Po wielu beskidzkich wyjazdach z tatą tym razem postanowiłem zabrać go w Sudety, a konkretnie do Wysokiego Jesionika. Na
Pradziadzie już kiedyś byliśmy, więc przyszła pora na tereny położone bardziej
na północ, czyli na Keprník i Šerák.
Autobusem dojeżdżamy na Červenohorské sedlo, gdzie na parkingach
stoi całkiem sporo aut oraz... całkiem spora grupa policji. Wyglądają, jakby
spotkali się towarzysko, bo nie zwracają większej uwagi na przemykające drogą
samochody.
Červenohorské sedlo Niemcy nazywali Roter-Berg-Sattel, a jak się
powinno nazywać po polsku? Otóż, według Czechów, jest
Łęk Czerwonogórski! Taką wersję znajdziemy na tablicach ścieżki
edukacyjnej (początkowo zastanawiałem się, o co chodzi) i na niektórych
stronach. Bardzo twórcze tłumaczenie 😏.
Tymczasem my uderzamy do Chaty Červenohorské sedlo, aby zjeść zupę
i czegoś się napić. Co prawda wjechaliśmy już na wysokość tysiąca metrów, ale
przed nami jeszcze sporo wspinania.
Pradziad jako Duch Gór jest na przełęczy obecny w postaci drewnianej rzeźby;
tatuś nie mógł nie zrobić sobie z nim zdjęcia 😊.































