Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lublin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lublin. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 czerwca 2023

Roztocze cerkwiami malowane (1): Lublin - Tomaszów - Bełżec

Tradycyjnie maj jest okresem naszej grupowej wędrówki wzdłuż granic Polski. Rok temu maszerowaliśmy po Mazurach, więc zgodnie z zasadą naprzemienności w tym roku wypada kierunek południowy blisko granicy z Ukrainą. Administracyjnie będzie to pogranicze województwa lubelskiego i podkarpackiego, historycznie ziemia bełska na Rusi Czerwonej, a geograficznie w większości Roztocze. Brzmi nieźle.

Co ciekawe, prognozy wieściły nam bardzo dobrą pogodę. To zaskakujące, bo zazwyczaj pogodynka sugeruje różne katastrofy w aurze i rok temu częściowo się to sprawdziło, bo dolewało nas prawie codziennie. Tym razem deszcz ma być wyjątkiem. No cóż, zobaczymy.

Jako pierwsza podróż zaczyna Buba. Po niecałej godzinie dosiadam się i we dwójkę mkniemy na wschód. Za oknem migają kolejne stacyjki, pierwszy dłuższy postój wypada w Koniecpolu. Nigdy go nie odwiedzałem, więc wyskakuję rozprostować kości. Robię spacer wokół dworca i zaglądam przez płot na pobliskie ruiny poprzemysłowe.


Kolejna przerwa w podróży (doczepiania składu i zmiana kierunku jazdy) to Kielce. Te wizytowałem z pociągu już dwa lata temu, zatem liczę, że zrobię jakieś szybkie zakupy. Niestety - cały dworzec jest w rozsypce, znaczy w remoncie, a dosłownie wszystkie lokale w pobliżu, również gruzińskie, akurat w tę sobotę postanowiły zrobić sobie wolne.


Ślązacy też lubią kebaby, ale tu ich nie zjemy.

W południe docieramy do Lublina. Doświadczeni rokiem 2021, kiedy to okazało się, że spod dworca kolejowego praktycznie nic nie jeździ, rozpisałem sobie rozkład komunikacji miejskiej i dość sprawnie dotarliśmy na dworzec autobusowy. A tam można się poczuć jak na Ukrainie: więcej kursów jest do tego kraju niż w Polskę, częściej słychać ukraiński i rosyjski niż polski. Praktycznie każdy facet zaopatrzony jest w pederastkę - torebkę, która jeszcze kilka lat temu była szczytem obciachu i kojarzyła się z gastarbeiterami zza Buga, a dziś wydaje się być ikoną męskiej mody 😏. Burdel organizacyjny także panuje nieziemski, gdyż okazuje się, że część busów odjeżdża z innej części dworca i nie ma ich na głównym rozkładzie. Szukaj człowieku, a może znajdziesz. 
 
 

środa, 2 czerwca 2021

Polska rzepakowa (1): Hrubieszów - Czumów - Ślipcze - Czapliniec

Późna wiosna oznacza u mnie zazwyczaj tradycyjny wyjazd do wschodniej Polski, aby z kilkuosobową ekipą powłóczyć się wzdłuż granic. Pisałem już o tym wielokrotnie, ale pozwolę sobie pokrótce przypomnieć historię tych wypadów 😊.

Dokładnie dziesięć lat temu grupa moich znajomych wpadła na pomysł, aby latem odwiedzić Podlasie. To miała być jednorazowa akcja, lecz tak im się spodobało, iż postanowili ją kontynuować. Termin zmieniono na maj lub czerwiec, ustalono także, że w jednym roku będą poruszać się na północ, a w kolejnym na południe, tak aby stopniowo zwiększać "zasięg" zaliczonego terenu przygranicznego. Jeśli zakończyło się gdzieś wędrówkę w danym roku, to mniej więcej w to samo miejsce wracało się po dwóch latach. W 2013 dołączyłem i ja. Do 2019 na północy zdążyliśmy dotrzeć do Gołdapi (a więc teraz idzie się właściwie nie na północ, ale na zachód), a na południu do Hrubieszowa. W ubiegłym roku wszystko posypało się z wiadomych przyczyn, w tym postawiliśmy nie odpuścić. Nastąpiły jednak spore zmiany w składzie osobowym: ze stałych bywalców zostałem tylko ja i Buba, nie ma zatem już nikogo, kto byłby obecny na wszystkich wyjazdach. Dokooptowaliśmy kilku nowych ludzi, aby liczba się zgadzała. Datę rozpoczęcia ustaliliśmy na końcówkę maja, żeby uniknąć sytuacji sprzed dwóch lat, kiedy to zimni ogrodnicy mocno popsuli nam zabawę. Teraz co prawda prognozy pogody także były kiepskie (niektóre wskazywały, iż przez cały tydzień codziennie ma lać!), na szczęście w większości się nie sprawdziły 😛. A zatem w przedostatnią sobotę maja ruszamy w kierunku Bugu, po trzech latach wracamy do marszruty na południe!

