Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, a może nawet po raz pierwszy w czasie
wakacyjnych wojaży na południe, z pobytu na węgierskich basenach
termalnych nie wracamy od razu na Śląsk. Tym razem zarezerwowałem
jeszcze jeden nocleg po drodze, więc na spokojnie możemy sunąć przez
madziarską prowincję.
Najpierw staję na granicy Parku Narodowego Małej Kumanii (Kiskunsági Nemzeti Park). To akurat nie jest pierwszy raz, choć
nigdy nie zatrzymywałem się akurat w tym miejscu.
Park nie tworzy całości, składa się z dziewięciu odległych od siebie części. Przed nami jego fragment określany jako Miklapuszta. Są to dawne tereny zalewowe rzek, które po ich
regulacji zmieniły się w słony step, największy na Węgrzech. Po większych
opadach czasem zalega na nim woda, przyciągająca wiele gatunków ptaków, a w
porze suchej pasie się bydło.
A po drugiej stronie drogi zupełnie inny klimat, przypominający kraje
afrykańskie. Plus jedna z niewielu rzeczy, którą można zazdrościć Madziarom:
świetne ścieżki rowerowe.




































