środa, 20 lutego 2019

Červenohorské sedlo okiem narciarza.

Červenohorské sedlo (niem. Roter-Berg-Sattel, Rotenbergsattel) to prawdopodobnie najpopularniejsza przełęcz w Jesionikach. Prowadzi przez nią uczęszczana droga krajowa nr 44, wychodzą stąd szlaki piesze w kierunku Pradziada i na Šerák. Dokładnie w tym miejscu przebiega granica między Morawami a Śląskiem.

Zatrzymywałem się na niej kilka razy w cieplejszych miesiącach, aby wykorzystać ją turystycznie. Na początku lutego postanowiłem przetestować jako narciarz 😏.

O ile sama przełęcz znajduje się na wysokości 1013 metrów n.p.m., to tutejszy ośrodek narciarski rozciąga się między 862 a 1164 metrem n.pm.. Na gości czeka 8 wyciągów oraz 7,5 kilometra tras. Ta druga liczba może nie powala, ale ogólnie brzmi nieźle. 


W rzeczywistości nie jest aż tak różowo. Problemy zaczynają się już na samym początku, kiedy trzeba zaparkować - co prawda nominalnie ośrodek posiada aż trzy parkingi, ale dwa są niewielkie, a trzeci dość szybko się zapycha. Zajrzałem na Červenohorské sedlo we wtorek i około godziny 10 rano udało mi się zająć jedno z ostatnich wolnych miejsc. To okres ferii zarówno w Republice Czeskiej i w niektórych województwach polskich, ale mimo to ilość ludzi w tygodniu mnie nieprzyjemnie zaskoczyła. Podejrzewam, że w weekend dzieje się tu istny armagedon! Spora część narciarzy (może nawet połowa lub większość) porozumiewa się po polsku ze wszystkimi tego konsekwencjami.


Na szczęście parkingi są bezpłatne. Po zapełnieniu powstaje problem, bowiem nie ma innej możliwości zostawienia samochodu niż na przełęczy - na drodze z obu stron stoją zakazy zatrzymywania się. 

poniedziałek, 11 lutego 2019

Bardzo zimowe Karkonosze (3): Odrodzenie - Labská bouda - Szrenica.

Trzeci dzień w Karkonoszach przyniósł trochę niespodziewanych emocji... ale o tym będzie dużo później.

Poranek w schronisku Odrodzenie zaczyna się od energicznego walenia w drzwi naszego apartmentu. Co za licho, kogo niesie? Okazuje się, iż to kompan z wieczornej biesiady, który przyniósł nam płytę z nagraniami zespołu swoich znajomych 😏.

O ile wczoraj po cichu liczyliśmy na poprawę pogody, o tyle pierwsze wyjście na zewnątrz brutalnie obrywa nas ze złudzeń: widoczność jeszcze bardziej spadła, a wiatr znacznie zwiększył swoją moc!


Sporo osób schodzi do samochodów zostawionych przy Spindlerovej boudzie i wraca do domu. Także się nad tym zastanawialiśmy, ale w końcu zwyciężył głód gór!


środa, 6 lutego 2019

Bardzo zimowe Karkonosze (2): Śnieżka - Odrodzenie.

Sobotni poranek w Domu Śląskim nie napawa optymizmem: na dworze pełne zachmurzenie, widoczność kiepska i ostro wieje. Nawet się zastanawialiśmy, czy nie odpuścić sobie Śnieżki, ale najwyższy szczyt Sudetów kusi... Postanawiamy, że spróbujemy wejść, najwyżej się wrócimy; ja potrafię powiedzieć STOP i cofnąć się zawczasu...



Początek nie jest taki zły, bo wiatr chwilowo słabnie. Potem, w miarę zdobywania kolejnych metrów, przybiera na sile. Są momenty, że można wręcz się o niego opierać, ale na szczęście wieje w kierunku, gdzie nie grozi nam sfrunięcie w przepaść.


czwartek, 31 stycznia 2019

Bardzo zimowe Karkonosze (1): kościół Wang - Dom Śląski.

W tym roku zima zaskoczyła wielu, bowiem w górach... spadł śnieg 😛. No dobra, spadło go bardzo dużo, co od początku stycznia zaczęło rodzić pewne komplikacje dla ludzi chcących tam uprawiać turystykę.

Karkonosze planowałem tydzień wcześniej, lecz prognozy były fatalne, do tego codziennie GOPR w swoich komunikatach straszył katastrofalnymi warunkami. Posłuchałem mądrzejszych i przełożyłem wyjazd na ostatni weekend miesiąca. Okazało się to średnio trafnym pomysłem, bowiem wspaniali meteorolodzy nie przewidzieli, że w owym wcześniejszym terminie pojawią się dwa dni z przepiękną pogodą, natomiast na naszą wyprawę zapowiadano pełne zachmurzenie, opady i wiatry. Czyli to, co widuję w górach od kilku miesięcy 😕. Podejrzewam, że ktoś rzucił na mnie klątwę...

W mało optymistycznym nastroju wyruszamy z Bastkiem o bardzo wczesnej porze z Górnego Śląska. Logistycznie musimy trochę kombinować, więc samochodem docieramy do Szklarskiej Poręby Górnej i tam zostawiamy go na jednej z ulic. W powietrzu czuć lekki mróz oraz straszliwy smród z okolicznych kominów (ale opłatę klimatyczną zapewne gmina pobiera!).

