Na krótki pobyt w północno-wschodniej Chorwacji szukałem jakiejś niewielkiej, spokojnej mieściny, w której można się wieczorem odciąć od hałasu i zgiełku, ale jednocześnie żeby nie byłoby to jakieś kompletne odludzie. Te warunki idealnie spełniło Kopačevo, wioska położona kilka kilometrów od Osijeka.
Właściwie to powinniśmy używać nazwy Kopács. Historycznie już od XI wieku były tu Węgry, a konkretnie Baranja. Aż do końca I wojny światowej granica między Madziarami i autonomiczną Chorwacją biegła na Drawie. My znajdujemy się na północ od rzeki i gdyby patrzeć na stosunki demograficzne, to tereny te nigdy nie powinny znaleźć się w nieboszczce Jugosławii, gdyż sto lat temu najwięcej mieszkało tu Niemców i Węgrów, natomiast Słowianie stanowili niedużą mniejszość. Zwycięzcy alianci nie przejmowali się takimi niuansami i po raz kolejny kopnęli Madziarów w zadek, odrywając tę ziemię od "macierzy". Efekt jest taki, że do tej pory w wielu miejscowościach głównym używanym językiem jest węgierski - tak to wygląda również w Kopačevie/Kopács. Wszystkie oficjalne napisy są w dwóch wersjach, na starym Pomniku Poległych jest tylko tablica węgierska, a na budynku gminy w Dniu Świętego Stefana wywieszono węgierską flagę. Ostatni dostępny spis ludności, przeprowadzony jeszcze przed wojną o niepodległość, wykazał, że 3/4 mieszkańców jest Węgrami, a oprócz nich i Chorwatów byli tu jeszcze nieliczni Serbowie i Niemcy.














