Góry Inowieckie (Považský Inovec) to pasmo leżące w
południowo-zachodniej Słowacji, na wschodnim brzegu doliny Wagu. To jeden z
krańców Karpat w tym rejonie, dalej na południe rozciąga się płaska jak stół
Nizina Naddunajska.
Nie są to góry odległe od nas lub słabo dostępne - dojazd samochodem z granicy
na szlak zajmie autostradą niewiele ponad półtorej godziny. Trudno jednak nie
odnieść wrażenia, że mało kto o nich słyszał, Słowacy raczej też nie pchają
się w nie tłumnie. Najlepszym przykładem niech będzie fakt, że gdy
przeglądałem ostatnio jakiś przewodnik pod tytułem Góry Słowacji, to
Inowieckich w ogóle tam nie uwzględniono, jakby nie istniały 😛. Jednocześnie
posiadają one infrastrukturę turystyczną typu wieże i schrony, więc wydały się
idealne na kwietniówko-majówkę!
Pociągiem przyjeżdżamy z Żyliny do Nowego Miasta nad Wagiem (Nové Mesto nad Váhom, Vágujhely, Neustadt an der Waag). Uduchowiona to była podróż, bo za nami
siedział pewien dziadek, który przez cały czas opowiadał wszystkim o swoich
modlitwach i różańcu. Modlił się za innych, zwłaszcza grekokatolików i
prawosławnych, "którzy nie uznają Maryi". Wspominał też wizytę w
Toruniu.
- To takie miasteczko na północy Polski - wyjaśniał niepytany.
W Nowym Mieście wychodzimy lekko wymięci. Niebo zasnuło jakieś dziwne mleko i
zrobił się zaduch; w upale czekamy na autobus.
Ten przewozi nas do nieodległego Beckova (Beckó, Beckow), wioski na skraju gór. Spędzimy tu trochę czasu, bo
to miejscowość pełna zabytków, a nad nią góruje zamek (niestety, w trakcie
częściowej odbudowy).
Byłem w Beckovie na majówce trzynaście lat temu. Wtedy było tłoczno, dziś pusto, ale mamy środek tygodnia. Na ulicach prawie nikogo nie widać, lecz historyczne obiekty stoją na swoich miejscach. Są tu trzy zabytkowe kościoły (w tym jeden ewangelicki) i co najmniej trzy dwory, każdy w niezbyt dobrym stanie zachowania.




