czwartek, 22 czerwca 2017

Morawy - od murów Helfštýnu do winiarskich piwnic Slovácka

W tym roku w długi weekend czerwcowy wziąłem na celownik znowu Morawy, a konkretnie dwa regiony etnograficzne - Hanę i Slovácko.

Dojazd dłuży się mocno, bo Czesi z zapałem remontują swoje drogi -  co prawda w wielu miejscach stan prac wygląda identycznie jak w grudniu, ale do powstania zatorów w zupełności wystarczy.

Pierwsze zdjęcie robię w Jezernicach (Seefeld), gdzie znajdują się imponujące wiadukty kolejowe. Pisałem u nich już podczas wyjazdu na jarmark bożonarodzeniowy, fotografowałem je także z tego samego miejsca.


Naszym celem w okolicy jest zamek Helfštýn (Helfenstein), jedne z największych ruin Republiki Czeskiej. Jego mury, liczące 1,5 kilometra, uznawane są za najdłuższe w całym państwie.


Auto zostawiam na pustawym parkingu - w Czechach jest normalny dzień roboczy, w weekend zapewne nadciągną tu tłumy.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Do Radegasta na Radhošť

Każde pasmo górskie ma swoje charakterystyczne punkty i najważniejsze szczyty. W Beskidzie Śląsko-Morawskim numerem jeden jest zdecydowanie Lysá hora, a numerem dwa? Obstawiałbym położony w zachodniej części Radhošť.

W lutym podczas wyprawy z tatą na Velký Javorník mieliśmy Radhošťa wraz z Radegastem ciągle na widoku i wiedzieliśmy, że musimy pojawić się i tam. W czerwcu, podczas słonecznej niedzieli, nadarzyła się okazja aby ten plan zrealizować w wersji trzyosobowej i żółto-kanarkowej (wszyscy ubraliśmy te same koszulki z zawodów biegowych 😏).

Zaczęliśmy trochę nietypowo, bo najpierw zatrzymaliśmy się w Kunčicach pod Ondřejníkem (Kunzendorf), gdzie stoi... bojkowska cerkiewka.


Wybudowano ją w XVII lub w XVIII wieku; kolejnym pokoleniom grekokatolickich wiernych służyła w okolicach Swalawy w ówczesnym węgierskim komitacie Bereg. Po Wielkiej Wojnie znalazła się wraz z pozostałą częścią Rusi Zakarpackiej w granicach Czechosłowacji. Ponieważ w miejscowości powstała nowa murowana cerkiew, stara zaczęła szybko niszczeć. Przed całkowitą destrukcją uchronił ją Eduard Šebela, dyrektor spółki węglowej z Vítkovic, któremu podczas podróży po wschodzie kraju tak się spodobała, iż ją kupił. Świątynię w 1931 roku rozebrano, przewieziono pociągiem na Morawy i złożono od nowa, przy czym konieczne było postawienie nowego dachu i wieży, ponieważ oryginalne były zbyt zniszczone.


środa, 14 czerwca 2017

Przewodnik po powiecie mikołowskim: golf i nowa część Śląskiego Ogrodu Botanicznego

Dawno, dawno temu pisałem o Śląskim Ogrodzie Botanicznym w Mikołowie - położonym między dzielnicą Mokre a Bujakowem. Jest to największy ogród tego typu na Śląsku i w całej Polsce.

Ostatnia niedziela maja czarowała piękną pogodą, więc postanowiłem sprawdzić jak wygląda jego nowa część, położona obok wyremontowanych wapienników; dotychczas zawsze odbijałem się od zamkniętej bramy, ale to było już jakiś czas temu.

Jadąc w kierunku mojego celu niespodziewane trafiłem na jeszcze nowszą atrakcję - pole golfowe! W Mikołowie powstało stowarzyszenie, które postanowiło wybudować pełny 18-to dołkowy obiekt. Biorąc pod uwagę, że w całej RP jest jedynie 30-40 pól (9 i 18 dołkowych), to z pewnością będzie ono dodatkowym magnezem dla odwiedzin tej okolicy.


