Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śląskie niedaleko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śląskie niedaleko. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 maja 2025

Mysłowice, miasto przy Trójkącie.

Co roku w Wielką Sobotę staram się zwiedzić jakieś górnośląskie zakątki. Tym razem wybrałem Mysłowice (Myslowitz). Liczące ponad siedemdziesiąt tysięcy mieszkańców miasto wydaje się być w cieniu innych ośrodków czarnego Śląska. Może jednak w przyszłości odegrać bardzo ważną rolę z racji swojego położenia: ponieważ na długim odcinku graniczy z Sosnowcem, więc w razie wybuchu wojny z Zagłębiem będzie musiało przyjąć na siebie pierwsze uderzenie 😏.


Centrum Mysłowic to także strefa nadgraniczna: rynek od Przemszy, która oddziela Śląsk i Małopolskę, dzieli zaledwie dwieście metrów. Parkujemy niedaleko, na ulicy Towarowej (kiedyś Güterbahnhofstrasse). Zaraz obok nas jest komisariat policji, dalej kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz Sąd Rejonowy.


Kościół z najwyższą w mieście wieżą zostawimy na koniec wizyty w centrum. Najpierw pójdziemy w kierunku północnym, wzdłuż torów i starych kamienic...


...po czym skręcimy w prawo, aby nawiedzić inną świątynię: kościół Narodzenia NMP, najstarszy w Mysłowicach. Jego początki sięgają XIV wieku (wtedy też prawdopodobnie miała miejsce lokacja miasta na prawie magdeburskim), obecny wygląd to efekt renesansowej przebudowy.


sobota, 26 kwietnia 2025

Rowerowo wokół Łambinowic i Tułowic.

Wysiadam z pociągu w Łambinowicach (Lamsdorf). Tym razem nie będę zwiedzał terenów dawnych obozów jenieckich, mam zamiar pokręcić się po okolicy na kole. 
Łambinowicki dworzec to typowa pruska konstrukcja z XIX wieku, na ścianach zachowały się jeszcze ślady niemieckich napisów. Przy okazji można dowiedzieć się, gdzie wylądowały drzewa z wyciętych lasów: gromadzą je tutaj.



Początkowo planowałem przejechać przez centrum wioski, ale zmieniam zdanie i postanawiam od razu ją opuścić, kierując się na południe. Przez długi czas będzie mi dziś towarzyszył widok na Sudety z odległą o zaledwie trzydzieści kilometrów Biskupią Kopą.


Pierwsza odwiedzana przeze mnie miejscowość to Wierzbie (Wiersbel, Weidengut). Na skrzyżowaniu z drogą wojewódzką fotografuję krzyż, postawiony w 1946 "z prośbą o błogosławieństwo pracy w duchu Rz-Kat kościoła". Podejrzewam, że krzyż jest w rzeczywistości starszy i po prostu "zagospodarowano" dzieło poprzednich, niemieckich mieszkańców.


piątek, 18 kwietnia 2025

Śląskie niedaleko: z Polskiej Cerekwi nad Odrę w Grzegorzowicach.

Kierując się w stronę granicy czeskiej wielokrotnie przejeżdżałem przez Polską Cerekiew (Groß Neukirch), położoną przy drodze krajowej wioskę w powiecie kędzierzyńsko-kozielskim. Za każdym razem moją uwagę przykuwała masywna, ceglana bryła zamku i obiecywałem sobie, że kiedyś stanę i obejrzę ją sobie na spokojnie. Obietnicy dotrzymałem w pewną marcową sobotę, parkując w pobliżu urzędu gminy. Jego najbliższa okolica wygląda jak spełniony sen polskiego urzędnika: zero drzew, tylko goły bruk i płyty!


Zamek stoi w parku, gdzie na szczęście ostała się roślinność. Z daleka prezentuje się całkiem okazale.


Po bliższym spojrzeniu można dostrzec, że to częściowa rekonstrukcja. Obiekt wzniesiono być może w późnym średniowieczu, a w XVII wieku ród Opersdorffów przebudował go w stylu renesansowym. Później gospodarzyli w nim i dodawali swoje poprawki rodziny von Gaschin i Seherr-Thoß, wreszcie hrabiowie von Matuschka. W 1945 roku zamek spłonął. I tu pojawiają się różne wersje tego wydarzenia. Najpopularniejsza brzmi, że stał się po prostu ofiarą przechodzenia frontu. Ale znalazłem także informacje, potwierdzane ponoć przez mieszkańców, że podpalił go sam właściciel, aby nie dostał się w ręce wroga. Problem w tym, że Hans Eberhard, który jest wspominany jako ostatni pan na zamku, miał na froncie wschodnim dostać się do niewoli radzieckiej i tam umrzeć. Nie mógł więc tego uczynić osobiście. Być może jednak posiadał rodzinę, która została w Groß Neukirch i nie łudząc się niemieckim zwycięstwem, wolała puścić z dymem swój majątek, niż wydać go w ręce Sowietów.


sobota, 5 kwietnia 2025

Polskie Morawy: wioski wokół Kietrza.

