sobota, 16 maja 2026

Hvězda i Štěpánka na krańcach Karkonoszy

Będąc w Kořenovie postanowiliśmy skoczyć też na górskie szlaki, żal byłoby takiej lokalizacji nie wykorzystać. Większość gminy położona jest w Górach Izerskich, jednak my wybraliśmy ten fragment, który należy do Karkonoszy. A przynajmniej tak się wydaje 😏.

Samochód zostawiamy na parkingu w Příchovicach, o którym już dwukrotnie wspominałem. Miałem pewne obawy, czy w niedzielę nie będzie zapchany autami, ale oprócz nas stały tylko dwa wozy i pewien dziadek walczący z wiatrem. Miłą niespodzianką był fakt, że na parkingu witał toi-toi, czysty i wyposażony w papier. Płacisz i wymagasz!


Pierwsze ładne widoki mamy już z parkingu. Są więc Góry Izerskie z Jizerą i Bukovcem.



Najbardziej imponująca jest sylwetka Ještědu, wznoszącego się nad Libercem. Natomiast na prawo mamy oddalony o pięć kilometrów Tanvaldský Špičák z restauracją i wieżą widokową.



Gdy przejdziemy kawałek w bok, to wśród kolejnych gór zobaczymy blokowiska Tanvaldu. Natomiast nad nimi na horyzoncie wyskoczyła nieco zamazana piramida: okazuje się, że to Vlhošť, najwyższy szczyt pogórza o nazwie Polomené hory. Kurczę, chyba nigdy o nim nie słyszałem.


Do szlaku jest kilkaset metrów, wystarczy minąć przystanek autobusowy i skrzyżowanie z herbem miejscowości. Przystanek wykorzystujemy do ubrania się - wieje tak silny wiatr, że mimo słońca jest lodowato! Ruszamy w czapkach, rękawiczkach i dresach (chyba pierwszy raz będę szedł w góry w dresie!).


Ciekawe, bo tu nawet stodoły mają swoje numery!


Początek naszego szlaku, a właściwie szlaków (mamy tu niebieski i zielony), to ponad pół kilometrowa aleja przy starej drodze. Większość drzew jest nowa, stare zapewne zniszczyły wiatry lub szkodniki. Przy każdy nowym drzewku jest informacja, kto je zasadził.




Z łąk po obu stronach alei znów mamy piękne widoki, ale uwaga - wstęp na własne ryzyko! W końcu nie wiadomo, co może czaić się w trawie.




Na początku pisałem, że wybraliśmy się w Karkonosze, ale nie wszyscy są o tym przekonani. W wielu źródłach można znaleźć informację, że ten teren i wieża widokowa, do której się udajemy, to Góry Izerskie. Można takie wpisy znaleźć na popularnej stronie kudy z nudy, gdzie określana jest nawet jako najstarsza wieża w Izerach, podobne treści są m.in. na portalu ceskehory.cz. Jednak oficjalne podziały pasm oraz mapy nie budzą wątpliwości (podobnie jak czeska wikipedia), że jesteśmy w Karkonoszach, w ich najbardziej zachodniej części znanej pod nazwą Vilémovská hornatina. Sięga tutaj otulina Karkonoskiego Parku Narodowego, o czym przypominają stosowne tabliczki. Skąd więc te błędne przypisywanie do Gór Izerskich? Jak pisałem zdecydowana większość gminy Kořenov leży w Izerach, więc niektórzy z automatu przerzucają je na całość. A dodatkowo właśnie w tym miejscu KPN nakłada się na CHKO Jizerské hory, co jest już w ogóle wyjątkowe! 😛


Zagrzaliśmy się, czapki i rękawiczki trafiły do plecaków. Spod granicy lasu mamy kawałek do schroniska, ale zostawiamy je na później. Brukowaną ścieżką maszerujemy w stronę szczytu.


Jest nim Hvězda (Buchstein, Buchsteiner Berg) mierząca 959 metrów. Na niej dodatkowo wznosi się neogotycka wieża widokowa Štěpánka (Stephanshöhe), wysoka na 22 metry.


