Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czeski Cieszyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czeski Cieszyn. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 marca 2024

Cmentarze w Cieszynie: centrální hřbitov i żydowski w czeskiej części miasta

Dokonany w 1920 roku podział Cieszyna stworzył wiele problemów dla obu części. Polski Cieszyn odcięty został od głównego dworca kolejowego, gazowni, centrali wodociągów i większości zakładów przemysłowych. Czeski Těšín utracił dostęp do starówki, obiektów kulturalnych i edukacyjnych, większości kościołów oraz... cmentarzy. Na terenie nowo powstałego czechosłowackiego miasta nie było ani jednego miejsca do grzebania zmarłych! 
Rząd czechosłowacki udzielił wielomilionowej nieoprocentowanej pożyczki na budowę nowego ośrodka miejskiego. Z tych pieniędzy sfinansowano również założenie nowego cmentarza komunalnego. Otwarto go w latach dwudziestych, oficjalnie w 1925 roku. Prace wykonała znana miejscowa firma Eugena Fuldy. Na lokalizację wybrano teren oddalony od centrum, położony w północno-zachodniej części miasta w dzielnicy Brandýs. Z daleka od mieszkalnej zabudowy, po sąsiedzku znajdował się tylko jeden majątek i kilka kapliczek. Biegnąca tutaj dotychczasowa ulica Hohlwegstraße została ulicą Hřbitovní (a także Cmentarną i Friedhofstraße). Dwujęzyczna książka adresowa z 1932 roku wymienia nekropolię jako Ústřední hřbitov hřbitov na Brandyse (Zentralfriedhof am Brandeis), a cmentarnym ogrodnikiem był wówczas niejaki Rudolf Matejowitz.


Do dziś centrální hřbitov leży na uboczu. W porównaniu z ruchem panującym w Zaduszki przy Cmentarzu Centralnym w polskim Cieszynie, można uznać, że tutaj jest luźno. Pod bramą stanęło kilka stoisk sprzedających wieńce. Parking mieści ze dwadzieścia samochodów, niektórzy docierają autobusem, bo przystanek znajduje się tuż obok. Obserwuję, jak autobus nie może nawrócić, bo któryś z kierowców źle zostawił wóz i mija kilka długich minut, zanim w końcu udało mu się przecisnąć.


Mniejsza liczba osób nie oznacza, że jest tu całkowicie pusto, ludzie oczywiście się kręcą, choć zdecydowanie  mniej niż po polskiej stronie. 
Oprócz frekwencji i peryferyjnego położenia zauważyłem kilka innych różnic pomiędzy głównym cmentarzem czeskocieszyńskim a cieszyńskim:
* przy polskiej nekropolii parkowało sporo samochodów na czeskich blachach, tutaj jako jedyny posiadałem polskie. Czyżby polscy Cieszynianie mieli tu mniej pochowanych krewnych niż czescy na Cmentarzu Centralnym?
* "odniemczanie", które dotknęło prawie każdy niemiecki grób po polskiej stronie, tutaj prawie nie wystąpiło. Niemieckie groby, których spotkałem dość dużo, w niemal wszystkich przypadkach nie były zniszczone,
* cmentarz, zaprojektowany przed wiekiem od postaw, ma prosty, uporządkowany schemat. Alejki są szerokie, nie trzeba aż tak mocno przeciskać się między grobami. Polski Centralny sprawia wrażenie bardziej chaotycznego, ale to pokłosie znacznie dłuższej historii i bardziej spontanicznego rozrostu w kolejnych etapach rozwoju miasta,
* toalety u Czechów są klasyczne, w budynku przycmentarnym, u Polaków trzeba korzystać z rozbudowanego tojtoja 😏. 


wtorek, 22 lutego 2022

Beskid Śląski z dwóch stron granicy: Bystrzyca - Cieślarówka - Stożki - Głębce. Plus zlot

Trzeci raz pojechałem w tym roku w góry i trzeci raz do Czechów. Przypadek? Nie sądzę.

Głównym celem weekendu był zlot forum górskiego - tak, one jeszcze istnieją, fejsy, insta i tik-toki nie pożarły ich zupełnie, choć mocno się starają. Zlot odbywał się w Beskidzie Śląskim, pod Małym Stożkiem. Uznałem, że wejście bezpośrednie byłoby zbyt mało ambitne i dość nudne, więc postanowiłem zaatakować od strony Pepików. Co prawda już kiedyś szedłem na Stożek od zachodu, ale inną, krótszą trasą.

W sobotni poranek, w okolicach godziny dziewiątej, lądujemy w trójkę w Czeskim Cieszynie - ja, Bastek i Radek (Turystykon). Gdzie można skierować pierwsze kroki o tej porze? Wiadomo, do knajpy. W centrum działa tylko jedna wcześnie otwierana - ponoć już o szóstej, aby nocna zmiana też się mogła napić przed powrotem do domu. O tej porze siedzi tam już kilku dżentelmenów i wlewa w siebie nie tylko produkty z browaru. My konsumujemy po piwku, słuchamy wieści z igrzysk olimpijskich i maszerujemy na dworzec.
 
Na peron wtacza się Škoda CityElefant, czyli pojedziemy piętrusem! 😛


Pociąg jest pełny, dominują turyści, sporo rodzin z dziećmi. Co rusz przeciska się ktoś w górskim stroju, z plecakiem, sankami, jeden dziadek targa ze sobą przedpotopowe narty. To miło, że ludzie wolą się ruszać na powietrzu, niż gnić w domu.

