Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2021 wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2021 wakacje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 stycznia 2022

Węgierska prowincja i Túrkeve z kompleksem basenów.

Ostatnia kontrola graniczna podczas letniego wypadu. Rumun nie zwraca na nas większej uwagi, ponieważ siedzi w budce i z kimś się głośno kłóci. Węgierka za to skrupulatnie sprawdza zawartość bagażnika, czyli jak zawsze - Madziarów chyba się degraduje, jak komuś nie zajrzą między torby z gaciami. Nieustannie się zastanawiam, co tu można przemycać, skoro ceny w obu krajach są praktycznie takie same? Odprawa idzie bardzo szybko, bo przed nami nie było żadnego innego samochodu.

Na zielonej tablicy wypisano listę miejscowości z odległościami. Z tych wymienionych to najdalej dojedziemy dziś do Orosházy.


Zmieniliśmy państwa, lecz historycznie nadal jesteśmy w Kriszanie (po węgiersku nazywa się ona Körösvidék), zatem zdarzają się osady z nazwami w trzech językach. Najbliższe miasto Battonya to również rumuńska Bătania i serbska Батања.


piątek, 31 grudnia 2021

Rumunia: relaks w Siedmiogrodzie i atrakcje pogodowe.

Nie udało mi się przejechać Transalpiną, ale przecież jakoś przebrnąć przez góry trzeba, nie będę objeżdżał całych Karpat Południowych, gdyż nie starczyłoby na to dnia. Muszę się cofnąć w okolice dużego miasta Târgu Jiu i stamtąd prowadzi w kierunku północnym droga numer 66. Wytyczono ją wąwozami i dolinami, więc wspina się maksymalnie na jakieś 800 metrów n.p.m. - to główny korytarz transportowy dla chcących się przedostać z zachodniej Wołoszczyzny (Oltenii) do Siedmiogrodu lub odwrotnie. Według informacji z rumuńskiej Wikipedii drogę zaczęli budować pod koniec XIX wieku włoscy inżynierowie, ale ostatecznie utwardzono ją dopiero w latach 50. ubiegłego stulecia.
 
Południowa część tego odcinka stanowi Park Narodowy "Defileul Jiului", chroniący wąwóz rzeki Jiu. Jedzie się tędy bardzo przyjemnie, zwłaszcza, że ruch jest zaskakująco nieduży. Rzeka rozdziela dwa karpackie pasma - Vâlcan (Góry Wylkańskie) oraz Parâng.



wtorek, 28 grudnia 2021

Rumuński interior, a w nim Krajowa i prawie Transalpina.

Most Przyjaźni, najczęściej zwany po upadku komunizmu Mostem Dunajskim (przyjaźń w kapitalizmie przestała być w cenie), wybudowano w latach 1952-1954. Miał symbolizować nowe stosunki pomiędzy miłującymi pokój krajami, a także wielkie możliwości socjalistycznych gospodarek (więc konieczna okazała się pomoc Związku Radzieckiego). Z długością ponad dwóch kilometrów był największą taką przeprawą drogowo-kolejkową na świecie.


Skorzystanie z mostu jest płatne - kosztuje 3 euro. Następnie wjeżdża się na jednopasmową drogę i w połowie konstrukcji pojawiają się tablice oznaczające początek Rumuni, choć flaga wskazuje raczej na Francję 😏.


Na rumuńskim brzegu, podobnie jak na bułgarskim, strzelają w niebo kolumny z datami budowy. Po bułgarskiej stronie nie było kontroli granicznej, po rumuńskiej strażnik spojrzał na papiery, wymamrotał coś niezrozumiałego, ja wytrzeszczyłem oczy, on rzucił "ciao" i machnął ręką, aby jechać dalej. Całość przekroczenia granicy zajęła pół godziny, co jest bardzo dobrym czasem, biorąc pod uwagę, że kilka dni później ludzie potrafili tu tracić i sześć godzin.

środa, 15 grudnia 2021

Bułgaria prawdziwa: Pobiti Kamyni, Madara, Szumen i Razgrad.