Budowano ją prawie pół wieku! Zaczęło się w 1847 roku, kiedy okolice odwiedził arcyksiążę Stefan z węgierskiej linii Habsburgów. Wizytował on budowę nowej cesarskiej drogi z Liberca do Trutnova i przy okazji wszedł również na górę. Właściciel tych terenów, książę Rohan, postanowił uczcić te wydarzenie i postawić wieżę. Budowa ruszyła, ale po roku stanęła i konstrukcja urosła zaledwie na cztery metry. Ponoć książę stracił zainteresowanie projektem z powodu przepowiedni wróżącej mu śmierć, lecz możliwe, że uczynił to z przyczyn politycznych. Na Węgrzech wybuchła rewolucja, a arcyksiążę Stefan, mianowany palatynem, został rozdarty pomiędzy miłością do madziarskiej ojczyzny a lojalnością wobec cesarskiej rodziny i złożył dymisję, po czym odesłano go na emeryturę. 
Po czterdziestu latach o wieży przypomniało sobie świeżo utworzone towarzystwo górskie z Liberca (Deutscher Gebirgsverein für das Jeschken- und Isergebirge). DGV dokończyło budowę, otwierając obiekt w 1892 roku, co czyni go jednym z najstarszych tego typu w tej części kraju. A choć arcyksiążę Stefan już dawno nie żył, to zachowano pierwotną nazwę.


Wieża posiada dwa poziomy obserwacyjne. Z niższego niewiele widać, bo lasy urosły zasłaniając panoramy.


Jedynie na północnej stronie drzewa zostawiły trochę wolnego miejsca.


Moją uwagę przyciąga coś innego: na drewnianej barierce umieszczono metalowe tablice opisujące wszystkie widoczne kiedyś szczyty, doliny i miejscowości. Prawdopodobnie pochodzi z czasów otwarcia lub pierwszego okresu funkcjonowania, więc ma grubo ponad wiek! Oryginalnie wszystkie punkty opisane były tylko po niemiecku - po wojnie Czesi nie zniszczyli tablic, ale w 1957 roku dołożyli własny tekst. O ile niemieckie napisy wyglądają bardzo starannie, prawie jakby wykonała je maszyna, o tyle te czeskie są trochę niezgrabne, krzywe, z literami różnej wielkości. Piękny zabytek w zabytku!


Wśród gór i dolin znalazłem dodatkowy smaczek: osada Strickerhäuser z zaznaczonym przystankiem kolejowym. Czesi dołożyli nazwę Tkacze, bo w 1957 roku tak się ona nazywała i leżała w Polsce. Rok później dzięki wymianie terytoriów znalazła się w Czechosłowacji i stała się Mýtinami, a dziś to stacja kolejowa Harrachov 😊.


Z górnego poziomu widoki na główny grzbiet Karkonoszy są lepsze, choć też nie rewelacyjne. Człowiek chyba się przyzwyczaił do obrazków ze śląskiej strony. 
Panorama biegnie od Szrenicy przez Wielki Szyszak, Kotel, a kończy ją Luční hora i Zadní Planina.


Obok Luční hory wystaje Śnieżka ze swoim obserwatorium. Oddalona jest o dwadzieścia sześć kilometrów.


Nadajnik nad Śnieżnymi Kotłami.


Schronisko na Szrenicy, poniżej zaś na polanie Vosecká Bouda. Resztki śniegu zachowały się na trasie narciarskiej z Čertovej hory wznoszącej się nad skoczniami w Harrachovie.


Zerknijmy w przeciwną stronę. Drzewa zasłaniają wioskę, ale nie Tanvald. Doskonale widoczny jest Ještěd, a na lewo ciekawe poszarpane kształty. Jeden z nich to Bezděz z ruinami zamku. Jeszcze bardziej na lewo słabo widoczny Říp, święta góra Czechów. Dzieli nas ponad osiemdziesiąt kilometrów i to graniczny zasięg na dzisiaj.


Znacznie bliżej, bo tuż pod nami Kořenov: kaplica w Tesařovie, kościół w Polubným, a nawet nasz pensjonat.


