wtorek, 18 stycznia 2022

Zobaczyć Neapol i przeżyć, czyli burdello, bum, bum.

Podobno prawdziwe Włochy zaczynają się na południe od Rzymu. Pora było wreszcie tę teorię zweryfikować - padło na Neapol. Polecieliśmy jednak do niego niejako przypadkowo. Planowałem wczesnojesienny wylot w jakieś ciepłe i słoneczne miejsce, więc rzeczywiście wybrałem południowe Włochy, ale początkowo miała to być Sycylia. Niestety, pod koniec sierpnia weszła ona w tzw. "pomarańczową strefę", co oznaczało obowiązek noszenia maseczek również na zewnątrz. Stwierdziłem, że nie mam zamiaru się katować w takich temperaturach i przyjrzałem się innym włoskim regionom - przyszło mi do głowy Bari, lecz ostatecznie zmieniłem ją na Kampanię, bo miała lepsze połączenia lotnicze i więcej oferowała do zwiedzania. A poza tym Neapol to marka sama w sobie..
 
Po raz pierwszy leciałem linią na R, po raz pierwszy w Boeingu i po raz pierwszy samolotem zarejestrowanym na Malcie (Malta Air jest wspólną spółką Ryanaira i rządu maltańskiego).


Każda podróż do celu to dla mnie przygoda, zwłaszcza samolotem. Wspominałem już jednak wielokrotnie, że nie lubię latać - a tak konkretnie to nie lubię startów oraz gwałtownych ruchów aeroplanu w powietrzu. Lądowania zazwyczaj przeżywam spokojniej (bo wiem, że wkrótce wysiądę z metalowej puszki), a gdy lot na dużej wysokości jest stabilny, to nawet udaje mi się zdrzemnąć. Tym razem - podobnie jak podczas poprzedniego wypadu samolotowego - zabrałem ze sobą cytrynówkę autorstwa mojej mamy. Pierwszą buteleczkę wypiłem między kontrolą bezpieczeństwa a odprawą. Oczywiście moich nerwów nie uspokoiła, ale za to zrobiło mi się ciepło i zachciało do kibelka. Kolejne dwie opróżniłem już w przestworzach i tym razem żołądek rozpalił się niczym lawa. Na szczęście nieprzyjemności związane ze startem skończyły się po kilku minutach i potem mogłem cieszyć się piękną pogodą oraz widokami przesuwającymi się w dole. Uwielbiam wtedy fotografować, choć zazwyczaj brudne szyby i nienaturalne kolory psują efekt.

Wkrótce po wzbiciu w niebo - Wisła i jej starorzecza.


Dwa duże sztuczne zbiorniki wodne: Jezioro Mucharskie i Jezioro Żywieckie.



Słowacki Martin i wiecznie budowany tunel autostradowy.


Dunaj - po prawej Słowacja, po lewej węgierskie Gönyű.


Miasto Pápa i niewielkie lotnisko.


Przelatywaliśmy nad zachodnim brzegiem Balatonu, ale - niestety - nie było go widać z mojej strony. A chwilę później pod nami już Chorwacja: Dubravsko jezero na Drawie oraz jedna z pokręconych rzek - może Kupa?



Skądś kojarzyłem to miejsce... I kojarzyłem dobrze - to  Željava, położona w górach dawna baza jugosłowiańskiego lotnictwa. Po rozpadzie Jugosławii opuszczona, leży dziś na granicy Chorwacji i Bośni - teren tej drugiej zaczyna się na prawo od większego pasa startowego.


Pasmo Velebit i chorwackie wybrzeże - obrazki jak z bajki!



Wyspa Pag połączona mostem ze stałym lądem, widocznym w prawym dolnym rogu. A potem Zadar.



Kolejne wyspy - duży Dugi Otok, średnia Rava i mniejsze o mało znanych nazwach.


Chorwackie wybrzeże ma bardzo urozmaiconą linię, a włoskie z kolei jest wyznaczone prosto, niczym od linijki. Nad Italię wlatujemy obok Pescary, doskonale widać jej port i stadion piłkarski.