Kontynuuję zwiedzanie enklawy kietrzańskiej, czyli jedynej enklawy morawskiej na Śląsku położonej na terenie Polski. Po odwiedzeniu stolicy, czyli Kietrza (Ketscher, Ketř), przyszła pora na otaczające go wioski. Jest ich sześć, okrążają stolicę enklawy ze wszystkich stron. Patrząc od zachodu i poruszając się zgodnie ze wskazówkami zegara:
* Kozłówki (Kösling, Kozlůvky),
* Księże Pole (Knispel, Kněží Pole),
* Langowo (Langenau, Langov),
* Tłustomosty (Stolzmütz, Tlustomosty),
* Pietrowice Wielkie (Groß Peterwitz, Velké Petrovice),
* Krotoszyn (Krotfeld, Krotin).

Zaczynamy w kolejności takiej, jaką podałem wyżej, a więc jako pierwsze odwiedzam Kozłówki. Nie jest to ludna wioska, liczy około stu pięćdziesięciu mieszkańców. Przy głównej ulicy, równoległej do szosy wojewódzkiej, większość domów ma długą metrykę, ale wiele z nich jest zaniedbanych lub opuszczonych.


Ludzi za bardzo nie widać, lecz się nie dziwię, bo jest przed południem w dzień roboczy. Pojawił się tylko jeden chłop z reklamówką na zakupy, ale nie wiem, gdzie mógłby je zrobić, bo sklepu tu brak. Tu i ówdzie na asfalcie walają się bryłki węgla, w które oczywiście kilka razy wjechałem.

Za centrum wioski można uznać skrzyżowanie, przy którym stoi kaplica św. Anny z 1842 roku. Czasem określana jest jako kościół, taki też drogowskaz do niej prowadzi. Wymiarami zdaje się być czymś pośrednim pomiędzy jednym a drugim. Przed budynkiem krzyż ufundowany w 1887 roku przez rodzinę Mosler.



piątek, 28 marca 2025

Polskie Morawy: Kietrz.

Morawy to jedna z trzech głównych krain historycznych wchodząca w skład Republiki Czeskiej. Mało kto jednak wie, że niewielkie ich fragmenty znajdują się również w Polsce! Jak do tego doszło? Aby odpowiedzieć na to pytanie należy cofnąć się do... średniowiecza 😏.

Ówczesne Margrabstwo Moraw w dużej mierze pokrywało się z granicami kościelnej diecezji ołomunieckiej. Na północy sięgało ono terenów dzisiejszego Śląska, m.in. należał do niego Prudnik i Głubczyce. W drugiej połowie XIII wieku czeski król wydzielił z jego ziem księstwo opawskie dla swojego nieślubnego syna. Syn, spłodzony z dwórką królowej, został oficjalnie uznany przez ojca a nawet papieża, lecz nie mógł dziedziczyć korony, więc otrzymał w ramach pocieszenia coś mniejszego. Księstwo to w wyniku układów, transakcji handlowych oraz koneksji rodzinnych w kolejnych stuleciach zaczęło być wiązane ze Śląskiem i traktowane jest jako część tej krainy. Żeby jednak nie było tak prosto: z terenów nowo utworzonego księstwa monarcha wykroił pewne obszary i przekazał je pod bezpośrednią władzę biskupów ołomunieckich. Było to podziękowanie za pomóc w krucjatach przeciwko Prusom. W ten sposób biskup sprawował w darowanych ziemiach nie tylko władzę kościelną, ale też świecką. Obszary te, będące enklawami otoczonymi Śląskiem, nadal traktowano jako Morawy, obowiązywały tam morawskie prawa, podatki płacono do morawskiego skarbu. 
Po wojnach austriacko-pruskich w XVIII wieku nie tylko Śląsk (również Opawski) został podzielony, ale także enklawy morawskie. Większość z nich pozostała przy Habsburgach, ale jedną przyłączono do Prus: było to miasto Kietrz (Katscher, Ketř) oraz kilka wiosek wokół niego. O ile w Austrii, a potem w Czechosłowacji, odrębność enklaw utrzymywała się aż do XX wieku, o tyle Niemcy potraktowali je jako normalną część Śląska, choć sporadycznie używano określenia "pruskie Morawy". W 1945 roku niemiecki Śląsk przypadł Polsce i w ten oto sposób skrawek historycznych, najprawdziwszych Moraw znalazł się pod rządami Warszawy. Oczywiście komuniści nie ustanowili żadnej odrębności administracyjnej dla enklawy, ale diecezja ołomuniecka nadal tutaj sięgała (obejmowała niemal cały dzisiejszy powiat głubczycki oraz południowo-zachodnią część raciborskiego; Prudnik już kilka wieków wcześniej włączono do diecezji wrocławskiej). Dopiero w 1972 roku Watykan utworzył oficjalnie diecezję opolską i formalnie dopiero wówczas administracja kościelna została wyjęta spod jurysdykcji biskupa ołomunieckiego.
Czasem, zwłaszcza polskie źródła, pod pojęciem "polskie Morawy" lub "Morawy polskie" uznają cały teren, który należał do diecezji ołomunieckiej. Uważam, że to nadinterpretacja, bowiem w ten sposób należałoby uznać za Morawy całą ziemię opawską, a przecież od stuleci nikt tak nie robi. Moje zdanie podzielają Czesi: dla nich Opawszczyzna to Śląsk pełną gębą, a Morawami są jedynie enklawy, czyli nie tyle dawna diecezja ołomuniecka, lecz posiadłości ołomunieckich biskupów. Zatem, podpierając się czeskim punktem widzenia, udajemy się na objazd po polskich Morawach, czyli do Kietrza i otaczających go wiosek. Biorąc pod uwagę obecny podział administracyjny, są to rubieże województwa opolskiego (większość) oraz śląskiego (jedna miejscowość).

