Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balaton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balaton. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 lutego 2026

Ze słonego stepu przez Dunaj nad Balaton - węgierska prowincja w pigułce

Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, a może nawet po raz pierwszy w czasie wakacyjnych wojaży na południe, z pobytu na węgierskich basenach termalnych nie wracamy od razu na Śląsk. Tym razem zarezerwowałem jeszcze jeden nocleg po drodze, więc na spokojnie możemy sunąć przez madziarską prowincję.

Najpierw staję na granicy Parku Narodowego Małej Kumanii (Kiskunsági Nemzeti Park). To akurat nie jest pierwszy raz, choć nigdy nie zatrzymywałem się akurat w tym miejscu.


Park nie tworzy całości, składa się z dziewięciu odległych od siebie części. Przed nami jego fragment określany jako Miklapuszta. Są to dawne tereny zalewowe rzek, które po ich regulacji zmieniły się w słony step, największy na Węgrzech. Po silnych opadach czasem zalega na nim woda, przyciągająca wiele gatunków ptaków, a w porze suchej pasie się bydło.



A po drugiej stronie drogi zupełnie inny klimat, przypominający kraje afrykańskie. Plus jedna z niewielu rzeczy, którą można zazdrościć Madziarom: świetne ścieżki rowerowe.




czwartek, 15 października 2020

Pogodowa ruletka nad Balatonem.

Chyba każdy z nas ma miejsca, do których zawsze z przyjemnością wraca, nawet jeśli był już tam wiele razy. Jak dla mnie niewątpliwie takim miejscem jest Balaton. Nie tyle konkretna miejscowość, ale same jezioro. To nic, że płytkie. To nic, że woda nie czaruje przejrzystością. To nic, że zatłoczone. Sentyment wszystko przebije. Tu przybywałem w czasie swojej pierwszej wizyty na Węgrzech, jeszcze z rodzicami i jakaś taka tęsknota do niego została.

W tym roku nawet nie byłem pewien czy jest sens się nad nie wybierać, bo prognozy pogody straszyły strasznym paskudztwem. Jednak kiedy zobaczyłem ten widoczek, a dopełniało go słońce i niebieskie niebo, wiedziałem, że jedziemy na kemping!


Kompozycja z linią kolejową. Tory są jednocześnie przekleństwem i atutem: biegną bardzo blisko wody zarówno na północnym jak i południowym brzegu, więc z jednej strony niezmotoryzowani łatwo się tu dostaną pociągiem, a z drugiej nieustannie słychać przejeżdżające lokomotywy.


piątek, 11 października 2019

Balaton w cieniu Red Bulla oraz turecko-węgierska przyjaźń w Szigetvár. A także zabójstwo gołębia.

Przyjeżdżając nad węgierskie morze zazwyczaj zatrzymywałem się w Balatonföldvár. Tym razem jednak postanowiłem zmienić lokalizację, do czego mocno zmobilizowała mnie decyzja włodzarzy miasteczka, aby wszystkie plaże w miejscowości stały się ogrodzone i płatne 😐. Co prawda wstęp nie jest jakoś specjalnie drogi, ale chodzi o zasadę!

Przenieśliśmy się niezbyt daleko, bo do oddalonego o kilka kilometrów na wschód Zamárdi. Osada o podobnej wielkości co B-földvár (a raczej małości - 2 tysiące mieszkańców), choć bez tych wszystkich aleji drzewnych, parków i właściwie bez wyraźnego centrum.

Nasz kemping był duży. Moloch, jakich nie lubię, lecz miał jeden niepowtarzalny atut: leżał nad samym brzegiem. Co prawda trudno zejście po drabince nazwać plażą, ale w ciągu chwili od wyjścia z namiotu można było taplać się w Balatonie.


Temperatura wody wynosiła około 22/23 stopni - w porównaniu choćby z Bałtykiem zupa, lecz jak na Węgry to umiarkowanie. I tak lepiej niż prognozowali synoptycy, którzy wróżyli cały weekend deszczu i piździawicy.


wtorek, 8 października 2019

Na początku były Węgry: Oroszvár, Mosonmagyaróvár i Győr

Przeważnie na wakacyjne wojaże wyjeżdżałem w sierpniu. Tym razem padło jednak na połowę lipca. Termin ten wzbudzał moje obawy z powodu prognóz pogodowych: było chłodno i deszczowo na Śląsku, w Polsce, a nawet na Bałkanach. Nad Bałtykiem temperatura powietrza wynosiła 19 stopni, morza 16... Jakaś masakra! Pocieszałem się tym, że planowałem odwiedzić w sumie 10 krajów, więc nie może tak być cały czas, zwłaszcza, że stopniowo będę się poruszał coraz bardziej na południe...

Początek wyjazdu nie zapowiadał się optymistycznie: przed Bratysławą złapała nas taka ulewa, że prawie trzeba było stanąć na poboczu autobany, gdyż widoczność spadła do kilku metrów. Potem, na szczęście, przestało padać...


