Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podlasie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podlasie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lipca 2019

Z plecakiem przez Mazury, Suwalszczyznę i Podlasie (4): Gołdap, Stańczyki, Żytkiejmy, Białystok

Gołdap (niem. Goldap, lit. Geldapė) w XX wieku kilka razy miał pecha. W początkowym okresie I wojny światowej zajęli go Rosjanie i po ich wyparciu zniszczonych zostało wiele budynków w centrum. Znacznie gorsza katastrofa nastąpiła 30 lat później, kiedy to najpierw zdobyła je Armia Czerwona, potem Wehrmacht odbił, a następnie Sowieci wkroczyli po raz drugi. Szacuje się, że zagładzie mogło wówczas ulec nawet 90% zabudowy miasta! Kolejną "cegiełkę" dołożyli polscy włodarze, karząc niekiedy burzyć obiekty, które przetrwały wojenne zawieruchy. Efekt jest taki, że dzisiejsza stolica powiatu pod względem architektonicznym jest raczej nieciekawa.


Naszym schronieniem przed niesprzyjającą aurą będzie kwatera położona przy jednej z głównych dróg - Suwalskiej, a w przeszłości Mühlentor. Właściwie to autobus zatrzymał się prawie pod drzwiami 😏.

Od właściciela bierzemy klucze, płacimy i zrzucamy bagaże. Siedzimy trochę w ciepłym pokoju, ale nie ma co za długo czekać i ruszamy na miasto.

Niedaleko od noclegowni trafiam na cmentarz wojskowy z czasów Wielkiej Wojny. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem spoczywają na nim i Niemcy i Rosjanie. Nekropolia jest w miarę zadbana.



sobota, 22 czerwca 2019

Z plecakiem przez Suwalszczyznę (1): długi dojazd, wigierska wąskotorówka i Jeleniewo

Nadszedł maj, a więc i czas tradycyjnej wędrówki po wschodnich granicach Polski. Chociaż w tym roku to już północno-wschodnich, bowiem zgodnie z harmonogramem wracamy na Suwalszczyznę i będziemy chcieli dojść do Mazur.

Wyprawę rozpoczynamy kalendarzowo wyjątkowo wcześnie, bo w nocy z 8 na 9 maja. Będzie to miało swoje późniejsze konsekwencje. We dwójkę z Eco dojeżdżamy do stolicy Śląska, skąd mamy bezpośredni pociąg aż do Białegostoku. Niestety, trasę tę musimy przebyć składem ED161 czyli Pesą Dart, która, według mnie, jest cholernie niewygodna: wąsko, ciasno, ścisk przy fotelach, mało miejsca na duże bagaże. W niektórych kiblach brak wody. Do tego głos nawiedzonej lektorki trzykrotnie informuje nas o najbliższej stacji; za każdym razem wita i żegna pasażerów przypominając o zabraniu bagażu i zwracaniu uwagi podczas wychodzenia na perony, ewentualnie życzy miłego pobytu lub dalszej podróży. I tak dziesiąt razy w ciągu całej nocy! To chyba dla osób z zanikami pamięci lub kompletnie głuchych, wszyscy pozostali mogą dostać od tego "nowoczesnego systemu informacyjnego" jobla. Jeśli jakimś cudem uda się człowiekowi ułożyć w fotelu, to i tak zostanie obudzony... Aha - aby skorzystać z baru należy mieć ze sobą bilet i dokument tożsamości. Ciekawe kiedy zaczną wymagać książeczkę do nabożeństwa?

W Warszawie czuję się na tyle wymięty, że, korzystając z dłuższej przerwy, uskuteczniam spacer na rozprostowanie nóg i kupienie czegoś do żarcia. Ulice jeszcze są pustawe, ale PKiN już lśni w słońcu. Potem dzwoni lekko spanikowany Andrzej, który myślał, że nie zdążę na odjazd 😏.