Poniżej enklawa kietrzańska na przedwojennej mapie WIG z naniesionymi jej granicami (pochodzi z Wikimedia Commons).


Z oddali Kietrz wygląda jak wiekowe miasto: są wieże kościoła, starych budynków, jakiś komin. Swoje lata rzeczywiście ma: lokowali go w 14. stuleciu biskupi ołomunieccy, ale jako osada istniał już kilkaset lat wcześniej.


czwartek, 6 marca 2025

Śląskie niedaleko: Kopice i okolice.

Położone w województwie opolskim Kopice (Koppitz) zawsze były niewielką miejscowością, ale od średniowiecza stanowiły mieszkanie kolejnych rycerskich, a potem szlacheckich rodzin. Od połowy XIX wieku stały się własnością Schaffgotschów, jednego z najbardziej znanych arystokratycznych rodów Śląska. Miejscowy pałac przebudowali oni z takim rozmachem, że nazwano go śląskim Wersalem (tak po prawdziwe - kilka rezydencji nosiło takie miano), tutaj ulokowano rodzinne mauzolea. Co jakiś czas przyjeżdżam do Kopic zobaczyć, co zostało z dawnej świetlanej przeszłości i zawsze jest to wizyta smutna, choć teraz po raz pierwszy z pewną nutką optymizmu.

Parkujemy pod różowym kościołem Podwyższenia Krzyża. Klasycystyczna świątynia przez krótki okres w 1945 roku pełniła także funkcję stajni. Na ścianach kostnicy i ceglanym murze są wyraźne ślady po kulach. Później okazało się, że prawie na każdym starym budynku są takie pamiątki.


Rodzina Schaffgotsch była nie tylko jedną z najbardziej znanych, a od 19. stulecia majętnych, lecz również rzeczywiście śląską szlachtą. Co prawda praprapraprzodkowie wywodzili się z Frankonii, lecz już w XIV wieku otrzymała pierwsze dobra na Śląsku (jeszcze jako Schaff). Zostali na nim aż do 1945 (choć jedna z linii osiedliła się w Czechach). Skupiali się na Dolnym Śląsku, jeden z przedstawicieli ożenił się z piastowską księżniczką, koligacąc się w ten sposób z wieloma rodami europejskimi. Wreszcie w 1858 roku graf Hans Ulrich von Schaffgotsch pojął za żonę Joannę Gryczik, rodowitą Ślązaczkę. On był biedny, ale z tytułem, ona była chłopką, lecz bajecznie majętną, bo w cudowny sposób odziedziczyła fortunę Karola Goduli, górnośląskiego przedsiębiorcy, więc zwano ją śląskim Kopciuszkiem. Małżeństwo zaaranżowano, jednak okazało się szczęśliwe. Młoda para postanowiła uwić swoje gniazdko w Kopicach.


czwartek, 30 stycznia 2025

Śląskie niedaleko: cmentarze w Żorach.

