wtorek, 27 września 2016

Alba Iulia. Miasto w twierdzy, twierdza w mieście.

Alba Iulia (Gyulafehérvár, Karlsburg, wcześniej Weißenburg) to miasto specyficzne, bo jego starówkę stanowi twierdza. Takich miejsc jest w Europie więcej, ale chyba nigdzie indziej nie widziałem założenia obronnego tak dobrze zachowanego do naszych czasów.

Początkowo mieliśmy tam przyjechać pociągiem z Aurel Vlaicu, jednak rozkład był kiepsko ułożony, że ostatecznie znów musieliśmy użyć samochodu. Po nieco pół godzinie jesteśmy na miejscu. Szukałem jakiś oznaczeń na centrum i twierdzę, ale ich nie było, gdyż ta rozciąga się na rozległym obszarze - zdaje się być wszędzie. Odbiłem się od kilku zatłoczonych parkingów i w końcu stanąłem pod samymi murami w lekkim cieniu.

Od razu po wyjściu było czuć ogrom twierdzy.



Ale po kolei - najpierw ponudzę trochę historią . Miejscowość - jak wiele w Siedmiogrodzie - ma historię sięgającą starożytności. Mieszkali tu Dakowie, następnie Rzymianie założyli Apulum, stolicę prowincji Dacia Apulensis. Po ich wycofaniu tereny ty stały się na wiele wieków widownią wędrówek ludów - byli Słowianie, Protorumuni, wreszcie Węgrzy. Pamiątką po Słowianach jest średniowieczna nazwa Bălgrad, czyli Białogród. Przyjęli ją w swoich wersjach Niemcy, Madziarzy i Rumuni, choć ci pierwsi zmienili później nazwę na cześć cesarza, drudzy dodali przedrostek "Gyula" od imienia swojego wodza, a ci trzeci w okolicach XVIII wieku zaczęli stosować dawną łacińską formę.

Wielokrotnie równana z ziemią przez rozmaitych najeźdźców Alba Iulia to symbol zwłaszcza dla Rumunów i Węgrów. W różnych okresach znajdowało się pod władzą jednych i drugich, choć znacznie częściej drugich. Przez 150 lat była stolicą Siedmiogrodu (lenna tureckiego), aż wreszcie po pokoju karłowickim w 1699 znalazła się w rękach Habsburgów. I tu zaczyna się właściwa opowieść o twierdzy...

Cesarz Karol VI postanowił wznieść fortecę która na stałe zabezpieczyłaby okolicę przed potencjalnym wrogiem. W latach 1711-1735 na ruinach starszej konstrukcji wybudowano imponującą cytadelę Alba Carolina według systemu francuskiego inżyniera Vaubana. Jak wygląda z góry można przekonać się np. pod tym linkiem.

Projekt realizowało 20 tysięcy robotników. Posiada siedem bastionów, mury liczą 12 kilometrów, a powierzchnia 70 hektarów.



Dość powiedzieć, że jest uznawana za najlepiej zachowaną twierdzę systemu Vaubana w Europie. Niedawno przeszła renowację, która pochłonęła ponad 40 milionów lejów: wybrano tony ziemi, wycięto drzewa i krzewy rosnące dziko wewnątrz murów, uporządkowano ścieżki i dróżki, uzupełniono w wielu miejscach ubytki.

Dziś to jeden wielki deptak i miejsce spędzania wolnego czasu na powietrzu - po kostkach suną rodziny z dziećmi i turyści (raczej rumuńscy niż zagraniczni), a że odległości dla niektórych są spore to co chwilę mija nas ktoś na rowerkach, wózkach i innych wynalazkach, które można wynająć.



W dawnych koszarach urządzono dziesiątki lokali. Ciężko znaleźć gdziekolwiek miejsce w cieniu! No, ale mamy 15 sierpnia, dzień wolny, święto i piękną pogodę...


Na zewnątrz upał, więc chłodzimy się pod parasolem piwem .


W środku za to chłód taki, że mało kto chce tam siedzieć.


Po konsumpcji piwa i zupy idziemy powoli wzdłuż murów. Wkrótce zbliżamy się do najważniejszego miejsca "starówki".


