłem komunikacją zastępczą do Krosna. Stamtąd zdezelowanym busikiem
ruszyłem dalej w towarzystwie "królowej grzybów" (modli do św. Jana i zawsze
ma dobre zbiory) oraz chłopaka, który podpytywał, czy nie jestem kimś sławnym
i nie kręcę filmów na youtuba. Po godzinie dojechałem do Dukli, właśnie
tam, gdzie było szaro, buro i antyaborcyjnie. Przemknąłem przez wilgotne ulice
i wpadłem na piwo do knajpy browaru Dukla na rynku. I, poza pogodą, to było
kolejne przypomnienie, że nie mamy już sezonu turystycznego, bo w środku prawie pusto. Wypiłem jeden kufelek, butelkę zapakowałem na później i wróciłem
na dworzec, skąd busik (znowu w towarzystwie chłopaka podejrzewającego mnie o
bycie kimś sławnym) zawiózł nas do Tylawy (Тылява, Тилява). Stąd do celu jest już tylko kilka kilometrów...
...ale najpierw zaglądam do restauracji przy skrzyżowaniu, wielokrotnie
przeze mnie odwiedzanej. I znowu pusto, nie ma tirowców, nie ma rumuńskich
Cyganów rabunkowo zbierających grzyby, nie ma turystów. Po chwili wpada
tylko słowacka rodzina i ciągle się o coś denerwuje, a tymczasem na dworze
zaczęło się oberwanie chmury.
Opady wkrótce ustały, więc nie muszę zakładać żadnych peleryn. Do chatki
mam stąd siedem kilometrów, w tym nudny jak flaki z olejem prosty odcinek
przez las, więc mam cichą nadzieję, że złapię jakąś podwózkę, zwłaszcza, że
nastała pora powrotów z pracy. I jak zwykle ruchu brak, zatem bez czekania
ruszam w drogę. Mijam opuszczony ośrodek wypoczynkowy, rozwalony przepust,
przy których kiedyś kąpałem się w Pannie i siedzibę trzech leśnictw w
jednym. Na myśl o kąpieli w rzece aż mnie przeszyły dreszcze 😏.



































