Pomyśleć, że to już trzy miesiące minęły od czasu powrotu ze Skandynawii, a ja mam wrażenie, że to było wczoraj! Na szczęście dzięki pisaniu i opracowywaniu zdjęć mogę to sobie przeżywać po raz kolejny na nowo :). Na (prawie) koniec trochę o powrocie z Danii przez Niemcy.
Po przekroczeniu granicy duńsko-niemieckiej daję się prowadzić GPS-owi na najbliższy kemping... jest on dość daleko od autostrady i przy bardzo małej wiosce, ale zaraz nad Zatoką Flensburską. Kemping dość prymitywny w porównaniu do duńskich i szwedzkich, lecz absolutnie nam to nie przeszkadza! Najważniejsze, że jest spokojnie, czysto, a na recepcji mogę kupić piwo z oddalonego o dwadzieścia kilometrów Flensburga.
Zaraz za żywopłotem ograniczającym kemping faluje wspomniana Zatoka Flensburska, czyli de facto Morze Bałtyckie. A dwa kilometry dalej duński brzeg, dosłownie na wyciągnięcie ręki.