Udaje nam się zdążyć na autobus i z ukraińskim kierowcą teleportujemy się do Jeleniej Góry. Jak to ostatnio jest modne, dworzec autobusowy przyklejono do galerii handlowej. Ponieważ mamy trochę czasu, to wchodzimy do środka aby się ogrzać i może zjeść coś ciepłego. Pierwszy za drzwiami jest kebab, więc ściągam plecak i próbuję oprzeć o ścianę, a potem złożyć zamówienie, gdy nagle słyszę karcący głos ochroniarza:
- Panie, to nie poczekalnia!
Tak mnie zatkało, że nawet nie zdążyłem rzucić żadnego bluzga, a debil w czarnym wdzianku zniknął już za służbowymi drzwiami. No nieee, tutaj na pewno nic jeść nie będziemy!
Nie wiem co facet miał w głowie, możliwe, że pierwszy raz przy dworcu autobusowym widział kogoś z plecakiem! W każdym razie te hasło dźwięczało nam w głowach jeszcze długo i stało się niejako motywem przewodnim całego wyjazdu.

Kolejnym busem z kolejnym Ukraińcem za kierownicą osiągamy wreszcie początek szlaków w Karpaczu Górnym obok kościoła Wang. O ile w Jeleniej Górze praktycznie nie było śniegu, tutaj widać prawdziwą zimę.


Są ferie, więc i ludzi mnóstwo. Zanim ruszymy na szlak to zaglądamy jeszcze do sympatycznego lokalu niedaleko świątyni ewangelickiej. Starsza Ukrainka nalewam nam po Primatorze (miał być weizen, a okazał się ciemnym), a inni goście kosztują kresowe przysmaki.

środa, 23 stycznia 2019

Śląskie niedaleko: gmina Dąbrowa (2) - Żelazna, Niewodniki i Narok.

Kontynuujemy podróż po gminie Dąbrowa w województwie opolskim. W pierwszym wpisie opisałem stolicę gminy oraz najludniejszą miejscowość, tym razem skupię się na trzech wioskach we wschodniej, nadodrzańskiej części.

Żelazna (Zelasno, od 1934 Eisenau) interesowała mnie z powodu pomnika czerwonoarmistów, który zagrożony był ustawą "dekomunizacyjną". W kwietniu 2017 roku był nieco zaniedbany, lecz stał, o czym też już wspominałem.


Na początku tego roku na szczęście nadal nie dorwali go bohaterowie z IPN-u. Oby tak dalej!


Nie jest to oczywiście zabytek, bo powstał w 1945 roku po przejściu frontu. Natomiast pod osłonę prawa włączono kościół św. Mikołaja. Stanowi kombinację z różnych okresów - prezbiterium i zakrystia ze starej świątyni gotyckiej, wieża z XVII wieku, a nawę rozbudowano między ostatnimi wojnami.

czwartek, 17 stycznia 2019

Jak zdobyłem Wichren...

W opozycji do tego, co obecnie wyprawia zima w górach postanowiłem wrzucić tutaj wspomnienie z upalnego sierpnia 2013 roku, kiedy to zajrzałem w bułgarskie góry Piryn (Пирин). Jest to drugie najwyższe pasmo kraju, a ósme na kontynencie.


Największe miasto podgórskie to Bansko (Банско), nazywane czasem bułgarskim Zakopanym. Widać ktoś musiał bardzo tej miejscowości nie lubić, choć podobieństwo jest uderzające.



Bansko przywitało nas spokojem, pustymi ulicami, lokalami ze smaczną kuchnią oraz licznymi niedokończonymi hotelami na obrzeżach. Budowano na pałę, zaczął się kryzys ekonomiczny i wszystko stanęło.

W góry prowadzi droga asfaltowa; pniemy się ostro, przez kilkanaście kilometrów ciągłe serpentyny, ale szosa jest niezłej jakości. Jedynym minus to fakt, że większość aut już zjeżdża, więc co chwila trzeba kogoś przepuszczać na winklach.

sobota, 5 stycznia 2019

Górskie podsumowanie roku 2018!

Gdy 12 miesięcy temu na kalendarzu pojawił się rok 2018 to byłem przekonany, że nadszedł moment, kiedy wycieczki górskie zostaną mocno ograniczone. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy, jak się sytuacja rozwinie, to na pewno bym nie uwierzył.

1. Generalnie sezon górski rozpocząłem... o północy 1 stycznia - w Beskidzie Makowskim, obok Chatki na Lasku. Trudno nazwać ten początek intensywnym, bowiem całe łażenie tego dnia to zejście w dół do samochodu 😏.

2. W czasie kiedy w Polsce grał WOŚP wybrałem się z Ecowarriorem na weekend w Gorce. Był to dość nietypowy wyjazd, bo Andrzej rzadko kiedy śpi w schroniskach. Skusiła go jednak "Koliba na Łapsowej Polanie", czyli chyba najmłodszy taki obiekt w górach. Inni turyści nie podzielili tej ciekawości, gdyż w "Kolibie" nocowaliśmy sami. Kolejnego dnia przez Turbacz dodreptaliśmy na Stare Wierchy, gdzie dla odmiany frekwencja była nadprogramowa i spaliśmy na glebie. Przy okazji poczuliśmy trochę zimy, gdyż w dolinach białego w ogóle nie widziano.


2. Tydzień później plany były zupełnie inne, ale na skutek choroby niedoszłej towarzyszki wylądowałem z Bastkiem na spontanicznej jednodniówce w Górach Opawskich. Zaliczyliśmy Velké mechové jezírko, Kopę Biskupią i kontrolę czeskich celników, z których jeden kwieciście opowiadał nam o przygodach swojego krewnego z niemieckimi tropicielami narkotyków.