Czytając artykuły, blogi i internetowe przewodniki można odnieść wrażenie, że Bułgaria to wybrzeże i oprócz niego to już nic ciekawego. A jest dokładnie odwrotnie - większość najciekawszych miejsc wcale nie leży nad morzem. Pierwsze z opisywanych przeze mnie ma do morskich fal blisko, gdyż znajduje się kilkanaście kilometrów na zachód od Warny. 


Mowa o terenie zwanym Pobiti Kamyni (Побити камъни), a w języku polskim Kamienny Las. Na rozległej przestrzeni stoją tu dziesiątki kolumn i tysiące innych mniejszych kawałków - coś w rodzaju połączenia ruin starożytnych budynków i rzadkiego gołoborza, a wszystko to na suchej trawie przemieszanej z piaskiem. Niekiedy nawierzchnia określana jest wręcz jako pustynia, jedna z nielicznych w Europie pochodzenia naturalnego i jedyna w Bułgarii.




środa, 8 grudnia 2021

Szkorpiłowci i okolice - bułgarskie wybrzeże na spokojnie.

Poszukując miejsca na założenie "bazy noclegowej" na bułgarskim wybrzeżu Morza Czarnego mój wzrok przyciągnęła miejscowość o dość pokręconej nazwie - Szkorpiłowci (Шкорпиловци, w angielskiej transliteracji Shkorpilovtsi). Położona jest ona czterdzieści kilometrów na południe od Warny i zdawała się spełniać wszystkie albo większość postawionych przeze mnie warunków.


Forma noclegu, jaka mnie interesowała, to kemping. W Bułgarii większość takich obiektów dzieli się na dwie kategorie: hałaśliwe, tłoczne molochy i mniejsze obiekty, oferujące kiepski stan sanitarny. Ewentualnie te dwie odmiany łączą się w jedno (molochy z kiepskim stanem sanitarnym), a wyjątki mają inne wady - na przykład położenie na odludziu. W Szkorpiłowci kemping znajduje się w miejscowości i także niemal zaraz przy morzu - dzieli go od brzegu kilkaset metrów, wystarczy przejść przez drogę. Poniżej pomiędzy drzewami widać niebieski kolor i molo, a to zdjęcie z kempingowego baru.


czwartek, 2 grudnia 2021

Północne wybrzeże Bułgarii - od Durankulaku do Warny.

Do Bułgarii wracam po ośmiu latach. Nie napiszę, że to mój ulubiony kraj bałkański, ale wspominam go miło, więc chętnie tu ponownie zawitam. Na przejściu wita nas tablica.. z Kielc. Hmm, scyzoryk chyba gdzieś mam w schowku.


Kibelek, czyli krzaki. Dobrze, że oznaczono dojście.


Wjazd nastąpił przez przejście Vama Veche - Durankulak niejako z konieczności: w lipcu władze Bułgarii w swej nieograniczonej mądrości zdecydowały, iż turyści mogą przybywać do ich kraju tylko przez wyznaczone punkty graniczne. Powodem takich działań miały być braki w personelu medycznym, który miał sprawdzać paszporty COVID-owe - nie starczyło go na wszystkie przejścia. Nie wiem jaki jest średni poziom inteligencji w Bułgarii, ale jeśli do rzucenia okiem na kartkę papieru i wydania kilku dziwnych dźwięków (bo tak to wyglądało w naszym przypadku) potrzeba wykształcenia medycznego, to nie mam pytań... Efekt był taki, że na granicach tworzyły się korki, których normalnie można częściowo uniknąć, co z epidemiologicznego punktu widzenia było pięknym strzałem w stopę. W zawodach pod tytułem "Najgłupsze decyzje rządzących w czasie pandemii" poziom byłby bardzo wyrównany.
Dziś jednak mamy szczęście - odprawa zajęła około kwadransa. Rumun zbierał dokumenty i przekazywał Bułgarowi, ten znikał na chwilę w budynku i jakoś to szło.

poniedziałek, 8 listopada 2021

Rumunia - od przełęczy karpackich do falochronów Konstancy. Bo droga długa jest.

