wtorek, 23 czerwca 2015

Morawy Środkowe - długi weekend z zabytkami. Część druga: zamek Pernštejn i nie tylko


Po jednodniowym zwiedzaniu miasta Boskovice w kolejne dwa dni ponownie wracamy do objazdówki po zabytkach Środkowych Moraw.

W sobotę na dzień dobry Rájec-Jestřebí (Raitz-Jestreb) i pałac z różnymi odcieniami dachu. 


Kiedyś już przejeżdżałem przez tą miejscowość, ale o pałacu nie wiedziałem, więc i tutaj nie zajrzałem ;) 

sobota, 20 czerwca 2015

Boskowice - miasto szlachty i Żydów

Boskovice (Boskowitz) to 11-tysięczne miasto na obrzeżach Drahanskej vrchoviny, na północ od Brna i Morawskiego Krasu. Właśnie tutaj będziemy spać przez trzy kolejne noce, na niewielkim kempingu z widokiem w kierunku ruin zamku.


Kemping położony jest u podnóża centrum (miasto jest bardzo pofałdowane), obok kompleksu sportowo-rekreacyjnego. Całkiem sprytnie go zorganizowano - między domkami a toaletą stoi mały bar.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Morawy Środkowe - długi weekend z zabytkami

Tegoroczny długi weekend czerwcowy został spędzony, podobnie jak rok temu, na Morawach; tym razem jednak nie na południu, ale mniej więcej w ich środkowej części. Tam, jak wszędzie w Republice Czeskiej, co krok jakiś zabytek albo inne ciekawe miejsce...

Już od jakiegoś czasu prognozy zapowiadały piękną pogodę - czyżby szykowało się najładniejsze Boże Ciało od kilku lat? Czwartkowy poranek to potwierdzał...

Pierwszy krótki postój w wiosce Žerotín (Scherotei), w powiecie ołomunieckim. Przy drodze stoi barokowy pałac, którego ostatnim właścicielem byli Liechtensteinowie.

piątek, 12 czerwca 2015

Suwalszczyzna - z Augustowa do Sejn

Suwalszczyzna zaczyna się na Biebrzy, więc pierwszą miejscowość jaką widzimy z okien autobusu to... Sztabin! Dla niewtajemniczonych - dwa lata temu tu zaczynaliśmy spływ tratwą, a wieże kościoła prześladowały nas niemal do końca... 

 

Mijając wioskę stają mi przed oczami obrazy z 2013 roku - piwo w knajpie z przeklinającymi miejscowymi, burza w drodze nad rzekę, strzaskaną miętówkę, ciężką noc w ciasnej tratwie... 

Wracam do teraźniejszości - autobus zajeżdża na dworzec w Augustowie. Mamy ponad 2 godziny czasu, więc idziemy z Eco do znanej już nam knajpy przy rynku, gdzie zjadamy kibiny. Potem lecę jeszcze do Żabki kupić jakąś odtrutkę na koncerniaki... 

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Podlasie - od Goniądza do Suchowoli

Po zakończeniu tratwowego spływu i uzupełnieniu składu o Izę udajemy się szybko w kierunku znanej już nam restauracji hotelowej w Goniądzu. Mimo, iż pisało, że działa do 20-tej, to udało nam się coś zjeść jeszcze po tej godzinie. Wszystkim smakowało, oprócz Izy.

Nocujemy dokładnie w tym samym miejscu, co z Eco w sobotę - za miastem, nad Biebrzą obok Carskiej Drogi. Pogoda jednak jest już mniej przyjemna, nieco kropi, ale na szczęście namioty rozbijamy na sucho, podobnie jak smażymy na ognisku kolację.


niedziela, 31 maja 2015

Podlasie - spływ tratwą po Biebrzy

Jest godzina 20-ta, wiatr ucichł, więc w końcu możemy zacząć spływ Biebrzą. Cieszymy się jak dzieci, choć niebo już wyraźnie wskazuje, że koniec dnia coraz bliżej... Początkowy plan zakładał odcinek Wroceń-Osowiec, jednak wobec warunków atmosferycznych (silny wiatr wiejący przez większość dnia), realny wydawał się co najwyżej leżący nieco po ponad połowie tego dystansu Goniądz.



Jaka jest różnica między tym, co było wcześniej, świadczy fakt, że w ciągu 5 minut przepłynęliśmy więcej, niż przez dwie godziny w południe.


piątek, 29 maja 2015

Podlasie - od Osowca do Wrocenia

Wiosna to od jakiegoś czasu okres wędrówek po północno-wschodniej Polsce. Tak też było i w tym roku, choć w mocno okrojonym składzie, ale w końcu nie ilość, lecz jakość ma znaczenie.

Nie odbyło się jednak bez dramatów, w końcu licho nie może odpuścić takiej okazji. Jeszcze w domu dostaję informację od Eco, że licho zamknęło sklep ze statywami i pod postacią sprzedawczyni oszukało go w sklepie. Potem trochę się uspokoiło - spotykamy się w katowickiej knajpie wraz z osobami towarzyszącymi, jest miło i przyjemnie i nagle, tuż przed wsiadaniem do autobusu, Andrzej odkrywa, że nie ma aparatu! W tamtym roku ja, w tym on, ciekawe na kogo trafi za rok?

W minorowych nastrojach docieramy we dwójkę do Warszawy, w dodatku za wcześnie! Zwykle to nie jest problemem, ale teraz jest przed 4 rano, ciemno, zimno, a jedyna cywilizacja to przydworcowa mordowania z rosyjskojęzycznymi gośćmi i okładającymi się pasztetami...

Na stacji metra podróżni modlą się do zamkniętych drzwi, więc w ramach jedynego słusznego wyjścia wypijamy po piwku w pobliskim skwerku. Kiedy w końcu otwierają podwoje kolei podziemnej, pierwszym składem jedziemy w kierunku Młocin, obserwując grupę młodych cichodajek ze swoimi kolegami. Ach, młodość...

Kolejny autobus dowozi nas wreszcie do stolicy Podlasia.