Żory (Sohrau) są średniej wielkości miastem powiatowym na Górnym Śląsku. Historią sięgają średniowiecza (prawa miejskie otrzymały w XIII wieku), lecz nie zostało w nich zbyt wiele zabytków, a te, które są, pochodzącą najczęściej z 19. stulecia. To efekt licznych pożarów, z których trzy były szczególnie niszczycielskie i pochłonęły większość miejscowości. Dodatkowo w 1945 roku nawet osiemdziesiąt procent zabudowy mogło zostać zniszczone w czasie przechodzenia frontu. Przetrwały cmentarze. Korzystając z dnia Wszystkich Świętych postanowiłem zajrzeć na trzy zabytkowe nekropolie, wszystkie są z XIX wieku.

Najstarszy jest cmentarz żydowski położony przy ulicy, a jakże, Cmentarnej. Założono go w 1814 roku w oddaleniu od ówczesnego miasta, na przedmieściu Kleszczówka (Klischczowka); dziś od centrum oddzielają go dodatkowo tory kolejowe.


Pierwsi Żydzi pojawili się w Żorach na przełomie XV i XVI wieku, na półtora stulecia zostali wygnani przez habsburskich cesarzy i powrócili po 1713 roku. Zazwyczaj była to wspólnota nieliczna, jedynie w połowie XIX wieku pół tysiąca Żydów stanowiło kilkanaście procent społeczności miasta. Duży spadek nastąpił w okresie międzywojennym: wyznawcy Jahwe głosowali w plebiscycie za Niemcami, więc po przyznaniu Żor Polsce większość z nich wyjechała do Rzeszy. Pozostało jedynie kilkudziesięciu, a w momencie wybuchu II wojny światowej kilkunastu. Wszystkich wywieziono do getta w Będzinie.


czwartek, 12 września 2024

Opole - rejs statkiem po Odrze.

Rejsy statkiem po rzece dają możliwość przyjrzenia się znanym miejscom z innej perspektywy, a nawet jeśli ta perspektywa nie różni się za bardzo od tej lądowej, to zawsze jest to coś odmiennego. Nie inaczej było w przypadku Opola i przepływającej przez niego Odry. Co prawda normalnie raczej bym nie zdecydował się na skorzystanie z takiej oferty, bo wydaje mi się, że rzekę w śródmieściu znam z każdej strony, ale dostałem darmowe bilety, zatem... popłynęliśmy w pewną sierpniową sobotę. Dodatkowo dołączyli się jeszcze moi rodzice, dla nich była to zupełna nowość jeśli chodzi o poznawanie Opola. 


Po Odrze pływa statek o jakże oryginalnej nazwie Opolanin. Jeśli internety nie kłamią, to posiada on długą historię: kadłub ma pochodzić aż z... 1917 roku, a do obecnej formy został przebudowany w 1991 roku. Sprowadzono go z Holandii, płynął przez Niemcy i oczywiście Odrą. Trwało to - według słów kapitana - dwanaście dni. Z kolei gdybyśmy chcieli przepłynąć się ze stolicy Górnego Śląska do stolicy całego Śląska, to zajęłoby nam to około dwunastu godzin. Niestety, Opolanin nie pływa tak daleko, jego standardowa weekendowa trasa jest krótka, zajmuje godzinę i ogranicza się niemal wyłącznie do odcinka w ścisłym centrum miasta.


Statek cumuje na prawym brzegu Odry, w parku Nadodrzańskim na wyspie Pasieka (niem. Pascheke).


piątek, 12 kwietnia 2024

Siemianowice Śląskie: od przemysłu do ruin.

Zgodnie z moją świąteczną tradycją staram się tuż przed Wielkanocą odwiedzić jakieś mało znane mi górnośląskie okolice. Rok temu w Wielką Sobotę zwiedzaliśmy Świętochłowice, tym razem padło na Siemianowice Śląskie. Trzymamy się zatem liter S i Ś 😏.


Jak wszystkie duże miasta "czarnego Śląska" Siemianowice są zlepkiem złożonym z szeregu dawniej niezależnych miejscowości. Dwoma największymi były Huta Laura (Laurahütte) oraz Siemianowice "właściwe" (Siemianowitz). W 1922 roku w ostatnich miesiącach rządów pruskich władze połączyły je w jedną gminę wiejską Laurahütte-Siemianowitz, która od czerwca występowała pod polską nazwą Huta Laura-Siemianowice. W ten sposób stały się one największą wsią w Polsce, a być może i w Europie; przejęły tę rolę od Hindenburga, czyli Zabrza, które otrzymało w tym roku prawa miejskie. Siemianowice musiały na nie jeszcze trochę poczekać. W 1927 roku oficjalnie mianowały się "śląskimi", bo dodano przymiotnik do nazwy. W sumie nie wiadomo po co, bo innych Siemianowic w Rzeczpospolitej nie było. W 1932 roku stały się miastem. W 1951 przyłączono do nich Bańgów (Baingow), Bytków (Bittkow), Michałkowice (Michalkowitz) i Przełajkę (Przelaika).

niedziela, 10 marca 2024

Śląsk wielkopolski: Bralin i okolice.

