Ta relacja w ogóle miała nie powstać. Prognozy pogody były tak dołujące, że
zastanawiałem się nawet, czy jest sens brać aparat, skoro na cały weekend
wieszczono pełne zachmurzenie, fatalną widoczność i w najlepszym razie lekką
mżawkę. W sobotę rzeczywiście tak było, za to w niedzielę... No, ale nie
uprzedzajmy faktów.
W sobotni poranek, już dość zaawansowany godzinowo, dojeżdżamy w trójkę do
Sopotni Wielkiej. Ciśniemy autem najdalej jak się da, aż do lasu pod
znak zakazu ruchu. Mamy nadzieję, że w nocy nikt nie odkręci nam kół albo, co
bardziej prawdopodobnie, nie spuści benzyny z baku...
Drogą mija nas kilkunastoosobowa grupa rodziców z dziećmi. Fajnie, że chciało
im się wyjść z domu w takiej pogodzie. Zakładamy plecaki i ruszamy
niebieskim szlakiem wzdłuż potoku
Sopotnia.


