Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 stycznia 2026

Górskie podsumowanie roku 2025!

Minął kolejny rok, więc pora na podsumowanie górskiego roku 2025. Bez żadnego rozwlekłego wstępu przejdę od razu do rzeczy 😊.


 * Styczeń

Zaczęliśmy od jednodniówki w Górach Rychlebskich (Złotych), przeszliśmy z Jeseníka do stacji kolejowej w Lipovej-lázně. Była to moja pierwsza górska wycieczka bez nawet grama słońca od trzech lat! W zamian za to mieliśmy prawdziwie zimową atmosferę, na którą od dawna czekałem, a trzeba przypomnieć, że ówczesna zima w śnieg nie obfitowała. Niby tylko kilkanaście kilometrów, ale ostro nas wymęczyło.


* Luty

W kolejnym miesiącu śniegu już prawie nie było: do chatki na Adamach w Beskidzie Makowskim wybraliśmy się w typowo wiosennej atmosferze (choć na przychatkowej polanie zachowały się jakieś resztki białego). Powodem tej wizyty u Mariusza i Danki było spotkanie forumowiczów starego beskidzkiego forum, fajnie było zobaczyć znajome gęby.


* Marzec

Końcówka kalendarzowej zimy także nie była zimowa, choć kilka razy założyłem raczki. Drugi raz odwiedziłem Rychleby, aby samotnie po raz pierwszy zdobyć Jawornik Wielki. Nie jest to góra na którą chętnie powrócę, choć ponoć mają tam wybudować okazałą wieżę, więc kto wie... Przy okazji pokręciłem się trochę wzdłuż słupków granicy polsko-czeskiej, które w tym rejonie trochę pozmieniano.


niedziela, 12 stycznia 2025

Górskie podsumowanie roku 2024!

Nie tak bystro płynie rzeka, jak nam prędko czas ucieka - pamiętam taką piosenkę wykonywaną przez chór, w którym śpiewała spora część mojej rodziny. Nawet nie wiedziałem, że to pieśń religijna, ale początek ma jak najbardziej prawdziwy: niedawno robiłem podsumowanie roku 2023, a teraz trzeba przystąpić do 2024. Ponownie muszę napisać, że w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy nie zdobywałem żadnych wysokich szczytów ani nie biłem rekordów, lecz na pewno można ten okres uznać za udany.


* Styczeń

Rok zacząłem blisko, bo w Górach Opawskich i na Kopie Biskupiej. Cóż, w 2023 nie byłem na tym szczycie ani razu, więc w styczniu mogłem nadrobić braki. Postanowiłem ją jednak zdobyć w nowy sposób, a mianowicie z morawskiej strony. Pogoda była bardzo dynamiczna, ale, niestety, śniegu tyle co nic, za to momentami lodowisko.
Na Kopie przenocowałem, co nie zdarzyło mi się od bardzo dawna, a kolejnego dnia miałem nawet trochę słońca.


wtorek, 16 stycznia 2024

Górskie podsumowanie roku 2023!

Skończył się kolejny rok kalendarzowy, a więc i rok aktywności górskiej. Choć nie zdobywałem w 2023 roku żadnych wybitnych ani wysokich szczytów, to zdecydowanie można go uznać za udany!


* Styczeń

Pierwszy miesiąc upłynął pod znakiem chatek górskich. Najpierw był Lasek w Beskidzie Żywieckim, czyli obiekt, który miał rzesze zwolenników, jak i przeciwników. Ja oczywiście zaliczałem się do tych pierwszych. A piszę w czasie przeszłym, ponieważ jesienią właściciel chatki postanowił ją zamknąć. Oficjalnych powodów nie podał, więc albo pragnie urządzić tam luksusową willę (żart!) albo wcisnąć kogoś znajomego, który zarobi na niej kokosy (znowu żart). W każdym razie SST Lasek najprawdopodobniej odszedł na długą listę nieistniejących już chatek, więc wszyscy miłośnicy czystości, wypucowanych ścian i porządku mogą odetchnąć z ulgą. Wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy, a, oprócz integracji na spotkaniu AKT Pálinka, zdobyliśmy w pięknych zimowych warunkach Jałowiec.