Zadowoleni, że większość najbardziej męczącego odcinka mamy za sobą, wyciągamy jedną sztukę swojskiego wina 😛. W trakcie czczenia tego wydarzenia mijamy stacje o różnych interesujących nazwach - Tłuszcz, Łapy... 



piątek, 1 lipca 2016

Nadbużańska przygoda, cz. VI: Poleski Park Narodowy, Włodawa i Chełm

Włodawa (וולאָדאַווע, Володава, Валодава) - miasto trzech kultur: polskiej, rusińskiej i żydowskiej. W przeszłości oczywiście, lecz miejscowość reklamuje się tym na każdym kroku. Dziś się o tym nie przekonamy, gdyż busik wywozi nas na dworzec autobusowy położony daleko od centrum.

Wychodzimy i zastanawiamy się co robić - odpowiedzią staje się pobliski bar "Rondo". Bardzo fajne miejsce z sympatyczną obsługą i smacznym jedzeniem. Dawno nie siedziałem w tak fajnym przybytku.


Spędzamy tu trochę czasu w oczekiwaniu na autobus; dziś mamy bowiem zamiar odbić od granicy i Bugu na zachód do Poleskiego Parku Narodowego. Stwierdziliśmy, że skoro jesteśmy w tych rejonach to grzechem byłoby tam nie zajrzeć.

Autobusem jest trzęsący się Autosan z kierowcą w rozpiętej koszuli - od razu czuć klimat.

środa, 29 czerwca 2016

Nadbużańska przygoda, cz. V: Dołhobrody - Różanka

Środa, piąty dzień włóczęgi po nadbużańskich terenach. Poranek w lasku obok Hanny znów upalny.


Przypomina mi lasy nad Bałtykiem.


Tradycyjnie rano nie śpieszy nam się. Śniadanie, potem jeszcze relaks na skraju pola.

czwartek, 23 czerwca 2016

Nadbużańska przygoda, cz. IV: spod Jabłecznej do Hanny

Poranek w pobliżu monastyru w Jabłecznej znów jest upalny, jak dwa dni wcześniej. Zapowiada się gorący dzień!


Postanowiłem przejść się do przyklasztornej toalety aby skorzystać z wody. Po drodze musiałem minąć krowę, która rozsiadła się dokładnie w tym miejscu, gdzie prowadziła ścieżka z naszego obozowiska - wczoraj jej jeszcze nie było. Krowy, nie ścieżki. Na szczęście krowa była pokojowo nastawiona.


poniedziałek, 20 czerwca 2016

Nadbużańska przygoda, cz. III: sanktuaria trzech wyznań (Kodeń i Jabłeczna)

W Kodniu (Кодень) na straży pokoju stoi polski żołnierz ściskający się z jakimś Azjatą, a wszystko to za plecami małej dziewczynki, która zdaje nie zdawać sobie sprawy z całego zajścia.


Nie motywy żołniersko-patriotyczne są jednak najważniejsze w tej miejscowości, lecz bazylika św. Anny - sanktuarium katolickie.


Dzieje Kodnia (początkowo nieprawidłowo odmienialiśmy "Kodenia") związane są z rodem Sapiehów. To oni w XVII wieku wznieśli świątynię w stylu renesansu i umieścili w niej cudowny obraz Matki Boskiej Kodeńskiej. W 1630 roku obraz ten książę Mikołaj Sapieha ... ukradł z pałacu papieskiego w Rzymie i unikając pościgu ściągnął nad Bug! Doskonały przykład, że cel uświęca środki.

czwartek, 16 czerwca 2016

Nadbużańska przygoda, cz. II: sanktuaria trzech wyznań (Terespol-Kostomłoty)

Terespol (Тере́спіль) wita nas nowoczesnym dworcem oraz czujnymi spojrzeniami funkcjonariuszy Straży Granicznej. Zapewne pomyśleli, że jakieś dziwne te mrówki...


Dworzec niby odpicowany, ale nie wiem na ile wiarygodną mają informację, że w Brześciu są dwa dworce główne - Centr i Centralny.


