niedziela, 8 lutego 2026

Triplex Confinium - trójstyk w Banacie

Banat. Wielokrotnie pisałem o tej krainie historycznej i wspominałem, że to jedna z moich ulubionych. Wspominałem, że podzielny jest na trzy kraje: większość znajduje się w Rumunii, mniejszość w Serbii, a skrawek pozostał na Węgrzech. Zdarzało mi się odwiedzać jednego dnia Banat w dwóch krajach, ale jeszcze nigdy we wszystkich trzech - udało się to dopiero w lipcu 2025 roku, dzięki wejściu Rumunii do strefy Schengen. Ale po kolei.

Najpierw są ostatnie kilometry na serbskiej ziemi. Nagle na drodze wyrasta bela siana, która spadła z traktora pędzącego przed nami. Poluzowały się również inne, więc rolnicy próbują je jakoś zatrzymać.


Dwie ostatnie serbskie wioski to Majdan (Мајдан, węg. Magyarmajdány) i Rabe (Рабе, Rábé). Obydwie niewielkie, zamieszkałe niemal wyłącznie przez Węgrów i sprawiające ponure wrażenie z powodu opuszczonej i zniszczonej zabudowy. Już kiedyś przez nie jechaliśmy i nic się nie zmienia, chyba, że na minus.



Pojawia się węgierski płot antyimigrancki, to znak, że do przejścia coraz bliżej.


Przed nami trójstyk sebrsko-węgiersko-rumuński, zwany Triplex Confinium, reprezentowany przez biały obelisk z trzema stronami; każda zaopatrzona jest w herb odpowiedniego państwa.


Jeszcze dekadę temu pamiątkowy monument stał wśród pól, a jedyną infrastrukturą była tablica informacyjna i wiata w jednym z rogów, docierali tu jedynie rowerowi fanatycy. Jako pierwsi asfaltową drogę doprowadzili Rumuni, ale okazało się, że łatwiej było otworzyć przejście graniczne pomiędzy dwoma zaprzyjaźnionymi dyktatorami (Węgrami i Serbią) niż między krajami unijnymi. Przejście węgiersko-rumuńskie planowano na rok 2023 i znowu okazało się, że prędzej przyjdzie wstąpienie Rumunii do Schengen niż jego wybudowanie. Co prawda formalnie nie ma tutaj połączenia drogowego między Węgrami a Rumunią, ale... zobaczymy 😏 . Z boku widzę dwóch rumuńskich mundurowych stojących u siebie, za wsadzonymi w ziemię flagami.


sobota, 31 stycznia 2026

W okolicach Gór Łużyckich: Ziitau, Oybin i Krompach

Jadąc w grudniu do Czech postanowiłem zajrzeć też na chwilę do Niemiec, a konkretnie do Saksonii, lub, jak kto woli, na Łużyce Górne. Po zjechaniu z autostrady A4 kierujemy się na południe wzdłuż Nysy Łużyckiej, po jej polskiej stronie. Już z daleka widać elektrownię Turów w Turoszowie (Türchau), z bliska zaś robi jeszcze większe, wręcz gigantyczne wrażenie.



Niezgodnie z prognozami na niebie króluje słońce, ale w oddali widać chmury przyczajone na terenach podgórskich. W pewnym momencie biała mgła podeszła aż do drogi i zatrzymała się na wale przeciwpowodziowym. Wyglądało to bardzo ciekawie, dwa światy walczyły ze sobą.


Główne przejście graniczne w Sieniawce (Kleinschönau) obstawione jest przez kilka wozów polskich pograniczników, ich niemieckich odpowiedników ledwo widać.
Granicę przekraczamy kawałek dalej, mniejszym mostem. Po niemieckiej stronie nikogo, po polskiej radiowóz i czający się mundurowi. Wbrew powszechnej opinii Niemcy nie zawiesili zasad Schengen - wprowadzili wyrywkowe kontrole, lecz cała granica pozostała otwarta. Zmieniła to dopiero Polska: na wniosek premiera zawieszono swobodny przepływ osób i wyznaczono listę miejsc, w których można zmieniać kraj. Znowu zdrowy rozsądek przegrał z polityką, bo realnych pożytków nie ma z tego żadnych.


Do Rzeszy wjeżdżamy z duszą na ramieniu; w końcu patriotyczne media non stop alarmują, że Niemiec tak naprawdę już nie ma, a migranci zrobili z tego kraju piekło. Na szczęście na początku nic złego się nie dzieje, napisałbym wręcz, że przedmieścia Zittau (Żytawa, łuż. Žitawa) sprawiają bardzo senne wrażenie.


poniedziałek, 26 stycznia 2026

Górskie podsumowanie roku 2025!

Minął kolejny rok, więc pora na podsumowanie górskiego roku 2025. Bez żadnego rozwlekłego wstępu przejdę od razu do rzeczy 😊.


 * Styczeń

Zaczęliśmy od jednodniówki w Górach Rychlebskich (Złotych), przeszliśmy z Jeseníka do stacji kolejowej w Lipovej-lázně. Była to moja pierwsza górska wycieczka bez nawet grama słońca od trzech lat! W zamian za to mieliśmy prawdziwie zimową atmosferę, na którą od dawna czekałem, a trzeba przypomnieć, że ówczesna zima w śnieg nie obfitowała. Niby tylko kilkanaście kilometrów, ale ostro nas wymęczyło.


* Luty

W kolejnym miesiącu śniegu już prawie nie było: do chatki na Adamach w Beskidzie Makowskim wybraliśmy się w typowo wiosennej atmosferze (choć na przychatkowej polanie zachowały się jakieś resztki białego). Powodem tej wizyty u Mariusza i Danki było spotkanie forumowiczów starego beskidzkiego forum, fajnie było zobaczyć znajome gęby.


