poniedziałek, 21 grudnia 2020

Góry Bardzkie: Szeroka Góra, Kłodzka Góra, Bardo i trzy kalwarie

Położone na styku Dolnego Śląska i ziemi kłodzkiej Góry Bardzkie nie należą do pasm bardzo popularnych wśród turystów. Owszem, są na nich miejsca z większą frekwencją odwiedzających, ale ogólnie ludzie raczej wybierają inne części Sudetów. W moim przypadku jest podobnie: doszedłem do wniosku, że tak naprawdę nigdy po Górach Bardzkich... nie chodziłem! Owszem, raz kiedyś okrążyłem spacerkiem Fort Ostróg na Ostrej Górze, ale trudno uznać to za pełnowartościową wizytę. W listopadzie postanowiłem to zmienić, aby wymazać niektóre białe plamy na mej sudeckiej mapie.

Ponieważ na wycieczkę wybraliśmy się w szerszym gronie, w tym z dwójką dzieciaków, trasa musiała być w miarę krótka i niezbyt wymagająca. W przedpołudnie 11 listopada, w szary i pochmurny dzień, zaparkowaliśmy na przełęczy Kłodzkiej (Neudecker Pass). To najbardziej położona na wschód część Gór Bardzkich i przełęcz oddziela Sudety Środkowe od Wschodnich (a konkretniej to Bardzkie od Rychlebów/Gór Złotych). Jest tu również granica ziemi kłodzkiej i Śląska - będziemy się wzdłuż niej poruszać przez niemal całą drogę w stronę najwyższego szczytu.

Z leśnego parkingu wchodzimy na niebieski szlak. Najpierw ścieżka ma łagodne oblicze...


 ...ale szybko zaczyna się gwałtownie piąć w górę! Najostrzejsze podejście przytrafiło się już na samym początku, co towarzystwu niezbyt się podoba 😏.


piątek, 11 grudnia 2020

Góry Złote: Lądek-Zdrój, Trojak, Karpiak, Karpno i lesní bar

Nie ma takiego miasta - Lądyn. Jest Lądek, Lądek-Zdrój.
 
Tę oczywistą oczywistość znamy już od czterdziestu lat. Przyznaję jednak ze wstydem, że do tej pory nie udało mi się zatrzymać w Lądku na dłużej, zawsze tylko przez niego przejeżdżałem. W pierwszą listopadową sobotę postanowiłem to zmienić, wybrałem się w Góry Złote (Rychleby) i na ziemię kłodzką razem z tatą. On jest bardziej zaznajomiony z okolicą, bowiem latem startował w niej w górskich zawodach biegowych.

Dodatkowym impulsem do wyjazdu była zapowiedź pięknej pogody. Początkowo wyglądało to na ponury żart, gdyż po przekroczeniu granicy czeskiej widok mieliśmy taki:


Na szczęście za Javorníkiem zaczyna się przejaśniać i po kilku kilometrach chmury zostają za nami. Zatrzymujemy się na chwilę w lesie przy wapienniku z 1833 roku.

Szybko robi się pięknie! Tu spoglądamy w dolinę Javornického potoku (Jauernigbach).

czwartek, 3 grudnia 2020

Góry Opawskie - Příčný vrch i Maria Hilf.

Příčný vrch, najwyższy szczyt Gór Opawskich, nie może się równać z Biskupią Kopą jeśli chodzi o zainteresowanie turystów. Nie posiada wieży widokowej, wierzchołek jest płaski i całkowicie porośnięty lasem, nie ma tu szans na żadne widoki, nie kupimy na nim piwa, a w pobliżu nie zjemy obiadu. Mimo wszystko czasem warto jednak na niego wejść i zaliczyć przy okazji jakąś ciekawą trasę.

Jesienią tego roku każdy wypad w góry traktowałem jako potencjalnie ostatni. Bo człowiek nie miał żadnej pewności, czy nagle z dnia na dzień nie zamkną wszystkiego albo chociażby lasów czy granic. Na szczęście okazywało się, że po odbytym wyjeździe będą następne, choć akurat ta wycieczka pod pewnym względem była prawdopodobnie ostatnia w 2020...

Znowu ruszamy na szlak we dwójkę z Bastkiem. Tym razem za bardzo nam się nie spieszy. Obok dawnego przejścia granicznego tradycyjnie fotografuję Biskupią Kopę. Prognozy pogody zapowiadały sporo słońca, a jest jak widać...


Samochodem dojeżdżamy do Dolního Údolí (kiedyś Dolní Grunt, niem. Ober-Grund) i parkujemy obok "Hotýlku u Pekina". Restauracje zostały zamknięte, ale działają okienka. Tu kuszą piwem na wynos, ale dopiero za jakieś pół godziny, więc nie będziemy tyle czekać. Warto dodać, że za niemieckich czasów przy hotelu działał niewielki browar.

sobota, 28 listopada 2020

Tiszafüred i Hortobágy

Tiszafüred to miasto we wschodniej części środkowych Węgier. Miasto dziesięciotysięczne, na pozór nie wyróżniające się niczym szczególnym. Wieczorem w jego centrum hula wiatr, przemykają jedynie pojedynczy nastolatkowie i radiowozy policji. O tak, gliniarzy tu sporo, zwłaszcza koło lokalu z kebabem.
 