Podróżując po różnych zakątkach Śląska dotarłem również do województwa wielkopolskiego, gdzie znajdują się skrawki Dolnego Śląska. Ostatnio opisywałem kraik rychtalski (Reichthaler Ländchen), w tym odcinku chciałbym się zająć położonym na północ od niego Bralinem i jego okolicami.

Bralin został odcięty od Dolnego Śląska w identyczny sposób jak Rychtal: w 1920 roku: na podstawie traktatu wersalskiego oderwano go z Niemiec i przyłączono do świeżo odrodzonej Polski. Argumentacja strony polskiej była dokładnie taka sama: są to tereny na których przeważa ludność polskojęzyczna, a więc Polacy. Oczywiście takie tezy często nie mają pokrycia z rzeczywistością, ale właściwie do tej pory się ich używa, aby uzasadnić pretensje terytorialne. Jako poparcie polskości Bralina wysyłano delegacje do aliantów, prezentowano listy poparcia oraz polskie książeczki kościelne. Podobnie jak w przypadku kraiku rychtalskiego mocarstwa zachodnie podjęły decyzję wysłuchując tylko jednej strony i nie zdecydowały się na przeprowadzenie plebiscytu takiego jak na Górnym Śląsku. W oficjalnym przekazie, obowiązującym do dzisiaj, ludność była z powodu zmiany przynależności państwowej zachwycona, a Bralin radośnie "powrócił" do Macierzy. Nieoficjalnie nie wszystko było takie czarno - białe. Ze wspomnień potomków Bralinian wynika, że poparcie dla polskości wcale nie było takie powszechne, a "listy poparcia" niekoniecznie nimi były. Nawet dzisiaj można przeczytać, że polscy działacze "agitowali wśród ludu i uświadamiali mu, że jest polski", więc skoro konieczne byłe uświadamianie, to lud przed agitacją niezbyt sobie ze swojej polskości zdawał sprawę. Z powodu braku plebiscytu trudno po stu latach określić rzeczywiste stanowisko propaństwowe ówczesnych mieszkańców. Pewien obraz sytuacji może dać pierwszy polski spis powszechny z 1921 roku: w przeciwieństwie do spisów pruskich pytano w nim o narodowość, a nie język używany w domu. Zakładając, że przeprowadzony on został rzetelnie i pamiętając, że część niechętnie nastawionej do Polski ludności mogła już wyjechać, faktycznie pokazuje on w wielu miejscowościach ziemi bralińskiej znaczną przewagę deklaracji polskich, ale w niektórych nadal przeważały niemieckie.

Zacznijmy od Bralina. Rzadki przypadek, aby nazwa w języku polskim była taka sama jak w niemieckim. O ile kraik rychtalski do zmiany granicy leżał w powiecie namysłowskim, o tyle tereny te były częścią powiatu sycowskiego (Landkreis Groß Wartenberg). Kolejna różnica pomiędzy stolicami obu ziem (bralińskiej i rychtalskiej) jest taka, że w momencie przyłączenia do Polski Bralin już dawno nie był miastem, stracił prawa miejskie jeszcze w XVIII lub XIX wieku (różne są daty w różnych źródłach, niezły rozrzut pomiędzy nimi). Na miejscu to widać. Rychtal prezentuje typowy małomiasteczkowy styl z rynkiem i ratuszem, a Bralin jawi się raczej jako większa wieś, rynek to po prostu skrzyżowanie i parking.



Domy przy rynku są raczej skromne i w niczym nie przypominają zdobionych kamienic miejskich.


wtorek, 23 stycznia 2024

Śląsk wielkopolski: Kraik Rychtalski.

W jakich województwach leży Śląsk? Wiadomo, w śląskim. Dla niektórych to jedyne województwo prawdziwie śląskie. Trochę bardziej ogarnięci szybko dodadzą, że również w dolnośląskim. "A między nimi jest Opolszczyzna". Niektórzy sprostują, że opolskie to również Śląsk. Czasem ktoś dorzuci, iż także w lubuskim mamy Śląsk. A w wielkopolskim? Jak najbardziej. Są to co prawda niewielkie powierzchniowo tereny, ale najprawdziwszy Śląsk, a konkretnie Dolny Śląsk.

