Mój wyjazd w Bieszczady mógłbym porównać do porządnego obiadu: najpierw
przystawki (Łopiennik i Łopienka), następnie danie główne (Bukowe Berdo i Tarnica), a na końcu oczywiście deser. W tym przypadku będzie to
Smerek. Tak się złożyło, że na nim jeszcze nie byłem, bo zawsze z
przełęczy Orłowicza kierowałem się albo na Chatkę Puchatka, albo do
Zatwarnicy. Opinie, czy jest to samodzielna połonina czy też przedłużenie
Połoniny Wetlińskiej, są podzielone. Wbrew pozorom dla mnie ma
to znaczenie, gdyż w tym pierwszym przypadku Smerek byłby moją ostatnią polską
bieszczadzką połoniną do odwiedzenia 😊.
Smerek jest najłatwiej dostępnym wysokim szczytem z Wetliny, więc nie
musimy się spieszyć z wyjściem. Nie ma też jednak sensu czekać na jakieś
późniejsze godziny, bo na popołudnie i wieczór zapowiadają opady. Na razie jednak
pogoda dopisuje, łąki nad Starym Siołem zachęcają do wędrówki.
Hnatowe Berdo.







