sobota, 25 września 2021

Dni NATO w Ostrawie.

Od dwudziestu lat w Republice Czeskiej odbywa się impreza pod nazwą Dni NATO, a właściwie Dni NATO i Dni Czeskich Sił Powietrznych (Dny NATO & Dny Vzdušných sil AČR, NATO Days & Czech Air Force Days). Początkowo trwała ona tylko jeden dzień i pierwsze dwie edycje odbyły się w centrum Ostrawy. W 2003 roku przeniesiono ją na lotnisko imienia Leoša Janáčka, znajdujące się w podostrawskiej wiosce Mošnov, od 2009 została rozszerzona na dwa dni weekendu. Uznawana jest za największe tego typu wydarzenie w Europie Środkowej, choć są i opinie, że w ogóle największy air show w całej Europie. W ostatnich latach Dni NATO regularnie gromadziły ponad dwieście tysięcy ludzi, przybywali goście z całego kontynentu. Odbyły się również w ubiegłym roku, ale... on-line.
W 2021 pozwolono wrócić widzom, lecz po raz pierwszy ograniczono ich liczbę do czterdziestu tysięcy dziennie i wprowadzono bilety. Te kosztowały symboliczne 15 koron (to właściwie opłata za obsługę związaną z ich nabyciem - tylko przez internet) i można je było kupić nawet w dniu przyjazdu. My pojechaliśmy tam prawie spontanicznie: planowaliśmy czeskie Beskidy, ale ponieważ jedna z osób nie miała odpowiedniego obuwia, to w sobotę wieczorem zdecydowaliśmy, iż w niedzielę uderzamy do Ostrawy 😛.


Pochmurna aura strasząca deszczem i pandemiczne ograniczenia spowodowały, że na lotnisku pojawiło się w sumie "jedynie" sześćdziesiąt tysięcy osób przez dwa dni. To akurat plus epidemii, że miejsca dotychczas niemiłosiernie oblegane stały się normalniejsze do odwiedzenia. Nie bardzo wyobrażam sobie tę obecną publiczność pomnożoną razy cztery 😏. Nie mniej Czesi spisali się organizacyjnie znakomicie: dojazd był świetnie oznakowany, na ogromny parking dostaliśmy się bez problemów. Pozostawienie samochodu kosztowało już nieco więcej niż symboliczną sumę bo 250 koron lub 10 euro lub 45 złotych. Auta parkowały na wyłączonej części lotniska, obok stało kilkanaście unieruchomionych samolotów pasażerskich.


Nie wiem czy to taki parking sprawnych maszyn czy może tych już przeznaczonych na żyletki? Niektóre z nich miały obklejone wszystkie szyby i otwory - konserwacja? Najwięcej samolotów należało do Ukraińców, ale trafiły się i Irlandczycy i nawet jeden Aerofłot (jak widać z sierpa i młota Rosjanie nie zrezygnowali). Rosyjskiemu Airbusowi patronuje Władimir Czełomiej, urodzony w Siedlcach radziecki konstruktor; znalazłem informację, iż ten A320 ma dopiero dwanaście lat, a jego status określono jako "przechowywany".



Sądziłem, że ostrawskie lotnisko to obiekt podobny do Pyrzowic albo Balic - byłem pewien, że odlatuje stąd sporo samolotów. Tymczasem dziennie odbywa się tam jedynie kilka startów i lądowań, głównie są to wakacyjne połączenia z krajami basenu Morza Śródziemnego, a także z Londynem, Kijowem i... Warszawą. Przy tak małych ruchu nie ma problemu z wydzieleniem nieużywanej części lotniska na dużą imprezę.


Spotykamy faceta z wielką kartką o treści przypominającej słowa Jezusa, ubranego w tekturę z rozwinięciem tej myśli. Stanął tu nieprzypadkowo - w końcu większość prezentowanego sprzętu powstała po to, aby za jego pomocą zabijać, oczywiście w walce o pokój.


Dokładna kontrola biletów, skanowanie paszportów (pierwszy raz mi się zdarzyło). Potem druga kontrola - obmacywanie i zaglądanie niektórym do plecaka. Pojawił się problem, gdyż mój tata wziął ze sobą.. scyzoryk. Cały czas go nosi w plecaku i zwyczajnie o nim zapomniał. Teoretycznie regulamin zabraniał wchodzenia z dużym ostrzem, przy czym nie sprecyzowano, co znaczy przymiotnik "duże", więc ochroniarz każe tacie zostawić scyzoryk za ogrodzeniem - po prostu wbija go w ziemię. Na szczęście przy powrocie znajdzie go na swoim miejscu.

Od tego momentu migawka w aparacie zaczyna się rozgrzewać - ostrzegam, będzie sporo zdjęć, ale ponieważ debiutuję na air show, więc większość maszyn oglądałem na żywo i z bliska po raz pierwszy 😊.

Kawałek za wejściem na jednym z pasów właśnie przeciągano dwa egzemplarze. Pierwszy to Aero L-35NG, czyli modernizacja (Next Generation) Aero L-159 Alca, będąca z kolei następcą Aero L-35 Albatros. Jest to lekki odrzutowy samolot bojowy skonstruowany całkowicie przez czeską myśl techniczną (żadne licencje), a wersja NG jest świeżutka, bo sprzed dwóch lat.


Druga rzecz to MQ-9 Reaper, słynny amerykański dron "myśliwy - zabójca". Trochę się różni od popularnych dronów cywilnych - jego waga startowa to prawie pięć ton. W Ostrawie miał swoją środkowoeuropejską premierę wśród publiczności, ale w powietrzu w tej części kontynentu już lata - np. od 2019 roku dwa Reapery obsługiwane przez Amerykanów stacjonują w Mirosławcu.


F-35 Lightning II - (ponoć) najlepszy i najnowocześniejszy myśliwiec na świecie, marzenie polskich rządzących. Wygląda jak makieta albo zabawka. Na Morawy przelecieli nim Włosi.


Niby rozmiar nie ma znaczenia, ale w przypadku obiektów latających na pewno wielkość robi większe wrażenie. Idziemy zatem do dużych maszyn!
 
 
Na początku V-22 Osprey - "pionowzlot", używany głównie przez Marines i US Navy.


Następnie Airbus A400M Atlas - samolot transportowy, wspólny projekt kilku państw zachodnioeuropejskich. Ten egzemplarz należy do Luftwaffe, a konkretnie do Ltg 62 (Lufttransportgeschwader 62) z bazy Wunstorf w Dolnej Saksonii. Właśnie jest tankowany, może chcą uciekać?




Wreszcie prawdziwy kolos - Lockheed C-5 Super Galaxy. Największy transportowiec świata pochodzący spoza ZSRR i Rosji. Konstrukcja już wiekowa, bo pierwsze sztuki powstały w 1968 roku, natomiast ten stojący przede mną wybudowano w 1988 jako wersję ulepszoną. Naprawdę robi wrażenie!


Ostrawski C-5 należy do amerykańskiego "drugiego rzutu" - wchodzi w skład Air Force Reserve Command, czyli rezerwy, która liczy ponad trzysta samolotów i osiemdziesiąt tysięcy personelu. W tym przypadku piloci stacjonują w bazie w San Antonio, stąd flagi i barwy Teksasu.


Robimy sobie zdjęcie z załogą, a ta wręcz przykładowa: trzech Latynosów i jeden biały Teksańczyk niczym z filmu przygodowego 😏.


Inna ogromna maszyna to KC-135 Stratotanker, latająca cysterna. Kolejny dowód, że dobre projekty są nieśmiertelne, gdyż produkcję tych maszyn zakończono w... 1965 roku i nadal, przy odpowiednich konserwacjach, lata ich ponad osiemset. Do Czechów Amerykanie wysłali samolot powietrznej Gwardii Narodowej (Air National Guard) z Nebraski.




Wracamy do mniejszych maszyn. Pilatus PC-9M jest uzbrojoną wersją samolotu szkolno-treningowego, to główna siła słoweńskiego lotnictwa.


Holenderski F-16. Impreza jest okazją do spotkań pilotów z różnych państw, tu w przyjacielskiej rozmowie Kanadyjczycy, Amerykanin z latającej fortecy (znowu filmowa twarz) i Niderlandczycy.


F/A-18 Hornet w barwach Royal Canadian Air Force/Aviation royale canadienne.


Od samego początku przy Dniach Nato aktywnie współpracowała strona polska - podczas pierwszej edycji byli to jedyni zagraniczni goście. W tym roku planowano pokazać F-16 i CASĘ, ale skończyło się na M28 Bryza, czyli polskiej modyfikacji radzieckiego An-28. Pies z kulawą nogą nie zwracał na niego uwagi, zresztą był już w Ostrawie siedmiokrotnie. Czyżby to efekt obrazy o Turów?


Głównym tegorocznym partnerem spoza Czech była Szwecja, zatem na ziemi i w powietrzu namnożyło się Gripenów, tym bardziej, że posiadają je również Czesi i Węgrzy.



I jeszcze coś z tematyki transportowej: CASA C-295, bardzo popularna, używa jej kilkanaście państw, w tym Burkina Faso, Bangladesz i Gwinea Równikowa.


Przejdźmy do śmigłowców. Wśród nich także było na czym oko zawiesić, ale zacznijmy od klasycznych produktów jeszcze z minionej epoki: czeski Mi-171 (Mi-8) i mój ulubiony Mi-24 z fantazyjnym malowaniu. Pepiki wystawili te maszyny trochę jako ciekawostkę, a trochę w ramach przypomnienia programu modernizacji swojego lotnictwa, choć takie modele nadal w ich siłach zbrojnych latają.



Po sąsiedzku dawni wrogowie, a dziś przyjaciele, czyli ponownie Amerykanie. UH-1Y Venom (takie maszyny zamówili Czesi w celu zastąpienia techniki radzieckiej) i AH-1Z Viper. Używane przez piechotę morską wyglądają na nieco sfatygowane, ale to wynik malowania o obniżonej widzialności.




Są trzy Black-Hawki - jeden amerykański, drugi słowacki i trzeci słowacki, należący do cywilnej szkoły pilotów.
 


 
Mi-24 lotnictwa węgierskiego. Ciemno to widzę.


Ikona - AH-64 Apache, podstawowy śmigłowiec bojowy US Army. Na skrzydle siedzi jedyny czarnoskóry żołnierz zza oceanu, jakiego spotkaliśmy. Uważam to za przejaw rasizmu, że w delegacji amerykańskiej nie zastosowano odpowiedniego reprezentowania grup etnicznych ani pozytywnej dyskryminacji!


Choć Dni NATO kojarzą się przede wszystkim z lotnictwem, to jeszcze liczniej obecne są maszyny i sprzęt lądowy. W tej dziedzinie także można dostać oczopląsu, ale spróbujemy jakoś obskoczyć wybrane pozycje 😏.

Czeskie pojazdy transportowe i bojowe w ciekawym maskowaniu.



Szwedzi oprócz Gripenów przywieźli także bojowy wóz piechoty CV90. Jest na wyposażeniu wojsk wszystkich krajów nordyckich, a także m.in. Estonii. Nad ich zakupem zastanawiają się również Czesi i Słowacy.

 
Mała ciężarówka/ciągnik Mungo 2, używana przez Niemców m.in. w Afganistanie. Udało mi się wejść do środka (taka możliwość była w wielu miejscach, ale zazwyczaj stała przez pojazdami długa kolejka, głównie podstrzałych dzieci).



Do stanowiska Bundeswehry w ogóle ciągnęło masę osób, zupełnie jak w 1938 roku. Tylko chleba i soli brakowało.


Wieża Rafael RCWS-30 na szczycie Pandura II, transportera opancerzonego rodem z Austrii.


Na BVP-2 (licencyjne BMP-2) też są chętni do wspinania.
 
 
Klasyczny T-34 zawsze przyciągnie uwagę widzów. Brakuje tylko psa i Gruzina.
 
 
Odminowywacz Božena 5 i wkurzony mundurowy. Obsłudze oraz czeskim żołnierzom nakazano noszenie maseczek, nawet jeśli nikogo nie było w pobliżu, co wyglądało idiotycznie. Jeśli to miała być promocja odpowiedzialnego zachowania, to wyszło dokładnie odwrotnie.


Przebierańcy podwójnie zamaskowani. A z tyłu prawdopodobnie rosyjski agent z nowiczokiem w parasolu.


Odpowiedni strój na dzisiejsze zagrożenia!
 

 Sprzęt radiolokacyjny.


Goście zza Olzy: jednostka wojsk specjalnych Agat. Jako pierwsi zaczęli zwijać swoje stanowisko, czyżby spieszyli się na mszę? Po lewej Oshkosh M-ATV o zwiększonej odporności na miny.


Oprócz wojskowych zaprezentowali się również cywile z różnych służb: strażacy, celnicy, policja (gdyby w Polsce na radiowozach pojawił się napis "Pomagać i chronić" to ludzie popękaliby ze śmiechu), pogotowie...






Wystawy wystawami, ale policję i żandarmerię ściągnięto chyba z całego kraju morawsko-śląskiego. Pilnowanie odwiedzających to jedno, ale w niedzielny poranek imprezę zaszczycił premier Babiš i trochę się polansował na tle oficerów. To chyba jego miano chronić, bo nie wszyscy obywatele za nim przepadają, delikatnie pisząc.

Nieodłączną częścią każdego air show są pokazy, w Ostrawie zarówno powietrzne, jak i naziemne. W przypadku tych pierwszych to powitał nas w F-16 Turek z zespołu Solo Turk.


Później oglądaliśmy m.in. akcję czeskich Sokołów...


...szwedzkiego Saaba JA-37 Viggen (jedna z dwóch maszyn nadal zdolnych do lotu, pozostałe zostały wycofane)...


...słowackiego Black Hawka, który wyglądał, jakby zabierał się za atakowanie widzów.


Najefektowniej prezentował się węgierski Gripen, do czego przyczyniły się chmury na jego tle.



Wspólny wyskok czeskich i izraelskich spadochroniarzy. Czeska flaga miała ponad 3 metry wielkości, izraelska była mniejsza, ale za to w kilku egzemplarzach.



Pokaz czeskich komandosów: przylecieli śmigłowcem i zaatakowali głuchych terrorystów (domyślam się, że musieli być głusi, skoro nie słyszeli warkotu silników).




Współpraca czesko-polska: antyterroryści z Małopolski wespół z Czechami zaczaili się na porwany autobus. Co ciekawe - jeden z samochodów to polska terenówka z czeską nalepką i rejestracjami z Sosnowca 😏.




Policjanci, którzy mieli słabe wyniki z egzaminów albo głosowali na niewłaściwą partię, za karę czyścili autobus z rozwalonych szyb.


Gdy wracaliśmy do samochodu żegnała nas C-47 Dakota. Wybudowana w 1942 roku, brała udziała w inwazji na Normandię, obecnie w barwach brytyjskich.


W tle widać kopiec z ruinami zamku Stary Jiczyn.


Na sam koniec wspomnę o rzeczach praktycznych: nie było problemu z jedzeniem, stało mnóstwo straganów z żarciem podobnym do tego z jarmarków adwentowych, najwięcej z udawaną chińszczyzną. Ceny jednak potrafiły zaboleć, na przykład trzy zestawy (dwa kartofelki farmerskie i haluszki) kosztowały ponad 80 złotych! Za lanego Radegasta życzono sobie 45 koron.



I rzecz, która najbardziej mnie zdziwiła: płatne toalety! Co prawda za 10 koron, ale to trochę dziwna sprawa na imprezie, gdzie sprzedają piwo.

6 komentarzy:

  1. bo to jest dopiero pomysł na biznes - wstęp prawie darmowy, ale dorobimy sobie na toaletach, kto by w końcu w Czechach piwa nie pił i potem ich nie potrzebował? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodajmy do tego jedzenie, po którym może pogonić i chłodną aurę :D Policzmy: gdyby każdy z odwiedzających tylko raz wybrał się do toi-toia to zostaje w kasie 600 tysięcy koron :D Ale my ich trochę oszukaliśmy - raz poszliśmy do kibelka dla żołnierzy :P

      Usuń
  2. "Do stanowiska Bundeswehry w ogóle ciągnęło masę osób, zupełnie jak w 1938 roku. Tylko chleba i soli brakowało."

    Tekst miesiąca! :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi się skojarzyło jak to zobaczyłem ;) Ale faktycznie Mošnov był zamieszkały głównie przez Niemców, więc pewnie w 1938 rzeczywiście ciągnęli do niemieckich czołgów :D

      Usuń
  3. Nigdy nie byłem na takiej imprezie a widzę, że bardzo ciekawa. Nabrałem ochoty aby choć raz zobaczyć na żywo coś takiego. Zaskoczyłeś cenami jedzenia i piwa, gdyż zazwyczaj w Czechach jest to dość wyważone. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Czechów na imprezach nadal jest zazwyczaj taniej niż w Polsce, ale jednak te ceny powoli i nieubłaganie idą do góry. No i złotówka coraz słabsza... Pozdrawiam!

      Usuń