W tym wpisie zajmiemy się dawną północno-wschodnią częścią pruskiego powiatu namysłowskiego (Landkreis Namslau), który zgodnie z traktatem wersalskim w 1920 roku znalazła się w Polsce. Dlaczego? O tym później. Oderwaną od śląskiej macierzy ziemię nazwano Kraikiem Rychtalskim (Reichthaler Ländchen). Składał się on z miasta Rychtal (Reichthal), dziesięciu wsi i grupy obszarów dworskich, które były wówczas wydzielone z terenów gminnych. Ogólna powierzchnia liczyła około 85 kilometrów kwadratowych, zamieszkiwało ją nieco ponad cztery i pół tysiąca osób. Był to jednocześnie położony najbardziej na południe fragment Dolnego Śląska przekazany II Rzeczpospolitej. Na poniższej mapie z epoki na czerwono zaznaczono polskie nabytki na Dolnym Śląsku po Wielkiej Wojnie - Rychtal (Reichthal) widoczny jest na samym dole, jako biały napis niedaleko Namysłowa (Namslau). Co prawda w niektórych opracowaniach pod pojęciem Kraiku Rychtalskiego pojawia się znacznie większy teren z Bralinem włącznie, ale Niemcy w tym przypadku zawsze mieli na myśli tylko utracone włości z powiatu namysłowskiego.


W Kraik Rychtalski wjeżdżamy drogą krajową numer 39. Ostatnią miejscowością w województwie opolskim są Igłowice (Haugendorf). Potem niebieskie tablice informują, że wkraczamy do powiatu kępińskiego,. Granica istnieje w tym samym miejscu od stu lat, powojenne podziały administracyjne jej nie zmieniły, nikt nawet nie proponował, aby Rychtal z powrotem wrócił pod skrzydła Namysłowa.


Po wielkopolskiej (od 1920 roku polskiej) stronie pierwszą wsią jest Skoroszów (Skorischau). Zachował się polski urząd celny (lub siedziba pograniczników), obecnie używany jako budynek mieszkalny.


czwartek, 7 grudnia 2023

Cmentarz żydowski w Katowicach.

Cmentarze żydowskie są nieodłączną częścią krajobrazu większości śląskich miast. Nie inaczej jest z Katowicami. Stolica województwa posiada jedną nekropolię tego typu i to stosunkowo młodą, bo otwartą w 1869 roku. Wynika to z historii Katowic, które same są młodym miastem - prawa miejskie uzyskały ledwie kilka lat wcześniej. Ówczesna gmina żydowska była filią gminy w Mysłowicach, co wiązało się ze sporymi niegodnościami: zmarłych trzeba było wozić na pochówek do sąsiedniej miejscowości. Po usamodzielnieniu się katowickiej gminy od razu zaczęto myśleć o utworzeniu własnego cmentarza.


Żydzi kupili grunt przy Gartnerstrasse, późniejszej ulicy Kozielskiej. Lokalizacja nie budziła obaw władz miejskich, ponieważ wtedy był to teren oddalony od centrum, zresztą zakładano, że nowe miasto Kattowitz będzie się rozwijać głównie w kierunku północnym i północno - wschodnim. Czas pokazał, że aż do czasu PRL-u było dokładnie odwrotnie 😏. Dziś ulica Kozielska i kirkut leżą w katowickim śródmieściu i z większości stron otacza je zwarta zabudowa.

Cmentarz na co dzień jest zamknięty, czemu się nie dziwię, bo regularnie zdarzają się na nim dewastacje (ostatnia miała miejsce w lipcu), a dodatkowo wielu ludzie traktuje go jako miejsce do przerzucania śmieci przez mur. Można go zwiedzić na organizowanych regularnie wycieczkach z przewodnikiem albo w wybrane święta - ja trafiłem tu 1 listopada. Oczywiście nie jest to żydowskie święto, ale na wielu kirkutach w Polsce tego dnia również płoną znicze. Niektóre z nich mają chrześcijańskie symbole, lecz myślę, że najważniejsza jest pamięć, więc nikt się o nie nie obrazi.


piątek, 14 kwietnia 2023

Świętochłowice - najgęstsze śląskie miasto.

Co wy wiecie o Świętochłowicach? Przyznam się, że ja, do niedawna, niewiele. Ot, tyle, że to miasto z kilkudziesięcioma tysiącami mieszkańców, ale na małej powierzchni, wciśnięte pomiędzy większych sąsiadów w centrum Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Słyszałem oczywiście o obozie Zgoda, założonym po II wojnie światowej przez polskie władze dla (przeważnie) Górnoślązaków.

