Dwie najważniejsze atrakcje architektoniczne Malagi to twierdza Alcazaba i zamek Gibralfaro. Oba mocno powiązane są ze sobą, leżą bowiem
na zboczu jednego wzgórza, jednak dzieli ich wysokość oraz okres
powstania. Alcazaba jest starsza i ulokowana jest niżej, Gibralfaro
młodsze i wyższe. Dobrze pokazuje to makieta dostępna w muzeum w Gibralfaro.
Jak większość turystów zaczynamy od niższej Alcazaby. Niestety, do
zwiedzania wybraliśmy się w sobotę, kiedy to zawsze jest więcej ludzi i
utknęliśmy w korku do kasy! Stojąc w ogonku prawie dostałem szału z powodu
faceta przed nami, który przez długie minuty zabawiał się siorbiąc przez
słomkę jakiś napój. Zacząłem się już rozglądać, czy nie można go gdzieś
zepchnąć w dół, ale na swoje szczęście przestał, więc mogłem sobie przypomnieć
w skrócie historię obiektu. Sięga ona głębokiej starożytności, kiedy to
pierwsze umocnienia wybudowali Fenicjanie. Potem na wzgórzu Rzymianie wznieśli
willę, a w dole opisywany już teatr, spod którego dobrze widać późniejsze
mury.
Po podboju większości Półwyspu Iberyjskiego przez Arabów w VIII wieku stanęła
tu pierwsza muzułmańska twierdza - Al-Qaṣabah, jak po arabsku mówi
się na takie konstrukcje. Współczesna Alcazaba ma zaś swój początek w wieku
XI, kiedy to w Maladze rządziła dynastia Hammudidów. Przez kolejne stulecia
Arabowie na tym terenie ciągle ze sobą walczyli, dzielili państwo na mniejsze
niezależne królestwa i właściciele twierdzy się zmieniali, a do funkcji
obronnych doszły pałacowe. Ostatnia z dynastii, Nasrydzi, panowali w Maladze
od XIII wieku aż do 1487 roku, kiedy to wojska chrześcijańskie zdobyły miasto.
W ten sposób Emirat Grenady stracił swój główny port, kilka lat później został
całkowicie podbity i skończyły się rządy muzułmanów w tej części Europy.
Katoliccy monarchowie używali Alcazaby zgodnie z
pierwotnym przeznaczeniem, czyli jako obiektu wojskowego, z rzadka zatrzymując
się w nim w czasie wizyt w mieście. Stopniowo jej stan zaczął się pogarszać,
jednocześnie wolną przestrzeń zajmowały nowe konstrukcje, na przykład
rezydencja gubernatora twierdzy. Pod koniec XVIII wieku żołnierze opuścili
twierdzę, a zajęła ją miejska biedota - od tego momentu stała się ona
najuboższą dzielnicą miasta. Dopiero w 1933 roku mieszkańców wysiedlono, a
rozsypujący się zabytek przeszedł serię kompleksowych remontów. Warto o tym
pamiętać patrząc na otaczające nas elementy, które wcale nie muszą pochodzić z
czasów arabskich ani królewskich, lecz są efektem rekonstrukcji z ubiegłego
stulecia.
Na zdjęciu obraz pokazujący "dzielnicę Alcazaba" w 1876 roku - wyglądała jak
kolorowe, malownicze miasteczko.
Zwiedzanie to ciągłe wdrapywanie się do góry i oglądanie kolejnych poziomów.
Zgodnie ze sztuką wojenną potencjalny wróg powinien mocno się natrudzić w
trakcie ataku, więc mijamy wiele wież, pięć bram a wysokie na piętnaście
metrów mury wydają się nie kończyć.
Jedna z bram - Puerta de las Columnas (Brama Kolumn), jako
przykład wtórnego wykorzystania elementów z teatru rzymskiego.
Twierdza posiadała
co najmniej dwa pasy murów. Pomiędzy nimi prowadzi dziś ścieżka dla turystów
oraz rozwija się bujna roślinność. Poniżej biegnie droga prowadząca w
stronę zamku i tu można sobie unaocznić, jak wysokie są obwarowania.
Zaczynają się pierwsze widoki na okolicę, w tym przypadku na port i są one nie
mniejszą, a może nawet większą atrakcją niż sama architektura.
Turyści chodzą stadami, jakby się umówili. Są również miejsca, gdzie nie ma
nikogo, pewnie za mało fotogeniczne.
