Podróż przez Wojwodinę przypomina kartkowanie atlasu geograficznego - w każdej mijanej miejscowości żyją ludzie, których przodkowie przybyli z innej części Europy.
- Albania
- Austria
- Bośnia i Hercegowina
- Bułgaria
- Chorwacja
- Czarnogóra
- Czechy
- Dania
- Grecja
- Izrael
- Kosowo
- Litwa
- Luksemburg
- Macedonia
- Mołdawia
- Niemcy
- Palestyna
- Rumunia
- Serbia
- Słowacja
- Szwecja
- Ukraina
- Węgry
- Włochy
- Górny Śląsk
- Dolny Śląsk
- Kujawy
- Małopolska
- Podlasie
- Polesie
- Ruś Czerwona
- Suwalszczyzna
- Wielkopolska
- Ziemia kłodzka
- Beskidy
- Sudety
- Góry czeskie
- Góry słowackie
- Lista UNESCO
- Cmentarze
- Industriada
- Muzea
- Piwo
- Informacje praktyczne
wtorek, 5 września 2017
czwartek, 31 sierpnia 2017
Chorwacko-serbski Dunaj: Batina, Apatin i sporna granica
Nie lubię Chorwacji. Jest droga, zatłoczona, miejscowi traktują turystów jak chodzące portfele. Dlatego informacja o tym, że w tym roku zamierzam odwiedzić ten kraj, wywołała u znajomych zdziwienie. "Ale jak to?". Musiałem wytłumaczyć, że planuję przejechać u Chorwatów około dwudziestu kilometrów i spędzić aż godzinę 😏.
Jak już pisałem, na przejściu granicznym jesteśmy jedynym samochodem. To bardzo boczna droga, dzięki której można ominąć ruchliwe większe przejścia - to był też jeden z powodów, dlaczego zdecydowałem się zahaczyć o Chorwację. Odprawa zajęła nam niecałe dziesięć minut i to tylko dlatego, że początkowo nie umieliśmy się dogadać z pogranicznikiem o co mu chodzi.
Po chorwackiej stronie ruch tak samo mały jak po węgierskiej, więc na krótki postój zatrzymuję się dopiero na obrzeżach miasta Beli Manastir (węg. Pélmonostor), w pobliżu dworca kolejowego.
Mimo, iż zmieniliśmy państwa, to nadal jesteśmy w Baranji. W traktacie z Trianion w 1920 roku jego południowo-wschodnią część oderwano od Węgier i przyłączono do późniejszej Jugosławii. Granicę wytyczono na mapie, kompletnie sztucznie, bez żadnych przesłanek etnicznych: najludniejszą narodowością byli Niemcy, niewiele mniej było Madziarów, kilkanaście procent Serbów, natomiast Chorwaci stanowili promil. Polityka jednak rządzi się swoimi prawami...
Wjeżdżając do kolejnych wiosek mijamy tablice z węgierskimi nazwami miejscowości - Węgrzy w wielu z nich nadal stanowią większość mieszkańców.
Etykiety:
2017 południowe kraje,
Baczka,
Chorwacja,
Dunaj,
granica chorwacko-serbska,
pomnik poległych,
pomniki komunistyczne,
Serbia,
Wojwodina
Lokalizacja:
Batina, Chorwacja
wtorek, 29 sierpnia 2017
Pécs i Siklós, powiewy Orientu
Pécs to największe miasto południowo-zachodnich Węgier. Zamieszkały od tysięcy lat, natomiast w II wieku n.e. Rzymianie założyli tutaj Sopianae, jeden z ośrodków prowincji Panonia. Z okresu Cesarstwa pochodzą najstarsze zabytki, które wpisane zostały na listę dziedzictwa UNESCO.
Po Rzymianach przyszli m.in. Słowianie. To od nich wywodzi się najprawdopodobniej nazwa węgierska - tak Madziarzy wypowiadali słowo "pecz", czyli "pięć". W wielu innych językach do liczebnika dodawano także człon "kościół": mamy zatem Fünfkirchen, Pětikostelí, Quinque Ecclesiae, a w przeszłości także Pięciokościoły (dziś już tylko Pecz). Tłumaczone jest to faktem, że do budowy kościołów wykorzystano kamienie z pięciu wczesnochrześcijańskich kaplic.
