poniedziałek, 20 lutego 2017

Gdzie na narty? Snow Paradise Veľká Rača Oščadnica kontra Beskid Sport Arena

Od wielu lat nie jeżdżę w Polsce na nartach - zraziłem się kiedyś w Korbielowie, a że niemal wszystkie stoki wyglądały wówczas ponownie, to postanowiłem na stałe przenieść się za granicę. Głównie do Czechów i Słowaków.

Od pewnego czasu coś się jednak w RP zaczęło zmieniać... Słyszę od rodziny i znajomych, że warto przyjechać w Beskid Śląski, gdzie powstało kilka nowych ośrodków, a stare unowocześniono. Że fajnie, bliżej i taniej. 

Postanowiłem zaryzykować, sprawdzić i porównać. Jako, że najczęściej jeździłem ostatnio w słowackim Beskidzie Żywieckim - popularnym Snow Paradise Veľká Rača Oščadnica - to po wizycie u nich pojechałem do Szczyrku, do nowego Beskid Ski Arena. To tak naprawdę kompletnie różne kategorie, ale właśnie Szczyrk polecano mi najbardziej jako alternatywę dla Słowacji. 

Zanim zacznę porównania warto zaznaczyć, iż w Oszczadnicy byłem w sobotę, ostatni weekend ferii zimowych dla województwa śląskiego, czyli w terminie obleganym. Szczyrk wypadł w poniedziałek, pierwszy po zakończeniu tych ferii, więc już przy znacznym spadku frekwencji. Przynajmniej teoretycznie.

środa, 15 lutego 2017

Kamenitý i Kozubová - zdążyć przed wiosną

Beskid Śląsko-Morawski już od pewnego czasu jest jednym z moich ulubionych. Mam do niego względnie blisko, szlaków do wędrowania tam sporo, w schroniskach czeskie piwo i jedzenie. No i nie grozi nam przyjemność spotkania z crossowcami czy quadowcami.

A w górach nie byłem już ponad miesiąc i zaczęło coraz bardziej mnie nosić, zwłaszcza czytając różne relacje z wyjazdów. Prognozy na weekend stopniowo się poprawiały; w niedzielę rano patrząc przez okno nie widzę żadnej chmurki! Budzę tatę, jedziemy!

Po drodze zdarzały się rzeczy dziwne i niepokojące. Np. na WSZYSTKICH skrzyżowaniach z sygnalizacją mieliśmy czerwone światło. W sumie osiem razy. Zmieniło się dopiero po przekroczeniu granicy. Temperatura też szalała: pod domem wskazywało -8, potem -6 nagle przeskoczyło do +2 i znowu na lekki mróz... 😮.

Punktem docelowym jest dziki parking na skraju Łomny Górnej (Horní Lomná, Ober Lomna). Tak jak przypuszczałem: mimo wczesnej pory stoi tu już sporo samochodów.

Przepakowanie i ruszamy na niebieski szlak.


Po wejściu do lasu zaczął się koszmar: ścieżka była tak oblodzona, że nawet trzymając się drewnianej poręczy człowiek nie był w stanie podejść do przodu. Kijki (po raz pierwszy pożyczyłem kijki!) nie pomagały nic, dopiero po założeniu raczków mogliśmy ruszyć.

wtorek, 7 lutego 2017

Drewniane kościoły w centrum Górnego Śląska

Górny Śląsk budownictwem drewnianym stoi. Spośród zabytków najliczniej reprezentowane są kościoły, których na terenie regionu znajduje się kilkadziesiąt - zarówno w województwie śląskim jak i opolskim. Szczególnie dużo świątyń stoi mniej więcej w jego centrum: w zachodniej części powiatu gliwickiego. I tam pojechałem w ostatni styczniowy piątek.

Najpierw zatrzymałem się przy zamarzniętym Kanale Gliwickim (Gleiwitzer Kanal) w Rudzińcu (Rudzinitz, od 1936 Rudgershagen).


Kawałek od mostu kanał przegradza śluza Rudziniec - trzecia z sześciu zbudowanych. Jakiś czas temu chyba ją wyremontowano.


W dole widać, że wędkarstwo to fascynujący i rozwijający sport 😉.


piątek, 3 lutego 2017

Heeresgeschichtliches Museum w Wiedniu

Heeresgeschichtliches Museum (Muzeum Historii Wojskowości) w Wiedniu to jedna z najstarszych tego typu placówek na świecie. Znajduje się na terenie Arsenału - kompleksu budynków wojskowych, których budowę rozpoczęto w pierwszym roku panowania Franciszka Józefa. Młody cesarz postanowił uczynić z niego symbol nowych neoabsolutystycznych porządków po niedawnej Wiośnie Ludów.

