Z gościnnej wiaty w przysiółku Szczeble maszerujemy do
centrum wioski, którą jest Kobylnica Wołoska (Кобильниця Волоська; przez cztery lata gierkowskiej polonizacji
istniała pod nazwą Kopytów Górny). Bożena tradycyjnie łapie stopa, Krwawy
dwa pedały, a reszta wybiera ścieżkę przez pola. Mało było w tym roku
polnego chodzenia, więc tym bardziej cieszy.
Kopułę świątyni w Kobylnicy widać z daleka. Wydawało się, że tegoroczny rzepak
będzie przekwitnięty, ale utrzymał się do maja w niezłej formie.
Idę pierwszy i na asfalcie zatrzymuje się koło mnie śmieciarka, pierwsza z
wielu, które zobaczymy dzisiejszego dnia.
- Dokąd idziecie?! - krzyczy chłop z szoferki.
- Przed siebie! - odkrzykuję, próbując być głośniejszy od silnika.
- Ale jak to? Nie macie celu?
- Dojdziemy tam, gdzie dojdziemy!
Śmieje się i macha ręką nad pożegnanie.
A tymczasem przede mną wyrastają budynki gminne z biblioteką i OSP. Na tyłach
stoi wiata, lecz daleko mniej przyjemna od tej w Szczeblach.






