piątek, 5 sierpnia 2016

Beskid Niski - między chatkami studenckimi

Chatka Malucha znajduje się w lekkiej dziczy na terenach dawnej wsi Ropianka (Ропянка). Z zewnątrz prezentuje się standardowo.


Jak już jednak wspominałem - jest to chatka absolutnie bezalkoholowa. "Wiadomo, Warszawa" - jak powtarzano w innych miejscach. Pić nie można nie tylko w środku ale i na zewnątrz, a nawet przebywać w "stanie wskazującym". To bardzo szerokie pojęcie, sprawiające iż nawet osoba która w pobliskiej wiosce skoczyłaby na piwo może być "wskazująca".

A my jesteśmy przemoczeni. Aż by się prosiło łyknąć coś z procentami, bo piec w kuchni nie daje tyle ciepła ile powinien. Rzeczy też przy nim nie przeschły aż do rana... W głównej sali panuje dość duży burdel. Nigdy mi w takich miejscach nie przeszkadzał, ale skoro muszę przenosić jakieś sprzęty w których od kilku dni kisi się sałatka, żeby zrobić sobie ciut miejsca na własny posiłek, to jest już lekkie przegięcie. To chyba efekt tego, że od wielu dni nie zaglądał tam żaden turysta, co mnie nie dziwi.

Generalnie niektórym klubom chatkowym czy studenckim lekko poodbijało, o czym świadczy choćby opasła "instrukcja obsługi chatki" dostępna w sieci. Jeśli jednak ktoś jest chętny to zapraszają oni młodych studentów na wielodniowy rajd górski który "zgodnie z dobrą tradycją jest całkowicie bezalkoholowy". Dobrze, że u mnie byli normalni studenci.

Pozytywną ciekawostką są pozostałości po dawnym wydobyciu surowców - dziura z ropą i zapalony gaz prosto z ziemi.



czwartek, 4 sierpnia 2016

W Beskidzie Niskim czasem pada deszcz...

Zgodnie z zapowiedziami padać miało zacząć w nocy. Budząc się o świcie stwierdzam z satysfakcją, iż prognoza znowu meteorologom się nie sprawdziła. Kilka sekund później usłyszałem bębnienie kropel o namiot...

Rano leje już bardziej. Mokre jest wszystko - baza, trawa, psy...


W takiej sytuacji zwlekam z wyjściem, gdyż podobno z każdą godziną opady miały słabnąć. Ponieważ jednak nic takiego nie ma miejsca więc o 10.30 opuszczam bazę SKPB Warszawa i wchodzę na odcinek Głównego Szlaku Beskidzkiego w kierunku Rotundy.

Szlak jest bardzo śliski. W jednym miejscu dosłownie zjeżdżam w dół na stromym odcinku brudząc się ziemią po łokcie, gdy desperacko próbuję się zatrzymać. Ostatecznie jednak na szczyt docieram dość szybko. Tam we mgle słynny cmentarz wojskowy nr 51, jedno z bardziej znanych dzieł Dušana Jurkoviča.


Pierwotnie stał na gołej polanie i był dobrze widoczny z okolicy (takie też było założenie przy lokalizacji nekropolii zachodnio-galicyjskich). Teraz - wiadomo... Zaniedbany przez dziesięciolecia został częściowo odnowiony kilka lat temu - zrekonstruowano trzy z pięciu charakterystycznych wież.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

W Beskidzie Niskim czasem świeci słońce...

Beskid Niski był jedynym polskim pasmem z członem "Beskidy" w którym jeszcze nie chodziłem z plecakiem. Czas to zmienić, a sytuacja nadarzyła się w lipcu, kiedy to po raz pierwszy od kilkunastu lat nie pojechałem na Przystanek Woodstock. Zagospodarowany wolny czas mogłem przeznaczyć na wycieczkę po górach. 

Początkowo planowałem ruszyć w środku tygodnia, ale prognozy zaczęły niepokojąco się zmieniać na złe i coraz gorsze. Opady zapowiadano naprawdę solidne oraz dodatkowo burze. Ostatecznie większość prognoz pokazała iż w piątek można będzie liczyć na okno pogodowe. Zatem decyzja zapadła, w połowie lipca ruszyłem samotnie na wschód!

Dojazd zajął mi połowę dnia i kilka przesiadek. Wydłużył go jeszcze Tour de Pologne, które nieszczęśliwie dopadł mnie w okolicach Gorlic. Dopiero gdy przemknęli kolarze mogłem wsiąść do ostatniego autobusu, który dowiózł mnie do Wysowej-Zdroju (Висова).


