Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017 Suwalszczyzna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017 Suwalszczyzna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Suwalszczyzna (5): stolica regionu, ciężka noc i powrót przez inną stolicę

Suwałki na pierwszy i drugi rzut oka nie sprawiają najlepszego wrażenia - hałas, tłok, sznury pojazdów, blokowiska, kiczowata i niezbyt ciekawa architektura; ot, przeciętne polskie miasto średniej wielkości.

Tym razem przywitały nas dodatkowo korkiem-gigantem; autobus PKS-u bardzo wolno pokonywał kolejne metry, aby w końcu wysadzić nas na dworcu. Nareszcie!

Ostatnią noc na Suwalszczyźnie postanowiliśmy spędzić jak ludzie na oficjalnym kempingu. Kilka lat temu było to nie do pomyślenia, liczyło się tylko spanie na dziko i jak najbardziej prymitywne 😉. Czasy się jednak zmieniają, już rok temu doceniliśmy nocleg pod dachem w PTSM-ie w Chełmie, po którym wypoczęci i czyści mogliśmy wracać do domu.

Suwalski kemping znajduje się w okolicach zalewu Arkadia, więc musimy przejść do niego przez centrum. Jest to dobra okazja aby trochę dokładniej poznać stolicę regionu, w której jestem trzeci raz.


Plac przy ulicy Sejneńskiej zawsze braliśmy za rynek, a okazuje się, że to jest... park. Jak dla mnie zbyt mało w nim roślinności, aby mógł nosić tą nazwę.


czwartek, 8 czerwca 2017

Suwalszczyzna (4): Szypliszki, Becejły i Rutka-Tartak

Połowa wyjazdu na Suwalszczyznę już za nami - przeleciało to jak z bicza strzelił. Choć i tak nie sądziłem, że do stolicy polskich Litwinów dotrzemy tak szybko.

Jesteśmy rozbici niedaleko Puńska (Punskas). Wstając o świcie za potrzebą zderzam się z mżawką na zewnątrz namiotu. Niefajnie. Wracam spać i przy ponownej pobudce niebo znowu pełne jest słońca, a po opadach ani śladu. Niektórzy nawet nie potrafili uwierzyć, iż wcześniej była taka smutna pogoda 😉.


Jak co rano śniadanie przygotowujemy nad ogniem.


Składanie sprzętu, plecaki na garby i w kierunku głównej drogi. Na zdjęciu widać lasek, w którym nocowaliśmy, oraz łąki poprzecinane kanałami.


poniedziałek, 5 czerwca 2017

Suwalszczyzna (3): od Lazdijai do Punskas

Lazdijai (Łoździeje) to niewielkie litewskie miasto, liczące około 5 tysięcy mieszkańców (trochę mniej od Sejn). Założył je w XVI wieku Zygmunt August. Atrakcji turystycznych tutaj nie ma, ale dla nas stanowiły ważny przystanek na trasie wędrówki po Suwalszczyźnie.


Chociaż z tą Suwalszczyzną różnie bywa - Litwini jej granice wyznaczają w innych miejscach, nieco bardziej na zachód. Dla nich ten region to Dzukia (Dzūkija), która swoim obszarem sięga do Polski, za Sejny aż po jezioro Wigry. Zatem w zależności od spojrzenia: wędrujemy z plecakami albo po ziemi suwalskiej (wersja polska) albo po Dzuki (wersja litewska) 😀.

czwartek, 1 czerwca 2017

Suwalszczyzna (2): kierunek Litwa!

Litwa była w planach naszych wschodnich wyjazdów już przed kilku laty. Nawet kupiłem lity na tę okazję, lecz jednak nigdy nie udawało się dotrzeć. Choć od pewnego czasu litewską walutą stało się euro, to w końcu tam dotarliśmy z buta!


Ale cofnijmy się o dziesięć godzin...

Poranek w zagajniku nad jeziorem Sztabinki był ciepły i słoneczny, właśnie taki jaki powinien być. Miejsce wybrane jako ratunkowe okazało się znakomitym schronieniem.


Na dzień dobry postanowiłem zajrzeć na odległy o kilkadziesiąt metrów cmentarz. Wyglądał jakby schował się przed ludźmi, wstydliwie zasłonięty drzewami, na uboczu.


wtorek, 30 maja 2017

Powrót na Suwalszczyznę (1): znowu licho, znowu Warszawa, znowu Sejny

Tradycja wiosennych wędrówek po wschodnich rubieżach Polski ma już kilka dobrych lat: ja uczestniczę w niej po raz piąty. A więc mały jubileusz 😉! Zgodnie z zasadą naprzemienności zaczynamy kolejny wyjazd tam, gdzie skończyliśmy go dwa lata wcześniej - w tegorocznym przypadku na Suwalszczyźnie. Zapowiada się wspaniała przygoda. 

Wieczorem w Opolu dołączam do Eco siedzącego w pociągu, załapujemy się jeszcze na start balonów z okazji domniemanego 800-lecia miasta.


A potem... na trzeciej stacji psuje się pociąg! No kurka wodna, czy jakikolwiek początek wyjazdu bez ataku licha jest możliwy? Na majówce prawie uwalił nas autobus, teraz wybraliśmy inny środek lokomocji i znów to samo!

Zdenerwowany konduktor wielokrotnie próbuje uruchomić silniki, desperacko przejeżdża nawet kilka metrów w tył. W końcu, chyba za ósmym razem, ruszamy do przodu. Wolno jak krew z nosa, ale zawsze...

Na kolejnej stacji powtórka z rozrywki, lecz teraz cug zapala za trzecim razem. Kilka następnych przystanków mijamy bez problemów, więc wraca optymizm i wtedy... w Lewinie Brzeskim skład staje na dobre!

Rośnie nerwówka, gdyż we Wrocławiu mamy przesiadkę na autobus. Co prawda zapas czasu był spory, ale szybko on umyka. Atmosfera jak podczas podróży na Przystanek Woodstock - większość ludzi wychodzi na peron, palą papierosy, wybuchają ożywione dyskusje i integracje. Nastrój wściekłości miesza się ze śmiechem i wyluzowaniem. Nagle część osób rzuca się do schodów: zabierze nas TLK!

Pośpieszny zatrzyma się tu specjalnie, bo normalnie mija Lewin z dużą prędkością. I tak mamy szczęście, że chcemy wysiadać w dużym mieście - ci, którzy planowali zakończenie podróży na którymś z poślednich przystanków, mają radzić sobie sami. Jak? Ich problem. Podobno ten skład już dzień wcześniej sprawiał kłopoty, lecz zaryzykowano i puszczono go jednak na tory. Lata mijają, zmieniają się rządy, nazwy i właściciele, a duch PKP wiecznie żywy...

Do Wrocławia przybywamy mocno spóźnieni, lecz zostaje nam jeszcze na tyle czasu, aby w knajpie dołączyć do Buby i jej znajomych. O 23-ciej w trójkę pakujemy się do autobusu w kierunku stolicy.