Po wyjściu rozglądamy się za jakimś barem, co by przeczekać największe godziny skwaru - obok rzędu kantorów jest knajpa z ogromnym parasolem. Spędzamy tam przyjemnie sporo czasu, przy okazji ładując różnego rodzaju sprzęt.

wtorek, 14 czerwca 2016

Nadbużańska przygoda, cz. I: w kierunku Terespola

I nastał czas wiosny, kiedy to już od kilku lat wesoła kompania moich znajomych przemieszcza się wzdłuż wschodnich granic Polski. Mają taki kaprys, aby przejść kraj dookoła, co zajmie zapewne z 20 lat. Ja nie snuję takich planów, od czterech lat jeżdżę dla zwykłej przygody. Tym razem zaczęliśmy później niż zwykle - w czerwcu - ale okazało się, że był to doskonały wybór.

Rok temu robiliśmy odcinki na północnym Podlasiu i Suwalszczyźnie. Działamy na zmianę, więc w tym roku wypadł znów kierunek południowy, czyli poniżej Bugu, więc... no właśnie, gdzie? Administracyjnie to województwo lubelskie, co - jak wiemy - nic nie znaczy. Historycznie to zachodnie Polesie, natomiast w XIX wieku zaczęto określać teren, po którym będziemy się przemierzali, jako południowe Podlasie, choć bardziej w rozumieniu administracyjnym. Na miejscu okazało się jednak, że używa się niemal wyłącznie określenia "Podlasie", "Polesie" pojawia się dopiero w jego dolnej części...

Z Eco zaczynam start w Opolu, skąd przemieszczamy się do stolicy Śląska. Tam dociera Buba i spędzamy kilka miłych godzin w towarzystwie znajomych. Przezornie nie robię żadnych zdjęć, aby nie kusić licha - w 2014 roku ukradło mi ono aparat, a rok temu stracił go Eco, więc kto wie, na kogo napadnie teraz??

Mocno zapełnionym Polskim Busem docieramy o 4.30 rano do Warszawy, do stacji metra Młociny. Pierwszy autobus umożliwia nam wycieczkę po wyludnionych ulicach stołecznych opłotków i tylko czasami gdzieś daleko widać wielki świat.


W Warszawie Zachodniej jest knajpa, którą Eco z Bubą bardzo polecali. Co prawda były obawy czy po remoncie nie zniknęła jako pozostałość spelunkowatej przeszłości, jednak istnieje, gdyż znajduje się w przejściu podziemnym. Działa dopiero od 6, ale już pół godziny wcześniej ma otwarte drzwi. "Bar na luzie zaprasza".

Wbrew nazwie na luzie jednak nie jest. Pani zza baru jakaś taka zafuczała, Andrzej dostaje zjebkę za robienie zdjęć bez pytania o zgodę. Ja przezornie się pytam i takową dostaję...


Wystrój fajny, lecz piwo paskudne i nie ma toalety, prócz płatnej dworcowej oraz pobliskiego parku. Jakoś wymęczamy kufelki i suniemy na najbliższy pociąg. 

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Podlasie - od Goniądza do Suchowoli

Po zakończeniu tratwowego spływu i uzupełnieniu składu o Izę udajemy się szybko w kierunku znanej już nam restauracji hotelowej w Goniądzu. Mimo, iż pisało, że działa do 20-tej, to udało nam się coś zjeść jeszcze po tej godzinie. Wszystkim smakowało, oprócz Izy.

Nocujemy dokładnie w tym samym miejscu, co z Eco w sobotę - za miastem, nad Biebrzą obok Carskiej Drogi. Pogoda jednak jest już mniej przyjemna, nieco kropi, ale na szczęście namioty rozbijamy na sucho, podobnie jak smażymy na ognisku kolację.


niedziela, 31 maja 2015

Podlasie - spływ tratwą po Biebrzy

Jest godzina 20-ta, wiatr ucichł, więc w końcu możemy zacząć spływ Biebrzą. Cieszymy się jak dzieci, choć niebo już wyraźnie wskazuje, że koniec dnia coraz bliżej... Początkowy plan zakładał odcinek Wroceń-Osowiec, jednak wobec warunków atmosferycznych (silny wiatr wiejący przez większość dnia), realny wydawał się co najwyżej leżący nieco po ponad połowie tego dystansu Goniądz.



