Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2020 Niski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2020 Niski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 września 2020

Beskid Niski: Z Zyndranowej do Zawadki przez Chyrową i Duklę, plus pustelnia św. Jana

Zyndranowa (Зындранова) to moja ulubiona wioska Beskidu Niskiego. Zawsze zaglądam tam z wielką przyjemnością. Tym razem po raz pierwszy udało mi się do niej dotrzeć stopem - pani mieszkająca do niedawna w Krakowie wysadziła mnie przy nowym moście na Pannie.

Chatka i baza namiotowa SKPB Rzeszów (też moja ulubiona) leży półtora kilometra dalej, niemal na samiutkim końcu miejscowości. Tłumów nie ma, ale i tak nie mogę spać w środku, bo nie zarezerwowałem wcześniej noclegu, a pojedynczym turystów nie udostępniają całych pokoi. Takie zasady w czasie epidemii, o których wiedziałem wcześniej i całkowicie zaakceptowałem, świadomie się nie zapowiadając. To i tak lepiej niż w przypadku kilku innych obiektów "studenckich" w Beskidach, które poszły na łatwiznę i w ogóle się nie otworzyły.

Rozbijam namiot na trawie za budynkiem obok czterech innych. Twarz jednego z poznanych chłopaków wydaje się znajoma.


Okazuje się, że to Dominik, który cztery lata temu prowadził grupę kursantów SKPG Kraków i spotkaliśmy się w Zawadce Rymanowskiej. Teraz bawi się tu zupełnie prywatnie wraz z kumplami.

Tymczasem na południu zaczyna się niepokojąco ściemniać. Wkrótce słyszymy odgłosy silnej burzy, walącej w słowacką ziemię.



niedziela, 30 sierpnia 2020

Beskid Niski: Habura - Čertižné - Jaśliska - Daliowa - Króliki dwa - Zyndranowa.

Granicę polsko-słowacką przekraczam przy znaku z tabliczką "Vodojem, štátna hranica". Zaraz za białymi słupami faktycznie widać jakąś ukrytą w ziemi konstrukcję i słychać szum wody. Z Jasiela szedłem tu godzinę i piętnaście minut, w podobnym czasie powinienem zejść do doliny.


O ile po polskiej stronie Beskid Niski był w tej okolicy zalesiony, o tyle Nízke Beskydy witają szerokimi polanami. To się nazywa dobra zmiana! Żeby nie było idealnie, to dość często muszę szukać szlaku, gdyż w wysokiej trawie prawie nie widać śladów innych piechurów, a nieliczne oznakowania namalowano na sporadycznie występujących pieńkach czy kawałkach żelastwa (na drugim zdjęciu widać metalowy słupek pod rzędem drzew).




czwartek, 13 sierpnia 2020

Beskid Niski: Komańcza - Czystogarb - Jasiel

I znowu jestem w Komańczy! I znowu, podobnie jak rok temu, zaczynam stąd letnią przygodę z Beskidem Niskim

A miało mnie tu nie być - pierwotne plany przewidywały rozpoczęcie wędrówki w okolicach Gorlic. Tydzień wcześniej okazało się jednak, że na szlaki muszę ruszyć jednoosobowo, więc zmieniłem marszrutę, aby zacząć od wschodniego krańca pasma. Tradycyjnie dość mocno straszyły mnie prognozy pogody: w góry przybyłem w poniedziałek i na ten dzień przewidywano początek wielodniowego załamania aury z silnymi deszczami i niską temperaturą! Człowiek może się załamać oglądając coś takiego, ale nie upadałem na duchu... Potem prognozy stopniowo poprawiały się. Co prawda jadąc tutaj autobusem przeżyłem kilka godzin oberwania chmury, ale mniej więcej od Sanoka niebo robiło się coraz łagodniejsze, a w Komańczy pojawiło się słońce!


Inaczej niż zwykle dotarłem na końcowy przystanek dość późno, bo zegarek wskazuje prawie 14-tą.  Nie szkodzi, mam kupę czasu do zachodu słońca. Ponieważ "Brama w Bieszczady" - jak się gmina reklamuje - to nieustannie gastronomiczna pustynia, więc bez zbędnych ceregieli ruszam drogą na zachód.

W miejscu, gdzie teraz znajduje się parking, jeszcze dwa lata temu stał pomnik milicjantów zabitych przez Narodowe Siły Zbrojne. Później bohatersko się go pozbyto...


Maszerując chodnikiem i uśmiechając się do okolicy przeżywam pierwsze nieszczęście: z bocznej kieszeni plecaka wypada mi woda i butelka przebija się, sikając na zewnątrz silnym strumieniem. Wypijam trochę i próbuję ją jakoś umocować z powrotem, lecz ta ciągle popuszcza mocząc wszystko dookoła. Niedobrze, to mój jedyny zapas napoju bezalkoholowego! Muszę znaleźć sklep!