środa, 18 stycznia 2017

Mroźny koniec świata w Łupkowie

Nie sądziłem, że tak szybko znajdę się w górach w nowym roku. Zwłaszcza na rogatkach Bieszczad, do których muszę przejechać przez pół Polski. A jednak!

Zdarzyło się to w okresie, kiedy szalały największe mrozy, a ludzie panikowali, jakby co najmniej koniec świata nastał. 5 grudnia na Śląsku jeszcze była ciapa, a w Krakowie termometr na dworcu wskazywał ledwie dwa stopnie poniżej zera.

Z Krakowa mamy tani przewóz Bla-bla-carem w wygodnym Mercedesie. Na wyjeździe z miasta tablice pokazują dziesięć stopni mrozu... Będzie ciekawie. Pomimo obaw drogi były odgarnięte i do Łupkowa dojeżdżamy bez większych problemów późnym wieczorem.

Naszym celem jest Chatka na Końcu Świata. Miejsce legendarne, ba, może nawet "kultowe".


W chacie na ten długi weekend styczniowy zaplanowano śpiewanie z członkami zespołu Caryna. Już więc od czwartku robi się tam tłoczno, głośno i gitarowo, choć i tak przyjechało mniej osób niż się spodziewano. Czyżby swoje zrobił mróz?

6 grudnia jest już -15 stopni na zewnątrz. A jeszcze dzień wcześniej w pociągu temperatura była wyższa niż na Słońcu ;).


niedziela, 15 stycznia 2017

Turystyczne podsumowanie 2016 roku!

Podsumowałem już rok "górsko", teraz pora na część "turystyczną" (choć przecież wędrówki górskie to też turystyka 😉).

W styczniu pojechałem sobie za kilka złotych do Warszawy. Konkretnie to za 4. Miałem około sześciu godzin czasu do dyspozycji, więc zajrzałem do Muzeum Narodowego, które tego dnia było darmowe, zjadłem tradycyjne warszawskie cavapci oraz przeszedłem się Nowym Światem obok różnokolorowego pałacu Niezłomnego.

Jak sięgam pamięcią to ostatni raz zwiedzanie w tym mieście uskuteczniałem około 2003 roku.


W lutym, co już pisałem wcześniej, szusowałem na nartach w Jesionikach. Jednego dnia w ładnej pogodzie, drugiego w strugach deszczu.


Ponownie zawitałem też do W-wy, tym razem za złotych 6 (ostatecznie wyszło drożej, bo nie chcąc czekać na połączenie dopłaciłem do jednego pociągu). Miałem trochę więcej czasu, zatem za darmo zwiedziłem Muzeum Żydów Polskich ze wspaniałą rekonstrukcją malowideł z Gwoźdźca, przeszedłem Starówką i zakończyłem piwkowaniem z kumplem.

czwartek, 12 stycznia 2017

Górskie podsumowanie 2016 roku!

Pora podsumować miniony rok. Zacznę od podsumowań górskich, gdyż pod tym względem A.D. 2016 był dla mnie rekordowy!

* Styczeń

Zaczynam bardzo górsko, bo już pierwszego dnia nowego roku uderzamy z ekipą w Beskid Żywiecki. Jest bardzo mroźno, ale prawie bezśnieżnie. Zimny nocleg w Chacie na Zagroniu (mój debiut) i na glebie na Rysiance.


Tydzień później mini-zlot z ludźmi z forum górskiego w chatce pod Potrójną, w Beskidzie Małym.

* Luty

Dość zawstydzająca cisza wędrowna, choć dwa dni zjeżdżałem na nartach w Jesionikach.

* Marzec

Beskid Sądecki w dość kiepskiej pogodzie, choć prognozy były znacznie lepsze. Nocleg w Chacie Cyrla oraz bacówce nad Wierchomlą - wszystko to powrót po wielu latach.


czwartek, 5 stycznia 2017

Sylwestrowy Beskid Sądecki, cz. II: Chata Magóry-Kosarzyska-Eliaszówka-Piwniczna

Poranek na Chatce Magóry jest równie słoneczny jak ten dzień wcześniej na Przehybie. Różnica taka, że chata leży na polanie w lesie, więc nie ma tu z niej specjalnych widoków.

Stodoła przewidziana jest na sylwestrowe tańce, więc Jędrek już od rana sprząta ją i stroi 😉.


Zjadamy zestawy śniadaniowe i znów około 11 ruszamy na szlak. Dzisiaj bardziej na luzie i spacerowo: z wielu opcji wybraliśmy pętelkę, której głównym celem ma być zachód słońca na Eliaszówce.

Skrótem kierujemy się w kierunku szlaku chatkowego. Po drodze schody do... nieba?



wtorek, 3 stycznia 2017

Sylwestrowy Beskid Sądecki, cz. I: Przehyba-Radziejowa-Eliaszówka.