Drewniany most wzniesiono podczas renowacji i prowadzi do Bramy Czwartej. Aby jednak dostać się na poziom murów należy przecisnąć się wąskim przejściem. Ciekawe jak biegali tam żołnierze z pełnym ekwipunkiem?


Z góry w słońcu pięknie prezentuje się wieża zegarowa katedry koronacyjnej.


I znowu trzeba się cofnąć do przeszłości. 1 grudnia 1918 roku tłumy Rumunów zebrały się w Alba Iulia aby proklamować Unię Transylwanii z resztą ziem Rumunii z zapowiedzią wolności i autonomii dla wszystkich narodowości ją zamieszkujących. Dziś to wydarzenie jest czczone jako Dzień Niepodległości, należałoby jednak dodać, iż miało to miejsce w mieście, w którym większość stanowili Węgrzy, a prawie wszystkie miasta Siedmiogrodu nadal znajdowały się jeszcze pod administracją węgierską.

Dwa tygodnie później również zgromadzenie Sasów z Banatu i Siedmiogrodu zdecydowało się dołączyć do Unii. Czy uczynili to z pragmatyzmu, wiedząc, że Rumunia znalazła się nieoczekiwanie w obozie zwycięzców Wielkiej Wojny i lepiej uznać jej władze dobrowolnie niż siłą? Czy może uznali kraj rządzony przez niemiecką dynastię jako lepsze miejsce do życia niż republikańskie Węgry wstrząsane rewolucjami? Pod koniec grudnia analogiczne zgromadzenie Węgrów w Cluju (Kolozvar) zadeklarowało wierność wobec rządu w Budapeszcie, ale nikogo to już nie obchodziło.

Po ogłoszeniu unii wojska rumuńskie zajmowały po kolei ośrodki prowincji nie napotykając większego oporu (co było skutkiem m.in. idiotycznej decyzji węgierskiego premiera o całkowitej demobilizacji własnej armii). Nowe granice przyklepał traktat w Trianon. A nowa konstytucja Rumunii z 1923 wbrew szumnym zapowiedziom z Alba Iulia (w języku polskim ponoć nazwa nie odmienia się) wprowadziła centralizację, prawosławie jako religię państwową, a Transylwania stała się zwykłą jednostką administracyjną. Czyli jak zawsze w takich przypadkach...

Na pamiątkę Unii na murach twierdzy wzniesiono nową katedrę w stylu "narodowym".


Nosi nazwę "koronacyjnej", gdyż w 1922 roku w mieście symbolicznie koronowano Ferdynanda I i jego żonę na monarchów Wielkiej Rumunii. Różne źródła podają różnie miejsca ceremonii: miała się odbyć w środku katedry, na jej dziedzińcu lub na którymś z placów w sąsiedztwie. Przeglądając jednak stare zdjęcia stwierdzam, że najprawdopodobniej dokonano tego właśnie na dziedzińcu; powodem mógł być fakt, iż król wyznawał katolicyzm a jego małżonka anglikanizm, więc czysto prawosławna uroczystość nie była możliwa.


W okresie komunizmu wykreślono z nazwy słowo "koronacyjna", a świątynia stała się "Katedrą Jedności Narodowej". W 1948 doszło w niej do przymusowego włączenia grekokatolików w struktury prawosławia.


W środku wyróżnia się czarny ikonostas.



Są też trony królewskie używane podczas koronacji oraz portrety Ich Królewskich Wysokości.



Katedrę otaczają zabudowania oraz kolumnady. W jednym z rogów uruchomiono toaletę, w której Teresa wdaje się w interesującą rozmową na temat czystości rumuńskich kibli z plecakowcami z Polski .


Aby wybudować tu katedrę konieczna była rozbiórka części murów twierdzy. Miejsce wybrano nieprzypadkowo: po pierwsze kiedyś stała tu już świątynia prawosławna, siedziba metropolitów, którą zburzyli Austriacy podczas wznoszenia kompleksu obronnego. Po drugie - zaraz po sąsiedzku znajduje się katedra katolicka, więc nowa cerkiew miała przyćmić węgierski kościół.


