Ruda Śląska to jedno z tych miast "czarnego" Śląska, które idealne
wkomponowuje się w wyobrażenia o Górnym Śląsku. Często można spotkać opinie,
że to najbardziej śląskie miasto, nie tylko z powodu najwyższego odsetka osób
deklarujących narodowość śląską, ale też z powodu niepodrabialnego klimatu.
Miasto, podobnie jak wiele sąsiednich miejscowości, to zlepek kilku dawniej
samodzielnych osad, które administracyjnie połączono w jedno. W przypadku Rudy
Śląskiej następowało to etapami w latach 50.: poszczególne wioski
przyłączano do miast Ruda i Nowy Bytom, które ostatecznie w 1959
roku urodziły się jako jedno, duże miasto. Mimo, że od połączenia minęło
kilkadziesiąt lat, każda z dzielnic wydaje się żyć nieco w separacji od
pozostałych, każda też ma odrębną historię. Zgodnie z naszą tradycją
zwiedzania zakamarków Górnego Śląska w Wielką Sobotę, postanowiłem odwiedzić
dwie z nich, na więcej i tak nie starczyłoby czasu.
Zaczęliśmy od dzielnicy, od której całe miasto wzięło swą nazwę, czyli od
Rudy. Wbrew pozorom nie jest ona centrum Rudy Śląskiej, bo te znajduje
się w Nowym Bytomiu, ale ma ona najstarszą metrykę, bo istniała już w połowie
XIII wieku. Najpierw zatrzymaliśmy się przy kolonii robotniczej Carl Emanuel. Pierwsze spojrzenie na narożne budynki przywodzą na myśl gotycką starówkę
gdzieś na Pomorzu, a nie Górny Śląsk.
A jednak to Śląsk i osiedle patronackie, jedno z najładniejszych tego typu.
Wybudowane zostało na początku XX wieku przez hrabiego von Ballestrema,
właściciela zakładów przemysłowych na terenie Rudy. Tutaj zamieszkali
pracownicy kopalni Wolfgang.
Najbardziej efektowne są dwa narożne domy z wieżyczką, zresztą najmłodsze w
kompleksie. Pozostałe mają już znacznie prostszą formę, lecz nie sposób
odmówić im uroku.




























