wtorek, 15 maja 2018

Kľak w Małej Fatrze Luczańskiej. Trzykrotnie zdobyty!

Kľak jest ostatnim wielkim szczytem w południowej części Małej Fatry Luczańskiej. Jego potężna skalna bryła już z daleka budzi respekt.


Można na niego wchodzić m.in. z Fačkova, ale to aż 900 metrów podejścia, co przy naszych plecakach nie jest najlepszym pomysłem. Korzystamy z opcji alternatywnej i autobusem pospiesznym podjeżdżamy na Fačkovské sedlo, przełęcz wyznaczającą granicę pomiędzy Fatrą a Górami Strażowskimi.

Stąd różnica wysokości to "jedynie" 500 metrów i góra nie wygląda już tak strasznie.


sobota, 12 maja 2018

Strážovské vrchy (2): chatka z horroru, najwyższa góra i dupki kurczaka.

Najkrótsze podejście na Strážov prowadzi ze Zliechova i jako takie wybiera chyba większość turystów. Również i my z niego skorzystamy, zwłaszcza, że właśnie w tej wiosce jesteśmy 😏.

Opuszczając centrum mijamy pomnik Słowackiego Powstania Narodowego upiększony armatą, a także kilka drewnianych domów, które uchowały się na obrzeżach. Pod jednym z gospodarstw zaparkował niezdzieralny maluch.




środa, 9 maja 2018

Strážovské vrchy (1): maraton przesiadek, widokowy Vápeč i martwe owce.

Góry Strażowskie (Strážovské vrchy) na majówkę - oto co wymyśliłem w tym roku. Tradycyjnie miała być Słowacja, więc tym razem wybrałem pasmo położone w jej zachodniej części. Dlaczego?

Powinienem napisać, że po pierwsze dlatego, iż tam jeszcze nie byłem, lecz byłaby to nieprawda: kilka lat temu podczas pobytu nad jednym z okolicznych zbiorników wodnych wyskoczyłem na pobliski szczyt. Trudno to jednak nazwać dokładnym zwiedzaniem, więc nadal te góry były dla mnie terenem do odkrycia.

Po drugie bardzo podoba mi się ich charakter - są niemal w całości zalesione, natomiast wiele szczytów to doskonałe punkty widokowe.


Po trzecie liczyłem, iż znowu nie będzie w nich zbyt tłoczno - oczywiście nie zakładałem niemal kompletnego braku turystów jak rok temu w Wołowskich albo jeszcze wcześniej w Weporskich, ale wiedziałem, że zalew z Polski nam nie grozi.

Po czwarte - w ten rejon mogliśmy w miarę sprawnie dotrzeć komunikacją publiczną także w polski dzień świąteczny.

środa, 2 maja 2018

Jesenicko czyli śląsko-czeska prowincja.

Pod koniec zimy z racji uprawiania narciarstwa kręciłem się trochę po powiecie Jeseník. Nie byłbym sobą, gdyby nie wykorzystał okazji do zajrzenia w kilka nowych miejsc lub wybrania jakiejś drogi, którą przedtem jeszcze nie jechałem 😊.

Rejon ten, położony między górami Opawskimi a Rychlebskimi, to szereg niewielkich miejscowości: zaniedbanych, wyludnionych, tkwiących trochę w cieniu przeszłości, kiedy tereny te były znacznie gęściej zamieszkałe.

W szarówce krótkiego, lutowego dnia zatrzymuję się przy cmentarzu sporo oddalonym od najbliższej wioski, u stóp górki Kostelní vrch.


Kościoła na nim nie ma, jest niewielka kaplica. I sporo starych grobów, najczęściej mocno nadgryzionych zębem czasu.




niedziela, 29 kwietnia 2018

Muzeum Śląskie - Katowice z wysokości szybu górniczego.

Ciepła, słoneczna niedziela wydaje się idealna do odwiedzenia Muzeum Śląskiego w Katowicach. Wystawy oglądałem już rok temu (o czym pisałem w stosownym wpisie), natomiast teraz chciałem wejść na wieżę szybową dawnej KWK "Katowice" (a wcześniej "Ferdinandgrube"), która obecnie służy jako punkt widokowy.


Do stolicy województwa śląskiego (z nieznanych powodów często określanej jako stolica Górnego Śląska lub wręcz całego Śląska 😮) dotarłem późnym popołudniem, blisko wieczoru. Miało to swoje plusy i minusy - z jednej strony niebo nabrało już ładnego koloru, z drugiej cień zaczął obejmować coraz większy obszar...

Po drodze mijam Spodek, który zawsze mnie urzeka swoją konstrukcją. W środku trwa koncert Golec Orkiestry. Ktoś ich jeszcze słucha?


poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Bieszczady - pogranicze polsko-słowacko-ukraińskie.

Górskim celem wyjazdu w Bieszczady było pasmo graniczne w okolicach trójstyku polsko-słowacko-ukraińskiego. Tamtejsze szlaki są znacznie rzadziej uczęszczane niż połonińskie, a dodatkową atrakcją miał być nocleg we wiacie po słowackiej stronie granicy. W przeciwieństwie do polskiej - całkowicie legalny!

Z Wetliny zamierzamy ruszyć zielonym szlakiem, a tu już na samym początku wisi kartka, że skorzystać należy z żółtego! Chyba ich po...ało! Z naprzeciwka schodzi jakiś facet, pytam się go o trasę...
- U góry pełno śniegu - informuje. - A na dole wycinka, ale nie na samej ścieżce.
No to ruszamy!
Lasy są jeszcze gołe, wyglądają bardziej jesiennie niż wiosennie.


Męczymy się mocno podchodząc pod Jawornik (zwany też Sękową). Postanawiamy zrobić sobie tutaj dłuższy postój, podczas którego zapadamy w drzemkę. Wybudza nas z nich spora grupa zorganizowanych turystów z jakiegoś koła. Na wieść o tym, iż zamierzamy dotrzeć do granicy, prawie zaczynają się żegnać.
- Przecież tam śniegu od groma!
Co prawda widzieliśmy z doliny plamy białego na szczytach, ale chyba trochę przesadzają! Zresztą nie mamy wyboru.

środa, 18 kwietnia 2018

Autostopem i autobusem z Zagórza do Wetliny.

Godzina 1 w nocy. Paskudny dworzec autobusowy w Katowicach. Co można tam robić o tej porze w piątek trzynastego? Wiele mniej lub bardziej ciekawych czynności, ale przede wszystkim wsiadać w autobus jadący w Beskidy Wschodnie, a konkretnie w okolice Bieszczad(ów) 😊.

Z plecakiem odkryłem je dość późno, bo dopiero ponad dwa lata temu. Od tego czasu staram się tam bywać przynajmniej raz w roku, choć w ubiegłym uczyniłem to jedynie symbolicznie odwiedzając mroźny Łupków. Tej wiosny plan był ambitniejszy, zatem w piątkową noc mkniemy razem z Ecowarriorem na wschód...

Za Rzeszowem następuje tradycyjna przesiadka do innego pojazdu, co zawsze jest koszmarem dla rozbudzonych pasażerów. Wchodząc w próg drugiego busa słyszymy okrzyk:
- Eco, tutaj!
Z fotela cieszy się gęba Tomka, który akurat ma przerwę od pracy na Islandii i także wybiera się w Biesy.

Ostatnia godzina zlatuje bardzo szybko. Mimo, że Tomek miał wychodzić w Sanoku, to czyni to razem z nami dopiero w Zagórzu. Jest po 6-rano, mieliśmy piękny początek dnia, a przed nami cały weekend!