Braszów to południowo-wschodnie obrzeża Siedmiogrodu. Za nim zaczynają się wyższe góry, nad którymi niebo przybrało bardzo niepokojące barwy. Ewidentnie pogoda tam dokazuje.



Miasto mijamy obwodnicą (zwiedziłem je dokładnie podczas pierwszej wizyty w Rumunii) i wjeżdżamy na nieszczęsną drogę numer 1, prowadzącą na południe. Deszcz nas nie dopadnie, bo skupił się na innych. Szybko jednak powstał korek, w którym minęliśmy przełęcz Predeal (1033 metry n.p.m., oddziela Karpaty Południowe od Karpat Wschodnich) oraz granicę dwóch okręgów, a jednocześnie Transylwanii i Wołoszczyzny.


środa, 3 listopada 2021

Siedmiogród - kraj kościołów obronnych, kolorowych domów i zmiennej pogody.

Transylwania wielu kojarzy się z Drakulą, innym z Karpatami, a dla mnie to przede wszystkim kraina kościołów warownych. I, w mniejszym stopniu, zamków chłopskich. W ogóle Siedmiogród to ziemia z wielką reprezentacją zabytków średniowiecznych niewiele przekształconych w kolejnych epokach.
 
Zanim jednak zaczniemy podziwianie obiektów sprzed kilku wieków, to najpierw trafiam na wznoszącego się ku niebu Miga-21. Znalazłem się tu zupełnie przypadkowo, gdyż wyjeżdżając z Turdy... pomyliłem autostrady 😛. Samolot stanowi pomnik poświęcony zmarłym lotnikom służącym w pobliskiej bazie.


Wracam na autobanę i po kilkunastu kilometrach już jadę we właściwym kierunku.

A wracając do tematu przewodniego - kościoły warowne, a szerzej świątynie warowne, znane są z wielu krajów Europy. Znajdziemy je m.in. we Francji, Niemczech, na Śląsku, w Polsce, czy wreszcie na dawnych polskich Kresach. Nigdzie jednak nie występują w takiej ilości jak w Siedmiogrodzie - szacuje się, iż zobaczymy w nim około sto pięćdziesiąt takich obiektów, czyli mniej więcej połowę z pierwotnej liczby. Wznoszone je w okresie średniowiecza (od XIII do XVI wieku) przeważnie w miejscowościach zamieszkałych przez ludność niemiecką (określaną zbiorczo jako Sasi siedmiogrodcy, chociaż niekoniecznie Sasami rzeczywiście byli). Znacznie rzadziej budowali je Szeklerzy, lud nadal nieodkrytego pochodzenia, dzisiaj zazwyczaj deklarujący się jako Węgrzy. Madziarowie "właściwi" generalnie nie stawiali świątyń obronnych, stąd położenie takich kościołów odpowiada zasięgowi osadnictwa niemieckiego w późnym średniowieczu - a więc południowy i południowo-wschodni Siedmiogród. Bywa tak, że każda sąsiednia wioska ma własny kościół obronny!

Oczywiście jest rzeczą niemożliwą, aby w trakcie krótkiego pobytu zobaczyć wszystkie. Do tej pory obejrzałem ze dwadzieścia albo i więcej takich budynków w Siedmiogrodzie, ale w ciągu kilku wizyt. W tym roku patrząc na mapę zaznaczyłem kilka obiektów "koniecznie do odwiedzenia" oraz uznałem, że na pewno jakieś nieplanowane trafią się po drodze.

środa, 27 października 2021

Salina Turda robi wrażenie.

Turda (węg. Torda, niem. Thorenburg) to miasto położone w pobliżu Klużu. Posiada ruiny rzymskiego miasta, starówkę z ewangelickim kościołem warownym, kilka innych zabytkowych świątyń, nieczynny stary browar i kopię Wilczycy Kapitolińskiej, ale - bądźmy szczerzy - turyści odwiedzają ją tylko z jednego powodu, który zwie się Salina Turda (węg. Tordai sóbánya, niem. Salzbergwerk Thorenburg). Kopalnia soli jest uznawana za jedną z największych atrakcji Siedmiogrodu, a nawet i całej Rumunii.