Faktycznie Świętochłowice są niewielkie terytorialnie, zaledwie 13 kilometrów kwadratowych, co czyni z nich najmniejsze miasto na prawach powiatu (popularnie zwane powiatem grodzkim) na Śląsku i w całej Polsce. W porównaniu z sąsiadami (Chorzów, Ruda Śląska i Bytom) to wręcz karzełek. Jednocześnie są miastem z bardzo wysoką gęstością zaludnienia, zajmują pod tym względem trzecią pozycję w kraju.

Świętochłowice postanowiłem obejrzeć przy okazji Wielkiej Soboty, kiedy to zgodnie z moją wieloletnią świecką tradycją jadąc do rodziców na święta staram się zagłębiać w różne zakamarki śląskiej ziemi. To dobry termin na takie przygody, bowiem ruch na ulicach i chodnikach jest wyraźnie mniejszy niż w normalne dni, z kolei kościoły otwarte.

Jak wiele innych górnośląskich miejscowości Świętochłowice są młodym tworem patrząc na obecny ich kształt. Na współczesne miasto składają się tereny dawnych niezależnych osad z ich własną historią. Oprócz Świętochłowic "właściwych" (Schwientochlowitz) tworzy je Chropaczów (Schlesiengrube) i Lipiny (Lipine). Najstarszy jest Chropaczów, wzmiankowany - podobnie jak Świętochłowice - już w średniowieczu; w przeszłości stanowił samodzielną gminę, a przez rok był nawet osobnym miastem. Gminą były kiedyś także Lipiny. Do tego należy dodać Zgodę (Eintrachthütte), kiedyś część Bytomia oraz Piaśniki (Colonie Piasniki), dziś dzielnicę, a w przeszłości podlegającą pod Lipiny.

Parkujemy pod urzędem miejskim. Powstał on w okresie międzywojennym jako siedziba starostwa i leżał wówczas w... Hajdukach Wielkich, chociaż był to główny budynek powiatu świętochłowickiego. Logiczne, prawda? 😊 Świętochłowice i okolice przeżyły w XIX wieku gwałtowny wzrost związany z przemysłem, działały tu liczne kopalnie i huty. Liczba ludności rosła błyskawicznie, mimo to Świętochłowice pozostawały wsią, o której łakomie myśleli sąsiedzi, gotowi włączyć ją w swoje granice. Po plebiscycie i podziale Górnego Śląska w polskiej części powstał wspomniany powiat świętochłowicki - najmniejszy w Polsce, a najbardziej zaludniony. Nadal wiejski, mimo, że niemal bez użytków rolnych, zamieszkiwali go przeważnie robotnicy. W tym właśnie czasie wybudowano siedzibę starostwa w ówczesnych Hajdukach Wielkich (Bismarckhütte), jednej z wiosek powiatu. Tuż przed II wojną światową zdecydowano w końcu o nadaniu Świętochłowicom praw miejskich, jednocześnie większość Hajduków przyłączono do Chorzowa, a niewielki skrawek ze starostwem do Świętochłowic. Te, na skutek wojny, musiały poczekać na zostanie miastem jeszcze ponad siedem lat.
 

Jeżeli spod urzędu popatrzymy na wschód, to za torami zamiast cywilizacji ujrzymy wieżę ciśnień. Zaopatrywała ona w wodę głównie Hajduki i do tej pory zaraz za nią zaczyna się dzisiejszy Chorzów.


piątek, 18 listopada 2022

Śląskie niedaleko: Namysłów (Namslau).

Namysłów (Namslau) to miasto powiatowe na północno-zachodnich krańcach województwa opolskiego. Historycznie leży na Dolnym Śląsku i przez wiele stuleci właściwie nie miało nic wspólnego z Opolem, ale jednak w 1950 roku włączono je do nowo powstałej jednostki administracyjnej z dawnym Oppeln jako stolicą. Pod pewnymi względami wiekowe powiązania się nie zmieniły i Namysłów nadal bardziej ciąży ku Wrocławiu, podobnie jak cała zachodnia część województwa.

Istnienie Namislavii potwierdzają kroniki w XIII wieku, ale pierwotnie leżała ona poza dzisiejszym centrum, które założono dopiero po zniszczeniach dokonanych przez Złotą Ordę. Później powstało niezależne księstwo namysłowskie, a miasto potrzebowało solidnych murów miejskich. W okresie świetności składały się na niego dwa pasma umocnień, trzydzieści siedem baszt oraz trzy bramy miejskie. Do dzisiaj pozostało całkiem sporo fragmentów. Najokazalszy przedstawiciel z nich to wschodnia Brama Krakowska (Krakauer Tor, także Polnisches Thor), która stała już na pewno w 1371 roku. Górną część zrekonstruowano niedawno.