* Marzec

Końcówka kalendarzowej zimy także nie była zimowa, choć kilka razy założyłem raczki. Drugi raz odwiedziłem Rychleby, aby samotnie po raz pierwszy zdobyć Jawornik Wielki. Nie jest to góra na którą chętnie powrócę, choć ponoć mają tam wybudować okazałą wieżę, więc kto wie... Przy okazji pokręciłem się trochę wzdłuż słupków granicy polsko-czeskiej, które w tym rejonie trochę pozmieniano.


środa, 21 stycznia 2026

W wigilię sylwestra na Biskupią Kopę

Nie sądziłem, że w starym 2025 roku pojadę jeszcze w góry, ale w wigilię sylwestra nie wytrzymałem i ruszyłem w stronę Kopy Biskupiej. Pierwsze dokładniejsze spojrzenie padło jak zwykle z pól przed Prudnikiem. Widać, że jest szansa na odrobinę śniegu.


Kolejne z bocznej drogi między Charbielinem a Jarnołtówkiem. Z tego ujęcia Kopa wygląda nawet ciut groźnie.


Wzgórze Czapka (Hutberg), stały element panoramy z Kopy, teraz oglądane z niskiego poziomu.


Zanim wskoczę na szlak, to jeszcze wizyta w Zlatych Horach (Zuckmantel). O ile na otwartej przestrzeni śniegu nie ma za dużo, o tyle w miejscowości atmosfera zrobiła się zimowa.



czwartek, 15 stycznia 2026

Góry Bystrzyckie: Neratov - Jagodna - Chatka Sylwestrowa - Orlické Záhoří

Pewnego grudniowego razu w Górach Bystrzyckich panowała piękna pogoda. A przynajmniej tak zapowiadały niektóre prognozy, podczas gdy inne sugerowały coś zupełnie innego. Jadąc w ich kierunku rzeczywiście mieliśmy nad sobą czyste niebo, ale im bliżej gór, tym więcej gromadziło się chmur. Czyżby znowu miała nas dorwać klątwa pogodowa? Może jednak nie. Gramoląc się autem w stronę przełęczy Spalonej zatrzymujemy się, aby podziwiać widoki w stronę Kotliny Kłodzkiej i gór na jej wschodnim obrzeżu: jest Masyw Śnieżnika, jest Jawornik Wielki i Borówkowa. A w dole mgły.



Na przełęczy Spalonej stoją dwa wozy bojowe i jeden opancerzony ambulans. Wojsko z nami? Czy może czeka na atak z Czech?

Zjeżdżając w stronę granicy na skraju lasu obserwujemy piękny spektakl w wykonaniu chmur, które ocierają się o zbocza Gór Orlickich.




W dole zabudowania Mostowic (Langenbrück) oraz Orlickégo Záhoří. Szkoda, że nowy biały dom psuje tę panoramę. 


środa, 31 grudnia 2025

Filipka w listopadzie, jak w środku zimy!

W listopadzie zima zrobiła falstart: nagle zaczął padać intensywnie śnieg i pokrył wszystko i wszędzie białą warstwą. Po kilku dniach wysokie temperatury całkowicie go stopiły i nie wrócił on prawie do końca roku. Mieliśmy z tatą szczęście i udało nam się wstrzelić na te zimowe warunki: choć zabrakło słońca, to dobrze było poczuć trochę zimowej aury.

Nie kombinowaliśmy za bardzo z miejscem wyjazdu i wybraliśmy Filipkę w czeskim Beskidzie Śląskim, zwłaszcza, że podczas ostatniej wizyty w 2023 roku warunki uniemożliwiły nam zrobienie zakładanej trasy. Teraz nie powinno być takich problemów.
Auto zostawiamy, tak jak ostatnio, w Hrádku (Gródku). Parking przy przystanku kolejowym był całkowicie zapełniony, więc ustawiamy się obok boiska.


Cofamy się w stronę zielonego szlaku, ale odbijamy w górę wcześniej na jedną z ulic prowadzących do gospodarstw. Po wejściu do lasu zima robi się jeszcze bardziej urocza.



Mijamy pomnik Wincentego Witosa oraz budynek mieszkalno-religijny (mieści zbór ewangelicki), z którego wychodzą dzieciaki z sankami.


czwartek, 25 grudnia 2025

Beskid Śląsko-Morawski: jesienna Prašivá i Ropická

W ostatni dzień października postanowiłem razem z tatą powtórzyć naszą pierwszą, wspólną wyprawę w góry, odbytą w grudniu 2014 roku: Beskid Śląsko-Morawski, Praszywa i Ropiczka. Punktem startowym będzie - jak przed ponad dekadą - Ligotka Kameralna (Komorní Lhotka, Kameral-Elgoth). Zaczynamy od odwiedzin kościoła ewangelickiego, wokół którego jest wiele starych grobów, w większości polskojęzycznych.



Tym razem jest jeszcze bardziej rodzinnie niż zwykle, bo wybrał się z nami Krzysiek, mój brat. 
Początkowo idziemy asfaltem z widokami na pobliski szczyt, Godulę.



Droga, którą poprowadzony jest żółty szlak, powoli pnie się w górę i pojawiają się pierwsze, nieśmiałe widoki. Nie są one jakieś spektakularne, bo - jak przeważnie w tym roku - widoczność jest słaba, poza tym kierunek nie ten. Odsłoniła się końcówka Beskidu Śląskiego, ule przy lokalnej szosie i blokowiska miast Zagłębia Ostrawsko-Karwińskiego.