 
Sól wydobywano w Turdzie już w starożytności, a w tej lokalizacji prawdopodobnie od średniowiecza, choć kopalń w mieście było wiele. Największy okres rozwoju obiektu przypadł na czasy panowania Habsburgów - od końca XVII do połowy XIX wieku - po którym nastąpił spadek znaczenia: w skutek przestarzałej infrastruktury kopalnia przegrywała rywalizację z innymi ośrodkami, aż w końcu w 1932 roku została zamknięta.
Następnie pełniła różne role, m.in. schronu i magazynu serów, po upadku komunizmu przeszła na funkcję uzdrowiskowo-leczniczą i zaczęła przyciągać masy turystów.

wtorek, 19 października 2021

Rumunia - Porolissum i Kluż-Napoka

Przestawiamy zegarek godzinę do przodu.
 

Gdy kawałek za granicą zatrzymałem się, aby sprawdzić mapę, z lasu wyszedł jakiś zarośnięty facet. Z łamańca romańsko-słowiańsko-ugrofińskiego dowiedziałem się, że skończyła mu się benzyna i chce podjechać do miasta, aby napełnić nią plastikową butelkę. Okłamałem go, że nie rozumiem. Nie budził zaufania - niezbyt czysty na ciele, w brudnym ubraniu i z gębą przypominającą recydywistę. Niestety - i piszę to jako częsty użytkownik autostopu - ale wygląd często torpeduje możliwość podwózki i tak było tym razem.

Pierwsza miejscowość po rumuńskiej stronie to Valea lui Mihal (Érmihályfalva), miasteczko zamieszkałe głównie przez Węgrów. To w niej przed dwunastoma laty po raz pierwszy postawiłem nogę na rumuńskiej ziemi, kiedy wyszedłem z pociągu. Pamiętam zaniedbany dworzec, tragiczny kibel i uśmiechniętą panią kasjerkę, która przyniosła mi... miskę z wodą, abym mógł umyć ręce! Kwintesencja rumuńskich klimatów! W tym roku tylko przez nią przejeżdżamy.

piątek, 15 października 2021

Wakacyjną objazdówkę czas zacząć: Felcsút (czyli Orban), Zsámbék (czyli kościół) oraz Debreczyn.

Wakacyjny urlop czas zacząć! Tradycyjnie kierunek południowy. Rok temu pojechaliśmy w drugiej połowie sierpnia, ponieważ naiwnie sądziłem, że w czasie pandemii miesiąc ten będzie luźniejszy, a było dokładnie odwrotnie: niektóre kraje już wtedy zaczęły się zamykać, trochę popsuło to nam plany. Tym razem postanowiłem dmuchać na zimne i ruszyliśmy w połowie lipca. Po czasie okazało się, że nie miało to większego znaczenia, lecz któż to mógł wiedzieć??
 
Skrót przez czeski Śląsk i potem przejazd przez Słowację, bez historii. Tradycyjnie w dniu wyjazdu pogoda jest średnia, nawet trochę padało. Mniej tradycyjnie - zamiast cisnąć autobaną aż do Bratysławy część drogi pokonałem bocznymi drogami, aby dotrzeć do Komarna. Tam jedyny postój na zakupy i przekraczamy Dunaj nowym mostem (według google.maps miał być zamknięty, ale normalnie szło z niego skorzystać).

Na Węgrzech witają mnie moje ukochane słoneczniki! Uważam, że lato bez tych roślin straciłoby znacznie ze swego uroku 😊.


Tankuję na pierwszej (Putinowskiej) stacji, gdzie mam krótkie zwarcie z jakąś starą Niemrą, której strasznie się spieszy. Zaraz potem wpadam na autostradę. Autópálya M1 jest jedną z najstarszych u Madziarów, pierwsze odcinki otwarto w latach 70. ubiegłego wieku. To widać i czuć: nawierzchnia pozostawia sporo do życzenia, a przede wszystkim posiada jedynie dwa pasy, co przy ogromnym ruchu od strony Austrii powoduje, iż nieustannie jedziemy w tłumie i nawet na lewym pasie trudno osiągnąć prędkość większą niż 100 km/h.