Na południe od niej zobaczymy całkiem ładną Basztę Prochową (Pulverturm), która znakomicie spisywała się m.in. w czasie oblężeń husyckich. Jej wygląd to w dużym stopniu efekt dość świeżej rekonstrukcji.



Dwa pasy murów miejskich, pośrodku nich zielona trawka zachęcająca do spacerów. Natomiast budynek po prawej to jeden z gmachów Urzędu Miejskiego.


środa, 27 kwietnia 2022

Przez Górny Śląsk w Wielką Sobotę: zabrzańskie impresje.

Wielkanoc to czas świętowania i tradycji, a moją świętą tradycją jest zwiedzanie różnych górnośląskich obszarów podczas podróży do rodziców. Przeważnie odbywa się ono w Wielką Sobotę, ponieważ na drogach jest wtedy mniej aut, mniej ludzi się włóczy po ulicach i zazwyczaj wszyscy są tak skupieni na jajkach, że nie zwracają uwagi na faceta z aparatem 😏.

Tegoroczny temat przewodni brzmi: Zabrze. Vorszpajzą będzie krótka wizyta w Wieszowie (niem. Wieschowa, od 1935 Randsdorf), wiosce oddzielonej od Zabrza autostradą A1. Ma się tu znajdować pałac należący kiedyś do Donnersmarcków, ale podjeżdżając widzę tylko zabudowania folwarku oraz dawne domy pracowników folwarcznych.




Okazało się, że główna fasada pałacu jest widoczna jedynie od strony pola. Tak się uparłem, aby ją uwiecznić, że przyjechałem tydzień później zrobić zdjęcie 😉. Przyznacie chyba, że nie jest zbyt imponująca?
 
 
Dzisiejsze Zabrze, podobnie jak wiele dużych miast, powstało jako zbitek różnych, pierwotnie niezależnych miejscowości, z których osada o nazwie "Zabrze" wcale nie była najstarsza. Łączenie ich w jeden organizm rozpoczęło się dopiero w XX wieku, kiedy to na początku stulecia powstała "największa wieś ówczesnej Europy", licząca ponad pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców. Wieś, bo prawa miejskie zostały przyznane w 1922 roku, a otrzymał je Hindenburg, gdyż w czasie Wielkiej Wojny przemianowano Zabrze na cześć słynnego marszałka. Nie miał on z Górnym Śląskiem nic wspólnego, ale chyba nie chciano zmieniać nazw bardziej znanych miast, a jakoś pogromcę Rosjan trzeba było uhonorować.

niedziela, 17 kwietnia 2022

Prudnik (Neustadt) - spojrzenie nieoczywiste (cmentarze, Frotex i inne ciekawostki).

Prudnik (Neustadt) to miasto położone na zachodnich rubieżach Górnego Śląska. Najczęściej odwiedzam je przy okazji podróży do Republiki Czeskiej (leży tuż przy granicy), a czasem wpada mi się zajrzeć do niego na trochę dłużej. W tym tekście chciałbym zaprosić do spojrzenia na miejsca niekoniecznie wybierane przez turystów.

Zacznijmy od cmentarza komunalnego 😊.


Założono go w połowie XIX wieku, przeznaczony był dla wszystkich obywateli niezależnie od wyznania, oprócz żydów, którzy mieli swoją własną nekropolię. Jest duży i zachowało się na nim nieco nagrobków sprzed 1945 roku.





czwartek, 30 września 2021

Śląskie niedaleko: drezyny w Staniszczach Wielkich, Ozimek, Fosowskie, Kolonowskie i okolice.

Kumpel zaproponował, aby w ostatnią sierpniową sobotę wybrać się na drezyny w okolice Kolonowskiego, na wschód od Opola. Czemu nie? - pomyślałem. Ponieważ zabawę umówiono na popołudnie, to wyjechałem sobie odpowiednio wcześniej, aby pokręcić się po okolicy.

Najpierw zatrzymałem się w Ozimku (Malapane), aby sprawdzić czy coś się zmieniło przy najstarszym w Europie kontynentalnej żelaznym moście wiszącym. Konstrukcja z 1827 roku wisi, jak wisiała przez prawie dwa wieki, nad niespokojnym nurtem Małej Panwi.




Na drugim brzegu, obok huty, powstało niewielkie Muzeum Hutnictwa, które akurat było zamknięte, gdyż miano tu prowadzić jakieś prace ziemne (tych wcale nie dostrzegłem).