niedziela, 14 października 2018

Do trzech razy sztuka - zdobyć Ostredok! A nawet dwa! (2)

Przed nami najbardziej widokowy odcinek tej części Wielkiej Fatry, a może i całego pasma.

Ruiny górnej stacji wyciągu, przy których odpoczywaliśmy, oznaczone są na mapach jako punkt zwany Pod Líškou. Logiczne zatem jest, że trochę wyżej będzie szczyt o nazwie Líška (1445 metrów n.p.m.).


Z tego miejsca coraz lepiej widoczne są kolejne górki. Na niebie pojawiają się paralotniarze.



Zostało około 350 metrów podejścia. W takich warunkach jest ono bardzo przyjemne.




Spojrzenie pod słońce, w kierunku południowo-zachodnim: rozciągnięta i dość płaska bryła to Svrčinník w Górach Kremnickich, natomiast za nim słaby zarys Vtáčnika (Ptasznika), najwyższego w paśmie o takiej samej nazwie.


Z prawej polana po której prowadzi Cesta Hrdinov SNP, a na horyzoncie Donovaly i Niżne Tatry.



Idziemy niespiesznie. Mija nas dwójka rowerzystów jadąca w dół, po czym po jakimś kwadransie wracają pod górę. Już na piechotę 😛.




Docieramy na rozdroże pod Krížną (rázcestie pod Krížnou) i tu łączymy się z czerwonym szlakiem długodystansowym.



A tam będziemy szli za jakiś czas. Wygląda to cudnie!


Pierwsza reprezentacja śniegu. Na szczęście koszmar w postaci wczesnego ataku zimy nie zrealizował się.


Krížna mierzy 1574 metry i jest trzecim najwyższym szczytem Wielkiej Fatry. Ozdabia ją wątpliwej urody nadajnik i dziwne budynki, ale dzięki temu łatwo ją z daleka rozpoznać.

Uwiecznianie owych cudów architektury sobie darujemy, lepiej rozejrzeć się po okolicy.


Na północ od nas, gdzie wkrótce się udamy, widzimy szczyt bez nazwy, następnie Frčkov, Ostredok i Suchý vrch.


Myśleliśmy, że tam daleko to jakaś góra, lecz wyszło, że tylko chmura.


Południowy zachód.


Południowy-wschód: Majerova Skala, mniej znane okolice Niżnych Tatr (lub według innego podziału Starohorskich Wierchów), dolina Hronu i jako horyzont Poľana; w środku znajduje się szczyt Vepor, oddalony o nieco ponad 30 kilometrów. Drugi Vepor to już Klenovský Vepor, numer jeden Gór Weporskich i położony kolejne 20 kilometrów dalej; jest słabo widoczny w lewej części zdjęcia.


Przy doskonałej przejrzystości można stąd dojrzeć zarówno Polskę, jak i Węgry. Dzisiaj mamy raczej umiarkowaną, ale i tak czujemy się usatysfakcjonowani 😉.

Kierunek północno-wschodni: skalisty Čierny kameň, nad nim Smerkovica, na prawo Rakytov, a na lewo zawsze samotny Wielki Chocz (dzieli go od nas około 35 kilometrów).


Zaczęło trochę wiać, więc schodzimy kilkadziesiąt metrów poniżej szczytu. Pod budynkami nadajnika odpoczywa słowacka rodzina, która towarzyszyła nam także przy ruinach wyciągu i są to ostatni ludzie, jakich spotkamy dziś na szlaku. Od tej pory grań będziemy mieli tylko dla siebie 😀.



Zegarek wskazuje godzinę 16-tą, zatem mamy jeszcze kupę czasu do nastania ciemności. Postanawiamy zjeść trzecie śniadanie, ewentualnie drugi obiad.



Pół godziny później ruszamy dalej. Chyba się powtarzam, ale naprawdę jest cudnie. Mamy wrażenie, że przenieśliśmy się w Bieszczady, choć wielkofatrzańskie połoniny są znacznie rozleglejsze, a i rzeźba trochę inna.





Niżne Tatry. Śniegu jakby trochę ubyło w ciągu ostatnich godzin. W lewym boku przebiły się i Tatry Wysokie, zdaje się, że nawet Krywań (75 kilometrów oddalenia).