Zwróćcie uwagę na kamienny krąg pod nami, nie jest on przypadkowy.


Poniżej wieży znajduje się miejsce bardzo kontrowersyjne dla wielu Czechów. Obok niewielkiej grupy skalnej wiosną 1944 roku sudeccy Niemcy wznieśli granitowy krzyż. Stylizowany był na Krzyż Żelazny i ozdobiony hakenkrojcem, tak jak ówczesne odznaczenie. Upamiętniał on poległych żołnierzy Wehrmachtu i SS-manów pochodzących z okolicznych miejscowości - każda z nich symbolizowana była przez kamienie układające się we wspomniany krąg, tzw. Gaj bohaterów. Po zakończeniu wojny Czesi najpierw skuli swastykę, a potem zrzucili krzyż, po którym została jedynie podstawa. W 2011 roku fragmenty krzyża zostały znalezione i zrekonstruowane przez członków regionalnego stowarzyszenia turystycznego - oczywiście bez hakenkrojca - oraz zadedykowane ofiarom wojen. Warto podkreślić, że ustawili go ponownie Czesi, lokalni miłośnicy historii, a nie żadni niemieccy rewanżyści. Rekonstrukcja była jednak nielegalna w świetle prawa, nastąpiła bez zgody gminy Kořenov, do której należy ten teren. Władze zastanawiały się co począć w tej sytuacji, ale ostatecznie zdecydowały się pozostawić krzyż na swoim miejscu. Jak to opisał na tablicy informacyjnej wójt, miało to świadczyć o "świadomości, tolerancji i dobrej woli gminy, gestach, jakie wykonywali po walce zwycięzcy wobec pokonanych".
Nie wszystkim spodobało się takie podejście, krzyż był wielokrotnie smarowany różnymi kolorami, aż wreszcie trzy lata temu ktoś go zniszczył, tym razem skutecznie. I znowu została po nim tylko podstawa. Przy metalowym mocowaniu stoi wypalony znicz.


Postanowiłem zrobić sobie obok zdjęcie z faną, a ponieważ sąsiednie skałki były zajęte przez jakąś babę, więc ustawiłem się obok kamiennej podstawy. Mocując się z targanym wiatrem żółto-niebieskim materiałem, słyszę nagle gniewny głos:
- To jest działanie antypaństwowe!
Zbliża się do mnie kobieta z facetem, znajomi tej ze skałek. W pierwszym momencie nie wiedziałem o co chodzi, przeszło mi przez myśl, że może ustawienie orła w złą stronę jest takim działaniem. Kiedy w końcu fana miała prawidłowy kierunek rzuciłem zadowolony:
- Teraz jest dobrze.
- Nie jest w dobrze, nie w Czechach - syczy kobieta, a ja dopiero teraz zaskoczyłem, że gapi się na fanę.
- Przecież to flaga ze Śląska - wyjaśniam, ale widać, że kobiecina nie ma pojęcia o czym mówię.
- Nieprawda, śląska flaga jest inna, z czarnym orłem - mówi drwiąco jej towarzysz.
- Flaga całego Śląska, ale górnośląska jest z żółtym orłem na niebieskim tle. Cieszyńskiego Śląska również - tłumaczę, lecz z miernym skutkiem.
- Tak, na pewno...


Wzruszam ramionami i po zakończeniu działalności antypaństwowej udajemy się coś zjeść. Pod wieżą można kupić pamiątki, a także jadło i napitki, ale idziemy kawałek dalej.


Cofamy się do schroniska Hvězda. Reklamuje się piwem Svijany, więc wydaje się dobrym wyborem na postój.


Wnętrza są bardzo sympatyczne z dużą ilością drewna. Smaczne piwo, genialna czosnkowa (dawno nie jadłem tak dobrej) i ceny zupełnie nie bardzo kojarzą się ze schroniskiem, chociaż u Pepików i tak bywa. Dodatkowym plusem jest młody kotek, który wygląda niemal identycznie jak nasz! Umaszczenie niesłychanie podobne, wiek ten sam, tak samo chodzi, tak samo się łasi i wreszcie tak samo zasypia w ramionach i zaczyna mruczeć; najpierw myślałem, że to nasz Rene przeniósł się o kilkaset kilometrów 😏. Pani z obsługi jest zaskoczona, bo podobno nie jest wcale tak ufny do turystów, ale wyjaśniamy, że mamy kilka kotów i pewnie je czuje z daleka.