Celem drugiej wycieczki była Chatka Skalanka, czyli znowu Żywiecki. Tutaj trafiliśmy na jeszcze piękniejszą zimę oraz finał WOŚP z licytacją. Nie siedzieliśmy jednak na tyłkach (na nich zjeżdżaliśmy korzystając z dupolotów), odbyliśmy wyprawę na straszliwie oszpecony trójstyk oraz do karczmy w Herczawie (Hrčava), a w drodze powrotnej do domu weszliśmy dodatkowo na Ochodzitą. W ten sposób należy dopisać Beskid Śląski, albo - według nowego podziału - Międzygórze Jabłonkowsko-Koniakowskie.


wtorek, 17 stycznia 2023

Górskie podsumowanie roku 2022!

Rok 2022 był pierwszym od dwóch lat, kiedy na moją aktywność górską nie mieli wpływu politycy. Wreszcie niczego nie zamykano, nie otwierano i nie musiałem szukać alternatywnych pomysłów. Nawet lasy pozostały otwarte...
 
* Styczeń
 
Podobnie jak rok wcześniej zaczynam wycieczką z tatą, tym razem w Beskid Śląsko-Morawski. Odwiedziliśmy Prašivę i Ropičkę. To był wyjazd kompletnie bez słońca i chyba jedyny taki w ubiegłym roku, ale za to mieliśmy prawdziwą zimę, za którą teraz tęsknię.
 

 * Luty
 
Na początku lutego skoczyłem pierwszy raz w Sudety, a konkretnie w Rychleby (Góry Złote). Przyjemna jednodniówka na odcinku Česká Ves - Lázně Jeseník, czyli po terenie, gdzie jest sporo źródełek i pomników. Zima nadal dopisywała.


Potem odbywał się zlot Forum Chimalajowego na Cieślarówce w Beskidzie Śląskim. Postanowiłem tam przybyć od czeskiej strony - poszliśmy od Bystrzycy przez Filipkę. W dolinach było już zielono, ale w wyższych partiach nadal panowała biel i mróz.


poniedziałek, 10 stycznia 2022

Górskie podsumowanie roku 2021!

Rok temu podsumowanie aktywności górskiej rozpocząłem nieco dramatyczną parafrazą wstępu do Ogniem i Mieczem. Tym razem już tak nie zrobię. Co prawda końca pandemii nadal nie widać, ale po prawie dwóch latach zamykania, otwierania, straszenia, grożenia człowiek się po prostu przyzwyczaił i nauczył sobie radzić w nienormalnych warunkach. Co prawda gdyby nie epidemia to rok 2021 wyglądałby zapewne trochę inaczej, ale niekoniecznie lepiej, bo tak naprawdę nie mam za bardzo na co narzekać... No dobra, często narzekałem na pogodę 😏.

* Styczeń.
 
Wędrowanie zacząłem tak klasycznie, jak to chyba jest możliwe, bo od Beskidu Śląskiego. Zrobiliśmy sobie z tatą pętlę z Wisły Głębiec na Stożek i dalej przez Kubalonkę. Było zimowo, nawet pojawiło się trochę słońca, a schronisko okazało się otwarte, co wówczas należało do wyjątków.


Pod koniec miesiąca zrealizowałem pomysł, który od dawna chodził mi po głowie - przejście z Chatki pod Potrójną do Chatki na Lasku, a więc z Beskidu Małego w Beskid Makowski. W tym przypadku aura była mniej łaskawa, bo momentami waliło nam zmrożonym deszczem, a na drogach robiła się szklanka. Mimo tego bardzo fajny wypad po "starych śmieciach".


piątek, 15 stycznia 2021

Górskie podsumowanie roku 2020!

Rok 2020 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. Współcześni blogerzy wspominają, iż około wiosny stonka turystyczna w niesłychanej ilości wyroiła się z Podkarpacia i zniszczyła zasiewy i trawy, co było przepowiednią napadów na Kościół. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie wyborcze, a wkrótce potem ruska rakieta pojawiła się na niebie. W Warszawie widywano też nad miastem mogiłę i krzyż ognisty w obłokach nad Pałacem Prezydenckim; odprawiano więc posty i dawano jałmużny w samochodach, gdyż niektórzy twierdzili, że zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj ludzki, zwłaszcza suwerena. Nareszcie zima nastała tak lekka, że najstarsi górale nie pamiętali podobnej, chyba tylko poprzednią. W południowych województwach lody nie popętały wcale wód, które, podsycane topniejącym każdego ranka śniegiem i śmieciami, wystąpiły z łożysk i pozalewały sklepy z godzinami dla seniorów. Padały częste deszcze. Gnojnik rozmókł i zmienił się w wielką kałużę, słońce zaś w południe dogrzewało tak mocno, że — dziw nad dziwy! — w województwie świętokrzyskim i na Podlasiu zielony smog okrył wioski i miasta już w połowie grudnia. Roje po pasiekach poczęły się burzyć i huczeć, bydło ryczało po zagrodach, a kobiety na ulicach...

Możliwe, że po latach tak będą historycy opisywać 2020. Ja nie będę aż tak dramatyczny. Podsumowując go stwierdziłem, iż przed dwunastoma miesiącami wyobrażałem go sobie zupełnie inaczej i wiele planów szlag trafił. Z drugiej strony były momenty, że zapowiadało się znacznie gorzej, a jednak sporo rzeczy zdarzyło się pozytywnych. Ogólnie to 2020 nie był taki zły i wcale nie jestem przekonany, iż obecny będzie lepszy, zwłaszcza, że wchodzimy w niego z lockdownowym przytupem. W poniższym wpisie tradycyjnie skupię się na działalności ogólnogórskiej.

Na pewno mój górski 2020 charakteryzował się kilkoma cechami wyróżniającymi go od poprzednich:
* spora liczba wypadów jednodniowych (pokłosie oficjalnie zamkniętych noclegów),
* wyjątkowo dużo - jak na mnie - wizyt w Sudetach (bo zazwyczaj miałem bliżej na jednodniówki),
* wiele odwiedzonych miejsc, których w ogóle w najbliższym czasie nie planowałem zaszczycić swoją obecnością,
* rekordowa ilość wyjazdów z tatą,
* dominowały góry o niewielkich wysokościach,
* powroty po wielu latach przerwy.

Styczeń.

Podobnie jak rok temu zacząłem go w Sudetach, ale tym razem niziutko, na Pogórzu Kaczawskim. Pierwszy wyjazd i pierwszy powrót po długiej przerwie (konkretnie dziewięcioletniej). Zwiedziłem Jawor i kilka okolicznych wiosek, wdrapałem się na dwie wieże widokowe, przyspieszałem kroku słysząc strzały w lesie, a finalnie wylądowałem w Chatce pod Lipą w Raczycach. Jest to obiekt do wynajęcia, jeden z kilku takich na Pogórzu, idealne miejsce dla tych, którzy lubią poimprezować w klimatach chatkowych i nie przejmować się tym, że komuś się coś nie spodoba. Wracając dotknął mnie zaszczyt w postaci przejażdżki słynnym "busiem" Buby i Toperza 😏. Pogodę miałem typowo zimową.

piątek, 31 stycznia 2020

Górskie podsumowanie roku 2019!

Tradycyjnie na początku roku dokonuję podsumowania ubiegłego sezonu górskiego. Chociaż właściwie "sezon" jest pojęciem umownym, gdyż wychodzę na szlaki przez cały rok 😊.

1) Styczeń zacząłem tak jak kończyłem grudzień i cały 2018 rok, czyli w Sudetach. Wyskoczyliśmy z Bastkiem na kilka dni w Karkonosze, aby przejść odcinek od Śnieżki do Hali Szrenickiej. Wtedy mieliśmy tam zimę - śniegu do 3 metrów, zagrożenie lawinowe. Dzisiaj biała pokrywa sięga ledwie kilkunastu-kilkudziesięciu centymetrów...