Nigdy za bardzo nie interesowałem się geografią środkowych Włoch, więc mocno się zdziwiłem widząc ciągnące się w dole góry. A to przecież Apeniny, sięgające wysokością prawie trzech tysięcy metrów!




W powietrzu czuję każde drgnięcie samolotu, każdy minimalny skręt i każdy ruch poziomy, więc bezbłędnie wiedziałem, w którym momencie zaczęliśmy zniżać lot. Budynki przestały być zwartą masą, góry też szybko się przybliżały.




Widać już Neapol. Przypominam sobie cytat "zobaczyć Neapol i umrzeć", mam nadzieję, że się nie sprawdzi, bo oznaczałoby to katastrofę lotniczą 😏. Wszystko idzie jak po maśle, także odprawa na lotnisku, której nie było. Witamy we Włoszech!

Prognozy pogody zapowiadały na ten dzień deszcze, burze, a w najlepszym razie duże zachmurzenie. Jak zwykle się sprawdziły 😛.


Nie będę w tym wpisie zajmował się historią, zabytkami czy miejscami ciekawymi dla turystów. Będzie o wszystkim innym.

Neapol długo nie miał dobrej opinii, w wielu przypadkach nie ma jej nadal. Brud, syf, chaos, hałas, niebezpieczeństwo. Tak, to wszystko jest tu obecne, choć w różnym natężeniu. Neapol najczęściej się kocha albo nienawidzi, ciężko być neutralnym. Nawet wspomniane "zobaczyć Neapol i umrzeć" Goethego bywa interpretowane zupełnie przeciwstawnie:
* miasto jest tak piękne, że po jego zobaczeniu można już umierać, gdyż nie zobaczymy nic wspanialszego - to opcja pozytywna,
* odwiedzający Neapol przybysze opuszczali go w trumnach, bo kończyli swój żywot na skutek zabójstwa albo szalejących tu epidemii, przywiezionych przez marynarzy z całego świata. To było ostatnie miasto, które zobaczyli.


Serce Neapolu to plątanina dziesiątek, a może i setki ulic ze średniowiecznym rodowodem. Wąskie i trochę szersze, te główne niemiłosiernie zatłoczone, te boczne pustawe. Budynki są wysokie, słońce rzadko dochodzi do brukowanych chodników. Mijamy kościoły, pomniki, kaplice - te ostatnie stawiane są przez mieszkańców, praktycznie każda ulica ma swoją!







Knajpy i restauracje wyskakują z każdej możliwej strony. Oczywiście dominują pizzerie, w końcu to właśnie w Neapolu pojawiły się pierwsze lokale noszące taką nazwę i właśnie w cieniu Wezuwiusza powstała pizza Margherita (przynajmniej według legendy). A gdy ktoś się naprawdę spieszy, to może sobie kupić aperola spritza lanego na ulicy.




 


Na ścianach można zobaczyć wiele plakatów wyborczych. Sporo pokreślono lub dodano wulgarne komentarze. Pan z prezentowanego tutaj zdjęcia wygląda jak typowy filmowy włoski mafiozo 😏.
 

Prawie za każdym rogiem albo w każdej bramie może się czaić jakaś perełka.


Po uliczkach przemykają całe masy skuterków - w tym całkiem sporo z bułgarskimi i... polskimi rejestracjami: Nowy Targ, Nowy Sącz, Sanok, Rzeszów, Przemyśl... Gastarbeiterzy czy wylądowały tutaj niezbyt legalnie?



Pierwszy raz widziałem, jak na skuterku przewozi się okazałego wilczura (i to bynajmniej nie w bagażniku, lecz na kolanach kierowcy 😛). A, o tu przemknął dostawczak z nowotarską rejestracją.


Generalnie samochody też wjadą wszędzie.

 


Przy pierwszym zderzeniu się z hałasem, tłumem i chaosem czułem się zmęczony i wkurzony. Z każdą godziną uczucia te zmierzały w kierunku fascynacji i zachwytu. Potem mogłem się już włóczyć uliczkami bez końca. Po zmroku nabierają one dodatkowego kolorytu (o ile to jeszcze możliwe); przed wyjściem na wieczorny spacer usłyszałem tylko:
- Ciebie zawsze ciągnie tam, gdzie najciemniej, więc, proszę cię, uważaj.
Uważałem.





W Neapolu życie wieczorne mieszkańców nadal toczy się na ulicy. Dosłownie. Wyciągają krzesła i kanapy i siadają przed kamienicami. Dodatkowo bardzo często na parterze są mieszkania, z których drzwi prowadzą prosto na chodnik! Przechodząc obok zaglądam ludziom do ich domostw i to nie do przedpokoju, lecz do kuchni albo salonu z telewizorem. Nie da się ukryć, że tak mieszkają głównie najubożsi, a wystrój tych mieszkań nie grzeszył przepychem. Było jednak coś podniecającego w dyskretnym rzucaniu oka, jak jakaś rodzina spożywała kolację albo oglądała serial.



Włochy to piłka nożna, a Neapol to SCC Napoli. Klub, w którym grał Diego Maradona i postać Argentyńczyka jest wszechobecna na obrazach, zdjęciach oraz na graffiti. Choć dwukrotne mistrzostwo kraju to już pieśń przeszłości, to jednak w żaden sposób nie zmniejsza zainteresowania wśród kibiców. Trzeciego października SCC grało mecz na wyjeździe z Fiorentiną i przy wystawionych na ulicach telewizorach zbierali się ludzie płci obojga. Nawet skuterek z Sanoka się zatrzymał. Czy ktoś wyobraża sobie takie emocje przy polskiej ekstraklasie? Ostatnie zgromadzenia uliczne związane ze sportem to była u nas wczesna Małyszomania...



Napoli wygrało z Fiorentiną 2-1, a jako ciekawostkę dodam, że rodowici Włosi stanowią wśród zawodników mniejszość (co akurat w Serie A jest normą).
 
Ten niepowtarzalny klimat ma swoją cenę. Jedną z nich jest fakt, że Neapol uznawany jest za najbrudniejsze miasto we Włoszech, przebija nawet Sycylię. Ja osobiście nie mam porównania do tamtej wyspy, ale rzeczywiście w Neapolu czysto nie jest. Mój pierwszy komentarz po wejściu na starówkę brzmiał:
- K...a, a przecież w Albanii jest syf! Ale nie aż taki!
Na samej ulicy często go nie znajdziemy, czasem wdepniemy w kupę, ale śmieci spychane są na boki albo w tak oczywiste miejsca, jak stara fosa obronna, gdzie ktoś postanowił je spalić.
Estetyka także nie musi zachwycać - odrapane i sypiące się mury, budynki wyglądające jakby miały wkrótce się zawalić, gryzmoły, malowidła. Ja akurat coś takiego lubię.






Syf to jedno, zwierzątka to drugie. W kilku miejscach widziałem szczury wielkości sporego kota. Na pierwszym zdjęciu widać nawet jego pyszczek. Czasem zostały tylko zwłoki...



Niejednokrotnie zobaczymy walające się kartony albo materace - legowiska bezdomnych. Zazwyczaj są to panowie o kolorach skóry sugerujące pozaeuropejskie pochodzenie. Śpią na schodach kościołów, w bramach budynków, na trawnikach, a nawet na przejściu dla pieszych przed dworcem Napoli Garibaldi.



Skutery przemykające wąskimi ulicami wręcz ocierają się o przechodniów. Na drogach też trzeba uważać - przejście przez pasy to zawsze zabawa pod nazwą "zatrzymają się, czy nie?". Zazwyczaj się zatrzymują, ale trzeba być przygotowanym na wytrąbienie albo machanie rękami (rewanżowałem się tym samym 😏). Zielone światło dla pieszych (trwające średnio około trzech sekund) wcale nie oznacza, że spokojnie przejdziemy na drugą stronę, to jedynie nieśmiała sugestia dla kierowców, aby jednak nacisnąć pedał hamulca. Dla równowagi - czerwone światło nie oznacza zakazu wejścia, tylko należy być szybszym od pojazdów. Czyli jak w życiu - sprytniejszy wygrywa.


W internetowych rozmowach dość często przewija się motyw bezpieczeństwa. W Neapolu powstała Camorra, jedna z najsłynniejszych i najbrutalniejszych włoskich mafii. Działa prężnie do dzisiaj (opanowała m.in. rynek śmieciowy, więc zalegające na ulicach resztki to pokłosie problemów z mafią), czasem padną jakieś trupy, ale bez obaw - turyści nie są jej celem. Turysta to pieniądze, a pieniędzy się nie zabija 😏. Oczywiście są pewne rejony, do których lepiej się nie zapuszczać. Centro Storico oraz tereny leżące przy morzu ogólnie traktowane są jako bezpieczne, choć sugeruje się, aby po Piazza Garibaldi oraz w okolicach Porta Capuana nie kręcić się po zmroku, co związane jest z działalnością rozmaitych gangów rozprowadzających narkotyki i inne substancje. Dzielnice sąsiednie - Rione Sanità, Materdei czy Quartieri della Spagna - uznawane były kiedyś jako niebezpieczne, obecnie coraz bardziej penetrowane są przez turystów i raczej nie powinno nas tam spotkać nic niemiłego, przynajmniej w ciągu dnia. Dalsze obrzeża pomijam, ale zapuszczanie się między blokowiska bywa ryzykowne w wielu miastach świata. Pamiętać należy o kieszonkowcach, nasza gospodyni upominała każdego ranka: 
- Plecaki z przodu, oczy dookoła głowy.

Przez cały wyjazd zdarzyły się dwie nieprzyjemne sytuacje. Raz podleciał jakiś nerwowy gościu i zaczął zasłaniać obiektyw, bo burzył się, że robimy mu zdjęcie. Nie robiliśmy, fotografowałem zatłoczoną uliczkę. Nie był tak wyjątkowy, aby skupiać się akurat na nim.
Druga, dość śmieszna akcja, miała miejsce pod jednym z kościołów. Ja akurat wlazłem do środka, a Teresa została na zewnątrz. Z sąsiedniego komisariatu wyszedł facet, opróżnił puszkę coli, rozejrzał się i, ignorując stojący obok kosz na śmieci, cisnął ją... w doniczkę. Widząc minę Teresy podszedł do niej, zaczął machać rękami i krzyczeć, najpierw po włosku, a potem po angielsku, coś w stylu:
- Pierd....i turyści, myślą, że wszystko im wolno, a ja jestem u siebie i będę robił co mi się podoba!
Niepotrzebny był komentarz, najwyraźniej sam wzrok pozwolił wyzwolić taką reakcję 😛. Co prawda nie jestem pewien jak do takiego zachowania podchodzą inni Neapolitańczycy, ale generalnie wydaje mi się, że dla każdego normalnego człowieka rzucenie puszki do doniczki, zamiast do pustego kosza, nie świadczy najlepiej o rzucającym, nawet jeśli jest Włochem i na swoim podwórku.

Często spotkamy żołnierzy - piechotą albo w gaziku. Pojawiają się głównie przy atrakcjach turystycznych - katedra, pałac królewski - albo na dużych placach. Są dwie teorie tłumaczące ich obecność:
- ochrona antyterrorystyczna,
- odpowiedź na wojny gangów i działania mafii.
Obstawiam pierwszą wersję, bo gangsterzy raczej nie załatwiają swoich porachunków w najbardziej popularnych i zaludnionych miejscach.



Tłumy, które pędzą głównymi uliczkami, znikają wieczorem. A tym bardziej w czasie deszczu - jednego dnia lało tak mocno, iż uznałem, że lepiej chodzić w sandałach, gdyż buty przemakały po kilkuset metrach. Woda wdarła się do metra i przez całe popołudnie połowa głównej linii była wyłączona. Położony poniżej poziomu gruntu pasaż obok dworca Garibaldi zmienił się w jeden wielki prysznic.






Gdzieś przeczytałem, że po jednym dniu Neapol irytuje, po tygodniu intryguje, a po miesiącu zaczyna się go kochać. Dobrze, że nie przebywałem tam aż tak długo, bo taka miłość byłaby mocno niezdrowa 😏. Opuszczałem go zachwycony, fajnie byłoby tu wrócić.

Na koniec tego odcinka kilka zdjęć miasta z powietrza, zrobionych podczas lotu powrotnego (na ostatnim wyspa Nisida w archipelagu Wysp Flegryjskich).
 


15 komentarzy:

  1. Na to czekałem! To moje ulubione miejsce we Włoszech. Ten ostatni przyczółek szaleństwa, trochę syfu, bałaganu, autentyczności i niezbyt wysokich cen we Włoszech. I tak, przebija Sycylię. Palermo próbuje "walczyć" w tej kategorii jeszcze, ale reszta wyspy przegrywa o dwie długości ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak dobrze zrobiłem zmieniając Sycylię na Kampanię :) Ale przyznaję, że Sycylia też mnie kręci, to może być następny cel we Włoszech (albo ponownie Neapol ;))

      Usuń
  2. Z ciekawością przeczytałem i pooglądałem fotki, bo prawdopodobnie pod koniec czerwca będę w Neapolu, ale tylko jeden dzień, więc pewnie się nie zakocham w tym mieście. Jak na razie zdjęcia nie zachęcają, ale jak pokażesz atrakcje turystyczne, to pewnie zmienię zdanie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabytki i atrakcje będą w napistępnym wpisie :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Bardzo fajne zdjęcia z samolotu.
    I fajne uliczne zdjęcia!
    A Małyszomanie pamiętam z pracy w markecie, przez głośnik informowano, że zaraz będzie Małysz skakał i wszyscy, klienci, pracownicy lecieli na dział z telewizorami oglądać jego skoki...trochę taki klimat był też podczas MŚ w Niemczech, ale to tylko taka namiastka tego była, zresztą dość szybko wygasła po meczu z Ekwadorem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pamiętam, że we wczesnej Małyszomanii (jak Adam dopiero zaczynał, jeszcze kilka lat przed właściwą), to oglądaliśmy skoki na matematyce w liceum, bo na polecenie nauczycielki skądś przyniesiono telewizor :P

      Usuń
  4. Fajne widoki z okien samolotu.

    A Neapol, zresztą jak duża część południowych i środkowych Włoch, to miasta pełne syfu, brudu i bezdomnych. Dla mnie właśnie z tym kojarzą się tamtejsze miasta w pierwszej kolejności ;) U nas to byłoby nie do pomyślenia. Ale trzeba przyznać, że zabytki mają ładne ;)

    Coś cisza o Wezuwiuszu, nawet zdjęcia nie ma, zignorowałeś? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam kilka dzielnic w polskich miastach, które wyglądają podobnie. No, może poza bezdomnymi, u nas jednak są oni bardziej schowani, a w Neapolu to bardziej styl "amerykański" pod tym względem.

      O Wezuwiuszu cisza, gdyż nie widać go ze starówki :P

      Usuń
  5. Neapol jeszcze na mnie czeka, moją planową wyprawę tam w 2020 odwołano przez pandemię... Jeszcze sie wybiorę, wygląda zachęcająco :) A że brudno - na Sycylii tez był syf i też mi się podobało :D

    Widoki z samolotu miałeś genialne! Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na widoki też nie narzekałem, szkoda, że w drodze powrótnej miałem chmury.

      Ciekawy byłby artykuł pod tytułem: Neapol kontra Sycylia :P

      Usuń
  6. Bardzo obiektywny wpis. Zabytki ładne i klimatyczne i uliczki, ale też sporo śmieci. Szczególnie spodobały mi się ujęcia wieczorne :) Pozdrawiam i czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ło! Pudelek w Neapolu?! Sporo mnie ominęło. Muszę nadrobić lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję za przybliżenie mi klimatu Neapolu. To miasto nie było nigdy jakoś w sferze moich zainteresowań, ale ciekawie je opisałeś i bardzo przyjemnie mi się czytało.
    Świetne zdjęcia z samolotu! Oglądałam zachwycona. Trafiły Wam się warunki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda samolotowa rzeczywiście się spisała :) Przyznam, że jeszcze rok temu też nie patrzyłem na Neapol jako sferę moich zainteresować, ale życie napisało własny scenariusz ;)

      Usuń