Tu z kolei całkiem dobrze widać Tatry Zachodnie.


Trawersujemy bezimienny szczyt; to dziwne, że nie został nazwany. Wśród wypłowiałych traw pojawia się więcej kupek śniegu, jest on także obecny na zacienionych zboczach. Miejscami ziemia staje się grząska, czasem coś białego wpadnie do butów, lecz tragedii nie ma.



Na Frčkovie drugi, nieco krótszy postój.


Łagodne zejście w dół i podobnie niemęczące podejście pod kolejny kopiec...


...a tam stajemy przy niepozornej tabliczce z informacją, że oto jest Ostredok!


To już? Na mapie Andrzeja miał to być wierch widoczny w oddali! Nawet się zastanawialiśmy, czy tu podchodzić, czy może od razu skrócić sobie drogę trawersem 😛. Okazało się, że w przeszłości rzeczywiście uważano, że najwyższy punkt Ostredoka leży kawałek dalej, na północnym szczycie (1592 metry), lecz po nowych obliczeniach w 2015 roku uznano, że południowy ma 1596 metrów i jest wyższy.


A zatem udało się! Po ponad siedmiu latach powrót w Wielką Fatrę zakończył się sukcesem! To było jedno z moich najstarszych marzeń górskich i w końcu się zrealizowało!


Wieje mocniej, więc postanawiamy podejść na północny wierzchołek. Okolica zaczyna przybierać kolory kończącego się dnia.







Ostredok po raz drugi!



Zrzucamy plecaki. Migawki aparatów zaczynają gwałtownie pracować.




Borišov. Chcemy zajrzeć pod niego jutro.


Suchý vrch i Ploská. Z tyłu to, co już opisywałem: m.in. Rakytov, Chocz i Tatry.


Siedem lat czekania, ale w końcu dostaliśmy nagrodę! Co prawda dwa lata temu zastanawialiśmy się, czy nie wejść tutaj przy pełnym zachmurzeniu i mgle, ale to byłoby bez sensu i jeszcze zniechęciłoby nas do tej góry.

Wiatr z każdą chwilą się nasila, zatem opuszczamy szczyt...


Poniżej łąki inna z wielu formacji skalnych - Biela skala. W tle Mała Fatra, przedzielona doliną Wagu.


Słońce coraz niżej. Znajdujemy w miarę osłonięte od wiatru miejsce pomiędzy Ostredokiem a Suchým vrchem.




Rychło się okazuje, że nie będzie czystego zachodu, bo nisko nad horyzontem zgromadził się jakiś syf. Nie ma na co czekać, więc zbieramy się, aby na nocleg dojść jeszcze bez czołówek. Chwilę potem zaczyna się robić coraz ciemniej.





Szlak w lesie omijający Suchý vrch jest błotnisty i śliski, Eco raz zaliczył glebę. Trzeba uważać na każdy krok.



Widzimy już nasze miejsce noclegowe. Niestety, widzimy również światła latarek, a to oznacza, że będziemy mieli towarzystwo.

Jeszcze kawałek i przed 19-tą dochodzimy do Salašu pod Suchým vrchom. Już tutaj spaliśmy w 2011 roku.


Przed domkiem para Słowaków rozbiła namiot. Pytam się, czy nie boją się, że stoi bardzo blisko placu na ognisko.
- Jakie ognisko? - dziwi się chłopak. - Przy takim wietrze?
Kurde, ale my chcemy je zrobić! Niedobrze...
- A jest wolne miejsce na nocleg? - pytam.
- Pewnie, w środku nikogo nie ma.
Jednak był, jeden facet. Typ samotnika.

Może uda nam się rozpalić piec? Ten pomysł lokatorowi szałasu niezbyt się podoba, co widać po minie. Ewidentnie będziemy mu przeszkadzać.

Hmm, niedaleko stąd jest druga chata - szałas Mandolina. Postanawiamy z Andrzejem zostawić plecaki i jej poszukać. Przeszliśmy z dobre pół kilometra, ale w ciemnościach nic nie znaleźliśmy. Rano okazało się, że wybraliśmy złą ścieżkę; korzystając z tej właściwej po kilku minutach bylibyśmy u celu.

