W listopadzie zima zrobiła falstart: nagle zaczął padać intensywnie śnieg i
pokrył wszystko i wszędzie białą warstwą. Po kilku dniach wysokie temperatury
całkowicie go stopiły i nie wrócił on prawie do końca roku. Mieliśmy z tatą
szczęście i udało nam się wstrzelić na te zimowe warunki: choć zabrakło
słońca, to dobrze było poczuć trochę zimowej aury.
Nie kombinowaliśmy za bardzo z miejscem wyjazdu i wybraliśmy
Filipkę w czeskim Beskidzie Śląskim, zwłaszcza, że podczas
ostatniej wizyty w 2023 roku warunki uniemożliwiły nam zrobienie zakładanej
trasy. Teraz nie powinno być takich problemów.
Auto zostawiamy, tak jak ostatnio, w Hrádku (Gródku). Parking przy
przystanku kolejowym był całkowicie zapełniony, więc ustawiamy się obok
boiska.
Cofamy się w stronę zielonego szlaku, ale
odbijamy w górę wcześniej na jedną z ulic prowadzących do gospodarstw. Po
wejściu do lasu zima robi się jeszcze bardziej urocza.
Mijamy pomnik Wincentego Witosa oraz budynek mieszkalno-religijny (mieści zbór
ewangelicki), z którego wychodzą dzieciaki z sankami.


















































