środa, 16 września 2020

Zabytkowe świątynie w okolicach Radymna i Przemyśla.

Wrześniowy wyjazd w podkarpackie wykorzystałem, aby pokręcić się po wioskach w okolicach Radymna i Przemyśla. Ponieważ są to rejony, które aż do lat 40. ubiegłego wieku zamieszkiwała przeważnie ludność ukraińska, to zakładałem, że będę zwiedzał głównie drewniane cerkwie. I rzeczywiście tak było, choć doszły do tego również inne zabytki.

Pierwszy postój zarządzam na parkingu za Rzeszowem, aby rozprostować kości. Autostrada A4 wygląda tu zupełnie inaczej niż na Śląsku i przy Krakowie: pusta i przyjemna dla ruchu, zbiornik przeciwpożarowy cieszy oko.


Z autobany zjeżdżamy na węźle Przemyśl. Najbliższa miejscowość to Zadąbrowie (Задуброва). Nie widzę żadnych oznaczeń prowadzących w kierunku tutejszej świątyni (co okaże się normą w kolejnych wioskach), przez krótki czas krążę bezradnie po remontowanych drogach i w końcu zagaduję jednego z robotników:
- Kościół? Pojedzie pan tam i tam, stoi obok takiej drewnianej cerkwiewki - wyjaśnia.
O tę cerkiewkę mi właśnie chodziło, nie wiedziałem, że wioska posiada również inny kościół. Określenie "cerkiewka" pasuje tu idealnie, gdyż budynek faktycznie jest niewielki i z daleka wygląda jak model do sklejania.


czwartek, 10 września 2020

Beskid Niski: Z Zyndranowej do Zawadki przez Chyrową i Duklę, plus pustelnia św. Jana.

Zyndranowa (Зындранова) to moja ulubiona wioska Beskidu Niskiego. Zawsze zaglądam tam z wielką przyjemnością. Tym razem po raz pierwszy udało mi się do niej dotrzeć stopem - pani mieszkająca do niedawna w Krakowie wysadziła mnie przy nowym moście na Pannie.

Chatka i baza namiotowa SKPB Rzeszów (też moja ulubiona) leży półtora kilometra dalej, niemal na samiutkim końcu miejscowości. Tłumów nie ma, ale i tak nie mogę spać w środku, bo nie zarezerwowałem wcześniej noclegu, a pojedynczym turystów nie udostępniają całych pokoi. Takie zasady w czasie epidemii, o których wiedziałem wcześniej i całkowicie zaakceptowałem, świadomie się nie zapowiadając. To i tak lepiej niż w przypadku kilku innych obiektów "studenckich" w Beskidach, które poszły na łatwiznę i w ogóle się nie otworzyły.

Rozbijam namiot na trawie za budynkiem obok czterech innych. Twarz jednego z poznanych chłopaków wydaje się znajoma.


Okazuje się, że to Dominik, który cztery lata temu prowadził grupę kursantów SKPG Kraków i spotkaliśmy się w Zawadce Rymanowskiej. Teraz bawi się tu zupełnie prywatnie wraz z kumplami.

Tymczasem na południu zaczyna się niepokojąco ściemniać. Wkrótce słyszymy odgłosy silnej burzy, walącej w słowacką ziemię.



niedziela, 30 sierpnia 2020

Beskid Niski: Habura - Čertižné - Jaśliska - Daliowa - Króliki dwa - Zyndranowa.

Granicę polsko-słowacką przekraczam przy znaku z tabliczką "Vodojem, štátna hranica". Zaraz za białymi słupami faktycznie widać jakąś ukrytą w ziemi konstrukcję i słychać szum wody. Z Jasiela szedłem tu godzinę i piętnaście minut, w podobnym czasie powinienem zejść do doliny.


O ile po polskiej stronie Beskid Niski był w tej okolicy zalesiony, o tyle Nízke Beskydy witają szeroki polanami. To się nazywa dobra zmiana! Żeby nie było idealnie, to dość często muszę szukać szlaku, gdyż w wysokiej trawie prawie nie widać śladów innych piechurów, a nieliczne oznakowania namalowano na sporadycznie występujących pieńkach czy kawałkach żelastwa (na drugim zdjęciu widać metalowy słupek pod rzędem drzew).




czwartek, 13 sierpnia 2020

Beskid Niski: Komańcza - Czystogarb - Jasiel.

I znowu jestem w Komańczy! I znowu, podobnie jak rok temu, zaczynam stąd letnią przygodę z Beskidem Niskim

A miało mnie tu nie być - pierwotne plany przewidywały rozpoczęcie wędrówki w okolicach Gorlic. Tydzień wcześniej okazało się jednak, że na szlaki muszę ruszyć jednoosobowo, więc zmieniłem marszrutę, aby zacząć od wschodniego krańca pasma. Tradycyjnie dość mocno straszyły mnie prognozy pogody: w góry przybyłem w poniedziałek i na ten dzień przewidywano początek wielodniowego załamania aury z silnymi deszczami i niską temperaturą! Człowiek może się załamać oglądając coś takiego, ale nie upadałem na duchu... Potem prognozy stopniowo poprawiały się. Co prawda jadąc tutaj autobusem przeżyłem kilka godzin oberwania chmury, ale mniej więcej od Sanoka niebo robiło się coraz łagodniejsze, a w Komańczy pojawiło się słońce!