Próżno szukać tam wielkich zabytków. Są dwa kościoły: katolicki i ewangelicki.


poniedziałek, 23 listopada 2020

Chorwacki i węgierski interior - Baja, Hollókő i inne miejsca

Po dwóch nocach spędzonych w Chorwacji pora wracać na Węgry. Oznacza to wiele kilometrów do przejechania. Co prawda dzień jest długi, ale i tak zacznie go brakować.

Pierwsze kilometry biegną w pobliżu Parku Przyrody Kopački rit, więc co jakiś czas przejeżdżamy przez jakieś kanaliki.


Ta okolica jest niemal kompletnie wyludniona. Mijamy wioskę Podunavlje (Подунавље, Dunai-puszta). Wioskę w cudzysłowie, gdyż pozostało po niej jedynie kilka pustych domów. Myślałem, że to efekt wojny, ale już przed nią mieszkały tu jedynie dwie osoby - jeden Chorwat i jeden Serb, jak donoszą statystyki. Dziś podobno nadal posiada jednego mieszkańca. Chyba nocuje w lesie...

wtorek, 17 listopada 2020

Vukovar i okolice.

W Bośni i Hercegowinie symbolem ludobójstwa z lat 90. ubiegłego wieku stała się Srebrenica, w Chorwacji rolę taką rolę odgrywa Vukovar.

Do czasu wybuchu konfliktu Vukovar był spokojnym, zamożnym miastem, pełnym zabytkowej barokowej architektury. Na Dunaju działała jedna z największych stoczni w kraju. Najliczniejszą grupę mieszkańców stanowili Chorwaci, Serbów było nieco mniej, ale przeważali w okolicznych wioskach. To oraz fakt, że miejscowość leży na samej granicy, spowodował, że w momencie rozpadu Jugosławii rozpętało się tu piekło.
 

Napięcie pomiędzy dwiema głównymi narodowościami zaczęło gwałtownie rosnąć już w 1990 roku, kiedy to w pierwszych wolnych wyborach zarówno w Serbii jak i w Chorwacji zwyciężyły partie nacjonalistyczne. Chorwaci rozpoczęli drogę do niepodległości, chorwaccy Serbowie bali się zmarginalizowania oraz powtórki z II wojny światowej, kiedy to ustasze urządzili im rzeź. Jednym z najbardziej zapalnych punktów był zachodni Srem (Syrmia) - czyli właśnie ta część Chorwacji, którego główne miasto to Vukovar. Miejscowi Serbowie przy wsparciu Belgradu organizowali własne oddziały (oficjalnie - samoobrony) i przejmowali władzę na prowincji, de facto zaczął się okres dwuwładzy: sam Vukovar pozostał w rękach Chorwatów (którzy zaczęli prześladować Serbów), a serbska okolica odpowiedziała m.in. blokadami dróg i wypowiedzeniem posłuszeństwa. Taki obrót spraw nie może zakończyć się dobrze... Drobne starcia pomiędzy chorwacką policją a serbskimi paramilitarystami przybierały na sile, padali pierwsi zabici. Do akcji wkroczyła Jugosłowiańska Armia Ludowa (JNA), w której w tym czasie służyli głównie Serbowie i Czarnogórcy. Teoretycznie miała rozdzielać zwaśnione strony, faktycznie często wspomagała rodaków.

niedziela, 8 listopada 2020

Osijek - twiedza, katedra i czerwony Fićo.

Osijek (węg. Eszék, niem. Esseg) to największe miasto Slawonii, uznawany jest także za jej nieoficjalną stolicę. Stolicę leżącą na głębokich peryferiach - płynąca przy Osijeku Drawa stanowi granicę tej krainy. Co więcej - północne dzielnice (Podravlje i Tvrđavica) położone za rzeką to już historyczna Baranja.

Właśnie po baranskiej stronie zostawiamy samochód, na bezpłatnym dużym parkingu skrytym wśród wysokich drzew. To przypadek, bo początkowo chciałem zaparkować gdzieś w centrum, jednak moją uwagę zwróciły ruiny zabudowań fortecznych.
 


Większość historii miasta związana jest z armią i rzeką. Już Rzymianie posiadali tutaj swój obóz o nazwie Mursa, strzegący mostu na Drawie, który wielokrotnie stawiał się napływającym z północy barbarzyńcom. Gdy w końcu zniszczyli go Awarowie, nastąpiła trwająca kilka wieków przerwa w źródłach historycznych: miasto, już zasiedlone przez Słowian, pojawia się ponownie na kartach dziejów w XII wieku. Zdobyte i zburzone przez Turków w 1526 roku stało się ważnym punktem na militarnej mapie Europy: w jego pobliżu Sulejman Wspaniały kazał wybudować długi na siedem kilometrów drewniany most, uznawany za jeden z ówczesnych cudów świata. Konstrukcja, dzięki której Osmanowie mogli łatwo przerzucić w kierunku terenów chrześcijańskich duże ilości wojska, była solą w oku przeciwników i kilka razy próbowano go spalić, ale za każdym razem Turcy wznosili go na nowo. Skutecznie udało się go zlikwidować dopiero pod koniec XVII wieku, kiedy muzułmanie stracili Osijek na zawsze.