Pokazywanie postów oznaczonych etykietą útulňa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą útulňa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 czerwca 2026

Góry Inowieckie: Panská Javorina i Inovec

Wędrówkę na główny grzbiet Gór Inowieckich zaczynamy dość późno, bo około szesnastej. Mamy ponad dziesięć kilometrów do miejsca noclegowego, czyli powinniśmy zdążyć jeszcze przed zachodem słońca. 


Po wyjściu z wioski Kálnica (Kalános) zaczyna się strome podejście, które trochę daje nam w kość. Na szczęście później ma być już łagodniej.


I rzeczywiście, jak to mawiał minister zdrowia - "wypłaszcza się". Przed nami górne stacje kompleksu narciarsko-rowerowego. Spotykamy przy nich kilka osób, które przyjechały tu terenówką, aby... porzucać sobie piłkę. Można i tak.



wtorek, 5 maja 2026

Męski wypad w Góry Opawskie

Z okazji urodzin wymyśliłem sobie męski wypad w góry z noclegiem na dziko. Od razu wybrałem Góry Opawskie, bo najbliżej, więc i najtaniej, cała reszta się zmieniała. Początkowo chciałem ruszyć w środku tygodnia, potem zmieniłem na niedzielę. Miało nas być więcej, ale niektórzy z zaproszonych dali mi kopa w tyłek, a innych kopnęła w tyłek robota. Zaplanowałem widokową trasę z widokami na Kopę Biskupią i Pradziada, lecz prognozy zrobiły się tak paskudne, że porzuciłem ją na rzecz mniej górskiej, a bardziej knajpowej. Ostatecznie pojechaliśmy we trójkę (ja, Bastek i Kaper) i w niedzielne przedpołudnie meldujemy się w Zuckmantlu, czyli w Zlatych Horach. O dziwo, jest nawet trochę słońca na niebie. 


Obok dworca autobusowego siedzi grupa miejscowym i wesoło biwakuje, natomiast my odwiedzamy najpierw azjatycki sklep, a potem uderzamy do znanego mi i Bastkowi lokalu, czyli dawnego Hostinca Koruna. Strzela pierwsza szklanica!


Niestety, hostinec też od pewnego czasu prowadzą Wietnamczycy i większość uroku tego miejsca uleciała. Co prawda siedzi kilku starszych Czechów zatopionych w dyskusji i piwie, ale skośne oczy czujnie obserwujące każdy ruch i podskakujące z propozycją kupna przy każdym kroku odbierają człowiekowi chęć na dłuższe posiedzenie.


Postanawiamy zmienić knajpę na taką w bocznej uliczce. Wstyd się przyznać, ale o niej nie wiedziałem! Tam na razie pusto, lecz sącząca się z głośników klasyczna czechosłowacka muzyka wprawia w dobry nastrój.


niedziela, 20 października 2024

Beskid Niski: Svidník - Zyndranowa

Svidník (Свідник). Jakoś się tak złożyło, że podczas kilku ostatnich odwiedzin Beskidu Niskiego zawsze odwiedzam to miasto. To jednak nie przypadek, ja je naprawdę lubię, choć spora część to typowe socjalistyczne bloki. Mimo wszystko czuję tu specyficzny klimat będący mieszanką gór i wielokulturowego pogranicza, podlany sosem głębokiej, słowackiej prowincji. 


Jako miasto Svidník nie posiada długiej historii: prawa miejskie otrzymał dopiero w 1964 roku. Dwadzieścia lat wcześniej powstał z połączenia dwóch znacznie starszych, sięgających średniowiecza osad. Były to Vyšný Svidník (Вышній Свідник, Felsővízköz, Obersvidnik) oraz Nižný Svidník (Нижнїй Свідник, Alsóvízköz, Niedersvidnik). Ten pierwszy był bardziej wiekowy oraz większy, leżał na prawym brzegu rzeczki Ladomirki, tam, gdzie dzisiaj biegnie główna droga i znajduje się większość kościołów, sklepów oraz muzeum wojenne. Ten drugi, położony na lewym brzegu Ladomirki, to teren, gdzie obecnie działa m.in. dworzec autobusowy. Ostatni spis z czasów Habsburgów wykazał, że mieszkała w nich głównie ludność rusińska, a także spore grupy Niemców i Węgrów, natomiast nie informuje on o żadnych Słowakach.
Obie wioski w XX wieku dwukrotnie spotkała katastrofa. Najpierw w grudniu 1914 roku żołnierze austrowęgierscy podpalili zabudowę oraz jedyny most, woląc ją zniszczyć, niż żeby dostała się w ręce nacierających Rosjan (Węgrzy twierdzą, że podpalili ją Rosjanie, trudno się przyznać do niszczenia swoich terenów). Następnie w 1944 kolejne ogromne zniszczenia przyniosły walki w czasie operacji dukielsko-preszowskiej. Efekt jest taki, że współczesny Svidník to przede wszystkim architektura z okresu socjalistycznej Czechosłowacji. Narodowa w treści, socrealistyczna w duchu, albo odwrotnie. 


Dom Kultury pochodzi z początku lat 60. ubiegłego wieku. Wygląda jak mniejsza wersja DK w Łaziskach Górnych.


wtorek, 8 listopada 2022

Wysoki Jesionik: połoniny, elektrownia i morza chmur

Wysoki Jesionik to jedno z najczęściej odwiedzanych przeze mnie pasm górskich (formalnie: mezoregion). Zawsze znajdzie się powód do kolejnej wizyty, a tym razem mieliśmy od dawna sprecyzowany cel wyjazdu, a mianowicie nocleg na głównym grzbiecie. Nocleg darmowy, dodajmy od razu. Czy uda się go zrealizować? Zobaczymy...

Na samym początku prawie strzelamy sobie w kolano, bowiem na autobus w Jeseníku zdążamy dosłownie tuż przed zamknięciem drzwi przez kierowcę! Niby mieliśmy spory zapas czasowy, ale podróż przed opolskie powiaty strasznie się wydłużała (dzień przed Wszystkich Świętych to już totalne przycmentarne szaleństwo), potem jeszcze zakupy i wreszcie bieg... Na szczęście się udało i wygodnie dojeżdżamy na Červenohorské sedlo (Roter-Berg-Sattel), przełęcz na granicy Śląska i Moraw. Stąd nie raz już rozpoczynałem wędrówkę, niebagatelny jest fakt, że już znaleźliśmy się na wysokości ponad tysiąca metrów.


Zastanawiałem się, czy nie przyjechać samochodem aż tutaj, ale w internecie są informacje, że parking jest płatny, co okazało się nieprawdą: rzeczywiście stały tam lśniące nowością barierki, lecz były nieczynne, nikt też nie latał z poborem opłat.

Teraz nie ma to jednak znaczenia: jest piękna pogoda, słońce przygrzewa, temperatura zupełnie nie przypomina ostatniego dnia października! Ta kilkudniowa "bańka cieplna" wraz z niezłymi prognozami spowodowały, że ruszyliśmy w Jesioniki właśnie dzisiaj.


czwartek, 19 maja 2022

Súľovské vrchy (3): Vrchteplá - Kostolecká tiesňava - chata Severák

Na południe z Súľova prowadzą dwa szlaki turystyczne - czerwony i zielony. Ten drugi zdaje się być krótszy i biegnie obok kempingu, więc wybieramy jego. Przypomina mi trochę Beskid Niski.


Na mapie szlak wydawał się niemal płaski, ale jednak w lesie czekało nas podejście na przełęcz. Zasapani i spoceni spotykamy na niej dwójkę rowerzystów (takich prawdziwych, a nie na elektrycznym dopingu).
- Dobrze, że macie piwo - uśmiecha się facet widząc, że targam w ręku półtoralitrowy plastik Corgoňa. Oj, dobrze.
 
Przełęcz jest granicą pomiędzy krajem żylińskim i trenczyńskim, a także pomiędzy powiatami Bytča i Powaska Bystrzyca.


W dół schodzi się przyjemnie. Przed nami Vrchteplá (Felsőhéve), wioska licząca nieco ponad dwustu mieszkańców, przeważnie ewangelików. Pod herbem znajduje się informacja, że odpady należy wrzucać do kosza. Dziwne mają pomysły...


piątek, 7 czerwca 2019

Majówkowe kręcenie się po Spiszu i Galmusie.

Końcowy etap tegorocznej majówki okazał się wielce kombinowany: trochę pokręciliśmy się po zakamarkach Spiszu, ale zajrzeliśmy też w kolejne pasmo górskie.

Tak więc po kolei: najpierw spod gór Branisko autobus zawozi nas do Spiskiego Podgrodzia (Spišské Podhradie, niem. Kirchdorf, węg. Szepesváralja). Zamek Spiski (Spišský Hrad) - jeden z największych w Europie Środkowej - oglądamy zza okien.


W miasteczku mamy trochę czasu, ale musimy wybrać między zwiedzaniem a ciepłym obiadem. Pada na to drugie: stołujemy się w restauracji pełnej robotników, którzy przyszli na posiłek w przerwie w pracy. To charakterystyczna cecha nawyków żywieniowych Słowaków i Czechów.


Fajne oznaczenie "zebry" na ulicy 😏.


Czekając na następny autobus usiłuję się dowiedzieć z którego miejsca odjeżdża. Jedna babka wmawia mi, że właśnie przed chwilą odjechał i teraz nie będzie żadnego w interesującym nas kierunku. Oczywiście plecie bzdury, bo po kilku minutach zjawia się "nasza" maszyna. Kobieta jakby nigdy nic też wchodzi na jej pokład. Nie wiem co o tym myśleć...

piątek, 31 maja 2019

Bachureň i Branisko - przez szczyt Smrekovicy.

Poranek w paśmie Bachureň jest pochmurny, ale z każdą chwilą pojawia się coraz więcej słońca. Moje towarzystwo jeszcze śpi, kiedy wychodzę obejrzeć dokładnie nasze miejsce noclegowe.


Útulňa Chotárna pod Mindžovou została wybudowana w 2011 roku przez Klub Słowackich Turystów z pobliskich Hermanovic. Jest to jedna z fajniejszych chatek w jakich spałem. Po lewej widoczna wiata z kominkiem, choć z racji słabej drożności można ją określić jako wędzarnię 😏.

Zdjęcia ze środka: parter i piętro.



niedziela, 26 maja 2019

Bachureň i Branisko - fajne miejsce na majówkę. Trzeba tylko tam dojechać...

Jeszcze kilka miesięcy temu nie wiedziałem, że w ogóle istnieje coś takiego jak Bachureň i Branisko. Dopiero poszukując miejsc do odwiedzenia na majówkę wpadł mi w oczy ten rejon. Kompletnie dla mnie nieznany, ale posiadający kilka ciekawych miejsc noclegowych w postaci chatek. No i ostatecznie okazało się, że przełom kwietnia i maja spędzę właśnie tam.

Bachureň i Branisko stanowią część Rudaw Słowackich (według podziału autorstwa J. Kondrackiego), a więc niejako była to kontynuacja tradycji, ponieważ w poprzednich latach odwiedziliśmy m.in. Murańską Planinę, Veporské vrchy oraz Volovské vrchy; można było dołożyć kolejne pasma z tej jednostki. Pasma, gdyż - choć niewielkie - są to dwie osobne grupy górskie: Bachureň leży na północ od Braniska, a granicę prawdopodobnie stanowi jedna z dolin, przynajmniej tak wynikało z mapy.

Największy problem stanowi dojazd, bowiem góry te leżą na pograniczu Spiszu i Szarysza, a więc dość daleko od Śląska. Z tego też powodu na transport komunikacją publiczną przeznaczyliśmy... całą dobę. Ale w końcu podróż to też przygoda 😛.

Skład majówkowy miał być liczniejszy, jednak życie okroiło go do trzech osób. W poniedziałkowe południe (29 kwietnia) wchodzę do pociągu Kolei Śląskich, gdzie siedzi już Aga oraz Max. Nowoczesny EZT wiezie nas do Republiki Czeskiej w akompaniamencie nieustannych komunikatów z toalety: "Drzwi otwierają się", "Drzwi zamykają się", "Woda jest spuszczana", "Pasażer robi kupę" i tym podobnych...

Za oknem leje. W Bohuminie leje jeszcze mocniej.


Na razie nam to nie przeszkadza, gdyż zaglądamy do dworcowej knajpy. Z barem stoi bardzo zafuczała baba i nie pomaga nawet głośny komentarz Maxa:
- Ona chyba nie lubi swojej pracy.
Potem zjawia się jakiś facet z dostawy i znikają na zapleczu, z którego barmanka wyłazi... zapłakana. Coś się chyba nie zgadzało z kasą, ale koniec końców jest taki, że ledwo zdążyliśmy wypić jedno piwo i zostajemy wyproszeni, bo pani jest tak załamana, że lokal zamyka...

niedziela, 21 października 2018

Granią Wielkiej Fatry: Suchý Vrch - Smrekovica

Głównym celem wyjazdu na Wielką Fatrę było zdobycie najwyższego szczytu pasma. Wczorajszy sukces bardzo nas uradował, ale to nie koniec przygody - mamy jeszcze całe dwa dni na wędrowanie!

Noc na poddaszu chatki jest niespokojna... Budzę się często przez wichurę szalejącą na dworze. Dawno nie miałem takiego wiatru w górach! Mamy poważne obawy, jak będzie wyglądać dalsze chodzenie i czy przypadkiem nie przywieje nam jakiejś szpetnej pogody!

Poranek zdaje się potwierdzać najgorsze obawy: za niewielkim oknem widać tylko szarość... Na szczęście podczas wyjścia za potrzebą okazuje się, że z innej strony nieba jest sporo niebieskiego i ciągle go przybywa. Dodatkowo wiatr jest ciut słabszy niż się zdawało na strychu - tam odgłosy były potęgowane przez blaszany dach.

Mimo wszystko zapowiada się ładny dzień 😊. Termometr w chatce pokazywał 9 stopni, na dworze było pewnie około 5ciu...


Oficjalną pobudkę zaplanowaliśmy na 7.30, ale po odezwaniu się budzika długo nie chce nam się zejść po drabinie na zewnątrz. Namiot od słowackiej pary stoi, o dziwo go nie porwało. Oni też już wstali i szykują się do pakowania. Słowak śpiący w głównej sali wstał jako pierwszy i wyruszył na szlak bladym świtem...


niedziela, 14 października 2018

Do trzech razy sztuka - zdobyć Ostredok! A nawet dwa! (2)

Przed nami najbardziej widokowy odcinek tej części Wielkiej Fatry, a może i całego pasma.

Ruiny górnej stacji wyciągu, przy których odpoczywaliśmy, oznaczone są na mapach jako punkt zwany Pod Líškou. Logiczne zatem jest, że trochę wyżej będzie szczyt o nazwie Líška (1445 metrów n.p.m.).


Z tego miejsca coraz lepiej widoczne są kolejne górki. Na niebie pojawiają się paralotniarze.



wtorek, 15 maja 2018

Kľak w Małej Fatrze Luczańskiej. Trzykrotnie zdobyty!

Kľak jest ostatnim wielkim szczytem w południowej części Małej Fatry Luczańskiej. Jego potężna skalna bryła już z daleka budzi respekt.


Można na niego wchodzić m.in. z Fačkova, ale to aż 900 metrów podejścia, co przy naszych plecakach nie jest najlepszym pomysłem. Korzystamy z opcji alternatywnej i autobusem pospiesznym podjeżdżamy na Fačkovské sedlo, przełęcz wyznaczającą granicę pomiędzy Fatrą a Górami Strażowskimi.

Stąd różnica wysokości to "jedynie" 500 metrów i góra nie wygląda już tak strasznie.


poniedziałek, 8 maja 2017

Wielka Trójka w Górach Wołowskich. Odc. 2 - zatłoczona Kojšovská hoľa

Niedzielny poranek w Chacie Lajoška jest leniwy. Wstajemy późno, bez pomocy żadnych budzików. Spokojnie robimy sobie w pokoju śniadanie. Wychodzę na zewnątrz zobaczyć jaka jest pogoda...


A tam prószy śnieg! Nie jakoś mocno, ale na pewno dzisiaj się go nie spodziewaliśmy. Stojący obok facet pociesza, że wkrótce zacznie się przejaśniać, a w kolejny dzień w ogóle ma być lampa. Oby!

Zaplanowaliśmy zejście z głównej grani do wioski Zlatá Idka (Aranyidka) w celu odwiedzenia tamtejszej restauracji. Pytam się faceta o lokale w miejscowości; odpowiada, że są, ale na wieść o tym, iż zamierzamy potem z plecakami wchodzić do góry, zaczął się żegnać 😶! Również obsługa stanowczo nam to odradzała, mówiąc, że to bez sensu, gdyż podejście będzie następnie straszne.

Ostatecznie pozostała nasza dwójka demokratycznie przegłosowała zaniechanie realizacji tego planu i był to bardzo dobry pomysł 😊. Dzięki temu mogliśmy posiedzieć dłużej w klimatycznej jadalni.


Zresztą pokoje też wyglądają fajnie - na zdjęciu nieco większy od tego w którym spaliśmy.


piątek, 15 maja 2015

Choczańska majówka - część druga

Tajemnicza poświata wokół księżyca, oprócz uszkodzonego statywu Ecowarriora, przynosi zmianę pogody. Rano, gdy pierwszy raz wychodzę z namiotu to świeci jeszcze słońce, potem przychodzą już chmury.


Nie jesteśmy też sami - z daleka słychać odgłosy drwali, w dole stoi samochód (zapewne od nich), przejechał polaną traktor z sympatycznie machającym kierowcą, w końcu podchodzi jakiś facet i pyta się, czy jesteśmy z Polski. Jeśli tak, to w porządku. A gdybyśmy nie byli? Ciekawe...

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Słowacka majówka - Veporské vrchy

Po Muranskiej Planinie czas na kolejne pasmo...

Autobus szybko i sprawnie dowozi nas do Tisovca, niewielkiego miasteczka między górami, powstałego przy zamku, z którego teraz pozostała kupa kamieni. Jest tu trochę zabytków z XIX wieku (m.in. ratusz i kościół ewangelicki), sypiące się kamieniczki, ale najbardziej rzuca się w oczy rozbierana góra i wiadukt kolejowy.




W ogóle linia w kierunku Brezna ma takie przewyższenia (zwłaszcza przy przełęczy Zbojska), że w kilku miejscach potrzebna jest trzecia, zębata szyna.
Inna ciekawostka kolejowa pochodzi z okresu ostatniej wojny - po I arbitrażu wiedeńskim tereny na południe od Tisovca powróciły do Węgier, więc sporo miejscowości zostało odciętych transportowo od reszty Słowacji. Słowacy rozpoczęli szerokie prace z tzw. gemerskimi łącznikami, mającymi uzupełnić te luki - zdążono wybudować wiadukt i wykuć dwa tunele (jeden bodajże dwukilometrowy), po czym po wojnie okazało się, że w skutek powrotu do dawnych granic są one zupełnie niepotrzebne. Dzisiaj można więc odszukać te opuszczone obiekty techniki, właśnie w okolicach Tisovca.

piątek, 16 maja 2014

Słowacka majówka - Muránska planina

Jak zawsze przed majówką burza mózgów, gdzie by tu pojechać - pewne było tylko, że nigdzie w Polskę. Naturalnym kierunkiem było południe i początkowo planowałem Republikę Czeską, ale ostatecznie Eco, zainspirowany dawną wyprawą Michała z forum sudeckiego, zaproponował Słowację. Oczywiście nie rejony z największą liczbą potencjalnych turystów jak Fatry czy Niżne Tatry, ale dwa inne pasma, a mianowicie Muránska planina i Veporské vrchy.

Muránska planina to jeden z najmłodszych parków narodowych Słowacji - utworzono go w 1997 roku w miejscu mniej restrykcyjnej formy ochrony przyrody; jest to również jeden z najrzadziej odwiedzanych parków przez turystów, jeśli nie najrzadszym. To była niewątpliwa zachęta.

Ruszamy już w środę po południu z katowickiego cudu techniki zwanego przez niektórych dworcem - wystarczył okres przedświąteczny, aby cały obiekt całkowicie się zablokował kolejkami. Potem niemiłosiernie schłodzony i zapchany Elf z jednym, nieszczęsnym, obsranym kiblem i roszczeniowymi rowerzystami przypomina, dlaczego Koleje Śląskie powinny wozić bydło, a nie ludzi... w końcu jednak dojeżdżamy do Zwardonia, o wczesnej jak dla nas porze, bo przed 20-tą.

Przechodzimy do Serafinova i kierujemy się do spelunki pod penzionem Skalanka - jest otwarta tylko do 21, więc wcześniejszy przyjazd był słuszny. Potem przenosimy się do popularnego Cechospolu, który z kolei zamykają o 22. Faktem jest, że w słowackich wioskach jest więcej miejsc do picia niż w polskich, ale zazwyczaj też wcześniej zamykają.
Następnie wracamy się do Zwardonia, gdzie o północy mają dotrzeć dziewczyny - w centrum są otwarte drzwi jakiegoś baru. Bar otwierają oficjalnie dopiero w Święto Pracy, ale właściciel wpuszcza nas i sprzedaje piwo.