Przez kilkaset lat w Peczu rządzili Turcy. Miasto przebudowano na orientalną modłę, kościoły zamieniono w meczety, a rynki w bazary. Jednocześnie przez ponad wiek cieszyło się rzadko wówczas spotykanym w Europie spokojem. Później nie było już tak bezpiecznie - kilkukrotnie go łupiono i niszczono. Po odzyskaniu miasta przez wojska chrześcijańskie zamieszkiwała je ludność trzech narodowości - oprócz Węgrów także Niemcy i południowi Słowianie, głównie Chorwaci. Taki stan etniczny przeważał w całej Baranji, której Pecz został stolicą. Do dzisiaj na rogatkach witają kilkujęzyczne tablice wjazdowe...
Parkujemy na wschód od rozległego Starego Miasta, przy murach obronnych, dobrze zachowanych w północnej części.
Za niewielkim tunelem, przebitym przez górkę, widać cztery wieże, jeden z symboli Peczu.
Przez kilkaset lat w Peczu rządzili Turcy. Miasto przebudowano na orientalną modłę, kościoły zamieniono w meczety, a rynki w bazary. Jednocześnie przez ponad wiek cieszyło się rzadko wówczas spotykanym w Europie spokojem. Później nie było już tak bezpiecznie - kilkukrotnie go łupiono i niszczono. Po odzyskaniu miasta przez wojska chrześcijańskie zamieszkiwała je ludność trzech narodowości - oprócz Węgrów także Niemcy i południowi Słowianie, głównie Chorwaci. Taki stan etniczny przeważał w całej Baranji, której Pecz został stolicą. Do dzisiaj na rogatkach witają kilkujęzyczne tablice wjazdowe...
Parkujemy na wschód od rozległego Starego Miasta, przy murach obronnych, dobrze zachowanych w północnej części.
Za niewielkim tunelem, przebitym przez górkę, widać cztery wieże, jeden z symboli Peczu.
Etykiety:
2017 południowe kraje,
granica węgiersko-chorwacka,
Pecz,
Starożytny Rzym,
UNESCO,
węgierskie rekordy,
Węgry,
zamek
Lokalizacja:
Pecz, Węgry
czwartek, 24 sierpnia 2017
Balaton. Wzburzone morze
Nad Balatonem obozujemy jak zwykle w Balatonföldvár. Liczący nieco ponad dwa tysiące mieszkańców położony jest na południowym brzegu, prawie w jego połowie. To wybór w dużej mierze sentymentalny: właśnie tu spędziłem pierwszy zagraniczny wyjazd, jeszcze z rodzicami. I choć nie był to już PRL, to i wtedy ciepły basen Balatonu i madziarska mowa wydawała się inną planetą w porównaniu z Bałtykiem 😏.
Balatonföldvar ma wszystko to, czego do wypoczynku potrzeba: jest deptak z lokalami gastronomicznymi, sezonowe wesołe miasteczko, supermarket, apteka, poczta (która staje się zbędna, bo kto jeszcze wysyła pocztówki z wakacji?), dla uduchowionych nawet kościół (pamiętam, że ksiądz prowadzący podczas mojej pierwszej wizyty mszę tak mocno wydawał mi się mieszaniną feldkurata Katza z powieści Haszka i lekarza z "CK Dezerterów", że non stop rechotałem w ławce 😀). Są dwie i pół plaży. Pół, ponieważ jedna z nich to kawałek trawnika niedaleko przystani i ciasno tam jak cholera.
Plaża wschodnia od tego roku jest płatna! Może Balaton jest tam jakiś inny, a trawa bardziej soczysta? Tylko tak tłumaczę sobie fakt pobierania dodatkowej opłaty...
wtorek, 22 sierpnia 2017
Znad Dunaju do Balatonu przez Bakony
"Gdzie pojechać latem w tym roku"? - to pytanie pojawia się zawsze pod koniec zimy lub na początku wiosny. Pewny był kierunek - południowa Europa. A konkrety? Krystalizowały się w kolejnych miesiącach i tygodniach. W końcu wymyśliłem objazdówkę. Bez jednego czy dwóch krajów, na których się skupimy, ale wiele różnych. Po raz pierwszy od dekady nie będzie żadnego nowego państwa, ale uzupełniamy braki w tych, które już mniej lub bardziej znamy.