Arsenał stanął za ówczesnymi murami miejskimi (dzisiaj to dystrykt Landstraße). Do budowy zużyto 177 milionów cegieł. Powstały w sumie 72 budynki (nazywane oficjalnie obiektami), z których część przetrwała do dzisiaj (pozostałe uległy zniszczeniu w czasie bombardowań alianckich i walk o miasto w 1945).

Na teren Arsenału wchodzę przez obiekt nr 1, dawną komendanturę. Dziś mieści się tu m.in. restauracja.


Symbolika cesarska jest wszechobecna.


Budynki wzniesiono w stylu bizantyjsko-mauretańskim z elementami gotyckimi. Wygląda to bardzo ładnie. We wnętrzach mieszczą się rozmaite instytucje, np. w obiekcie nr 3 szkoła tenisowa i mieszkania.


niedziela, 29 stycznia 2017

Wiedeń w trzy czwarte dnia

We wrześniu 2016 roku zaczęły się pojawiać promocje, dzięki którym za kilkanaście złotych można było pojechać do jednej z trzech środkowoeuropejskich stolic. Postanowiłem odwiedzić cesarsko-królewski Wiedeń, bo porachowałem, że ostatni raz w centrum tego miasta byłem aż dwanaście lat temu!

Wybrałem sobie takie połączenie, aby miejscu być przed godziną 5-tą rano. Przystanek końcowy znajduje się przy nowym Wien Hauptbahnof, który zastąpił kilka lat temu powojenny dworzec południowy. Podczas mej ostatniej wizyty nawet nie zaczęto go jeszcze budować.


W środku stoi rzeźba z oryginalnego habsburskiego dworca, która przetrwała alianckie bombardowania.


Na dworze jest jeszcze ciemno, a miasto śpi. W chłodnym powietrzu spacerowanie pustawymi ulicami staje się jeszcze bardziej przyjemne. A zwłaszcza parki, gdzie czuć klimat zupełnie z innego świata...

W Schweizer Garten nad stawem stoi zarys głowy Chopina. Nie znad pianina, ale i tak długo nie mogłem się domyślić co to naprawdę jest...


środa, 18 stycznia 2017

Mroźny koniec świata w Łupkowie

Nie sądziłem, że tak szybko znajdę się w górach w nowym roku. Zwłaszcza na rogatkach Bieszczad, do których muszę przejechać przez pół Polski. A jednak!

Zdarzyło się to w okresie, kiedy szalały największe mrozy, a ludzie panikowali, jakby co najmniej koniec świata nastał. 5 stycznia na Śląsku jeszcze była ciapa, a w Krakowie termometr na dworcu wskazywał ledwie dwa stopnie poniżej zera.

Z Krakowa mamy tani przewóz Bla-bla-carem w wygodnym Mercedesie. Na wyjeździe z miasta tablice pokazują dziesięć stopni mrozu... Będzie ciekawie. Pomimo obaw drogi były odgarnięte i do Łupkowa dojeżdżamy bez większych problemów późnym wieczorem.

Naszym celem jest Chatka na Końcu Świata. Miejsce legendarne, ba, może nawet "kultowe".


W chacie na ten długi weekend styczniowy zaplanowano śpiewanie z członkami zespołu Caryna. Już więc od czwartku robi się tam tłoczno, głośno i gitarowo, choć i tak przyjechało mniej osób niż się spodziewano. Czyżby swoje zrobił mróz?

6 stycznia jest już -15 stopni na zewnątrz. A jeszcze dzień wcześniej w pociągu temperatura była wyższa niż na Słońcu ;).


niedziela, 15 stycznia 2017

Turystyczne podsumowanie 2016 roku!

Podsumowałem już rok "górsko", teraz pora na część "turystyczną" (choć przecież wędrówki górskie to też turystyka 😉).

W styczniu pojechałem sobie za kilka złotych do Warszawy. Konkretnie to za 4. Miałem około sześciu godzin czasu do dyspozycji, więc zajrzałem do Muzeum Narodowego, które tego dnia było darmowe, zjadłem tradycyjne warszawskie cavapci oraz przeszedłem się Nowym Światem obok różnokolorowego pałacu Niezłomnego.

Jak sięgam pamięcią to ostatni raz zwiedzanie w tym mieście uskuteczniałem około 2003 roku.


W lutym, co już pisałem wcześniej, szusowałem na nartach w Jesionikach. Jednego dnia w ładnej pogodzie, drugiego w strugach deszczu.


Ponownie zawitałem też do W-wy, tym razem za złotych 6 (ostatecznie wyszło drożej, bo nie chcąc czekać na połączenie dopłaciłem do jednego pociągu). Miałem trochę więcej czasu, zatem za darmo zwiedziłem Muzeum Żydów Polskich ze wspaniałą rekonstrukcją malowideł z Gwoźdźca, przeszedłem Starówką i zakończyłem piwkowaniem z kumplem.