Niezbyt mi się tam spodobało - głośno, tłumnie i kiczowato. Szybko zarzuciłem plecak i pomknąłem do centrum, gdzie stoi m.in. cerkiew św. Michała Archanioła. Wybudowana pod koniec XVIII wieku jako unicka dziś należy do prawosławnych.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Ze Sławięcic na Anaberg - górnośląskie Rockowe Igrzyska

Na początku lipca górnośląski Anaberg (po polsku Góra Świętej Anny) gwałtownie zapełnił się ludźmi i to nie z powodów religijnych, ale muzycznych - ktoś postanowił reaktywować amfiteatr i urządzić tam Rockowe Igrzyska. Nazwa może kiczowata, ale skład zespołów za jeden bilet gwarantował dobrą zabawę, nie dziwota więc iż skorzystaliśmy z okazji. A że w ubiegłym roku na Ance nie byłem to i tym chętniej się wybrałem!

Trzyosobowa grupa piesza wysiadła w piątek w Sławięcicach (Slawentzitz, w III Rzeszy Ehrenforst), dzielnicy Kędzierzyna Koźla. Duży budynek dworcowy zupełnie nie przystaje do dzisiejszego ruchu kolejowego.


W pobliskim lesie natykamy się na pierwszą atrakcję - choć może słowo atrakcja nie jest tu zbyt właściwe.


Schron przeciwlotniczy typu Salzgitter z nietypową jedną komorą służył jako schronienie dla kompanii wartowniczej SS. Niemcy budowali takie konstrukcje przy dużych zakładach paliwowych.

sobota, 23 lipca 2016

Na wschód od Děčína - kraina domów przysłupowych

Na koniec czesko-saskiego weekendu w ostatni dzień zrobiliśmy sobie objazd po miejscowościach na wschód od Děčína. To kraina miasteczek i wsi, zabytkowych rynków i sypiących się kościołów, zakładów przemysłowych z poprzedniej epoki i ruin pałaców, a także architektury ludowej. Czyli generalnie jak wszędzie w Republice Czeskiej.

Na początek zatrzymujemy się w nieodległym mieście Benešov nad Ploučnicí (Beneschau lub Bensen). Leży nad tą samą rzeczką co kemping w Děčínie. Na rynku wielki ratusz i same stare budynki.


Na jednym z nich tablica wspominająca "ludowego" cesarza Józefa II. Jeśli gdzieś w Czechach ostały się pamiątki odnośnie habsburskich cesarzy to bardzo często jest to właśnie monarcha-reformator.

środa, 13 lipca 2016

Děčín (Tetschen) - miasto nad Łabą. Niżej już nie można

Děčín (Tetschen). Pięknie rozłożony nad Łabą i jej dopływami. Najniżej położone miasto Republiki Czeskiej (najniższa miejscowość nie posiadająca praw miejskich to Hřensko). Nasze miejsce noclegowe przy wypadach w Czeską i Saską Szwajcarię.

Pierwsze spojrzenie mamy z punktu widokowego Pastýřská stěna (Schäferwand) - skały wznoszącej się niemal nad samą rzeką. Widok bardzo zacny.



Najbardziej wyróżnia się żółta sylwetka zamku-pałacu też sterczącego na skałach. Warownia była w tym miejscu już w X wieku, dzisiejszy obiekt jest jej kontynuacją po licznych przebudowach. Na klasycyzm przerobiła ją rodzina Thun-Hohenstein.


niedziela, 10 lipca 2016

Czeska Szwajcaria: Vysoká Lípa - Pravčická brána - Hřensko

Czeska Szwajcaria (České Švýcarsko, Böhmische Schweiz) to popularna nazwa czeskiej części Gór Połabskich, choć formalnie tak nazywa się tylko Park Narodowy zajmujący fragment tego pasma górskiego. Najmłodszy PN Republiki Czeskiej (założono go w 2000 roku) i jedyny w którym do tej pory nie byłem.


Bazę wypadową mamy w Děčínie (Tetschen) i stamtąd dojeżdżamy autobusem miejskim. Jego trasa prowadzi wzdłuż Łaby a następnie przed granicą czesko-niemiecką w miejscowości Hřensko (Herrnskretschen) odbija na wschód w głęboką dolinę.

Autobus posiada przyczepę dla rowerów i chociaż teoretycznie jest przyspieszony to po naciśnięciu przycisku zatrzymuje się również na pomniejszych przystankach nie ujętych w rozkładzie.