W pierwszy dzień pogoda była jeszcze w miarę łaskawa, pokazało się trochę kolorów. W kolejne to już prawie pełne zachmurzenie, wiatr, mgła. Niewiele widzieliśmy, prawie też zgubiliśmy się przy Labskiej boudzie. Mimo wszystko było fajnie, zaliczyliśmy też dwie sympatyczne integracje w schroniskach!



2) W połowie lutego znowu ruszyłem z Bastkiem, lecz tym razem na jednodniówkę, najbliżej jak to możliwe - na Kopę Biskupią. Tam okazało się, że poza szczytem właściwie nie ma już śniegu! Faktycznie zima stulecia, jak wieścili różni debile z mediów... Dla odmiany tego dnia niebo było praktycznie bezchmurne.


niedziela, 8 grudnia 2019

Objazdówka po Bałkanach i nie tylko - podsumowanie.

Ponieważ bardzo lubię się bawić w różnego rodzaju statystyki i podsumowania, więc pozwoliłem sobie skomasować dane odnośnie lipcowych wojaży po Bałkanach i okolicach.

Przejechaliśmy w sumie przez 10 krajów:
1) Republikę Czeską (skrót przez Zaolzie, nawet bez zatrzymywania się),
2) Słowację (bez noclegu),
3) Węgry (4 noclegi),
4) Chorwację (bez noclegu),
5) Bośnię i Hercegowinę (1 nocleg),
6) Czarnogórę (3 noclegi),
7) Albanię (2 noclegi),
8) Macedonię (3 noclegi),
9) Serbię (1 nocleg),
10) Rumunię (1 nocleg).


Licznik zatrzymał się na liczbie 3655 kilometrów, co dzieląc przez 16 dni daje średnio 228 kilometrów na dzień. Sporo. Oczywiście kilka razy nie ruszyliśmy się autem nawet na metr, natomiast najdłuższy jednorazowy odcinek to ten pierwszy, gdy jechaliśmy nad Balaton - 675 kilometrów. Według wskazań "komputera pokładowego" średnia prędkość wyniosła 53 km/h, a średnie spalanie 6.4 (co jest raczej pobożnym życzeniem).


sobota, 5 stycznia 2019

Górskie podsumowanie roku 2018!

Gdy 12 miesięcy temu na kalendarzu pojawił się rok 2018 to byłem przekonany, że nadszedł moment, kiedy wycieczki górskie zostaną mocno ograniczone. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy, jak się sytuacja rozwinie, to na pewno bym nie uwierzył.

1. Generalnie sezon górski rozpocząłem... o północy 1 stycznia - w Beskidzie Makowskim, obok Chatki na Lasku. Trudno nazwać ten początek intensywnym, bowiem całe łażenie tego dnia to zejście w dół do samochodu 😏.

2. W czasie kiedy w Polsce grał WOŚP wybrałem się z Ecowarriorem na weekend w Gorce. Był to dość nietypowy wyjazd, bo Andrzej rzadko kiedy śpi w schroniskach. Skusiła go jednak "Koliba na Łapsowej Polanie", czyli chyba najmłodszy taki obiekt w górach. Inni turyści nie podzielili tej ciekawości, gdyż w "Kolibie" nocowaliśmy sami. Kolejnego dnia przez Turbacz dodreptaliśmy na Stare Wierchy, gdzie dla odmiany frekwencja była nadprogramowa i spaliśmy na glebie. Przy okazji poczuliśmy trochę zimy, gdyż w dolinach białego w ogóle nie widziano.


2. Tydzień później plany były zupełnie inne, ale na skutek choroby niedoszłej towarzyszki wylądowałem z Bastkiem na spontanicznej jednodniówce w Górach Opawskich. Zaliczyliśmy Velké mechové jezírko, Kopę Biskupią i kontrolę czeskich celników, z których jeden kwieciście opowiadał nam o przygodach swojego krewnego z niemieckimi tropicielami narkotyków.


wtorek, 9 stycznia 2018

Górskie podsumowanie 2017 roku!

Górski nowy rok najlepiej zacząć w Nowy Rok w górach. I tak było w 2017 roku: Beskid Sądecki, sylwester w Chatce Magóry. Główne wędrowanie uskutecznialiśmy jeszcze w starym roku, 1 stycznia trzeba było tylko wrócić do cywilizacji. Był lekki mrozik i smog.