Z Bubą spotykam się już w pociągu. Mamy w nim do przejechania ponad czterysta kilometrów. Przetniemy pięć województw (a Buba nawet sześć - dolnośląskie, opolskie, śląskie, świętokrzyskie, mazowieckie i lubelskie), ale tylko dwie krainy historyczne - Śląsk i Małopolskę.

Dłuższy postój mamy w Kielcach, więc wychodzę rozprostować kości i rozejrzeć się po okolicy w stolicy scyzoryków. 

Zaglądam na nieodległy dworzec autobusowy. Byłem pewien, że to współczesna konstrukcja, a okazało się, iż otwarto go w 1984 roku na 40-lecie PRL-u! Odnowiony i wpisany na listę zabytków jest jednym z wielu przykładów, że w Polsce Ludowej potrafiono zaprojektować interesujące budynki. Za nim wyrasta kościół św. Krzyża.

niedziela, 27 maja 2018

Polesie Wołyńskie (1): Chełm i okolice Woli Uhruskiej.

Późna wiosna jest okresem, kiedy od kilku lat wyruszamy na wschód Polski. Wędrówka wzdłuż granic to już świecka tradycja, podobnie jak zasada naprzemienności: jeden rok w kierunku północnym, drugi południowym. Ostatnio maszerowaliśmy po Suwalszczyźnie, zatem tym razem przyszła pora na rejony, gdzie skończyliśmy przygodę jeszcze rok wcześniej...

W 2016 ostatecznie dotarliśmy do Chełma, więc w tym roku chcieliśmy tam startować. Wyjazd zaczynam - jak zwykle ostatnio - od jajecznicy i piwa z małego browaru w hipstersko-burżujskiej knajpie, następnie spotykam się z Eco i razem wchodzimy do pociągu, w którym czeka już Buba! Ładujemy się do przedziału, w nim przyjdzie nam spędzić kolejne 5 godzin...

Za oknami szaro i buro, potem zaczyna padać. Piękna wiosna obecna przez cały kwiecień nagle gdzieś się schowała. Nie psuje to nam jednak humorów, zwłaszcza, że przez całą drogę trwają ciągłe rozmowy, do których włącza się nawet jedna ze starszych pań (specjalistka od domowych nalewek 😏). Mijamy kolejne ważne i wielkie miejscowości, jak np. Włoszczową, na której - o dziwo - wysiadło dość sporo osób.

Krytycznym punktem podróży był Radom, gdzie mieliśmy się przesiąść do autobusu zastępczego - czas na to wynosił około 10 minut, a jeszcze złapaliśmy spóźnienie. Na szczęście wszystko udało się idealnie, więc w coraz lepszym humorze zmierzamy ku naszemu dzisiejszemu celowi...

Andrzej postanowił zadzwonić do schroniska młodzieżowego, w którym mieliśmy rezerwację.
- Dzień dobry. Chciałem potwierdzić przyjazd. Będziemy około 21-szej, bo za niedługo Lublin.
Chwila ciszy i wysłuchiwanie drugiej strony.
- Tak, Lublin. Nie, nie Wrocław.
Głos Eco zaczął lekko się zmieniać.
- Ale zaraz, to jest schronisko w Chełmie?
Napięcie rośnie.
- Jaki Kamień??! Na Dolnym Śląsku?! Przecież ja rezerwowałem w Chełmie!
Atmosfera zgęstniała. Takiego rozwoju sytuacji nikt się nie spodziewał! Okazało się, iż z PTSM-em, w którym nocowaliśmy dwa lata temu, ciężko się skontaktować: dwa podane telefony milczą, na maile nie odpowiadają. Wreszcie Eco znalazł trzeci numer i się dodzwonił. Osoba przyjmująca rezerwacje nie podawała swojego położenia, a Andrzej nie pytał, skoro na oficjalnych stronach był to kontakt do schroniska w Chełmie! Podobno to już któryś z kolei przypadek tego typu, ale winnych nie ma i nikt z tym nic nie robi! Kolejne osoby będą przeświadczone, iż klepią sobie łóżko w województwie lubelskim, a tymczasem będą na nich czekać w dolnośląskim!

Na sam początek dostaliśmy po dupie. Licho nie mogło odpuścić, zresztą zaatakowało podwójnie, bowiem kilka dni wcześniej Buba skręciła sobie nogę i teraz jedzie z usztywnieniem. 
No i co teraz zrobimy??

Na razie wysiedliśmy w Lublinie, gdzie nawet pojawiło się słońce.