poniedziałek, 1 czerwca 2026

Góry Inowieckie: Beckov - wieża widokowa Klíže - Kálnica

Góry Inowieckie (Považský Inovec) to pasmo leżące w południowo-zachodniej Słowacji, na wschodnim brzegu doliny Wagu. To jeden z krańców Karpat w tym rejonie, dalej na południe rozciąga się płaska jak stół Nizina Naddunajska.

Nie są to góry odległe od nas lub słabo dostępne - dojazd samochodem z granicy na szlak zajmie autostradą niewiele ponad półtorej godziny. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że mało kto o nich słyszał, Słowacy raczej też nie pchają się w nie tłumnie. Najlepszym przykładem niech będzie fakt, że gdy przeglądałem ostatnio jakiś przewodnik pod tytułem Góry Słowacji, to Inowieckich w ogóle tam nie uwzględniono, jakby nie istniały 😛. Jednocześnie posiadają one infrastrukturę turystyczną typu wieże i schrony, więc wydały się idealne na kwietniówko-majówkę!

Pociągiem przyjeżdżamy z Żyliny do Nowego Miasta nad Wagiem (Nové Mesto nad Váhom, Vágujhely, Neustadt an der Waag). Uduchowiona to była podróż, bo za nami siedział pewien dziadek, który przez cały czas opowiadał wszystkim o swoich modlitwach i różańcu. Modlił się za innych, zwłaszcza grekokatolików i prawosławnych, "którzy nie uznają Maryi". Wspominał też wizytę w Toruniu.
- To takie miasteczko na północy Polski - wyjaśniał niepytany.
W Nowym Mieście wychodzimy lekko wymięci. Niebo zasnuło jakieś dziwne mleko i zrobił się zaduch; w upale czekamy na autobus. 


Ten przewozi nas do nieodległego Beckova (Beckó, Beckow), wioski na skraju gór. Spędzimy tu trochę czasu, bo to miejscowość pełna zabytków, a nad nią góruje zamek (niestety, w trakcie częściowej odbudowy).



Byłem w Beckovie na majówce trzynaście lat temu. Wtedy było tłoczno, dziś pusto, ale mamy środek tygodnia. Na ulicach prawie nikogo nie widać, lecz historyczne obiekty stoją na swoich miejscach. Są tu trzy zabytkowe kościoły (w tym jeden ewangelicki) i co najmniej trzy dwory, każdy w niezbyt dobrym stanie zachowania.



środa, 27 maja 2026

Żylina w majówkę

Tradycyjnie majówkę spędzam górsko na Słowacji. Tradycyjnie też jest to kwietniówko-majówka, bo ruszamy kilka dni wcześniej, aby uniknąć tłumów (chociaż i tak zazwyczaj wybieramy pasma, gdzie o tłumy trudno). Tradycyjnie - a przynajmniej w czasach popandemicznych - jedzie ze mną Bastek. Tradycyjnie również zaczynamy wyjazd od Bogumina, gdzie zostawiamy samochód i przesiadamy się na pociąg międzynarodowy. 
W tym roku udało nam się przyjechać na tyle wcześnie, że zahaczyliśmy jeszcze o knajpkę na osiedlu: klimat świetny, ale Ostravar wyjątkowo paskudny. Przez cały wyjazd te pierwsze piwo tkwiło nam w głowie i przychodząc do jakiegoś lokalu mówiliśmy sobie "wszystko, byle nie Ostravar".


W półtorej godziny przenosimy się z czeskiego Śląska do Żyliny, to także stały element majówkowych wyjazdów. Tym razem spędziliśmy w tym czwartym co do wielkości słowackim mieście więcej czasu niż zazwyczaj, więc w tym wpisie skupię się wyłącznie na tej miejscowości.

Na początku szok, bo w końcu zakończono remont dworca kolejowego! Jedno się nie zmieniło: peron przyjazdu i odjazdu ogłaszają chwilę przed przybyciem pociągu, więc pod elektronicznymi tablicami nieustannie kłębią się tłumy pasażerów.


Niektórzy musieli być tak zdesperowani oczekiwaniem, że w przejściu podziemnym zostawiali flaszki po piwie. A to przecież kaucja!


Najpierw idziemy na nieodległe námestie Andreja Hlinku, najczęściej przeze mnie odwiedzany plac miasta i, jak podejrzewam, również przez mieszkańców. W centrum handlowym robimy zakupy towarów, które trudno będzie dostać w mniejszych sklepach.