Inaczej niż zwykle dotarłem na końcowy przystanek dość późno, bo zegarek wskazuje prawie 14-tą.  Nie szkodzi, mam kupę czasu do zachodu słońca. Ponieważ "Brama w Bieszczady" - jak się gmina reklamuje - to nieustannie gastronomiczna pustynia, więc bez zbędnych ceregieli ruszam drogą na zachód.

W miejscu, gdzie teraz znajduje się parking, jeszcze dwa lata temu stał pomnik milicjantów zabitych przez Narodowe Siły Zbrojne. Później bohatersko się go pozbyto...


Maszerując chodnikiem i uśmiechając się do okolicy przeżywam pierwsze nieszczęście: z bocznej kieszeni plecaka wypada mi woda i butelka przebija się, sikając na zewnątrz silnym strumieniem. Wypijam trochę i próbuję ją jakoś umocować z powrotem, lecz ta ciągle popuszcza mocząc wszystko dookoła. Niedobrze, to mój jedyny zapas napoju bezalkoholowego! Muszę znaleźć sklep!

sobota, 8 sierpnia 2020

Beskid Śląsko-Morawski: Kamenitý - Kolářova chata - Horní Lomná.

Dolina Łomnej (Údolí Lomné) i otaczające je góry to jeden z przyjemniejszych zakątków Beskidu Śląsko-Morawskiego, więc okolicę tę wybrałem jako cel kolejnego (a pierwszego w tym roku) wypadu z tatą w czeskie Beskidy. Tak po prawdzie to mamy już problem wyznaczyć szlaki na których nas jeszcze nie było, a które jednocześnie nie są pozbawione infrastruktury turystycznej typu schronisko czy restauracja. Tym razem postanowiliśmy połączyć odcinki już kiedyś przechodzone z czymś nowym.

Samochód zostawiamy przy wjeździe na leśną drogę prawie dokładnie na granicy Horní i Dolní Lomnej. Nieduży parking przy szlaku był już całkowicie zapełniony, a resztę wolnej przestrzeni zajął ciężki sprzęt do zrywki drewna, musieliśmy się więc cofnąć o kilkaset metrów.


Bezszlakowo omijamy asfalt, aby dojść do niebieskiej trasy prowadzącej w stronę grzbietu. Z przecinki możemy popatrzeć na stoki przeciwległej góry - Mionší vrchu. Częściowo zachował się tam pralas jodłowo-bukowy, który chroni rezerwat utworzony w 1933 roku.


poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Žulovská pahorkatina na rowerze, Boží hora na nogach.

Žulovská pahorkatina to czeska część Przedgórza Paczkowskiego, choć granice tej jednostki nie pokrywają się z polskim podziałem. Nie ma to jednak większego znaczenia - teren wokół Žulovej to pofałdowane, interesujące pod względem turystycznym okolice. Bywałem tam wielokrotnie, ale zazwyczaj przejazdem, bez dokładniejszego zwiedzania mniej oczywistych miejsc. Kiedy pod koniec czerwca Czesi otwarli granicę, postanowiliśmy z Bastkiem skoczyć właśnie w ten rejon. Z rowerami, aby móc kontemplować zabytki oraz spotykane lokale 😏.

Parkujemy w "stolicy", czyli wspomnianej Žulovej (do 1948 roku nosiła nazwę Frýdberk, od niemieckiego Friedberg). Liczące nieco ponad tysiąc mieszkańców miasteczko z rynkiem, sporą grupą starej zabudowy oraz górującą nad nim górką - o której jednak będzie później. Tam też wyciągamy dwukołowce i zostawiamy samochód.



piątek, 24 lipca 2020

Wielkopolska i Kujawy - Szlak Piastowski, Szlak Romański, Szlak Architektury Drewnianej i inne...

Jakiś czas temu województwa i inne jednostki administracyjne postawiły na promocję i postanowiły przyciągać turystów różnymi szlakami tematycznymi. W przypadku Wielkopolski i Kujaw mamy do czynienia m.in. ze Szlakiem Piastowskim, Szlakiem Romańskim, Szlakiem Architektury Drewnianej, Szlakiem Pałaców i Dworów oraz innymi. Te dwa ostatnie istnieją głównie w folderach reklamowych powiatu gnieźnieńskiego. Obiekty Szlaku Romańskiego znajdują się w różnych zakątkach Polski, natomiast najbardziej "autochtoniczny" jest ten pierwszy - Szlak Piastowski. I trudno się dziwić, w końcu tu zaczęło się państwo polskie...


Na szlaku możemy podziwiać np. zabytki Poznania i Gniezna, Stare Miasto, Ostrów Lednicki oraz Biskupin (który akurat z Piastami miał niewiele wspólnego). Poniżej przedstawiam alfabetyczny spis innych odwiedzonych miejscowości, które również są na liście. 

Czy szlak ten spełnia swoją rolę w przyciąganiu turystów? Nie jestem pewien, bo nie spotkaliśmy żadnych innych zwiedzających (z jednym wyjątkiem), a przynależność do trasy tematycznej sprowadza się często do pojedynczej tabliczki. Oznakowanie także pozostawia wiele do życzenia, a bez wcześniejszej rezerwacji raczej nie ma szans na spokojne zwiedzanie wnętrz.