Postanowiłem wyjazd zacząć symbolicznie od wielkiej wody - mojej ulubionej europejskiej rzeki, czyli Dunaju. Po dwóch godzinach tłuczenia się słowacką autostradą odbijam w przygraniczną dzielnicę Bratysławy - Čunovo (Dunacsún). Na jej końcu znajduje się imponujący zespół konstrukcji rzecznych.
Parkujemy przy górnej zaporze zbiornika wodnego Gabčíkovo - Nagymaros. Jego historia jest równie burzliwa jak stosunki słowacko-węgierskie.
Budowę wspólnego, międzynarodowego kompleksu uzgodniła jeszcze Czechosłowacka Republika Socjalistyczna oraz Węgierska Republika Ludowa. Miał on wyeliminować powodzie oraz dostarczyć taniej, naturalnej energii elektrycznej obu państwom, a także poprawić żeglowność na tym odcinku. Początkowo planowano, iż będzie się składał z kanału o długości 30 kilometrów doprowadzającego wodę do zapory w Gabčíkovie oraz drugiego zbiornika wyrównawczego w odległym o 100 kilometrów Nagymaros.
Etykiety:
2017 południowe kraje,
Balaton,
Bratysława,
Dunaj,
Esterházy (ród),
granica słowacko-węgierska,
kirkut,
pałac,
pomnik poległych,
Słowacja,
UNESCO,
Węgry,
zamek
Lokalizacja:
930 05 Gabčíkovo, Słowacja
piątek, 4 sierpnia 2017
Zatańcz ze mną na Polanie. Rudawskie skałki.
Drugi dzień Wędrownego Przeglądu Piosenki "Polana" jest od samego początku słoneczny oraz upalny. Tak jak zapowiadali w prognozach - tym razem im się sprawdziło. Ludzie szybko wyszli z namiotów.
Zanim ruszyliśmy na kolejną wędrówkę po Rudawach i tak minęło trochę czasu - tym razem w kolejce pod prysznic. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło - kiedyś ludzie integrowali się stojąc za chlebem, a teraz za coraz chłodniejszą wodą 😏.
Dziś podążamy w innym kierunku niż wczoraj; zaczynamy od przecięcia przełęczy Karpnickiej, oddzielającej Góry Sokole od "właściwych" Rudaw Janowickich. Na parkingu sporo aut. Trochę ludzi też spotykamy na szlaku, ale większość wygląda na spacerowiczów.
środa, 2 sierpnia 2017
Zatańcz ze mną na Polanie. Rudawy Janowickie z widokiem na Karkonosze.
Wędrowny Przegląd Piosenki "Polana" to cykliczna impreza, który odbywa się co roku pod koniec lipca w Sudetach. Od kilku lat lokalizacją są Rudawy Janowickie (Landeshuter Kamm). W 2016 koncerty zabrzmiały z, nomen omen, polany nad Janowicami Wielkimi, tym razem przeniesiono je pod schronisko Szwajcarka. W końcu jest to festiwal wędrowny 😉. W tamtym roku po raz pierwszy odwiedziłem to niewysokie pasmo i od razu wiedziałem, że muszę wrócić.
W czwartkowe popołudnie pociągiem dojeżdżamy do Trzcińska (Rohrlach). Wita nas... drezyna!
Elektrycy kombinują coś z trakcją.
Na budynku przydworcowym (sam dworzec wyburzono kilka lat temu) pod polską nazwą widać jeszcze ślad po niemieckiej.
Etykiety:
Dolny Śląsk,
festiwal muzyczny,
Karkonosze,
Rudawy Janowickie,
Sudety,
Śląsk,
zamek
Lokalizacja:
Janowicka 7, 58-533 Karpniki, Polska
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