Zatrzymuję się na chwilę w Oroszvár, czyli w dzielnicy stolicy Słowacji - Rusovcach. One, jak i sąsiednie Dunacsún oraz Horvátjárfalu, to ostatnie terytorialne straty węgierskie: ograbiono Madziarów w Trianion, a po II wojnie światowej odebrano im jeszcze trzy wioski z tak zwanego przyczółka bratysławskiego.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Balaton. Wzburzone morze

Nad Balatonem obozujemy jak zwykle w Balatonföldvár. Liczący nieco ponad dwa tysiące mieszkańców położony jest na południowym brzegu, prawie w jego połowie. To wybór w dużej mierze sentymentalny: właśnie tu spędziłem pierwszy zagraniczny wyjazd, jeszcze z rodzicami. I choć nie był to już PRL, to i wtedy ciepły basen Balatonu i madziarska mowa wydawała się inną planetą w porównaniu z Bałtykiem 😏.


Balatonföldvar ma wszystko to, czego do wypoczynku potrzeba: jest deptak z lokalami gastronomicznymi, sezonowe wesołe miasteczko, supermarket, apteka, poczta (która staje się zbędna, bo kto jeszcze wysyła pocztówki z wakacji?), dla uduchowionych nawet kościół (pamiętam, że ksiądz prowadzący podczas mojej pierwszej wizyty mszę tak mocno wydawał mi się mieszaniną feldkurata Katza z powieści Haszka i lekarza z "CK Dezerterów", że non stop rechotałem w ławce 😀). Są dwie i pół plaży. Pół, ponieważ jedna z nich to kawałek trawnika niedaleko przystani i ciasno tam jak cholera.



Plaża wschodnia od tego roku jest płatna! Może Balaton jest tam jakiś inny, a trawa bardziej soczysta? Tylko tak tłumaczę sobie fakt pobierania dodatkowej opłaty...

wtorek, 22 sierpnia 2017

Znad Dunaju do Balatonu przez Bakony

"Gdzie pojechać latem w tym roku"? - to pytanie pojawia się zawsze pod koniec zimy lub na początku wiosny. Pewny był kierunek - południowa Europa. A konkrety? Krystalizowały się w kolejnych miesiącach i tygodniach. W końcu wymyśliłem objazdówkę. Bez jednego czy dwóch krajów, na których się skupimy, ale wiele różnych. Po raz pierwszy od dekady nie będzie żadnego nowego państwa, ale uzupełniamy braki w tych, które już mniej lub bardziej znamy.

Postanowiłem wyjazd zacząć symbolicznie od wielkiej wody - mojej ulubionej europejskiej rzeki, czyli Dunaju. Po dwóch godzinach tłuczenia się słowacką autostradą odbijam w przygraniczną dzielnicę Bratysławy - Čunovo (Dunacsún). Na jej końcu znajduje się imponujący zespół konstrukcji rzecznych.



Parkujemy przy górnej zaporze zbiornika wodnego Gabčíkovo - Nagymaros. Jego historia jest równie burzliwa jak stosunki słowacko-węgierskie. 

Budowę wspólnego, międzynarodowego kompleksu uzgodniła jeszcze Czechosłowacka Republika Socjalistyczna oraz Węgierska Republika Ludowa. Miał on wyeliminować powodzie oraz dostarczyć taniej, naturalnej energii elektrycznej obu państwom, a także poprawić żeglowność na tym odcinku. Początkowo planowano, iż będzie się składał z kanału o długości 30 kilometrów doprowadzającego wodę do zapory w Gabčíkovie oraz drugiego zbiornika wyrównawczego w odległym o 100 kilometrów Nagymaros.

czwartek, 20 października 2016

Węgierskie zakończenie: zasieki, prom i pomniki

Niebieskie tablice z gwiazdkami są coraz bliżej... ale wjazd do ziemi obiecanej przypomina bramę Konzentrationslager.



Podziękujmy pani Merkel, ale także władzom Serbii, które przepuszczały wszystkich migrantów jak leci i były jeszcze tak uprzejme, że podwoziły ich autobusami pod same przejścia! Nie dziwię się zatem, iż Węgrzy w akcie desperacji część z punktów przekraczania granicy czasowo zamknęli.

A słynny płot leży w całości po węgierskiej stronie, więc nie rozwiązuje wszystkich problemów - złapany na nim "Syryjczyk z Aleppo" i tak może prosić o azyl, bo jest już na unijnej ziemi.


czwartek, 27 listopada 2014

Węgry - Balaton i antyczne Gorsium

Pora na ostatni odcinek, choć już nie bałkański.

Granicę serbsko-węgierską przekraczamy bez większych problemów. 
 

Celnik węgierski oczywiście zagląda do bagażnika, pyta się o fajki (zadziwiające jest to, jak państwa dbają, aby ludzie truli się ku chwale budżetu) i alkohol (ouzo?? nie, rakija... a, to w porządku). Pyta się też, czy mamy rodzinę w Albanii - no dobra, trochę się opaliłem, ale bez przesady.

Za to przy sąsiednim stanowisku króciutka kolejka, ale trudno się dziwić - tam szaleje kobieta, która tak wczuła się w rolę, że przeszukuje wózki dla dzieci, bagażniki z ciuszkami itp.. Mam nadzieję, że w odpowiednim czasie ktoś jej też coś przeszuka.