Marzył mi się wypad w góry w klimacie starych dobrych czasów z kumplami: trasa ani zdobywanie wysokich szczytów nie było najważniejsze, liczyło się towarzystwo, fajna zabawa i piwo wypite na szlaku 😀. Sądziłem, że w listopadzie uda nam się ruszyć we trójkę, w doborowym składzie; niestety, niektórzy zaczęli starzeć się szybciej niż spadają kartki z kalendarza, zatem wybrałem się tylko z Turystykonem (Radkiem).
Spotkaliśmy się w piątek w centrum Bielska-Białej, skąd autobusem podjechaliśmy do dzielnicy Wapienica (Lobnitz). Wysiadamy przystanek wcześniej niż planowaliśmy, gdyż z okien dostrzegłem odkryte stare napisy na jednej z kamienic. Język niemiecki nie jest tu przypadkiem, jeszcze w pierwszych latach okresu międzywojennego posługiwało się nim ponad 80% mieszkańców. Napisy wydobyto spod tynku niedawno podczas remontu budynku.
Zanim ruszymy w górę podchodzimy pod zaporę wodną, noszącą imię ostatniego prezydenta sanacyjnej Polski. Niedaleko zbiornika stoi drewniany domek, służący dziś jako restauracja. Na wewnętrznych belkach odkrywamy wyryte numery, a to oznacza, że mógł zostać tu przeniesiony z innego miejsca.