Gotycka katedra św. Michała pochodzi z XIII-XIV wieku i zastąpiła wcześniejszą zniszczoną przez Mongołów. Wnętrza są ciemne, surowe, dające odpocząć po orgii kolorów cerkiewnych.




Po przestąpieniu progu wkraczamy w inny świat: nie chodzi tutaj o panujący w środku przyjemny chłodek, ale atmosferę dawnego Erdély. Napisy są albo tylko po węgiersku albo głównie po węgiersku, sporo węgierskich barw narodowych, wśród odwiedzających Rumunów prawie brak. W Alba Iulia mieszka do dziś ponad tysiąc Węgrów, którzy dbają o swój kościół, w którym pochowano ich bohaterów.

W bocznej krypcie, remontowanej, spoczywają członkowie rodu Hunyady. Pośrodku Janos, wojewoda siedmiogrodzki, gubernator i regent Węgier, pogromca Turków pod Belgradem.


W północnej nawie w Kaplicy Królewskiej stoją sarkofagi Izabeli Jagiellońskiej, córki Zygmunta Starego, dwukrotnej królowej Węgier oraz jej syna Jana Zygmunta, pierwszego księcia Siedmiogrodu. Mamy też tu wątek śląski, gdyż Izabela była przez krótki okres nominalną panią Opola, Ząbkowic i Ziębic .


Na ścianie memoria węgierskich ważnych postaci historycznych.


Przed kościołem różne rzeźby - można np. przygarnąć z braciszkiem rodzinę dzieci z młodą matką i dostać 500 plus...


...albo siłować się na rękę z członkiem Obrony Terytorialnej .


Jest też coś dla ciała - miejscowi Węgrzy sprzedają kürtőskalács, znany na Słowacji i w Czechach jako tdelnik. Porcje są ogromne, zazwyczaj takie coś podzielono by na cztery części!


Spoglądamy na "normalne" miasto w tle...


...i ruszamy na dalszą część spaceru. Za katedrą koronacyjną działa Muzeum Unii, ale nie mamy ochoty na rumuńską propagandę o zawsze rumuńskiej Transylwanii. Po sąsiedzku wznosi się budynek uniwersytetu "1 grudnia 1918".


Kawałek dalej wyeksponowano pozostałości po Rzymianach.


Główną ulicę Michała Walecznego zaczyna Brama Czwarta, a kończy Brama Trzecia. Najbardziej reprezentacyjna, manierystyczna, zwieńczona konnym posągiem cesarza Karola VI.



Międzymurza twierdzy również mogą się podobać.


W dole skromniejsze bramy Druga i Pierwsza (na fotce).


Idziemy wzdłuż murów północnej strony.


Gdzieniegdzie widać ślady schodów po których można było wejść na wewnętrzne obwarowania. Kuszą.


U góry wygrzewają się jaszczurki i można spojrzeć na deptak z innej perspektywy.



Co rusz odbicia w dziedzińce. Niektóre ominęła rewitalizacja.


Na rogach bastionów rzeźby, zniszczone mieszają się ze zrekonstruowanymi.


Robię zdjęcie z faną na tle rumuńskiej, ale tamta za bardzo nie chce współpracować.


Wracamy pod katedry... ludzi trochę ubyło, może poszli na obiad?


Na koniec postanawiamy jeszcze zajrzeć do drewnianej cerkwi postawionej na murach. Szczerze mówiąc nie jestem pewien kiedy powstała, bo znów różne znalazłem informacje, lecz chyba to konstrukcja sprzed kilkunastu lat, a upamiętnia pierwszą katedrę metropolitalną Michała Walecznego zburzoną przez Austriaków.


Rozciągają się stąd ładne widoki na przedmieścia i okoliczne wzgórza.



Mieliśmy do Alba Iulia wpaść na dwie-trzy godziny, a zajęło większą część dnia! I słusznie, bo miasto jest atrakcyjnie turystyczne i może być wzorem, jak można obchodzić się ze starymi fortecami, łącząc aspekty zabytkowe i nowoczesność.

2 komentarze:

  1. He, he... też ze trzy razy przejechaliśmy miasto zanim trafiliśmy do twierdzy ;-)

    OdpowiedzUsuń