Po dwudziestu minutach wysiadamy w Bystrzycy (Bystřice, Bistritz). Ostrzegałem chłopaków, że będziemy wchodzić do każdej napotkanej knajpy, obaj się zgodzili i od samego początku zaczęli marudzić, bo spelunka obok dworca z dziwnych powodów im się nie spodobała! No dobra, przejdziemy się kilkaset metrów do centrum wsi, może tam będzie coś innego.


środa, 10 października 2018

Do trzech razy sztuka - zdobyć Ostredok! A nawet dwa! (1)

Z Wielką Fatrą od dawna mamy niewyrównane rachunki! We wrześniu 2011 roku próbowaliśmy z Eco po raz pierwszy zdobyć najwyższy szczyt tego pasma (Ostredok), ale przeszkodził w tym silny wiatr i niemal zerowa widoczność. Jesienią 2016 ruszyliśmy do walki ponownie, lecz po nagłym ataku zimy znowu okazało się to niemożliwe. Ale do trzech razy sztuka - pomyśleliśmy i gdzieś pod koniec sierpnia ustaliliśmy termin kolejnej próby na październik..

Długo przed tą datą z niepokojem wpatrywaliśmy się w prognozy. A te zmieniały się i zmieniały, aż w końcu pokazały, że w pierwszy piątek i sobotę miesiąca ma być okno pogodowe w tym rejonie Słowacji. Zatem jedziemy!

Podróż zaczęliśmy już w czwartek, aby dostać się na miejsce komunikację publiczną. W głowie cały czas huczała myśl - co tym razem licho nam zgotuje za niemiłe niespodzianki? Początek nie jest najgorszy: co prawda nie udało mi się zjeść hipsterskiej jajecznicy, a speluna, w której zwykle czekałem na Andrzeja, była zamknięta, ale pociąg przyjechał zgodnie z rozkładem. Godzina do Katowic minęła nam na rozmowie ze współtowarzyszem z przedziału. Niedawno dłuższy czas kręcił się on po Bieszczadach, ale w trakcie dyskusji wyszło, że to jednak my możemy mu zaimponować wiedzą, a nie odwrotnie 😏.

W stolicy województwa śląskiego przesiadka do busika i najmniej przyjemny etap podróży. Nienawidzę tego środka transportu i tej firmy, lecz praktycznie nie ma rozsądnej alternatywy. W środku ciasno jak cholera, połowę drogi stoję. Andrzej czyta w gazecie o seppuku i rzucaniu we wrogów wyprutymi wnętrznościami, czego serdecznie życzymy dwóm debilom siedzącym z tyłu i umilającym czas współpasażerom rozmowami na poziomie płyt chodnikowych...

Wreszcie około 15-tej docieramy do Cieszyna. Bez zwłoki przechodzimy na czeską stronę - jestem tu ponownie po półtora tygodniu.


sobota, 29 września 2018

Śląsk Cieszyński: drewniane kościoły, archeopark i zapadnięta wioska.

Mając wolny wrześniowy weekend postanowiłem ruszyć na jednodniową samochodową objazdówkę po czeskiej stronie granicy. Ponieważ akurat siedziałem w swojej rodzinnej miejscowości, to padło na najbliższy nam Śląsk Cieszyński. Nie do końca spodobało się to pogodzie, bowiem po tygodniu upałów i pełnej klary akurat w sobotę nastąpił spadek temperatury o 10 stopni, a niebo zaciągnęło się ciemnymi chmurami. Mówi się "trudno"...

Pierwsze zdjęcie robię przy rondzie w Pruchnej (czes. Pruchná, niem. Pruchnau), gdzie stoi ruina gospody z przełomu XVIII i XIX wieku. To najstarszy budynek w miejscowości, dobry przykład traktowania zabytków w Polsce. Wpisany był na listę u konserwatora, ale całe lata pozostawał bez opieki i doprowadzony został do stanu agonalnego. W tym roku oficjalnie go wyburzono, choć - jak widać na załączonym obrazku - nie do końca: większość obiektu nadal istnieje.


Na horyzoncie Beskid Śląski.


środa, 9 maja 2018

Strážovské vrchy (1): maraton przesiadek, widokowy Vápeč i martwe owce.

Góry Strażowskie (Strážovské vrchy) na majówkę - oto co wymyśliłem w tym roku. Tradycyjnie miała być Słowacja, więc tym razem wybrałem pasmo położone w jej zachodniej części. Dlaczego?

Powinienem napisać, że po pierwsze dlatego, iż tam jeszcze nie byłem, lecz byłaby to nieprawda: kilka lat temu podczas pobytu nad jednym z okolicznych zbiorników wodnych wyskoczyłem na pobliski szczyt. Trudno to jednak nazwać dokładnym zwiedzaniem, więc nadal te góry były dla mnie terenem do odkrycia.

Po drugie bardzo podoba mi się ich charakter - są niemal w całości zalesione, natomiast wiele szczytów to doskonałe punkty widokowe.


Po trzecie liczyłem, iż znowu nie będzie w nich zbyt tłoczno - oczywiście nie zakładałem niemal kompletnego braku turystów jak rok temu w Wołowskich albo jeszcze wcześniej w Weporskich, ale wiedziałem, że zalew z Polski nam nie grozi.

Po czwarte - w ten rejon mogliśmy w miarę sprawnie dotrzeć komunikacją publiczną także w polski dzień świąteczny.