Trudno, zostaje nam piec, bo faktycznie na dworze robi się wichura. Zbieramy trochę drewna, ale ogólnie to bardzo z nim kiepsko, mimo, iż mamy dookoła las. Na szczęście piec ma drożny komin i żaden dym nie leci w chatkę, więc po chwili atmosfera staje się cieplejsza...



Częstuję słowackiego singla winem i czymś tam jeszcze - wypija, ale zaraz potem i tak ładuje się do śpiwora, aby uderzyć w kimono. Trudno. Tymczasem na blacie lądują swojskie przysmaki, którym nie dane było usmażyć się na ognisku: boczek, wuszt, pieczarki, cebula. Na koniec robimy jeszcze grzanki, a Eco przyrządza... grzane wino z goździkami!



Smakowało kapitalnie, a przy winie włączył się klimat jarmarków bożonarodzeniowych 😛.


Miejsce na pryczach jeszcze jest, ale wolimy wejść po drabinie na strych - ten jest szeroki i pomieściłby z 10-15 osób. Na podłodze leżą materace, zatem mamy miękko.

Dzień kończymy z poczuciem osiągnięcia sukcesu i samozadowolenia.

I tylko wiatr się z tym nie zgadza, bowiem przez całą noc jest tak silny i głośny, że zastanawiam się, czy jutro w ogóle będzie możliwa normalna wędrówka po górach?

8 komentarzy:

  1. Dwa ostatnie zdjęcia ilustrują tajemną sztukę rozmnażania prowiantu. Na górnym czarodziej Hanys rzuca zaklęcie na kiełbaskę, a na dolnym widać efekt - czyli z jednej zrobiły się dwie. Otwartą pozostaje kwestia, czy nowo powstała kiełbaska to ta większa , czy ta mniejsza. :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się dobrze przyjrzymy, to na trzecim zdjęciu widać dwie kiełbaski :P To żadne czary, po prostu jedna na chwilę się schowała :D

      Usuń
  2. Gratuluję zrealizowanego przedsięwzięcia. Siedem lat to sporo, ale jak widać warto było czekać. Ja też mam przynajmniej kilka takich niezrealizowanych sudeckich planów, które czekają na "lepsze czasy". Jestem jednak w o tyle w gorszym położeniu, że w góry mam dużo dalej i...sam wiesz :/ Chyba więc na dobre trzeba pomyśleć o przeprowadzce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziękował :)

      Na pewno łatwiej jest realizować te marzenia, gdy mamy cel bliżej, choć może czasem z tego powodu odkładamy je, bo "przecież jest blisko"? Z drugiej strony w przypadku Fatry byłem w podobnej sytuacji, bo jednak tam mam nieco dalej niż np. w Sudety ;)

      Usuń
  3. Kapitalnie wyglądają te połoniny. Klimat prawie bieszczadzki. Nocleg w szałasie też ma swój niepowtarzalny urok. Gratulacje za zdobycie góry, po tylu latach musiała smakować wybornie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, człowiek poczuł się dogłębnie spełniony :)

      Co do widoków bieszczadzkich, to nawet chciałem wrzucić gdzieś zdjęcie z podchwytliwym pytaniem "co zo ta połonina"? :D

      Usuń
  4. Jonek ten od Zubków20 października 2018 09:54

    Gratuluję. Zdobywanie gór metodą "oblężniczą" wymaga sporo zaparcia, choć daje proporcjonalnie tyle samo radości. Łaźcie tak jak najdłużej póki kręgosłup pozwoli :) Czasami się dziwię, że w okolicznych górach panuje taki tłok a w Wielkiej Fatrze panuje niemal sielski spokój. Choć w sumie... Lepiej niech tak pozostanie :) Pozwolę sobie też na bycie czepialskim: migawki aparatów nie pracowały, bo ich tam najzwyczajniej w świecie nie było :) W obecnych konstrukcjach cyfrówek hałasuje składane lustro, a czasem po prostu głośniczek w kompakcie mający imitować "analogowy klimat".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do migawek to oczywiście racja, ale jakże lepiej brzmi, że "pracuje migawka" niż "pracuje lustro" :D

      Wielka Fatra jest rozległa, więc turyści się w niej "gubią". Choć na pewno jest ich najwięcej w opisywanym rejonie, to są najlepsze miejsca widokowe. Kolejnego dnia już było momentami bardziej tłoczno...

      Usuń