W pewnym momencie ścieżka w tę stronę się kończy, kawałek dalej są mury w
stanie odnowionym i nieodnowionym i wijąca się droga dla pieszych na szczyt
wzgórza, gdzie znajduje się Gibralfaro. Pomiędzy twierdzą a zamkiem też
wybudowano dwa pasy murów łączących oba obiekty i służących do przemieszczania
się wojsk, ale dziś nie ma możliwości przejścia tą trasą.
Część pod murami niedostępna dla zwiedzających, można porównywać
fragmenty odbudowane z tymi w wersji zbliżonej do oryginału.
Z dolnej twierdzy przechodzimy do górnej, a właściwie do środkowej, bo istnieje jeszcze wyższy poziom. Plaza de las Armas (Plac broni)
obecnie jest ogrodem w stylu hiszpańsko-arabskim, pierwotnie zaś był tu
meczet, a potem kościół. Fontanna też jest całkiem nowa, bo pochodzi z XIX
wieku i przeniesiono ją z miasta.
Dobre miejsce na odpoczynek w cieniu.
I wreszcie poziom najwyższy, pałacowy. Zaczyna się od ogrodu z ziołami i
doniczkami.
Pałace w Alcazabie są dwa. Palacio Taifa wybudowano z XI
wieku, a jego nazwa pochodzi od "taify", określenia muzułmańskiego państwa w Iberii.
Zostało z niego południowe skrzydło, co prawda gruntownie odrestaurowane w
ubiegłym stuleciu, ale w dużym stopniu oryginalne.
Duże wrażenie robią charakterystyczne łuki, przy których zawsze ktoś się
kręci, więc zrobienie pustego zdjęcia jest właściwie niemożliwe. Paradoksalnie
te elementy ocalały do dziś dzięki domom biedoty, które przykleiły się do
historycznych ścian i je zasłoniły.
Przez arkady wchodzimy na niewielki dziedziniec. Z jednej strony mamy Torre de Maldonado, wieżę przebudowaną w końcowym okresie arabskim, gdzie również zachowały się
fragmenty oryginalnych zdobień i łuki. Z drugiej strony jest komnata z XVI
wieku z pięknym, drewnianym sufitem. Reprezentuje ona styl mudéjar - chrześcijańscy artyści naśladowali dawne muzułmańskie wzornictwo.
Kolejne punkty widokowe na miasto i okoliczne góry.
Palacio Nazarí (Pałac Nasyrydów) to dla odmiany niemal w
całości rekonstrukcja, a raczej wariacja na temat dawnego wyglądu. Do 20.
stulecia zachował się zarys ścian, część posadzek, baseny wraz z otaczającymi
je płytkami, ale wszystko kończyło się na wysokości pół metra. Toczyły się
zażarte dyskusje, czy należy go odbudowywać czy zakonserwować resztki.
Ostatecznie zwyciężyła opcja odbudowy, wzorowano się na pałacach z Grenady. Do
dekoracji użyto odnalezionych w ruinach oryginalnych kawałków, ale pewnie nie
są one położone w pierwotnych miejscach. Na najstarszych mapach teren pałacu
przedstawiony jest jako sad, następnie zajęła go nowsza zabudowa, brak więc
źródeł historycznych na temat rzeczywistego wyglądu.
Pałac składa się z dwóch prostokątnych dziedzińców. Patio de los Naranjos (Dziedziniec drzewek pomarańczowych) posiada dwa baseniki.
Patio de la Alberca (Dziedziniec sadzawki) ma jeden duży basen.
Teresa przysłuchuje się przewodniczce opowiadającej jakieś grupie historię i
tłumaczy, iż władca miał zasadniczo cztery żony (nałożnic nikt nie liczył),
ale ponieważ musiały być traktowane równo, stąd dwa dziedzińce, każde z dwoma
skrzydłami. Po jednym dla każdej. Brzmi ładnie, lecz, tak jak pisałem, to
wszystko tylko domysły albo wręcz wyobrażenie - układ i przeznaczenie wnętrz,
rodzaj dachu czy wysokość ścian nie ma potwierdzenia w żadnych źródłach. Na
pewno główne wejście miało inną postać, znajdowało się z boku i było
wąskie, dzięki temu łatwiej nadawało się do ochrony przez straże.
Chociaż jest to dzieło w większości nie mające nawet stu lat, to prezentuje
się bardzo ładnie i czuć tu arabski czy tam islamski klimat. Turyści są
zachwyceni, a liczni Arabowie, szczególnie Arabki, to sprawiają wrażenie,
jakby zaraz mieli zemdleć ze szczęścia.