Na razie wszystko jest na etapie rozwojowym - w ubiegłym roku otwarto budynek klubowy, w którym znajduje się tzw. driving range - stanowisko do nauki i trenowania uderzeniem kijem.



poniedziałek, 12 czerwca 2017

Suwalszczyzna (5): stolica regionu, ciężka noc i powrót przez inną stolicę

Suwałki na pierwszy i drugi rzut oka nie sprawiają najlepszego wrażenia - hałas, tłok, sznury pojazdów, blokowiska, kiczowata i niezbyt ciekawa architektura; ot, przeciętne polskie miasto średniej wielkości.

Tym razem przywitały nas dodatkowo korkiem-gigantem; autobus PKS-u bardzo wolno pokonywał kolejne metry, aby w końcu wysadzić nas na dworcu. Nareszcie!

Ostatnią noc na Suwalszczyźnie postanowiliśmy spędzić jak ludzie na oficjalnym kempingu. Kilka lat temu było to nie do pomyślenia, liczyło się tylko spanie na dziko i jak najbardziej prymitywne 😉. Czasy się jednak zmieniają, już rok temu doceniliśmy nocleg pod dachem w PTSM-ie w Chełmie, po którym wypoczęci i czyści mogliśmy wracać do domu.

Suwalski kemping znajduje się w okolicach zalewu Arkadia, więc musimy przejść do niego przez centrum. Jest to dobra okazja aby trochę dokładniej poznać stolicę regionu, w której jestem trzeci raz.


Plac przy ulicy Sejneńskiej zawsze braliśmy za rynek, a okazuje się, że to jest... park. Jak dla mnie zbyt mało w nim roślinności, aby mógł nosić tą nazwę.


czwartek, 8 czerwca 2017

Suwalszczyzna (4): Szypliszki, Becejły i Rutka-Tartak

Połowa wyjazdu na Suwalszczyznę już za nami - przeleciało to jak z bicza strzelił. Choć i tak nie sądziłem, że do stolicy polskich Litwinów dotrzemy tak szybko.

Jesteśmy rozbici niedaleko Puńska (Punskas). Wstając o świcie za potrzebą zderzam się z mżawką na zewnątrz namiotu. Niefajnie. Wracam spać i przy ponownej pobudce niebo znowu pełne jest słońca, a po opadach ani śladu. Niektórzy nawet nie potrafili uwierzyć, iż wcześniej była taka smutna pogoda 😉.


Jak co rano śniadanie przygotowujemy nad ogniem.


Składanie sprzętu, plecaki na garby i w kierunku głównej drogi. Na zdjęciu widać lasek, w którym nocowaliśmy, oraz łąki poprzecinane kanałami.


poniedziałek, 5 czerwca 2017

Suwalszczyzna (3): od Lazdijai do Punskas

Lazdijai (Łoździeje) to niewielkie litewskie miasto, liczące około 5 tysięcy mieszkańców (trochę mniej od Sejn). Założył je w XVI wieku Zygmunt August. Atrakcji turystycznych tutaj nie ma, ale dla nas stanowiły ważny przystanek na trasie wędrówki po Suwalszczyźnie.


Chociaż z tą Suwalszczyzną różnie bywa - Litwini jej granice wyznaczają w innych miejscach, nieco bardziej na zachód. Dla nich ten region to Dzukia (Dzūkija), która swoim obszarem sięga do Polski, za Sejny aż po jezioro Wigry. Zatem w zależności od spojrzenia: wędrujemy z plecakami albo po ziemi suwalskiej (wersja polska) albo po Dzuki (wersja litewska) 😀.

czwartek, 1 czerwca 2017

Suwalszczyzna (2): kierunek Litwa!

Litwa była w planach naszych wschodnich wyjazdów już przed kilku laty. Nawet kupiłem lity na tą okazję, lecz jednak nigdy nie udawało się dotrzeć. Choć od pewnego czasu litewską walutą stało się euro, to w końcu tam dotarliśmy z buta!


Ale cofnijmy się o dziesięć godzin...

Poranek w zagajniku nad jeziorem Sztabinki był ciepły i słoneczny, właśnie taki jaki powinien być. Miejsce wybrane jako ratunkowe okazało się znakomitym schronieniem.


Na dzień dobry postanowiłem zajrzeć na odległy o kilkadziesiąt metrów cmentarz. Wyglądał jakby schował się przed ludźmi, wstydliwie zasłonięty drzewami, na uboczu.