Sylwester w górach? Dla jednych marzenie, dla innych przekleństwo. W sumie dawno w tym czasie nie byłem, gdyż rok temu zajrzeliśmy na szlaki dopiero w Nowy Rok wieczorem. W Beskidzie Żywieckim było bardzo mroźno ale też prawie bezśnieżnie.

W 2016 chodziło mi coś takiego po głowie, ale większość obiektów oferuje drogie pakiety kilkudniowe, które zmuszają do nocowania w jednym miejscu i w oficjalnej oprawie. Długo wychodziło więc, że ostatnia noc w roku spędzona będzie w nizinach, a tu nagle zwolniło się kilka miejsc w chatce w Beskidzie Sądeckim. Szybka burza mózgów, decyzja i... wpłata zaliczki 😉. Później okazało się, iż odwoływane rezerwacje były wręcz normą w schroniskach, więc jeśli ktoś chciałby podjąć decyzję w ostatniej chwili to też miałby szansę.

W okresie świąt pojawił się problem w postaci "warunków na szlaku". Nigdzie nie szło się dowiedzieć jak one wyglądają po ostatnich opadach śniegu. GOPR swój aktualny komunikat miał sprzed dwóch tygodni. Schroniska milczały o tym jak zaklęte (poza nielicznymi wyjątkami). Relacje ludzi były sprzeczne. Obsługa Hali Łabowskiej (gdzie początkowo mieliśmy pójść na pierwszy nocleg) powiedziała telefonicznie, że śniegu dużo, ciągle pada i raczej nie jest przetarte.

W takiej sytuacji zdecydowaliśmy się na wariant bezpieczny i pojechaliśmy z Neską w ostatni czwartek 2016 roku do Gabonia. A tam śniegu jak na lekarstwo! I szarówa.


Może u góry będzie wyżej? Bo jeśli tak wyglądają "zasypane" szlaki to niepotrzebnie zrezygnowaliśmy z Łabowskiej - przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Neska z kolei się cieszyła, bo od kilku dni miała stresa, iż spotka nas jakaś katastrofa z użyciem GOPR-u, więc teraz przynajmniej mogła iść bez duszy na ramieniu :D.

Narciarski szlak Gaboń-Przehyba liczy 7 kilometrów. Niby niewiele. No to idziemy. Po drodze mijamy kilka wiat postawionych dla użytkowników dwóch desek, ale w cieplejszym okresie mogą być niezłe do wykorzystania przez piechurów.


Z góry schodzi kilkanaście osób - pojedynczo i w grupach. Jeden z narciarzy mówi, że szlaki na grzbiecie są przetarte, a śniegu umiarkowanie. No to już wiemy, iż jutro nie będzie problemów. Najwyraźniej na Hali Łabowskiej spadł metr białego więcej albo ktoś inaczej wyobraża sobie trudne warunki...

środa, 28 grudnia 2016

Lysá Hora (Gigula) w chmurach i ślizgawicy

O ile większą część roku nie udało nam się z tatą wybrać wspólnie w góry, to pod koniec nieco to nadrobiliśmy 😉. W październiku Bílý Kříž, w listopadzie Filipka z Wielkim Stożkiem, więc gdzie w grudniu? Wymyśliłem Lysą Horę, bo tam ojciec jeszcze nie był.

Niestety, tym razem nie trafiliśmy z pogodą. Dwa wcześniejsze dni była idealna pogoda z czystym niebem, w wigilię widziałem na kamerkach piękny poranek, natomiast 23 grudnia słońce zakryły chmury, jest szaro i buro!


Parkujemy na dzikim parkingu za wioską Malenovice (Malenowitz). Termin w końcówce grudnia to już nasza tradycja, choć zwykle po świętach, a nie przed. Liczyliśmy, że w wigilię wigilii będzie pusto, a tam już stoi z dziesięć samochodów!

Śliską drogą dreptamy do szpetnego hotelu Petr Bezruč. Tam kolejne kilkadziesiąt aut! Zdecydowanie Czesi też lubią koniec roku w górach.


poniedziałek, 26 grudnia 2016

Filipka i Wielki Stożek czyli Beskid Śląski od drugiej strony

Druga tegoroczna wycieczka z tatą nastąpiła w listopadzie. Tym razem dla odmiany wybraliśmy czeski Beskid Śląski.

Parkujemy pod sklepem w Hrádku (Gródek, Grudek), niedaleko przystanku kolejowego. Zaczyna się tu zielony szlak, początkowo biegnący pod górę asfaltową drogą.


Już stąd doskonale widać rozciągające się za nami góry Beskidu Śląsko-Morawskiego z wyróżniającym się szczytem Ostrý. W górnych partiach jest trochę białego.