Ciekawostka: winda prowadząca na poziom ulicy, a obok niej wnęka udająca
historyczną.
Widoki na miasto z obwarowań przy pierwszym pałacu. Fajnie wygląda ta kolorowa
ściana z budynków.
Na koniec wchodzimy na najwyższą część murów biegnących do Torre del Homenaje. Są one bardzo wąskie i ciężko się zmieścić w dwie osoby, ale jednocześnie
dociera tu najmniej ludzi.
Torre del Homenaje pochodzi z XI wieku i jako jedyna z wież
została pozostawiona w stanie częściowej ruiny. Jej nazwa (Wieża hołdu)
nawiązuje do wydarzenia, które miało miejsce 18 sierpnia 1487 roku - tego dnia
Alcazaba skapitulowała. Monarchowie katoliccy - Izabela i Ferdynand - właśnie
na tej wieży wywiesili krzyż i proporzec Kastylii. Parę dni wcześniej poddało
się miasto. Oblężenie Malagi trwało cztery miesiące i było jednym z
najbardziej zaciętych w końcowej fazie rekonkwisty. Ponieważ muzułmanie
odrzucili kilka wcześniejszych propozycji kapitulacji, po tej ostatecznej
zwycięzcy nie mieli dla nich litości - ludność została wymordowana lub wzięta
w niewolę.
Przechadzając się tą częścią murów po lewej stronie mamy dachy tzw. dzielnicy
mieszkalnej albo wojskowej (Barrio Castrense). Powstała ona w tym samym
stuleciu co wieża i jest ponoć najlepiej zachowaną dzielnicą muzułmańską w całej Hiszpanii. Z powodu kruchości zabytkowej substancji nie
jest ona udostępniana do zwiedzania, a szkoda. W dzielnicy mieszkało około
pięćdziesięciu osób, służących lub w jakiś sposób powiązanych z władcą, a
warunki życia były komfortowe - ścieki odprowadzano na zewnątrz, każdy dom
posiadał latrynę, większość mały dziedziniec, działała również niewielka
łaźnia.
Gdy zobaczyłem tłum kłębiący się przed kasą byłem przerażony, bo odwykłem od
takiej ilości ludzi podczas zwiedzania. Początkowo rzeczywiście jeden człowiek
właził na drugiego, potem się stopniowo rozluźniało, choć i tak jeszcze kilka
razy wpadaliśmy na siorbiącego faceta, który nie wiadomo skąd zdobywał kolejne
napoje ze słomką! Osobiście wprowadziłbym jednak pewne zmiany, przede
wszystkim ograniczyłbym ilość dostępnych biletów i dodał wstęp na konkretną
godzinę, jak w innych popularnych miejscach. Zakazałbym też wpuszczania
Hindusów, bo ci robili największe bydło, najbardziej się pchali i najczęściej
włazili w kadr. Czasem patrzyłem zdzwiony, bo w wizjerze ni stąd ni zowąd
pojawiał... aparat na kijku 😏. W ogóle odniosłem wrażenie, że tak naprawdę
nie jest istotne co się uwiecznia smartfonem, najważniejsze, aby być na zdjęciu. Tak
więc Hindus na tle muru, Hindus na tle kamienia, Hinduska na tle kwiatka,
Hinduska uśmiechająca się zalotnie na murku i tak dalej. Wyjątek stanowili
Arabowie, dla nich rzeczywiście liczyły się historyczne elementy z czasów ich
panowania, podchodzili do nich z wielką estymą, coś w stylu "nasi tu byli i
jeszcze wrócą"! Osób z Polski też trochę spotkaliśmy, zazwyczaj z komentarzem "ostatni raz się wspinam" albo "co to za badziewie fotografujesz?".
Z Alcazaby udajemy się do Gibralfaro, a to oznacza, że musimy podejść ponad
sto metrów i ponad kilometr. Upał trochę nas wymęczy. Najpierw idziemy
asfaltową drogą wzdłuż wysokich murów.
Potem brukowana ścieżka zaczyna nabierać wysokości i momentami przybiera
postać zygzaków. A jak wysokość, to znowu zaczynają się widoki. Co jakiś czas
mijamy migrantów handlującymi napojami i pamiątkami, słuchającymi głośno
muzyki albo wrzeszczącymi do telefonu. Raz musieliśmy uskakiwać, bo jeden z
nich wwoził na górę zapasy skuterkiem, ledwo trzymając się kierownicy jednocześnie z siatkami.