Już niecały tydzień później teleportowaliśmy się jeszcze bardziej na wschód - na kraniec Bieszczad, do legendarnej Chatki na Końcu Świata! To był zdecydowanie najmroźniejszy wypad 2017 roku - zaczęło się od niewinnego -10, potem stopniowo spadało, aż osiągnęło okolice -24. Policzki aż paliło od mrozu, a wyjście do wychodka oznaczało dokonanie czynu bohaterskiego! W takich warunkach ograniczaliśmy się tylko do włóczenia się po najbliższej okolicy.

wtorek, 7 listopada 2017

Sierpniowy wyjazd na Bałkany i okolice - podsumowanie

Postanowiłem się zabawić w małe podsumowanie tegorocznego wyjazdu wakacyjnego na południe Europy.

Odwiedziliśmy 9 krajów. Niestety, nie było żadnego nowego, co zdarzyło się po raz pierwszy od prawie dziesięciu lat.


Były za to powroty: do Czarnogóry i Chorwacji po 5 latach, do Albanii i Macedonii po 3. Do Rumunii i Serbii po roku 😛.

Przez 16 dni przejechaliśmy w sumie 4788 kilometrów. Daje to 299 km na dzień, czyli dość sporo. Najdłuższy odcinek wypadł na sam koniec, kiedy to z Węgier wracaliśmy na Śląsk - 773 kilometry. Najkrótszy - bo zerowy - to trzy dni leniuchowania: nad Balatonem, jeziorem Szkoderskim oraz Ochrydzkim 😉. Średnie spalanie na koniec wyniosło teoretycznie 6,6 litra, ale bywały dni, że przekraczało 9 litrów.

niedziela, 15 stycznia 2017

Turystyczne podsumowanie 2016 roku!

Podsumowałem już rok "górsko", teraz pora na część "turystyczną" (choć przecież wędrówki górskie to też turystyka 😉).

W styczniu pojechałem sobie za kilka złotych do Warszawy. Konkretnie to za 4. Miałem około sześciu godzin czasu do dyspozycji, więc zajrzałem do Muzeum Narodowego, które tego dnia było darmowe, zjadłem tradycyjne warszawskie cavapci oraz przeszedłem się Nowym Światem obok różnokolorowego pałacu Niezłomnego.

Jak sięgam pamięcią to ostatni raz zwiedzanie w tym mieście uskuteczniałem około 2003 roku.


W lutym, co już pisałem wcześniej, szusowałem na nartach w Jesionikach. Jednego dnia w ładnej pogodzie, drugiego w strugach deszczu.


Ponownie zawitałem też do W-wy, tym razem za złotych 6 (ostatecznie wyszło drożej, bo nie chcąc czekać na połączenie dopłaciłem do jednego pociągu). Miałem trochę więcej czasu, zatem za darmo zwiedziłem Muzeum Żydów Polskich ze wspaniałą rekonstrukcją malowideł z Gwoźdźca, przeszedłem Starówką i zakończyłem piwkowaniem z kumplem.

czwartek, 12 stycznia 2017

Górskie podsumowanie 2016 roku!

Pora podsumować miniony rok. Zacznę od podsumowań górskich, gdyż pod tym względem A.D. 2016 był dla mnie rekordowy!

* Styczeń

Zaczynam bardzo górsko, bo już pierwszego dnia nowego roku uderzamy z ekipą w Beskid Żywiecki. Jest bardzo mroźno, ale prawie bezśnieżnie. Zimny nocleg w Chacie na Zagroniu (mój debiut) i na glebie na Rysiance.


Tydzień później mini-zlot z ludźmi z forum górskiego w chatce pod Potrójną, w Beskidzie Małym.

* Luty

Dość zawstydzająca cisza wędrowna, choć dwa dni zjeżdżałem na nartach w Jesionikach.

* Marzec

Beskid Sądecki w dość kiepskiej pogodzie, choć prognozy były znacznie lepsze. Nocleg w Chacie Cyrla oraz bacówce nad Wierchomlą - wszystko to powrót po wielu latach.