Następnie odbijamy w lewo, pomiędzy ulice, których jeszcze nie znam. Architektura wydaje się bardzo interesująca.



sobota, 16 maja 2026

Hvězda i Štěpánka na krańcach Karkonoszy

Będąc w Kořenovie postanowiliśmy skoczyć też na górskie szlaki, żal byłoby takiej lokalizacji nie wykorzystać. Większość gminy położona jest w Górach Izerskich, jednak my wybraliśmy ten fragment, który należy do Karkonoszy. A przynajmniej tak się wydaje 😏.

Samochód zostawiamy na parkingu w Příchovicach, o którym już dwukrotnie wspominałem. Miałem pewne obawy, czy w niedzielę nie będzie zapchany autami, ale oprócz nas stały tylko dwa wozy i pewien dziadek walczący z wiatrem. Miłą niespodzianką był fakt, że na parkingu witał toi-toi, czysty i wyposażony w papier. Płacisz i wymagasz!


Pierwsze ładne widoki mamy już z parkingu. Są więc Góry Izerskie z Jizerą i Bukovcem.



Najbardziej imponująca jest sylwetka Ještědu, wznoszącego się nad Libercem. Natomiast na prawo mamy oddalony o pięć kilometrów Tanvaldský Špičák z restauracją i wieżą widokową.



poniedziałek, 11 maja 2026

Kořenov

Kořenov to gmina wiejska położona na pograniczu Gór Izerskich i Karkonoszy. W obecnym kształcie jest dość młoda, bo powstała w 1960 roku z połączenia niezależnych do tamtej pory miejscowości: miasteczek Polubný (Polaun) Příchovice (Stefansruh) oraz wiosek Rejdice (Reiditz) i Jizerka (Klein Iser). Prawie każda z nich posiadała także przysiółki, zatem połączono w jedno kilkanaście osad. Nazwę nowej jednostki administracyjnej przyjęto od niewielkiego Kořenova (Wurzelsdorf), który do tej pory był częścią Polubnego. Powstała gmina rozległa, ale mocno rozproszona - w górskim terenie zabudowę oddzielają ciągnące się przez kilka kilometrów lasy, łąki i pola. 


W przeszłości na tym terenie działał przemysł szklarski, a także drzewny, wypalano węgiel. W XIX wieku, w związku ze wzrostem zainteresowania górami, uruchomiono nawet niewielkie uzdrowisko, które przetrwało pięć dekad. W kolejnym stuleciu, zwłaszcza po II wojnie światowej, turystyka stała się numerem jeden, zresztą chyba nie było innego wyjścia. Liczba mieszkańców spadła wielokrotnie, wiele domów zostało opuszczonych albo zmieniły się w letniskowe. Dominującą cechą krajobrazu stały się restauracje i pensjonaty. 


Z racji bliskości Izerów i Karkonoszy, a także lokalizacji tuż przy granicy z Polską i z popularnym Harrachovem, Kořenov jest często odwiedzany przez turystów, ale raczej na krótko. Ja również do niedawna tylko przez niego przejeżdżałem, ale w kwietniu udało nam się tam zanocować. Wybrałem osadę zwaną dawniej Tesařov (Schenkenhan), znajdującą się w centrum gminy i przy głównej drodze.


Kawałek nad domami znajduje się Tesařovská kaple (Bergkirche Schenkenhan) - moim zdaniem jeden z najładniejszych obiektów sakralnych w Sudetach! To ewangelicka kaplica z 1909 roku o prostej, lecz jakże wpadającej w oko bryle!


wtorek, 5 maja 2026

Męski wypad w Góry Opawskie

Z okazji urodzin wymyśliłem sobie męski wypad w góry z noclegiem na dziko. Od razu wybrałem Góry Opawskie, bo najbliżej, więc i najtaniej, cała reszta się zmieniała. Początkowo chciałem ruszyć w środku tygodnia, potem zmieniłem na niedzielę. Miało nas być więcej, ale niektórzy z zaproszonych dali mi kopa w tyłek, a innych kopnęła w tyłek robota. Zaplanowałem widokową trasę z widokami na Kopę Biskupią i Pradziada, lecz prognozy zrobiły się tak paskudne, że porzuciłem ją na rzecz mniej górskiej, a bardziej knajpowej. Ostatecznie pojechaliśmy we trójkę (ja, Bastek i Kaper) i w niedzielne przedpołudnie meldujemy się w Zuckmantlu, czyli w Zlatych Horach. O dziwo, jest nawet trochę słońca na niebie. 


Obok dworca autobusowego siedzi grupa miejscowym i wesoło biwakuje, natomiast my odwiedzamy najpierw azjatycki sklep, a potem uderzamy do znanego mi i Bastkowi lokalu, czyli dawnego Hostinca Koruna. Strzela pierwsza szklanica!


Niestety, hostinec też od pewnego czasu prowadzą Wietnamczycy i większość uroku tego miejsca uleciała. Co prawda siedzi kilku starszych Czechów zatopionych w dyskusji i piwie, ale skośne oczy czujnie obserwujące każdy ruch i podskakujące z propozycją kupna przy każdym kroku odbierają człowiekowi chęć na dłuższe posiedzenie.


Postanawiamy zmienić knajpę na taką w bocznej uliczce. Wstyd się przyznać, ale o niej nie wiedziałem! Tam na razie pusto, lecz sącząca się z głośników klasyczna czechosłowacka muzyka wprawia w dobry nastrój.


sobota, 25 kwietnia 2026

Śląskie niedaleko: Orzegów

Orzegów to północna dzielnica Rudy Śląskiej, druga pod względem wieku w mieście - pierwsze wzmianki o niej pochodzą z końca XIII wieku lub z początku wieku następnego. Z kolei pod względem liczby mieszkańców i powierzchni jest jedną z najmniejszych. 

Podobnie jak w sąsiedniej Rudzie wizytę zaczynamy od obiektów związanych z przemysłem, tyle, że zamiast osiedla patronackiego, będą pozostałości koksowni.


Tak jak w Rudzie przemysł rozwijali Ballestremowie, tak w Orzegowie robiła to bardziej znana rodzina, a mianowicie Schaffgotschowie, a wcześniej Karl Godulla. Koksownia Gotthard ruszyła w 1903 roku przy kopalni Gotthardschacht. Po podziale Górnego Śląska zakłady znalazły się w Polsce, tuż obok granicy z Niemcami i sytuacja polityczna wpływała na działalność koksowni. Planowana modernizacja nigdy nie doszło do skutku, do tego doszły zniszczenia z 1945 roku i w latach 60. uznano ją za przestarzałą, a z powodu szkód górniczych nienadającą się do przebudowy. Zamknięto ją w 1976 roku.
Pod koniec PRL-u niektóre obiekty zakładu zostały uznany za zabytki, ale całość niszczała i jeszcze dekadę temu wyglądała jak jedna wielka ruina.


Kilka lat temu utworzono w jej miejscu "park rekreacyjno-kulturowy". Wyremontowano wieżę węgla, zbiornik smoły surowej oraz resztki baterii koksowniczej. Fajnie, że to uratowano, ale odnieśliśmy wrażenie, że dołożono za wiele niepotrzebnych dodatków i duch przemysłu gdzieś uleciał.



Obok umieszczono wielki plac zabaw. Wybudowano nawet toaletę i to nic, że nieczynną.


piątek, 17 kwietnia 2026

Śląskie niedaleko: Ruda w Rudzie Śląskiej

Ruda Śląska to jedno z tych miast "czarnego" Śląska, które idealne wkomponowuje się w wyobrażenia o Górnym Śląsku. Często można spotkać opinie, że to najbardziej śląskie miasto, nie tylko z powodu najwyższego odsetka osób deklarujących narodowość śląską, ale też z powodu niepodrabialnego klimatu.

Miasto, podobnie jak wiele sąsiednich miejscowości, to zlepek kilku dawniej samodzielnych osad, które administracyjnie połączono w jedno. W przypadku Rudy Śląskiej następowało to etapami w latach 50.: poszczególne wioski przyłączano do miast Ruda i Nowy Bytom, które ostatecznie w 1959 roku urodziły się jako jedno, duże miasto. Mimo, że od połączenia minęło kilkadziesiąt lat, każda z dzielnic wydaje się żyć nieco w separacji od pozostałych, każda też ma odrębną historię. Zgodnie z naszą tradycją zwiedzania zakamarków Górnego Śląska w Wielką Sobotę, postanowiłem odwiedzić dwie z nich, na więcej i tak nie starczyłoby czasu. 

Zaczęliśmy od dzielnicy, od której całe miasto wzięło swą nazwę, czyli od Rudy. Wbrew pozorom nie jest ona centrum Rudy Śląskiej, bo te znajduje się w Nowym Bytomiu, ale ma ona najstarszą metrykę, bo istniała już w połowie XIII wieku. Najpierw zatrzymaliśmy się przy kolonii robotniczej Carl Emanuel. Pierwsze spojrzenie na narożne budynki przywodzą na myśl gotycką starówkę gdzieś na Pomorzu, a nie Górny Śląsk.


A jednak to Śląsk i osiedle patronackie, jedno z najładniejszych tego typu. Wybudowane zostało na początku XX wieku przez hrabiego von Ballestrema, właściciela zakładów przemysłowych na terenie Rudy. Tutaj zamieszkali pracownicy kopalni Wolfgang


Najbardziej efektowne są dwa narożne domy z wieżyczką, zresztą najmłodsze w kompleksie. Pozostałe mają już znacznie prostszą formę, lecz nie sposób odmówić im uroku.