Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komańcza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komańcza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 sierpnia 2020

Beskid Niski: Komańcza - Czystogarb - Jasiel

I znowu jestem w Komańczy! I znowu, podobnie jak rok temu, zaczynam stąd letnią przygodę z Beskidem Niskim

A miało mnie tu nie być - pierwotne plany przewidywały rozpoczęcie wędrówki w okolicach Gorlic. Tydzień wcześniej okazało się jednak, że na szlaki muszę ruszyć jednoosobowo, więc zmieniłem marszrutę, aby zacząć od wschodniego krańca pasma. Tradycyjnie dość mocno straszyły mnie prognozy pogody: w góry przybyłem w poniedziałek i na ten dzień przewidywano początek wielodniowego załamania aury z silnymi deszczami i niską temperaturą! Człowiek może się załamać oglądając coś takiego, ale nie upadałem na duchu... Potem prognozy stopniowo poprawiały się. Co prawda jadąc tutaj autobusem przeżyłem kilka godzin oberwania chmury, ale mniej więcej od Sanoka niebo robiło się coraz łagodniejsze, a w Komańczy pojawiło się słońce!


Inaczej niż zwykle dotarłem na końcowy przystanek dość późno, bo zegarek wskazuje prawie 14-tą.  Nie szkodzi, mam kupę czasu do zachodu słońca. Ponieważ "Brama w Bieszczady" - jak się gmina reklamuje - to nieustannie gastronomiczna pustynia, więc bez zbędnych ceregieli ruszam drogą na zachód.

W miejscu, gdzie teraz znajduje się parking, jeszcze dwa lata temu stał pomnik milicjantów zabitych przez Narodowe Siły Zbrojne. Później bohatersko się go pozbyto...


Maszerując chodnikiem i uśmiechając się do okolicy przeżywam pierwsze nieszczęście: z bocznej kieszeni plecaka wypada mi woda i butelka przebija się, sikając na zewnątrz silnym strumieniem. Wypijam trochę i próbuję ją jakoś umocować z powrotem, lecz ta ciągle popuszcza mocząc wszystko dookoła. Niedobrze, to mój jedyny zapas napoju bezalkoholowego! Muszę znaleźć sklep!

środa, 4 września 2019

Beskid Niski w oparach pop-artu: Radoszyce - Palota - Medzilaborce - Łupków.

Po raz kolejny w ciągu niecałych dwóch miesięcy pojawiłem się w Komańczy. Tym razem jednak nie udaję się w Bieszczady, ale w Beskid Niski. Chociaż troszeczkę tych Bieszczad także będzie...

Podobnie jak w czerwcu chciałem dostać się tutaj z Zagórza pociągiem. Śmiałem się wtedy, że trzeba z niego korzystać zanim znowu przestanie jeździć i... wykrakałem! W lipcu regionalna dyrekcja PR ogłosiła, że kursy w dni powszednie zostają zawieszone z powodu... braku taboru! Polskie absurdy nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. 

Pozostał mi więc autobus, dzięki któremu wysiadłem na przystanku w Komańczy już przed godziną ósmą rano. Akurat żeby zobaczyć przejeżdżający wiaduktem skład prywatnej spółki SKPL - ona nadal jeździ codziennie, ale tylko wieczorem (z Zagórza) lub rano (z Łupkowa), czyli dokładnie odwrotnie, niż było mi dzisiaj potrzebne 😛.


Jest piękna, słoneczna pogoda, słupek temperatury szybko idzie w górę. To był też jeden z powodów dla którego w góry pojechałem już w poniedziałek, mimo, że planowałem zacząć wędrówkę od wtorku - jutro ma się wszystko popsuć...

piątek, 12 lipca 2019

Zagórz - Komańcza - Smolnik - Łupków. W drodze ku Bieszczadom pociągiem, autostopem i w sandałach.

Bieszczady to od kilku lat mój stały punkt programu wśród wypraw górskich. Tym razem postanowiłem je odwiedzić w połowie czerwca. Termin wydawał się idealny: już ciepło, ale jeszcze nie ma tłumów turystów wakacyjnych, a także tych związanych z długim weekendem bożocielnym. Choć właściwie określenie "już ciepło" jest niezbyt precyzyjne: trafiłem akurat na jedną z kulminacji czerwcowych upałów...

Wcześnie rano wysiadam z nocnego autobusu w Zagórzu. Miasto jest mi znane, ponieważ pochodzi z niego kumpel organizujący coroczne spotkania "miłośników Austro-Węgier" w Sanoku, więc kilka razy już w nim byłem. Mam teraz sporo wolnego czasu do następnego połączenia, więc mogę się trochę pokręcić.

Zacząć trzeba od jednego z dwóch dworców, bo to kolej była motorem rozwoju miejscowości w XIX wieku. Budynek stacji "Zagórz" wybudowano w charakterystycznym austro-węgierskim stylu.


Kiedyś przy obsłudze węzła kolejowego pracowały 3 tysiące ludzi. Dzisiaj to raczej smutny obraz upadku, chociaż od kilku lat i tak więcej się tu dzieje...

Na torach można zobaczyć kilka ciekawych jednostek. Na przykład biało-zielono niemieckie MR z lat 70. Kursują do Rzeszowa. Swoją drogą to daleko się zapuścili, bo generalnie te składy w barwach Arrivy obsługują głównie województwo kujawsko-pomorskie i sąsiednie.


W tym roku jeden taki egzemplarz został wypożyczony przez firmę o intrygującej nazwie "Shortlines.pl". Okazuje się, że kryje się pod nią Stowarzyszenie Kolejowych Przewozów Lokalnych obsługujących mało popularne linie kolejowe. Do nich należy także czerwony pociąg stojący kawałek dalej: to klasyczny czechosłowacki wagon motorowy 810, pierwszy raz widzę go na regularnym ruchu w Polsce i u polskiego przewoźnika!

środa, 18 kwietnia 2018

Autostopem i autobusem z Zagórza do Wetliny.

Godzina 1 w nocy. Paskudny dworzec autobusowy w Katowicach. Co można tam robić o tej porze w piątek trzynastego? Wiele mniej lub bardziej ciekawych czynności, ale przede wszystkim wsiadać w autobus jadący w Beskidy Wschodnie, a konkretnie w okolice Bieszczad(ów) 😊.

Z plecakiem odkryłem je dość późno, bo dopiero ponad dwa lata temu. Od tego czasu staram się tam bywać przynajmniej raz w roku, choć w ubiegłym uczyniłem to jedynie symbolicznie odwiedzając mroźny Łupków. Tej wiosny plan był ambitniejszy, zatem w piątkową noc mkniemy razem z Ecowarriorem na wschód...

Za Rzeszowem następuje tradycyjna przesiadka do innego pojazdu, co zawsze jest koszmarem dla rozbudzonych pasażerów. Wchodząc w próg drugiego busa słyszymy okrzyk:
- Eco, tutaj!
Z fotela cieszy się gęba Tomka, który akurat ma przerwę od pracy na Islandii i także wybiera się w Biesy.

Ostatnia godzina zlatuje bardzo szybko. Mimo, że Tomek miał wychodzić w Sanoku, to czyni to razem z nami dopiero w Zagórzu. Jest po 6-rano, mieliśmy piękny początek dnia, a przed nami cały weekend!