Jaka jest różnica między tym, co było wcześniej, świadczy fakt, że w ciągu 5 minut przepłynęliśmy więcej, niż przez dwie godziny w południe.


piątek, 29 maja 2015

Podlasie - od Osowca do Wrocenia

Wiosna to od jakiegoś czasu okres wędrówek po północno-wschodniej Polsce. Tak też było i w tym roku, choć w mocno okrojonym składzie, ale w końcu nie ilość, lecz jakość ma znaczenie.

Nie odbyło się jednak bez dramatów, w końcu licho nie może odpuścić takiej okazji. Jeszcze w domu dostaję informację od Eco, że licho zamknęło sklep ze statywami i pod postacią sprzedawczyni oszukało go w sklepie. Potem trochę się uspokoiło - spotykamy się w katowickiej knajpie wraz z osobami towarzyszącymi, jest miło i przyjemnie i nagle, tuż przed wsiadaniem do autobusu, Andrzej odkrywa, że nie ma aparatu! W tamtym roku ja, w tym on, ciekawe na kogo trafi za rok?

W minorowych nastrojach docieramy we dwójkę do Warszawy, w dodatku za wcześnie! Zwykle to nie jest problemem, ale teraz jest przed 4 rano, ciemno, zimno, a jedyna cywilizacja to przydworcowa mordowania z rosyjskojęzycznymi gośćmi i okładającymi się pasztetami...

Na stacji metra podróżni modlą się do zamkniętych drzwi, więc w ramach jedynego słusznego wyjścia wypijamy po piwku w pobliskim skwerku. Kiedy w końcu otwierają podwoje kolei podziemnej, pierwszym składem jedziemy w kierunku Młocin, obserwując grupę młodych cichodajek ze swoimi kolegami. Ach, młodość...

Kolejny autobus dowozi nas wreszcie do stolicy Podlasia.


środa, 18 czerwca 2014

Podlasie Południowe - cz. IV (Stare Buczyce - Porosiuki)

Pora wreszcie na ostatnią część cyklu podlaskiego!

Na podłodze gościnnego domu w Starych Buczycach budzę się w dobrym humorze, który jednak szybko pryska podczas wizyty w wychodku - do 3 K, doszło czwarte - kleszcz! W dodatku w pachwinie... wyciągam go, ale naturalnie musiała zostać główka, którą wydłubuję przy pomocy igły od Buby. Lepsze żywa rana i mięso niż resztka kleszcza... Nie minęło pół godziny a kleszcza znajduje też Eco - jeszcze bardziej zamaskowanego i jemu też coś tam zostaje. Zaiste, licho nie odpuściło nawet tutaj! 

Po jajecznicy ze swojskich jaj żegnamy się z dziećmi gospodarzy (którzy sami wcześniej wyjechali do pracy) i kierujemy się do głównej drogi, którą następnie suniemy na Janów Podlaski (Romek opuścił nas wcześniej - wracał do Warszawy). 
 

Dziś przynajmniej pogoda jest o wiele lepsza - nie pada, a nawet pojawia się słońce. 
 

piątek, 13 czerwca 2014

Podlasie Południowe - cz. III (Zabuże - Stare Buczyce)


Przekraczając Bug przekroczyliśmy kilka granic. Współczesną, bo z województwa podlaskiego znaleźliśmy się w woj. mazowieckim - po raz kolejny widać, że granice dzisiejszych województw są idiotyczne, skoro fragment Podlasia jest w województwie, którego stolicą jest Warszawa. Z dawnej carskiej Rosji przenieśliśmy się do dawnej Kongresówki. I wreszcie przekroczyliśmy granicę religijno - mentalną: z krajobrazu zniknęły cerkwie, teraz spotykać będziemy tylko świątynie katolickie (co najwyżej będące w przeszłości cerkwiami), a napisy w cyrylicy stały się rzadkością. 

Przekroczyliśmy też granicę pogodową - upalne, słoneczne dni pozostały po stronie Mielnika, my budzimy się w pogodzie szarej, burej i chłodnej. Plany kąpieli u większości osób zostały anulowane. 

Gdy pakujemy namioty (przy okazji okazało się, że Grześ śpiąc zamordował jaszczurkę) zaczyna padać deszcz. Dochodzimy do pobliskiej wiaty przy promie i tam czekamy na Romka, który wkrótce się zjawia. 
 

środa, 11 czerwca 2014

Podlasie Południowe - cz. II (Mielnik)

Pod Wiejską Świetlicą w Mętnej spało mi się bardzo dobrze, nawet nie rozkładałem z Grzesiem namiotu, tylko bęc pod wiatę. Rano przyjechali jacyś faceci z roślinkami i byli zdziwieni, że wygodnie mi na kostce. 

- Po bimbrze to wszędzie wygodnie - odparłem. W jednej z wiosek zakupiliśmy miejscowy napitek, ale obiektywnie pisząc był paskudny. Tzn. po każdym kolejnym łyku mniej paskudny, ale zawsze rano bolała mnie później głowa. No ale płacąc 30 zł za trzy flaszki Wersalu się nie spodziewać. 

Ledwo wyszliśmy ze wsi, a Iza złapała stopa - pana od motyli i pana od chrząszczy, obaj niemiejscowi - może dlatego się zatrzymali. Zaraz potem lekką przemocą (blokując szosę) zatrzymaliśmy drugie auto i tak cała ekipa szybko znalazła się w Mielniku. 

Mielnik (Мельник) to najbardziej znacząca miejscowość na naszej trasie. Dawne sławne miasto królewskie na obrzeżach Wielkiego Księstwa Litewskiego zasłynęło z dwóch wydarzeń w historii - oba miały miejsce w 1501 roku. Najpierw podpisano tutaj akt Unii mielnickiej, kolejny w dziejach Polski i Litwy, zacieśniający więzy. Potem tzw. przywilej mielnicki, który de facto wprowadzał w Rzeczpospolitej senacko-oligarchiczną republikę - rządzić miała arystokracja poprzez Senat, a król był jedynie "pierwszym z równych", przewodniczącym Senatu i niewiele więcej. Oba ustroje nie weszły w życie - przeciwko Unii wystąpili Litwini i sami Jagiellonowie, przeciwko przywilejowi średnia szlachta pozbawiona wpływu na rządy. 

wtorek, 10 czerwca 2014

Podlasie Południowe - cz. I (od Czeremchy do Mętnej)

Miłe złego początki...

To powiedzenie sprawdziło się w 100 procentach! Mój wyjazd na Podlasie zaczął się sympatycznie - piwko w Opolu, piwka w pociągu, spotkanie ze znajomymi we Wrocławiu i w dobrych humorach wsiadaliśmy do nocnego zuga w kierunku stolicy.

A potem nad ranem zorientowałem się, że mój aparat zniknął :( Nie wchodząc w szczegóły, tej nocy sporo osób zostało w pociągu okradzionych, działała jakaś zorganizowana szajka, prawdopodobnie przy udziale części konduktorów.

W pierwszej chwili chciałem wrócić do domu - dla mnie wyjazd bez możliwości robienia zdjęć jest zupełnie bezcelowy. Eco tylko się modlił, aby opóźnienie naszego pociągu wzrastało, abym mógł nieco ochłonąć i zmienić decyzję. W sumie wymodlił, bo z ciężkim sercem przesiadłem się do kolejnego pociągu na Siedlce i zdecydowałem się kontynuować wędrówkę - Buba obiecała mi dowieźć swoją zapasową małpkę, a przez pierwsze dwa dni robiłem zdjęcia do spółki z Eco. Tak więc galeria zdjęć jest nieco mieszana...

A przecież licho już wcześniej dawało znać - Eco zapomniał mapnika, prawie zapomniał namiotu i spóźnił się przez to do pracy, w robocie zapomniał jedzenia. Potem narastające opóźnienia kolejnych pociągów... w pociągu KM licho znów się objawiło, bo bilet na wcześniejszy kurs nie obowiązywał na ten! zapowiadał się ciężki tydzień!