poniedziałek, 28 grudnia 2020

Budziszyn, stolica Górnych Łużyc.

Budziszyn (Bautzen, Budyšin) to jedno z tych miast, o którym wielokrotnie czytałem i często obok przejeżdżałem, ale jakoś nigdy nie było okazji, aby je zwiedzić. Jesienią postanowiłem w końcu do niego zajrzeć.

Na powitanie najlepiej nadaje się Friedensbrücke przerzucony nad Szprewą, skąd jest piękny widok na starówkę i pozostałości obwarowań.


Kamienny kościół zwie się Michaeliskirche i pochodzi z XV wieku. Na lewo od niego Alte Wasserkunst, renesansowa wieża wodna, która wydaje się krzywa i to nie tylko wina obiektywu. Kolejna, młodsza wieża wodna, wznosi się na prawo.


poniedziałek, 21 grudnia 2020

Góry Bardzkie: Szeroka Góra, Kłodzka Góra, Bardo i trzy kalwarie.

Położone na styku Dolnego Śląska i ziemi kłodzkiej Góry Bardzkie nie należą do pasm bardzo popularnych wśród turystów. Owszem, są na nich miejsca z większą frekwencją odwiedzających, ale ogólnie ludzie raczej wybierają inne części Sudetów. W moim przypadku jest podobnie: doszedłem do wniosku, że tak naprawdę nigdy po Górach Bardzkich... nie chodziłem! Owszem, raz kiedyś okrążyłem spacerkiem Fort Ostróg na Ostrej Górze, ale trudno uznać to za pełnowartościową wizytę. W listopadzie postanowiłem to zmienić, aby wymazać niektóre białe plamy na mej sudeckiej mapie.

Ponieważ na wycieczkę wybraliśmy się w szerszym gronie, w tym z dwójką dzieciaków, trasa musiała być w miarę krótka i niezbyt wymagająca. W przedpołudnie 11 listopada, w szary i pochmurny dzień, zaparkowaliśmy na przełęczy Kłodzkiej (Neudecker Pass). To najbardziej położona na wschód część Gór Bardzkich i przełęcz oddziela Sudety Środkowe od Wschodnich (a konkretniej to Bardzkie od Rychlebów/Gór Złotych). Jest tu również granica ziemi kłodzkiej i Śląska - będziemy się wzdłuż niej poruszać przez niemal całą drogę w stronę najwyższego szczytu.

Z leśnego parkingu wchodzimy na niebieski szlak. Najpierw ścieżka ma łagodne oblicze...


 ...ale szybko zaczyna się gwałtownie piąć w górę! Najostrzejsze podejście przytrafiło się już na samym początku, co towarzystwu niezbyt się podoba 😏.


piątek, 11 grudnia 2020

Góry Złote: Lądek-Zdrój, Trojak, Karpiak, Karpno i lesní bar.

Nie ma takiego miasta - Lądyn. Jest Lądek, Lądek-Zdrój.
 
Tę oczywistą oczywistość znamy już od czterdziestu lat. Przyznaję jednak ze wstydem, że do tej pory nie udało mi się zatrzymać w Lądku na dłużej, zawsze tylko przez niego przejeżdżałem. W pierwszą listopadową sobotę postanowiłem to zmienić, wybrałem się w Góry Złote (Rychleby) i na ziemię kłodzką razem z tatą. On jest bardziej zaznajomiony z okolicą, bowiem latem startował w niej w górskich zawodach biegowych.

Dodatkowym impulsem do wyjazdu była zapowiedź pięknej pogody. Początkowo wyglądało to na ponury żart, gdyż po przekroczeniu granicy czeskiej widok mieliśmy taki:


Na szczęście za Javorníkiem zaczyna się przejaśniać i po kilku kilometrach chmury zostają za nami. Zatrzymujemy się na chwilę w lesie przy wapienniku z 1833 roku.

Szybko robi się pięknie! Tu spoglądamy w dolinę Javornického potoku (Jauernigbach).

czwartek, 3 grudnia 2020

Góry Opawskie - Příčný vrch i Maria Hilf.

Příčný vrch, najwyższy szczyt Gór Opawskich, nie może się równać z Biskupią Kopą jeśli chodzi o zainteresowanie turystów. Nie posiada wieży widokowej, wierzchołek jest płaski i całkowicie porośnięty lasem, nie ma tu szans na żadne widoki, nie kupimy na nim piwa, a w pobliżu nie zjemy obiadu. Mimo wszystko czasem warto jednak na niego wejść i zaliczyć przy okazji jakąś ciekawą trasę.

Jesienią tego roku każdy wypad w góry traktowałem jako potencjalnie ostatni. Bo człowiek nie miał żadnej pewności, czy nagle z dnia na dzień nie zamkną wszystkiego albo chociażby lasów czy granic. Na szczęście okazywało się, że po odbytym wyjeździe będą następne, choć akurat ta wycieczka pod pewnym względem była prawdopodobnie ostatnia w 2020...

Znowu ruszamy na szlak we dwójkę z Bastkiem. Tym razem za bardzo nam się nie spieszy. Obok dawnego przejścia granicznego tradycyjnie fotografuję Biskupią Kopę. Prognozy pogody zapowiadały sporo słońca, a jest jak widać...


Samochodem dojeżdżamy do Dolního Údolí (kiedyś Dolní Grunt, niem. Ober-Grund) i parkujemy obok "Hotýlku u Pekina". Restauracje zostały zamknięte, ale działają okienka. Tu kuszą piwem na wynos, ale dopiero za jakieś pół godziny, więc nie będziemy tyle czekać. Warto dodać, że za niemieckich czasów przy hotelu działał niewielki browar.