Port z luksusowymi jachtami oraz prom "Rusadir" kursujący do Melilli (do tej
afrykańskiej enklawy jest z Malagi 200 kilometrów, bliżej do Ceuty).
Arena walk byków, coś się tam dzieje.
Klasyczna panorama wybrzeża z zabytkowym urzędem otoczonym parkami, Alcazaba i
niedokończona katedra.
Boczna dróżka i wybitnie zadrzewiona Playa de la Caleta.
Kolorowe kwiatki, w tym przypadku bodajże Lantana pospolita.
Zasapani i spoceni docieramy pod mury Gibralfaro, zamku i szczytu jednocześnie. Wzgórze w starożytności mogło pełnić rolę latarni morskiej, stąd pobrzmiewające Pharos w nazewnictwie. Zamek wzniesiono dopiero w
XIV wieku, miał być dodatkową osłoną Alcazaby, z którą połączono ją
wspominanym obwarowanym łącznikiem. Razem tworzyły w tamtym czasie
najsilniejszy kompleks obronny w całej Andaluzji. W 1487 roku Gibralfaro
broniło się o dzień dłużej niż Alcazaba, poddało się z powodu braku zapasów i
ogólnej beznadziejnej sytuacji, ale wszystkie szturmy odparto. Arabski
dowódca, w uznaniu jego uporczywego oporu, został ścięty (obrońców Alcazaby
ułaskawiono i pozwolono wraz z rodzinami zostać w mieście).
Następnie zamek pełnił funkcję koszar oraz więzienia aż do 1925 roku. W
przeciwieństwie do Alcazaby pomiędzy murami prawie nie ma budynków; jest to
efekt wysadzenia zabudowy przez okupujących Hiszpanię Francuzów w 1812 roku.
Jedyne istniejące w środku zabytkowe obiekty to prochownia przekształcona w
muzeum oraz zabudowana studnia plus dawne budki strażników. Poza tym teren
wewnętrzny przypomina park.
Po murach można się przejść dookoła i z każdej strony są piękne panoramy. Na
Gibralfaro zdecydowanie wchodzi się dla widoków, a nie dla zabytków.
Główna brama z powiewającymi na górze flagami Hiszpanii, Andaluzji i Malagi.
Dawno nie byłem w tak fotogenicznym miejscu, więc jedziemy z obrazkami
okolicy:
* El Palo (gdzie pojechaliśmy się potem kąpać) oraz Monte San Antón,
* osiedla, osiedla, osiedla...
* stadion Málaga CF,
* dwa bliźniacze wieżowce, najwyższe w mieście,
* Plaza de la Merced, gdzie jedliśmy paellę w gejowskim barze,
* i łącznik do Alcazaby.
O ile z Alcazaby wychodziłem nieco rozdrażniony ludzką ciżbą, o tyle
Gibralfaro upuszczałem całkowicie usatysfakcjonowany, bo turystów tutaj jest o
wiele mniej.
-----
* Bilet na łączone zwiedzanie Alcazaby i Gibralfaro kosztuje 10 euro,
natomiast na tylko jedną z nich 7 euro, więc wiadomo, co się bardziej opłaca
(stan na wrzesień 2026 roku). Można kupić je on-line, można na miejscu. W sezonie turystycznym a także w weekendy możliwe kolejki. Z tego co się
orientuję, to nie ma limitów wejściówek i na pewno nie ma biletów na konkretną
godzinę. W każdą niedzielę od godziny 14-tej wejście jest darmowe, lecz oczywiście oznacza to wielu chętnych.
* W obu twierdzach znajdują się niewielkie bufety z dość wysokimi cenami, w obu są
darmowe toalety oraz punkty, gdzie można uzupełnić wodę.
* Główne wejście do Alcazaby znajduje się obok rzymskiego teatru. Na tyłach
ratusza (Ayuntamiento de Málaga) działa też winda, którą wjedziemy od
razu do pałaców.
* Pod główne wejście Gibralfaro kursuje autobus (linia nr 35), można też
podjechać autem, gdyż zorganizowano tam nieduży parking.
* Wszystko na stronie: https://alcazabaygibralfaro.malaga.eu/en/index.html

































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz