Od ponad czterech lat chodzi mi po głowie pomysł, aby przejść się z plecakiem
po najbardziej wysuniętej na zachód części Beskidu Śląsko-Morawskiego.
Określana ona jest jako Veřovické vrchy i ciągnie się przez kilkanaście
kilometrów. Jej najwyższa góra to Velký Javorník, który odwiedziłem z
tatą końcem zimy 2017 roku i od tego czasu ciągle planowałem w ten rejon
powrócić. Dodatkowym argumentem za wyprawą była drewniana wieża widokowa
wznosząca się na szczycie, świetnie nadająca się na nocleg w śpiworze!
Plany mają to do siebie, że często trudno je zrealizować. Lata mijały,
corocznie wpisywałem Veřovické vrchy na "listę życzeń" i dopiero w połowie
września tego roku udało się ruszyć w tamtym kierunku. Zaczęliśmy w
poniedziałkowy poranek - większość ludzi po weekendzie udaje się do roboty, a
my z Bastkiem w świetnych nastrojach jechaliśmy do Ostrawy, aby zostawić
samochód w pobliżu głównego dworca.
Po nabyciu biletów kręcimy się po okolicy aby zrobić zakupy. U Czechów
zbliżają się kolejne wybory, więc miasto zapaskudzone jest plakatami
wyborczymi - najbardziej widoczne są te z gębą Tomio Okamury, urodzonego w
Tokio ćwierć-Japończyka i ćwierć-Koreańczyka, a pół-Morawianina, bardzo
nielubiącego innych cudzoziemców i obcych.
Szukamy także otwartej knajpy, ale kończy się to niepowodzeniem. Co ciekawe -
na dworcu działa bar, gdzie o tej porze bez problemu wypijemy wódkę albo rum,
lecz... nie piwo.

















