Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katowice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katowice. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 grudnia 2023

Cmentarz żydowski w Katowicach

Cmentarze żydowskie są nieodłączną częścią krajobrazu większości śląskich miast. Nie inaczej jest z Katowicami. Stolica województwa posiada jedną nekropolię tego typu i to stosunkowo młodą, bo otwartą w 1869 roku. Wynika to z historii Katowic, które same są młodym miastem - prawa miejskie uzyskały ledwie kilka lat wcześniej. Ówczesna gmina żydowska była filią gminy w Mysłowicach, co wiązało się ze sporymi niegodnościami: zmarłych trzeba było wozić na pochówek do sąsiedniej miejscowości. Po usamodzielnieniu się katowickiej gminy od razu zaczęto myśleć o utworzeniu własnego cmentarza.


Żydzi kupili grunt przy Gartnerstrasse, późniejszej ulicy Kozielskiej. Lokalizacja nie budziła obaw władz miejskich, ponieważ wtedy był to teren oddalony od centrum, zresztą zakładano, że nowe miasto Kattowitz będzie się rozwijać głównie w kierunku północnym i północno - wschodnim. Czas pokazał, że aż do czasu PRL-u było dokładnie odwrotnie 😏. Dziś ulica Kozielska i kirkut leżą w katowickim śródmieściu i z większości stron otacza je zwarta zabudowa.

Cmentarz na co dzień jest zamknięty, czemu się nie dziwię, bo regularnie zdarzają się na nim dewastacje (ostatnia miała miejsce w lipcu), a dodatkowo wielu ludzie traktuje go jako miejsce do przerzucania śmieci przez mur. Można go zwiedzić na organizowanych regularnie wycieczkach z przewodnikiem albo w wybrane święta - ja trafiłem tu 1 listopada. Oczywiście nie jest to żydowskie święto, ale na wielu kirkutach w Polsce tego dnia również płoną znicze. Niektóre z nich mają chrześcijańskie symbole, lecz myślę, że najważniejsza jest pamięć, więc nikt się o nie nie obrazi.


sobota, 25 grudnia 2021

Jarmarki bożonarodzeniowe w czasach pandemii: Praga, Opole i Katowice

To powinien być wpis rozpoczynający okres przedświąteczny, a urodził się jako jego podsumowanie.
 
Grudzień to czas jarmarków bożonarodzeniowych, na które jeżdżę zwykle do Republiki Czeskiej. Rok temu tradycja ta została brutalnie przerwana, lecz miałem głęboką nadzieję, że tej późnej jesieni wszystko powróci na stare tory. Niestety, "ostatnia prosta" okazała się wyjątkowo kręta i najeżona przeszkodami.

Początkowo brałem pod uwagę Pardubice. Zrezygnowałem jednak, gdyż o tym czy jarmark się odbędzie, nie wiedziała nawet tamtejsza informacja turystyczna, a urzędnicy odsyłali mnie od Annasza do Kajfasza (urząd miasta do jakiegoś wydziału, ten z kolei do innej instytucji itp.). Potem padł wybór na Ostrawę i wszystko zmierzało w dobrym kierunku, gdy nagle czeski rząd... zamknął jarmarki! Ręce opadły, a Czesi byli wściekli - dlaczego akurat jarmarki, imprezy na świeżym powietrzu?! Można pójść w tłumie na mecz, do galerii handlowej i do innych przybytków, ale na jarmark nie! Doszukiwałbym się w tym przypadku także działań politycznych, gdyż to były ostatnie dni rządu Andreja Babiša i wcale bym się nie zdziwił, gdyby specjalnie podrzucił zgniłe jajo następcom...

Ostatecznie Ostrawę zmieniłem na Pragę - tam przynajmniej zawsze jest coś do zwiedzania, a może i jakieś knajpy będą chociaż sprzedawać grzańce? I faktycznie, w wielu miejscach można było dostać kubek wina na wynos - wydawało się, że będzie to jedyny akcent jarmarkowy, a resztę czasu trzeba będzie przeznaczyć na podziwianie architektury, w tym jak zwykle pięknie oświetlone Hradczany i jak zwykle zatłoczony Most Karola.




Okazało się, że jednak Czesi przechytrzyli system! Ku mojemu zdziwieniu na ulicy Havelskiej (Stare Miasto) natykam się na rzędy budek, sprzedawane są adwentowe duperele, choinki, prezenty, jedzenie oraz - co najważniejsze - grzane wina i poncz. Normalny, standardowy jarmark bożonarodzeniowy!

sobota, 30 marca 2019

Nikiszowiec, perła w koronie Katowic

Osiedla patronackie zaczęły masowo pojawiać się w europejskim krajobrazie w II połowie XIX wieku, kiedy to wielkie zakłady przemysłowe poszukiwały coraz większej ilości pracowników. Budowa osiedla w najbliższym sąsiedztwie była jednym ze sposobów, oby skutecznie związać ludzi z pracodawcą.

Szczególnie dużo powstało ich na "czarnym" Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim; szacuje się, że w całym województwie śląskim jest ich ponad 200! Dziś chciałbym przedstawić jedno z najbardziej znanych - katowicki Nikiszowiec (Nickischschacht, po śląsku Ńikisz).


Powstanie osiedla związane było z rozwojem kopalni Giesche, która w tym rejonie zaczęła eksploatację nowych pokładów węgla. Początkowo dla górników wybudowano Gieschewald (Giszowiec) - także osiedle zakładowe, ale o charakterze miasta-ogrodu. Szybko okazało się, iż mieszkań jest za mało i w 1908 roku przystąpiono do prac przy nowej kolonii robotniczej. Zlokalizowano ją obok szybu Nickisch, którego patronem był baron Friedrich Nickisch von Rosenegk, przedstawiciel spółki Giesche. Nazwę szybu przeniesiono na osiedle (Nickischschacht - szyb Nickischa), a potem pojawił się Nikiszowiec, czyli wersja spolszczona.


piątek, 2 listopada 2018

Cmentarze wojskowe Górnego Śląska: Tarnowskie Góry, Siemianowice i Katowice.

W tym okresie roku na wielu blogach automatycznie pojawiają się wpisy związane z cmentarzami. Tym razem i ja włączę się w ten trend 😉. W poniższym tekście zaprezentuję cztery nekropolie Górnego Śląska, jednak nie takie zwyczajne, a wojskowe. Połączę zatem okres pamięci o zmarłych z dniem 11 listopada, bowiem tej jesieni mija sto lat od zakończenia Wielkiej Wojny. W krajach zachodniej Europy pamięć o niej jest nadal bardzo żywa.

Zaczynamy od Tarnowskich Gór (Tarnowitz). Cmentarz wojenny znajduje się w zachodniej części Parku Miejskiego. Założono go w 1918 roku, zaprojektował architekt o nazwisku Anlauf. Z daleka przypomina park.



Alejki zbiegają się w centralnym punkcie; jak podejrzewam, kiedyś stał tam niemiecki pomnik. Dziś jest polski.


niedziela, 29 kwietnia 2018

Muzeum Śląskie - Katowice z wysokości szybu górniczego.

Ciepła, słoneczna niedziela wydaje się idealna do odwiedzenia Muzeum Śląskiego w Katowicach. Wystawy oglądałem już rok temu (o czym pisałem w stosownym wpisie), natomiast teraz chciałem wejść na wieżę szybową dawnej KWK "Katowice" (a wcześniej "Ferdinandgrube"), która obecnie służy jako punkt widokowy.


Do stolicy województwa śląskiego (z nieznanych powodów często określanej jako stolica Górnego Śląska lub wręcz całego Śląska 😮) dotarłem późnym popołudniem, blisko wieczoru. Miało to swoje plusy i minusy - z jednej strony niebo nabrało już ładnego koloru, z drugiej cień zaczął obejmować coraz większy obszar...

Po drodze mijam Spodek, który zawsze mnie urzeka swoją konstrukcją. W środku trwa koncert Golec Orkiestry. Ktoś ich jeszcze słucha?


czwartek, 27 kwietnia 2017

Muzeum Śląskie w Katowicach

Niecałe dwa lata po otwarciu postanowiłem odwiedzić główny budynek Muzeum Śląskiego w Katowicach. Mieści się on niedaleko Spodka, na terenie dawnej KWK "Katowice" (a wcześniej "Ferdinandgrube").

Zachowane budynki kopalniane (jest ich sporo) widać już z daleka.

Zaparkowane samochody bynajmniej nie należą od odwiedzający muzeum.
Część budynków gruby wyremontowano, większość nadal się sypie. Wykorzystywane są w niewielkim stopniu i zastanawiam się, jakie związane są z nimi plany. Szyb wydobywczy "Warszawa" służy jako wieża widokowa, ale tylko przy dobrej pogodzie (najwyraźniej w deszczu ktoś mógłby się na nim zabić...).


Główne wystawy mieszczą się pod ziemią, jak to w kopalni. Wchodzimy do nich przez przeszklone prostokąty i kwadraty, które w połączeniu z posadzonymi tutaj roślinami kojarzą się ze szklarniami oraz pracą zarobkową w Holandii 😉.

wtorek, 24 maja 2016

Spacerownik katowicki: kopalnia Kleofas

...a właściwie to jej pozostałości, ponieważ zakład ten definitywnie odszedł do historii.

Wspominałem o kopalni podczas moich wpisów o Załężu. Nie przez przypadek, ponieważ Cleophasgrube założono w 1840 roku na terenie tej właśnie wioski. Dopiero w 1991 roku władze Katowic oficjalnie wydzieliły z Załęża nową dzielnicę - osiedle Witosa, przy którym znajdowały się główne zabudowania kopalni.

Teren KWK Kleofas wygląda (a konkretnie wyglądał ostatniej jesieni) tak:

poniedziałek, 15 lutego 2016

Spacerownik katowicki: duchowe Załęże

Pora zająć się duchową stroną Załęża.

Jedynym kościołem jest rzymskokatolicki pod wezwaniem św. Józefa we wschodniej części dzielnicy. Standardowy neogotyk. Jego budowę przyspieszyła katastrofa w kopalni Kleofas - 4 marca 1896 roku w wyniku nieostrożnego obchodzenia się z ogniem przez maszynistę wybuchł pożar. Ze 144 górników znajdujących się w zagrożonym rejonie zginęło 105-ciu - głównie z okolic: Załęża, Dębu i Bogucic. W czasie pogrzebów złożono uroczyste ślubowanie, iż w Załężu stanie kościół wotywny i wkrótce tak się stało. 
 
 

Nową parafię erygował Georg Kopp, biskup wrocławski. Ten sam, którego imię do dzisiaj  nosi schronisko na Šeráku (Chata Jiřího / Georgschutzhaus). W dawnej katowickiej kopalni Eminenz (Gottwald) jeden z szybów także nazwano Georgschacht - obecnie stoi w środku centrum handlowego. 

czwartek, 11 lutego 2016

Spacerownik katowicki: boczne ulice Załęża

W dwóch poprzednich odcinkach opisałem katowicką dzielnicę Załęże wzdłuż głównej ulicy - Gliwickiej: część wschodnią oraz część zachodnią. Teraz zatem Załęże nie tyle od kuchni, co od bocznych ulic... Tym razem w kolejności alfabetycznej, a nie geograficznej. 

* Bocheńskiego Feliksa (do 1922 Bernhardtstraße, w latach 1939−1945 Danziger Straße): jak już wspominałem przecina Załęże na dwie części - wschodnie i zachodnie. Jest to też najbardziej ruchliwa szosa w dzielnicy, łącząca Drogową Trasę Średnicową z autostradą A4. 
 

niedziela, 7 lutego 2016

Spacerownik katowicki: zachodnie Załęże


W tym odcinku przespacerujemy ulicą Gliwicką po zachodnim Załężu. To podział subiektywny, mój własny, jednak za każdym razem czułem, że ta część dzielnicy położonej za skrzyżowaniem z ulicą Bocheńskiego jest trochę inna... 

Znajduje się dalej od centrum i rzadko występują tutaj reprezentacyjne kamienice - przy głównej szosie dominują budynki robotnicze, w tym familoki, a pod koniec również zwykłe bloki. 

Zabudowa nie jest też tak zwarta jak wcześniej, zwłaszcza na północnej stronie. 

Jednym z pierwszych budynków jest ten mieszczący Dom Aniołów Stróżów, kilka lat temu pokryty rysunkami. Znaczenia większości z nich można się tylko domyślać. 
 
 

wtorek, 2 lutego 2016

Spacerownik katowicki: Załęże (Zalenze). Pokręcona Gliwicka.

Z założenia ma to być początek cyklu traktujący o różnych ciekawych miejscach na terenie Katowic...

Na zachód od centrum znajduje się Załęże (Zalenze). Mimo, że od głównego dworca kolejowego dzieli je dziesięć minut spaceru, to rzadko można tam spotkać mieszkańców innych dzielnic oraz gości spoza miasta. 

Załęże ma długą historię, sięgającą XIII wieku, to jedna z najstarszych dzielnic stolicy województwa śląskiego. W XVIII i XIX stuleciu nastąpił w niej gwałtowny rozwój przemysłu (kopalnie, huty i fabryki), który trwał do początku obecnego millenium, kiedy upadły największe zakłady... dzisiaj Załęże służy jako sypialnia oraz skupisko problemów społecznych. Jest tutaj największy procent bezrobotnych w całym mieście, a liczba klientów pomocy społecznej stawia okolicę na drugim miejscu podium. Gdyby połączyć wskaźniki osób bez pracy, zagrożonych biedą, alkoholizmem i przestępczością to dzielnica dzierży palmę pierwszeństwa w Katowicach. 

I właśnie dlatego Załęże kusi :).

Życie toczy się wzdłuż głównej szosy - Gliwickiej. Załęże to typowa ulicówka, a Gliwicka jest niespotykanie jak na miejską ulicę pokręcona - to pozostałość po dawnej wiejskiej zabudowie. 
 

Za czasów niemieckich nosiła ona nazwę Moltkestraße, a w okresie międzywojennym i do 1954 roku Stanisława Wojciechowskiego. Potem dawny prezydent podpadł komunistom i nazwę Gliwickiej, która do tej pory biegła tylko w centrum, przedłużyli też na Załęże. 

niedziela, 30 marca 2014

Targi turystyki w Katowicach


Wybrałem się wczoraj po raz kolejny na coroczne Targi Turystyki. Odbywają się na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich, które, nota bene, leżą w rzeczywistości już w granicach Chorzowa :)

Po raz pierwszy udało mi się wejść za darmo, drukując ze strony organizatora specjalny kupon. To był niewątpliwie plus. Ale w środku już tak kolorowo nie było - mam wrażenie, że z każdym kolejnym rokiem jest coraz gorzej. Liczba wystawców może na tym samym poziomie, za to mniej wystawia się regionów czy gmin, a coraz więcej hoteli, biur podróży i tym podobnych, którzy nie oferują nic po za reklamami. Słabo wypadli Czesi, którzy zawsze prezentowali się wzorowo - coś interesującego przedstawiły właściwie tylko okolice Kromieryża oraz kraik hluczyński. Pozostałe czeskie regiony odgrzewane kotlety.