Na początku sierpnia po raz kolejny w te wakacje wybrałem się w
Beskid Żywiecki, a po raz pierwszy w historii podróż kolejową zacząłem w Żorach. Od
niedawna Żory mają całkiem niezłe połączenie w pasma beskidzkie najbliższe
"czarnego" Śląska: w podobnym czasie kursują rano dwa pociągi
przyspieszone. Pierwszy to "Malinka" z Wrocławia, którym jechałem miesiąc wcześniej do Wisły Głębce, a drugi to "Salmopol" z Gliwic. O ile w pierwszym
przypadku nazwa nawiązuje do trasy, to nie do końca wiem, co wspólnego ma
Salmopol z linią do Zwardonia, ale Koleje Śląskie już nie raz dowiodły, że
znajomość geografii górskiej mają dość słabą 😏.
W pociągu dominują emeryci udający się na jednodniową wycieczkę, bo dziś
niedziela. Na żorskim peronie doszło nawet do krótkiej kłótni pomiędzy kilkoma
paniami, które nie ustaliły, gdzie chcą wysiadać. Ja mam plan dokładnie
sprecyzowany - wychodzę w Rajczy Centrum razem z kilkoma
rowerzystami.
Niestety, o ile sobota była przez większość dnia ciepła i słoneczna, to po
wieczornych silnych opadach niedziela okazuje się całkowicie zachmurzona i
chłodna. Dodatkowo w Rajczy mam ponad dwie godziny czekania na busa, ale czas
ten spędzam przyjemnie na spotkaniu z Turystykonem (Radkiem) 😊.
Poszwendaliśmy się trochę po mieście, obgadaliśmy lokalnych polityków, odwiedziliśmy dwie knajpy (w jednej z
nich wzięto mnie za obsługę), a w końcu po trzynastej wsiadłem do busika.
Dojeżdżam do Rycerki Kolonii jako jedyny pasażer i chyba po raz
pierwszy wysiadam na ostatnim przystanku - zazwyczaj wychodziłem koło sklepu.
W Rycerce pogoda bez zmian - niskie chmury i dość chłodno, więc bez marudzenia włażę w dolinę Rycerskiego Potoku, wzdłuż którego biegnie
żółty szlak na Wielką Raczę. Menażerię w
niektórych gospodarstwach mają tu rozmaitą.






