W pewnym momencie do środka wchodzi dwójka od antypaństwowej działalności. Nie wiemy, czy wertowali na smartfonach listy sudeckoniemieckich albo górnośląskich flag, ale widząc nas od razu wycofali się na zewnątrz, a do bufetu delegowali babkę ze skałek 😛.

Większość turystów w ten sposób kończy wizytę w górach, ale to przecież krótki spacer, bo od parkingu jest stąd rzut beretem. Wymyśliłem, aby wrócić tam robiąc pętlę w lesie wokół wieży i w ten sposób przedreptamy kilka kilometrów więcej.
Kawałek od schroniska mijamy drugie, czynne tylko w weekendy.


Zielony szlak prowadzi przez przyjemny zielony las. Przed nami idzie kilkuosobowa rodzina, która jednak jest od nas szybsza, bo ja zatrzymuję się co chwilę, aby cieszyć się otoczeniem.



Potem rodzina odbija zgodnie ze szlakiem w prawo, a my skręcamy w lewo w słabo widoczną ścieżkę. Trochę zeszliśmy w dół, teraz musimy podejść, a las zmienił swój wygląd: zamiast zieleniącej się trawy są suche liście i pojawiają się řopíki.


W latach 30. stały one na otwartym terenie, las zaczynał się nad nimi otaczając sam szczyt i wieżę. Jeden ze schronów mieści dziś prywatne muzeum, teoretycznie powinno być zamknięte. Podchodzę bliżej i okazało się, że jednak ktoś je zwiedza: na płocie wisi plecak, a ze środka słychać głosy.



Świeże powietrze wzmaga apetyt, więc choć niedawno zjedliśmy czosnkową, to teraz, siedząc na pieńkach, dokładamy sobie po kanapce.


Znowu zaczyna się robić dookoła zielono.



Zrobiliśmy kółko i znaleźliśmy się ponownie przy alei pomiędzy prywatnymi łąkami.




Nie mogłem się powstrzymać, aby nie zrobić sobie zdjęcia przy tabliczce 😏. Przechodzący obok starsi Czesi tylko się zaśmiali.


Schodzimy do Příchovic, kończąc wycieczkę. Z jednego z opuszczonych domów uważnie obserwuje nas strażnik wioski.


Budowa wieży wywarła wpływ i na miejscowość. Niemcy zmienili swoją nazwę z Przychowitz na Stephansruh, a sam obiekt znalazł się w herbie.



-----

Informacje praktyczne:
* Parking, podobnie jak większość w gminie, kosztuje 50 koron za samochód osobowy, płatność w automacie (ten akurat przyjmował i gotówkę i kartę, niektóre tylko gotówkę). Bilet jest ważny przez dobę, więc kolejnego dnia znowu na nim staliśmy. Nie wiem, czy z biletu można korzystać na innych gminnych parkingach, czy należy zabulić od nowa. 
* Od maja do września wieża jest czynna codziennie, w innych miesiącach bywa zamknięta w pewne dni - na przykład w kwietniu nieczynne było w poniedziałki. Bilety kosztują 50 koron.
* Schronisko latem oraz zimą otwarte jest codziennie, pomiędzy tymi porami roku w weekendy. Z przykładowych cen w 2026 roku: piwo Svijany - 48 koron, czosnkowa - 65 koron, naleśniki z owocami - 129 koron, smażony ser z frytkami - 195 koron. 
* Z parkingu do wieży jest tylko 1400 metrów, natomiast cała nasza trasa wyniosła niecałe sześć kilometrów. Aż do schroniska dojdziemy asfaltem, więc można wjechać nawet z wózkiem, natomiast dalej do wieży prowadzi utwardzona ścieżka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz